czwartek, 2 marca 2017

"Moja mama jest aniołem" Małgorzata Friedel [PRZEDPREMIEROWO]






*Tytuł: "Moja mama jest aniołem"
*Autor: Małgorzata Friedel
*Wydawnictwo: Novae Res
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 118




*Ocena: 8/10
*Opis:


Moja mama jest aniołem to pełen tęsknoty, skrajnych emocji, sugestywnych opisów oraz bolesnych i pięknych wspomnień pamiętnik córki cierpiącej po stracie ukochanej matki. Rozgoryczona w poczuciu życiowej niesprawiedliwości podejmuje się opowiedzenia historii własnej rodziny - od diagnozy do odejścia M. Bez znieczulenia, z niebywałą precyzją i odwagą opisuje, jak mięsak bezlitośnie trawi ciało jej matki, łamiąc przy tym serca wszystkich, dla których była ważna. Jak "oswoić" śmierć? Jak pogodzić się z wyrokiem? Jak poradzić sobie bez najbliższej osoby, gdy okazuje się, że świat kręci się dalej? Pisząc, autorka poszukuje odpowiedzi na te i inne pytania...




*Moje odczucia:


Co zrobić, kiedy w naszym normalnym życiu, nagle pojawia się wyrok - nowotwór złośliwy? Jak poradzić sobie z myślą, że ktoś z naszej rodziny jest skazany na najgorsze? Jak zebrać się w sobie, by znaleźć siłę na to, by w tej ostatniej drodze być oparciem dla umierającej osoby?

Autorka wciąż stara się znaleźć odpowiedzi na te i wiele innych pytań. Książka jest pełna emocji, to wspomnienia, zarówno te dobre jak i bolesne z życia jej matki, począwszy od diagnozy, aż po jej odejście. Kiedy nagle pada ta okropna diagnoza - rak złośliwy, życie momentalnie wywraca się do góry nogami. Nie tylko chorującej, ale i całej rodziny wokół. Małgorzata była niezwykle związana ze swoją matką, dlatego tak ciężko jej się pogodzić z tym co nieuniknione. Mimo wszystko stara się być dzielna dla niej, bo wie jakie to ważne.
"Mama z dnia na dzień stała się dzieckiem, bezbronną istotą, która niemal nieustannie potrzebowała czyjejś pomocy. Najprostsze życiowe czynności okazywały się przeszkodą nie do pokonania. Mycie, ubieranie, przygotowywanie posiłków."
 Gdy słyszymy słowo nowotwór, zawsze przychodzą nam najgorsze myśli. Dlatego tak ważne jest, by mieć nadzieję, bo nadzieja umiera ostatnia. Sprawia, że wciąż tli się w nas choć malutki płomyczek nadziei, który pozwala nam myśleć, że razem wspólnymi siłami pokonamy tego "dziada". Niestety, nie zawsze jesteśmy w stanie tę walkę wygrać. Bywa, że stajemy się bezradni, a jedyne co możemy zrobić to trwać przy osobie, którą kochamy ponad wszystko. Patrzenie na jej ból, sprawia nam wiele cierpienia. Bo czy można się pogodzić z myślą, że ktoś kto jest dla nas tak cenny, powoli odchodzi?

Śmierć, to coś, co czeka każdego z nas. Nigdy jednak nie wiemy, kiedy nadejdzie. Dziś, jutro, za miesiąc, pięć miesięcy, czy też za trzydzieści lat. Myślę, jednak, że kiedy nadchodzi niespodziewanie, nie mamy czasu się jej bać. W przypadku choroby jest inaczej, zwłaszcza kiedy wszystkie sposoby zostały już wyczerpane. Człowiek, wie, że powoli zbliża się nieuniknione, i choć nie chce umierać, to powoli się na to przygotowuje.
"Nikt mi nie powiedział, że nowotwór jest jak trucizna i że nawet jeśli działa powoli, to bardzo sprawnie i systematycznie. Że krok po kroku, komórka po komórce zajmuje cały organizm, że niszczy... Niszczy tak, że człowiek zostaje już tylko samym cierpieniem."
Choroba bliskiej osoby nie jest mi obca. Wiem, jak wygląda osoba cierpiąca, wiem jak cierpią bliscy, którzy są bezradni w tej sytuacji. Jak każdego dnia modlą się o cud i o zdrowie. Jak pojawia się iskierka nadziei, że wszystko się jeszcze ułoży. I jak przychodzi bolesna świadomość, że bliskiej osoby nie ma już z nami, że już jej więcej nie zobaczymy. A w naszej pamięci pozostają tylko te najpiękniejsze wspomnienia wspólnie spędzonych chwil. I choć świadomość, że bliska osoba odchodzi boli, to jednak czasem warto pozwolić jej odejść wcześniej, by nie musiała tyle cierpieć.

Ludzie rodzą się i umierają, taka jest kolej rzeczy. A my musimy żyć dalej. Jednak nawet Ci, którzy odeszli w naszych sercach są wciąż żywi.
"Po odejściu M. zmieniło się wszystko. Naprawdę wszystko. Każdy z nas musiał zaczynać od nowa. Ja zapłaciłam wysoką cenę za żal i ból, którego nie potrafiłam ukoić. Nie możesz przecież oczekiwać od ludzi, że będą przy tobie, kiedy ty dawno nie jesteś już przy nich."
 Moja mama jest aniołem to wspomnienia córki, może nawet jakąś forma terapii, by pogodzić się ze śmiercią własnej matki. To niezwykle emocjonalne i osobiste przeżycia autorki, podczas zmagania się z chorobą nowotworową bliskiej jej osoby. Mnóstwo pytań i szukanie na nie odpowiedzi. Ta książka to prawdziwe, pozbawione tajemnic wspomnienia osoby, która towarzyszyła swej matce w jej ostatniej drodze życia.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję





9 komentarzy:

  1. Obserwuję! <3
    Zapraszam do mnie!
    http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chyba nie mogę przeczytać tej książki. Wynika to z wciąż żywych wspomnień, o których pisałam przy okazji książki "Oskar i pani Róża".
    Przynajmniej nie chcę na razie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się ciekawa książka. Czekam w takim razie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem lubię poczytać takie książki. Bardzo poruszają i pokazują nam jak kruche jest życie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem lubię takie emocjonalne książki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.