środa, 4 maja 2016

Wywiad z Edytą Świętek

Zapraszam na kolejny wywiad, który wspólnie z Claudią z Zaczytanej  przeprowadziłyśmy z autorką Edytą Świętek.


Edyta Świętekz wykształcenia ekonomistka, z zamiłowania pisze powieści dla kobiet. Jej marzeniem jest pisanie takich książek, które sama czytałaby z przyjemnością.
 
 
1.       Jak dziś wspomina Pani początek swojej kariery pisarskiej? 
Prawdę mówiąc rzadko wracam we wspomnieniach do czasów mojego debiutu. Kiedy jednak spoglądam wstecz, staram się wyciągać wnioski na przyszłość. Aktualnie skupiona jestem przede wszystkim na tym co jest tu i teraz, a także na tym, co jest jeszcze przede mną.
2.       Czy czuje się Pani spełniona zawodowo? Czym jest dla Pani pisanie?

Zawsze byłam osobą obdarzoną bujną wyobraźnią. Zapewne gdybym na jakimś etapie życia lub kształcenia się trafiła na osobę, która potrafiłaby mi wskazać inny kierunek kariery, nie byłabym dzisiaj absolwentką wydziału zarządzania, lecz w pełni realizowałabym się na polu bardziej artystycznym. Wybrałam jednak wykształcenie ekonomiczne i konsekwentnie przez całe dotychczasowe życie trzymałam się raz obranej drogi. Muszę przyznać, że moja praca zawodowa sprawia mi ogromną satysfakcję. Jestem zadowolona, że mogę realizować się, wykonując zawód, który wybrałam blisko dwadzieścia pięć lat temu.
Zdecydowanie rozdzielam sprawy zawodowe od działalności literackiej. Pisanie powieści to zajęcie, które pozwala mi na skierowanie uwagi i myśli na zupełnie inny tor. Z całą pewnością rozwija kreatywność. Lubię zasiadać wieczorami przed komputerem i puszczać wodze fantazji. Mogę tutaj wykorzystywać potencjał, dla którego nie ma miejsca w mojej pracy – tam ważne jest skupienie i konkretne działania.
Myślę, że taki podział idealnie współgra z moją naturą: z jednej strony jestem osobą pragmatyczną i bardzo twardo stąpającą po ziemi, z drugiej strony często bujam w obłokach i tworzę własny, alternatywny obraz rzeczywistości.

3.       Pisze Pani powieści dla kobiet, ale niech nam Pani zdradzi, czy liczy na to, że i mężczyźni chętnie po nie sięgają?

Nie liczę na to, gdyż doskonale wiem, że są panowie chętnie sięgający po moje powieści i z niecierpliwością oczekujący na kolejne premiery. Oczywiście wśród moich czytelników zdecydowaną przewagę liczbową mają kobiety. Niemniej jednak cieszy mnie każdy mężczyzna, który przeczyta książkę mojego autorstwa. Bardzo sobie cenię męski punkt widzenia.

4.       Zdecydowała się Pani przekazać swoje wynagrodzenie ze sprzedaży książki „Bańki mydlane” na rzecz Towarzystwa Przyjaciół Chorych „Hospicjum im. Św. Łazarza” w Krakowie. Dlaczego właśnie ta instytucja?
 
Jako autorka często jestem proszona o przekazywanie powieści na cele charytatywne. Nie sposób jednak wesprzeć każdej osoby i instytucji, która o to  poprosi. Postanowiłam więc skupić się na jednej organizacji. Zdecydowałam się na pomaganie tej właśnie instytucji z trzech powodów. Po pierwsze, miałam pomysł na powieść o takiej a nie innej fabule. Bardzo zależało mi na opublikowaniu tego tekstu i  z chwilą, gdy kończyłam go pisać, już wiedziałam, że chcę, aby służył szlachetnej sprawie.
Wiem, jak trudno jest pozyskiwać środki na pomoc osobom, dla których bardzo często nie ma już nadziei. Ludzie o wiele chętniej wspierają zbiórki na rzecz dzieci lub zwierzaków – oczywiście jest to bardzo ważne i nie próbuję w żaden sposób umniejszać szlachetności ofiarodawców. Myślę jednak, że w naszej podświadomości jest zakodowany strach przed cierpieniem i przemijaniem. Boimy się myśleć o śmierci, gdyż oznacza ona coś bardzo ostatecznego. Boimy się także myśleć o ciężkich chorobach, wychodząc z założenia, że to nas nie dotyczy. Podczas wizyty w Hospicjum widziałam zarówno ogrom ludzkiego cierpienia, jak i ogrom potrzeb, które istnieją w takich placówkach. Jest także nieprawdopodobne piękno w zaangażowaniu personelu i wolontariuszy w funkcjonowanie tego miejsca.
Trzeci powód, dla którego wybrałam tę właśnie placówkę, jest zapewne nieco prozaiczny: Towarzystwo Przyjaciół Chorych „Hospicjum im. Św. Łazarza” ma siedzibę w najmłodszej dzielnicy Krakowa, Nowej Hucie, gdzie wychowywałam się i dorastałam. Nawet teraz, gdy od wielu lat mieszkam kilkanaście kilometrów dalej, mogę śmiało stwierdzić, że jakaś część mojego serca na zawsze tam pozostała.

