piątek, stycznia 31, 2020

"Miłość na gigancie" Anita Scharmach

"Miłość na gigancie" Anita Scharmach



TYTUŁ  "Miłość na gigancie"

AUTOR Anita Scharmach

DATA PREMIERY 18.04.2019

WYDAWNICTWO  Prószyński i S-ka

ILOŚĆ STRON 232




OCENA  4/6

OPIS





Czasem wystarczy zgubić kota, żeby twoje życie stanęło na głowie!

Magda Lewicka jest księgową daleką od typowych wyobrażeń. Nie nosi grubych szkieł na nosie i nie jest posiadaczką wielkiego tyłka. To piękna, zabawna kobieta dobiegająca trzydziestki. Jest też właścicielką kota Manfreda, z którym mieszka w wynajmowanej kawalerce. Kot posiada naturę globtrotera i chętnie zwiedza okolice. W trakcie kolejnych poszukiwań kociego towarzysza Magda poznaje przystojnego jak Apollo Jakuba.

Dziewczyna, uradowana, że w jej świecie w końcu zagościł Człowiek i jest to mężczyzna, przekonuje się, że życie nie polega tylko na poszukiwaniu szczęścia, ale i jego dawaniu.

Pełna humoru i ciepła opowieść, od której nie sposób się oderwać.



MOJE ODCZUCIA

To co najbardziej uwielbiam w powieściach Anity Scharmach to niewątpliwe jej doskonałe poczucie humoru, które zawsze w 100% przechodzi również i na mnie. Czytanie tej powieści było dla mnie przyjemnością.

Magda jest księgową, mieszka w wynajmowanym mieszkaniu ze znalezionym kotem Manfredem. Wiedzie w miarę poukładane życie, w którym brak jej tylko mężczyzny, choć sama nie chce się do tego przyznać. Ma cudowną siostrę na którą zawsze może liczyć. Ale największych przygód doświadcza dzięki swojemu kotu.

Strasznie spodobała mi się kreacja Magdy. To pewna siebie, znająca swoją wartość kobieta, która nie da sobie dmuchać w kaszę. Kiedy trzeba wie jak pokazać swoje pazurki i chyba nie ma osoby, której mogłaby się bać. Ma ciekawe podejście do życia, w którym trzeba przyznać przygód jej nie brak. Kocha nad życie swojego kota, więc gdy tylko się gubi szuka go gdzie się da. Bije od niej miłość do zwierząt. Poniekąd ta postać kojarzy mi się z samą autorką, gdyż nasza Anita też ma ogromne serce dla zwierząt i jest pełna optymizmu.

Całość napisana jest prostym językiem okraszonym sporą dawką humoru. Czyta się szybko i przyjemnie, wprost nie można się oderwać od tej lektury. I jedyne co budzi moje sprzeczna odczucia to postać Jacka Nowaka. Cham i gbur, który nagle z dnia na dzień przemienia się w cudownego i opiekuńczego faceta, trochę to mało realne. Rozumiem, że ludzie mogą się zmieniać, ale chyba raczej nie aż tak bardzo od razu. Ciekawą i intrygującą postacią jest dla mnie również Jakub Manecki, przystojniak, który zawsze robi to co chce i przed niczym się nie cofa.

„Kubę wyraźnie speszyły te słowa. Jego ruchy stały się nerwowe, a zachowanie aroganckie. Zrozumiałam, że chyba właśnie taki jest. Cham, który nie zdejmując butów, pakuje się komuś do mieszkania i penetruje szafki. Tylko dlaczego próbował być miły, kiedy spotkał mnie kilka dni temu, niosąc bułki dziadkowi?”

Podoba mi się, że autorka porusza w swojej powieści również trudny temat jakim jest opieka nad niepełnosprawnym synem. Ludzie często nie zdają sobie sprawy ile wyrzeczeń i poświęceń muszą ponosić takie osoby, że nie mają własnego życia, bo wciąż dzień i noc muszą opiekować się swoim niepełnosprawnym dzieckiem. To nie jest lekkie i przyjemne życie, ale czego się nie robi dla własnego dziecka.

Niewątpliwym plusem powieści jest również to, że wątek miłosny nie wysuwa się tak naprawdę na pierwszy plan i nie przyćmiewa całej powieści. Historia opisana przez Anitę Scharmach to samo życie, które toczy się obok nas każdego dnia. Bo któż z nas choć raz nie znalazł się w podobnej sytuacji, co nasza bohaterka?

