niedziela, 9 lipca 2017

"Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce" Susan Richards [PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]



PREMIERA: 11.07.2017



*Tytuł: "Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce"
*Autor: Susan Richards
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 300


*Ocena: 6/6
*Opis:


Koń, którego chciała uratować Susan Richards, nie dawał się zapędzić do przyczepy. Za to Lay Me Down, była klacz wyścigowa, razem ze swoim źrebięciem wmaszerowała po rampie wprost w życie Susan. Łagodne zwierzę - osłabione z powodu niedożywienia, zapalenia płuc i infekcji oka - przeszło trudną drogę, lecz w przedziwny sposób jego serce pozostało szczodre i otwarte. Najwyraźniej Lay Me Down było pisane trafić na pastwisko Susan i nauczyć ją, jak w pełni cieszyć się życiem pomimo jego niebezpieczeństw.

Przepiękna, rozdzierająca serce opowieść. Zwierzęcy bohaterowie są równie złożeni i barwni jak ich ludzkie odpowiedniki, a cała historia inspiruje do przemyśleń na temat odwagi, nadziei i sposobu, w jaki każda miłość - nawet miłość zwierzęcia - może pokazać swą uzdrawiającą moc.


*Moje odczucia:


Kiedy tylko zobaczyłam okładkę i tytuł książki od razu wiedziałam, że po prostu muszę ją przeczytać. Jako wielka miłośniczka koni, nie mogłam odpuścić sobie tej pozycji. A możliwość patronowania książce jest już w ogóle dla mnie zaszczytem.


Z miłością do koni, trzeba się po prostu urodzić, zawsze tak uważałam. Koń to piękne stworzenie, które nie ufa łatwo ludziom, zwłaszcza obcym. Na jego zaufanie trzeba sobie zapracować, często bywa to trudna i żmudna praca. Ale kiedy już osiągamy tę harmonię z koniem, wierzcie mi, nie ma piękniejszego uczucia. Ci, którzy kochają te cudowne zwierzęta, nie pozwolą na ich krzywdę. Zrobią wszystko co w ich mocy, by móc je ochronić przed złem.


Co mnie urzekło w tej powieści? Niezliczona ilość emocji jakich mi dostarczyła podczas czytania, przyznaję, że na ostatnich ok. 20 stronach płakałam jak dziecko. Może gdyby moje życie od młodości nie kręciło się wokół koni, nie przeżywałabym tego tak osobiście. Do tego zwierzęcy bohaterowie, którzy mogą być równie prawdziwi i namacalni co ludzkie osoby. Zżyłam się z nimi wszystkimi, z przyjemnością obserwowałam jak toczą się ich losy. Zresztą zawsze uwielbiałam czytać książki, w których zwierzęta odgrywały istotny element powieści. Nie sposób również nie wspomnieć o samej Susan, którą polubiłam bez dwóch zdań. Jej wielkie serce i oddanie swoim podopiecznym urzekało na każdym kroku. To jak obchodziła się ze swoimi pupilami chwytało za serce. Człowiek czytając pragnie, by każdy kto posiada zwierzęta, traktował je z równą miłością co nasza bohaterka.

Zarówno Susan, jak i klacz - Lay Me Down wiele w swoim życiu przeszły. I powiem Wam, że jeśli nie wierzycie w przeznaczenie, to po przeczytaniu tej pozycji zmienicie swoje zdanie. Czasem bywa tak, że nie bez powodu ktoś lub coś pojawia się na naszej drodze. Susan chciała uratować innego konia, ale to właśnie Lay Me Down wraz ze swoim  źrebakiem weszła do przyczepy. Jak widać, miały się spotkać.

Nie uwierzycie, ale koń który nie miał łatwego życia, mimo wszystko znajduje się w nowym miejscu, wśród ludzi których nie zna, a potrafi na nowo pokochać. To niewiarygodne jak wielki wpływ na nas mogą mieć zwierzęta, jak wiele potrafią nas nauczyć, jak wiele rozumieją.




Książka jest niezwykła. Dzięki niej macie okazję zobaczyć życie parzystokopytnych istot, ich zachowanie względem człowieka, czy też drugiego zwierzęcia. Każdy z koni ma inny charakter, każdy z nich potrzebuje wiele miłości, czułości, a przede wszystkim pracy z człowiekiem, by stał się z nim jednością. Nowy członek w stadzie nie jest od razu przyjmowany z sympatią. Konie są zwierzętami stadnymi, w których zawsze jedno z nich pragnie dominować i być alfą. Kiedy pojawia się nowe, czuje się zagrożone i za wszelką cenę walczy o swoją pozycję.

Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce to powieść, w której główną rolę w dużej mierze odgrywa koń, koń, który mając nieciekawą przeszłość, potrafił na nowo zaufać i pokochać, ale przede wszystkim pokazał, iż nawet w obliczu niebezpieczeństw można cieszyć się życiem. Książka chwyta za serce i dostarcza ogromu emocji. Z całego serca polecam!






Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję





1 komentarz:

  1. JA TEŻ POD KONIEC POWIEŚCI URONIŁAM ŁZY... Piękna, wartościowa historia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.