czwartek, 10 grudnia 2015

"Niosąca radość" Krzysztof Czarnota

 
* Tytuł: "Niosąca radość"
*Autor: Krzysztof Czarnota
* Wydawnictwo: Axel Springer Polska Sp. z o.o. oraz Zyska i S-ka Wydawnictwo s.j.
*Rok wydania: 2006
*Ilość stron: 220

*Ocena: 10/10
*Opis:

Bohater powieści przypomina ślepca, który nie potrafi zobaczyć tego, co najważniejsze w życiu, choć znajduje się to w zasięgu ręki. Wciągnięty w wir robienia kariery zatraca z wolna siebie. Dopiero niezbyt dramatyczne, ale znaczące zdarzenie, uruchamia lawinę, która przywraca bohaterowi wzrok. Zaczyna on dostrzegać barwy życia i znajdować szczęście w najzwyklejszych rzeczach. To książka o przebudzeniu  i znalezieniu radości w najprostszych, codziennych sprawach.

*Moje odczucia:

Przyznam, że książka przykuła mój wzrok ze względu na konia z okładki. I choć konie w książce nie są głównym tematem, to nie żałuję iż ją zakupiłam. Książka otworzyła mi oczy na te najistotniejsze rzeczy w moim życiu, których sami często nie dostrzegamy.
 
Główny bohater Wojtek to człowiek dla którego najważniejsze w życiu są pieniądze i kariera. Jego serce jest twarde niczym głaz i nie ma w nim miejsca na uczucia.
Pewnego dnia wraca swoim samochodem ze spotkania z producentem. Po drodze potrąca psa, choć sam do końca nie wie co to było. Kiedy sprawdza i okazuje się, że to pies,tak to komentuje:
"Na dnie rowu leżał pies. Kamień spadł mi z serca. Jakie szczęście, że to nie człowiek. Nigdy nie czułem tak wielkiej ulgi."
W tym momencie byłam ogromnie wściekła na bohatera książki, bo jak można tak bestialsko potraktować psa - potrącić go, a później zostawić na pastwę losu? Przecież zwierzę to nie jest rzecz!
Wojtek odjeżdża, ale po przejechaniu kilku kilometrów sumienie go rusza. Zawraca, zabiera psa i zawozi do pogotowia Animals.  Teraz w malutkiej mierze odnajduje mój szacunek, gdyż wrócił z pomocą do psa.
W pogotowiu pomaga przy operacji psa. Jednak ani przez myśl nie przyszło mu do głowy, by zatrzymać psa. Jego serce twarde niczym głaz powoli zaczyna kruszeć. Żyje swoim normalnym życiem, a doktor Maria z pogotowia informuje go o stanie pacjenta, kiedy ten dzwoni zapytać co u niego.
Z dnia na dzień w Wojtku dokonuje się wewnętrzna przemiana. A wszystko za sprawą psa. I kto by pomyślał? Zwierzęta mają w sobie jednak tę magiczną moc.
I choć z początku nie myślał o przygarnięciu psa, z czasem zmienia decyzję. Kiedy przyjeżdża do pogotowia i oznajmia , że chce adoptować psa, okazuje się, że jest za późno, bo zrobił już to pewien cukiernik. Wojtek jednak nie daje wygraną, za wszelką cenę próbuje odnaleźć cukiernika i odzyskać sukę. I udaje mu się to. Dzięki Poincie, Wojtek zaczyna inaczej patrzeć na świat. Znajduje radość w najprostszych, codziennych sprawach. Dodatkowo razem z doktor Marią zakochują się w sobie. Wspólnie wyjeżdżają z miasta, by pojeździć konno.
Jak kończy się ta wspaniała powieść?
Czasem w naszym życiu pojawia się ktoś, a potem znika, byśmy mogli zrozumieć sens naszego życia. Wylałam mnóstwo łez czytając tę książkę, ale myślę, że każdy miłośnik zwierząt zrobiłby to samo.
Książka daje do myślenia, niesie ze sobą przekaz.
Czyta się lekko i przyjemnie, całą historię opowiada nam sam Wojtek (narracja pierwszoosobowa).
Gorąco polecam i nie tylko miłośnikom zwierząt, ale także tym, którzy są zaślepieni i nie dostrzegają tego co w życiu najpiękniejsze.
 

2 komentarze:

  1. Dobrze, że wrócił po tego pieska, też bym była zła, że potraktował go tak bestialsko... Może kiedyś uda mi się przeczytać tę poruszającą opowieść. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco Cię zachęcam do tej lektury ;) Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.