5.       Zakończenie książki „Wszystkie kształty uczuć” pozostawia czytelników z wieloma pytaniami. Czy zatem czytelnicy mogą liczyć na to, że pojawi się kontynuacja książki?

Chociaż bohaterów tej powieści darzę szczególnym sentymentem, nie przewiduję pisania kontynuacji. Dla mnie ta powieść zakończyła się w najbardziej naturalny sposób. Nasze życie składa się z wielu historii, którym brakuje happy endu lub jakiegoś ostatecznego rozwiązania. Każdemu czytelnikowi, który zagaduje mnie o ciąg dalszy, proponuję, aby zamknął oczy i popuścił wodze fantazji. Oczywiście mam własne wyobrażenia tego, co mogłoby się wydarzyć , więc jeśli ktoś bardzo chciałby poznać moją wizję, proponuję uważną lekturę „Cappuccino z cynamonem”. Jest tam scena, w której pojawia się Klaudia i można na podstawie tego fragmentu ułożyć alternatywne zakończenie.

6.       Premiera „Nocy Perseidów” tuż, tuż. Czy stresuje się Pani myśląc, jak czytelnicy ją przyjmą?

Każdej premierze towarzyszy mnóstwo emocji. Zawsze istnieje niepewność tego, jak zareagują czytelnicy. Nie mogę jednak powiedzieć, aby było to stresujące. Po wydaniu takiej liczby powieści wiem, że ta sama książka może wywoływać zupełnie skrajne emocje. Nie sposób zadowolić absolutnie wszystkich gustów czytelniczych i zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie usatysfakcjonowany.

7.       Niedługo premiera „Nocy Perseidów” (której wyczekujemy z niecierpliwością), a tu już się dowiedzieliśmy, że jesienią kolejna premiera Pani książki. Zdradzi nam zatem Pani choć troszkę, o czym będzie „Miód na serce”?
Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że w tej powieści na pierwszy plan wysuwają się emocje związane z rodzicielstwem – zarówno tym spełnionym, jak i niespełnionym. Jest to powieść wielowątkowa i w pewien sposób wielopokoleniowa, gdyż wiek moich bohaterów waha się od kilku miesięcy do ponad osiemdziesięciu lat.
8.       Czy jest ulubiona pora dnia (lub nocy), kiedy najlepiej się Pani pisze swoje historie?
Zdecydowanie najbardziej lubię pisać wieczorem. Jest to doskonała pora, ponieważ przez cały dzień w mojej głowie gromadzi się taka ilość pomysłów, że gdy zasiadam przed komputerem, to pozostaje już tylko pracowite stukanie w klawiaturę.
9.       Czy ma Pani ulubiony okres historyczny, w którym chciałaby Pani się znaleźć, a może jeszcze lepiej, umieścić w nim swoją kolejną bohaterkę?

Zawsze pociągały mnie dwa okresy historyczne: pozytywizm oraz belle epoque. Interesuje mnie praktycznie wszystko co dotyczy tamtego czasu, szczególnie moda (ach, te piękne suknie i kapelusze!) oraz panujące zwyczaje. Uważam jednak, że w obecnej chwili nie mam dość wiedzy, aby wiernie oddać tamte realia. Nie uznaję półśrodków i naginania prawd historycznych w powieściach, więc nie miałabym odwagi na to, aby cofnąć się z fabułą w tamte czasy.

10.   Czy ma Pani ulubiony kącik, w którym chętnie Pani przebywa?
Tak. Mam „wysiedziane” swoje ulubione miejsce na kanapie stojącej w moim salonie oraz ulubione krzesło przy kuchennym stole J
11.   Czy, w którejkolwiek książce wydanej do tej pory, jest choć odrobina prawdy z Pani samej?

Nie. Nie uznaję aż tak osobistych wynurzeń. Osoba próbująca doszukać się jakichś zbieżności ulega iluzji. Szczególnie zabawne było dla mnie, gdy utożsamiano mnie z Karoliną Rozwadowską, główną bohaterką „Zanim odszedł”, nomen omen, również autorką. No chyba, że ktoś za odrobinę prawdy uzna to, że podobnie jak Karola dygocę z obrzydzenia na widok ślimaków bez skorupek. Albo wzorem Patrycji Janas z „Cappuccino z cynamonem” lubię popijać kawę z mleczną pianką i mam słabość do butów.

12.   Czym zajmuje się Pani w wolnych chwilach, gdy nie jest zajęta pisaniem powieści?

W chwilach wolnych lubię patrzeć na chmury przepływające leniwie po niebie. Albo na spadające gwiazdy. Lubię spotkania w wąskim gronie bliskich osób. Bardzo długie spacery. Drapanie Przemysława Kota oraz Lucy za uszami. Staram się być aktywna fizycznie, więc biegam – ostatnio trochę mniej. Niedawno doszłam do wniosku, że lubię wypiekać chleb.