Miłość na gigancie to przyjemna lektura, z ciekawymi bohaterami, ogromem uśmiechu na twarzy i pokazująca, że w życiu nie należy tylko brać, ale trzeba umieć też dawać. I że nic nie dzieje się bez przyczyny. Zachęcam do przeczytania.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Autorce oraz



piątek, stycznia 31, 2020

Autorzy o zwierzętach - Monika Joanna Cieluch

Autorzy o zwierzętach - Monika Joanna Cieluch


Monika Joanna CieluchRodowita grudziądzanka. Matka, żona i przyjaciółka, w wolnej chwili oddająca się lekturze, jak i tworzeniu własnych historii. Debiutowała na łamach portalu Wattpad w roku 2014. W swoich książkach stawia na emocje i realność bohaterów. Zakochana w piórze N. Sparksa. Miłośniczka miętowej czekolady i pieszych wycieczek.


1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt?

Nie. W moim domu zawsze były zwierzęta: psy, chomiki, świnki morskie, rybki, żółwie i papugi. Większość z nich przygarnęła moja mama i mimo trójki dzieci w domu, znalazła czas, by oddać zwierzakom kawałek swojego serca. Dorastałam ze zwierzętami i mam do nich sentyment po dzień dzisiejszy.

2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?

Troszkę tego było ;)  Na pewno pięć psów, kilka chomików i papug, trzy żółwie i akwarium rybek, a to i tak jeszcze nie wszystko.

3. Zwierzę jest dla mnie…

Istotą czującą, o potrzeby której trzeba dbać. Jest też przyjacielem. Dotyczy to zwłaszcza mojego psa, który bezbłędnie potrafi odczytać mój nastrój i w zależności od niego albo ze współczuciem polizać łokieć, albo też wesoło kręcąc młynka ogonem wygłupiać się ze mną w parku.

4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?

Myślę, że odpowiedź jest uwarunkowana tym w co chcemy wierzyć, bo z naukowego punktu widzenia nikt nie jest nam w stanie udowodnić, czy zwierzęta posiadają duszę, czy też nie. Ja chcę wierzyć, że ją mają ;)

5. Co sądzi Pani o fundacjach ratujących zwierzęta?

Jeśli fundacja działa zgodnie z obowiązującym prawem i co najważniejsze faktycznie ma na uwadze dobro zwierząt, to takie instytucje popieram całym sercem. W wielu z nich pracują ludzie, którzy stawiają dobro zwierząt ponad wszystko, a to bardzo szlachetne, wszak to jak dbamy o naszych mniejszych przyjaciół świadczy o nas samych.

6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?

Natychmiast zawiadamiam o takim procederze straż miejską lub odpowiednią fundację. W dzisiejszych czasach nie zawsze można zareagować od razu. Mam na myśli sytuację, gdzie na przykład sama w parku dostrzegam grupkę „mięśniaków” znęcających się nad psem. W takiej sytuacji lepiej oddalić się niezauważonym i niezwłocznie wezwać pomoc z ukrycia.

7. Pani ulubione zwierzę to?

Zdecydowanie pies. Cenię sobie to, że potrafią być wierne i kochają bezinteresownie i mimo wszystko. Nie lubię natomiast pająków i ślimaków, zwłaszcza tych pozbawionych muszli. Są paskudne…

8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?

Może pies o szlachetnym, przepełnionym dobrocią sercu, albo kot, który nie byłby obojętny na krzywdę swojego sąsiada? Tak naprawdę nie ma znaczenia jakie zwierzę osadzimy w roli głównego bohatera, istotne jest natomiast, by swoim postępowaniem nasz bohater dawał dobry przykład a cała historia niosła piękne, skłaniające do refleksji przesłanie.

9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka.  Ja zgadzam się z tym w 100% a Pani?

Myślę dokładnie tak samo. Psy zajmują wyjątkowe miejsce w moim sercu i nie wyobrażam sobie domu bez psa. Na chwilę obecną jestem właścicielką czternastoletniego Norfolk Terriera, który z racji wieku jest już nieco przygłuchy i ślepy. Mimo wszystko wciąż jest pełen życia a przez to idealny z niego kompan do zabawy i długich spacerów. Gdy piszę książki, zawsze leży obok mnie i nie pójdzie spać dopóki nie skończę zaplanowanej na dany wieczór pracy.



10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?

Zdecydowanie misie koala. Są po prostu przeurocze. Z cudnymi uszami i dużymi noskami, z młodymi na grzbiecie, sprawiają, że nie sposób się nie uśmiechnąć, gdy widzi się taki obrazek. Marzę, by móc je kiedyś zobaczyć w naturalnym środowisku.


Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas. 




czwartek, stycznia 30, 2020

"Pan Misio" Bartłomiej Trokowicz

"Pan Misio" Bartłomiej Trokowicz



TYTUŁ  "Pan Misio"

AUTOR Bartłomiej Trokowicz

DATA PREMIERY 19.05.2015

WYDAWNICTWO  RW2010

ILOŚĆ STRON 147




OCENA  5+/6

OPIS





Poznaj Las i jego mieszkańców. Czy lisy śnią o gadających kurach, a wilki o puszystych ogonach? Czy rozplotkowana Wiewiórka ułoży sobie relacje z Wilczycą? Czy Szczurek „nic dobrego” przejdzie na jasną stronę mocy? I w końcu, czy Pan Misio, zawsze pomagający innym, sam zostanie uratowany? W opowieści „Pan Misio” spotykamy gromadę sympatycznych zwierzaków, uosabiających cechy ludzkie. Pozostają w pamięci na długo i nie sposób się z nimi nie zaprzyjaźnić. Małomówna Niedźwiedzica, rozpolitykowany Bóbr, Kura zdominowana przez Lisa oraz przybyła z miasta Świnka Morska – to tylko niektóre z nich. Poznaj Las i jego mieszkańców. Wzruszająca historia dla małych i dużych czytelników, przyprawiona nietuzinkowym poczuciem humoru. Wspaniałe ilustracje autorstwa Dalii Żmuda-Trzebiatowskiej pięknie uzupełniają tę magiczną, mądrą opowieść.



MOJE ODCZUCIA

Nie ukrywam, że od czasu do czasu lubię sięgnąć po bajkę. Tę do recenzji zaproponował mi sam autor i muszę przyznać, że przypadła mi do gustu.

Bajka opowiada o Panu Misiu – niedźwiadku i innych zwierzętach leśnych m.in. lisie, wiewiórce czy też wilku. Każde z tych zwierząt posiada cechy ludzkie. Pan Misio to najważniejsze i na ogół najgroźniejsze zwierzę, do którego cała reszta ma szacunek, bo to właśnie dzięki niemu w lesie panuje względny spokój. Przed naszymi zwierzęcymi bohaterami wiele przygód, którym będziemy mogli towarzyszyć z uśmiechem na twarzy.

Bartłomiej Trokowicz napisał doskonałą bajkę pod każdym względem. Nie tylko poznajemy leśne zwierzęta i ich zwyczaje, ale uczymy się wielu ważnych cech, m.in. pomagania sobie nawzajem. Oprócz tego, że bajka bawi wywołuje również ogrom uśmiechu na twarzy, gdyż autor napisał ją z ogromnym poczuciem humoru. Z tej bajki możemy wyciągnąć wiele wniosków, ale nie tylko, ta bajka skłoni nas również do własnych refleksji.

„Wiewiórka usłyszała dosyć. Zawróciła na swej gałęzi i odbiegła. Temat do plotek był świetny. Niech no tylko pani Wilk o tym usłyszy… Lis przygarnął Kurę!”

Większość fabuły toczy się w lesie, aczkolwiek momentami przenosimy się również do domu Człowieka. Historię ukazaną w tej bajce poznajemy z punktu widzenia wszystkich zwierząt. Przekonamy się, że pomimo swojej odmienności zwierzęta są w stanie żyć w zgodzie, nie wadząc sobie nawzajem. I choć wśród nich są zarówno drapieżcy jak i ofiary i każdy z nich ma inny tok myślenia, to nie doczekamy się tutaj krwi, gdyż same zwierzęta mówią, że „nie wypada zjadać czegoś z czym się rozmawiało.”

Całość napisana jest lekkim i prostym językiem zrozumiałym dla dzieci. Może humor zawarty w niej będzie niezrozumiały dla wszystkich dzieci, ale myślę, że on nadaje tej bajce pozytywnego spojrzenia na pewne sprawy. Opisane miejsca są nad wyraz rzeczywiste i bez problemu można je sobie wyobrazić. Bajka wciąga bez reszty i nie sposób jej odkładać na później. Dodatkowo nadanie cech ludzkich zwierzętom uczy nas jak właściwie postępować w wielu sytuacjach w prawdziwym życiu. Nasi zwierzęcy bohaterowie nie zawsze są idealni, gdyż często popełniają błędy, ale właśnie na nich uczą się, aby ponownie ich nie powielać. Dodatkowo całość jest wzbogacona ilustracjami Dalii Żmuda-Trzebiatowskiej, które pięknie komponują się z całą zawartością.