13.   Wiemy, że posiada pani zwierzęta w domu. Czy uchyli nam Pani rąbek tajemnicy, jakie to zwierzęta i ile ich jest? Czy któreś z nich darzy Pani niezwykłą sympatią?

Jestem szczęśliwą opiekunką i przyjaciółką dwóch czworonogów. Obydwa są przez nas bardzo cenione i nie ma mowy o żadnej faworyzacji, gdyż są to stworzenia o zupełnie różnych temperamentach. Nasi podopieczni trafili do nas jako dorosłe zwierzęta z już ukształtowaną naturą.
Najpierw przygarnęliśmy Przemysława – dwuletniego wówczas kota dachowca. Jest to prawdziwy indywidualista: kapryśny i nieprzewidywalny. W jednej chwili z łagodnego i przymilnego pieszczocha potrafi przedzierzgnąć się w drapieżnego tygrysa z niewielką nadwagą.
Od kilku miesięcy mieszka z nami również Lucy, wspaniała i mądra ośmioletnia suka rasy owczarek niemiecki. Lucy skradła nasze serca w chwili, gdy zobaczyliśmy ją po raz pierwszy. To prawdziwa przylepa, chodząca za nami krok w krok po ogrodzie. Z upodobaniem aportuje patyki.

14.   Pochodzi Pani z uroczego Krakowa. Jest jakieś szczególne miejsce, które lubi Pani najbardziej w tym pięknym mieście?

Jak już wcześniej wspomniałam, urodziłam się i wychowałam w Nowej Hucie. Wbrew obiegowym opiniom, które narosły wokół najmłodszej dzielnicy Krakowa, jest to piękne i niesamowite miejsce. Stara część Huty została bardzo starannie zaprojektowana i przez wiele lat ten plan konsekwentnie realizowano. Każdemu, kto mnie o to zapyta, polecam spacer Aleją Róż, wycieczkę nad zalew albo po prostu przechadzkę w głąb zamkniętych osiedli – enklaw. Nowa Huta to nie tylko specyficzna architektura i oryginalnie zaaranżowana przestrzeń miejska, ale również mnóstwo zieleni. Wiosną stare osiedla zamieniają się w bajeczne ogrody rozkwitające forsycją, rajskimi jabłoniami oraz dereniami. Wystarczy otworzyć okno, a w powietrzu czuć zapach bzów lub jaśminu.
Drugim miejscem, które darzę szczególną sympatią i sentymentem jest Kazimierz, czyli dzielnica żydowska. Panuje tam specyficzny klimat, który starałam się po trosze przybliżyć w powieści „Cienie przeszłości”. Mam nadzieję, że zdołałam w miarę wiernie oddać specyfikę uliczek, w których można usłyszeć niemalże każdy język świata i spotkać turystów wszelkiej narodowości. Gdzie przyciągają wzrok przechodni tajemnicze zaułki oraz napisy w języku jidysz.
 
 
Serdecznie dziękuję Paniom Grażynie oraz Klaudii za przeprowadzenie wywiadu. Pozdrawiam!


Serdecznie dziękujemy autorce za poświęcony czas na udzielenie odpowiedzi na nasze pytania.

7 komentarzy:

  1. Czytałam kilka książek autorki i bardzo mi się podobały :). Nie mogę się doczekać najnowszej "Nocy perseidów". Zapowiada się bardzo intrygująco ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czekam na nią z niecierpliwością ;)

      Usuń
  2. Dzięki Wam-Grażynko i Claudio sporo dowiedziałam się o Pani Edycie jako kobiecie,autorce powieści.A to co doceniam w wywiadzie- odpowiedzi ,które pozwalają bardziej "wyrobić sobie " własne zdanie o Pani Edycie. Przede wszystkim za normalne potraktowanie pytań i wyczerpujące odpowiedzi ...."psychologiem" nie jestem lecz tylko czytelniczką,ale tak-takie wywiady chętnie będę czytać.Lepiej mi się pisze o tym gdyż jestem już po lekturze kilku książek Pani Edyty....i krótko powiem -powieści te to "moja bajka".Na "Noc perseidów" także się szykuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się Grażynko, że podobają Ci się nasze wywiady ;)
      "Nocy Perseidów" również wyczekuję z niecierpliwością ;)

      Usuń
  3. Niestety nie czytałam jeszcze nic co wyszło spod pióra tej autorki :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Z ciekawością przeczytałam wywiad z autorką, jako że jestem świeżo po lekturze "Nocy perseidów". Jednak zakończenie trochę mnie rozczarowało, podobnie jak wcześniejsze sugestie autorki, że Tomek ma do wyboru tylko dwie opcje: znoszenie lekceważenia i pogardy w domu teściów lub powrót do rodziców z podkulonym ogonem. Przez moment miałam wrażenie, że czytam powieść z czasów PRL. Zatem Europa stoi dziś dla wszystkich otworem, tylko dla niego nie? Przecież współczesny Tomek rzuciłby wszystko i umknął do Irlandii, Norwegii albo Wielkiej Brytanii!
    Pozdrawiam - zdziwiona czytelniczka

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.