Pan Misio to wartościowa pozycja zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Czytanie jej jest czystą przyjemnością, a zwierzęcy bohaterowie zaskarbią sobie nasze serca. Nasza bajeczka uczy czym powinna być przyjaźń, dobro i wzajemna pomoc. Polecam.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Autorowi.

poniedziałek, stycznia 27, 2020

"Kastor" Agnieszka Lingas-Łoniewska

"Kastor" Agnieszka Lingas-Łoniewska



TYTUŁ  "Kastor"

CYKL Bezlitosna siła (tom 1)

AUTOR Agnieszka Lingas-Łoniewska

DATA PREMIERY 05.06.2019

WYDAWNICTWO  Burda

ILOŚĆ STRON 294




OCENA  6/6

OPIS





ON MA WSZYSTKO –
PIENIĄDZE, WŁADZĘ I WYGRANE NA RINGU.

ONA WSZYSTKO STRACIŁA –
DZIECIŃSTWO, MARZENIA I NADZIEJĘ.

ŻADNE Z NICH NIE WIERZY W MIŁOŚĆ I JEJ ZBAWCZĄ SIŁĘ.

ON – Konstanty Kastor Lombardzki – to mężczyzna sukcesu. Prezes sprawnie działającej firmy, uprawiający walki MMA. Skuteczny zarówno w pracy, jak i na ringu. Twardy, nieokazujący emocji – do czasu, kiedy poznaje ją.
ONA – Anita Sokół – dziewczyna z przeszłością, która próbuje się utrzymać na powierzchni. Pracuje w klubie i dodatkowo zatrudnia się do sprzątania w firmie Kastora.

Kiedy się spotykają, rodzi się między nimi niezwykła więź: mogą sobie zaufać i zdjąć maski. Szczera miłość daje siłę, która pozwoli im zostawić mroczną przeszłość za sobą.

Czy dzięki temu pokonają zło, które zdeterminowało ich los?



MOJE ODCZUCIA

Przyjemnie było po dłuższym czasie nieczytania książek autorki powrócić do jej twórczości i w pełni dać się pochłonąć jej książce. Uwielbiam twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, to jedna z tych autorek po książki której mogę sięgać w ciemno, a i tak wiem, że będę zachwycona. Tym razem nie mogło być inaczej. To jedna z lepszych dilerek emocji jaką znam.

On ma wszystko, Ona nie ma nic. Na pozór mogłoby się wydawać, że różnią się niczym dzień i noc, ale oboje na co dzień zakładają maski, aby ukryć swoje demony przeszłości. Kiedy stają na swojej drodze od razu rodzi się między nimi uczucie. Uczucie, które z każdym kolejnym dniem nabiera niewyobrażalnej mocy. Zaufają sobie na tyle, aby zdjąć przed sobą maski. Pytanie tylko czy wspólnie pokonają zło, które nie daje o sobie zapomnieć?

Doskonała kreacja bohaterów, którzy są stworzeni z krwi i kości. To ludzie jakich na świecie wiele, którzy pod osłoną codzienności starają się ukryć to, co ich trapi niemalże każdego dnia. Oboje mimo przeszkód starają się iść do przodu, choć nie zawsze wychodzi im to tak, jakby chcieli. Oczywiście nie są ludźmi doskonałymi, a to czyni ich prawdziwymi. Emocje biją od nich na każdym kroku, i nie sposób ich nie polubić. Ja od samego początku poczułam z nimi silną więź i z zapartym tchem śledziłam ich losy.

Pomysł na fabułę świetny. Nie wiem czemu, ale mam słabość do historii tego typu. Zawodnicy MMA, z trudną przeszłością to coś co ogromnie lubię. Podoba mi się rosnące napięcie w powieści, które autorka umiejętnie nam dawkuje. Książka pomimo trudnych przeżyć bohaterów, posiada również zabawne momenty. I miłość, taka szczera i prawdziwa, której można tylko pozazdrościć Konstantemu i Anicie. Obydwoje choć poharatani przez los, poszliby za sobą w ogień. Taka właśnie powinna być miłość, nie skupiać się tylko na tych dobrych chwilach, ale być ze sobą też i w tych złych dając sobie wzajemne wsparcie.

Nigdy wcześniej nie liczyłem się ze słowami wypowiadanymi do innych ludzi. Nie obchodziły mnie czyjeś uczucia, nie zważałem na to, że bywam bezlitosny, chamski i obcesowy. Nikt nigdy też nie liczył się ze mną – miałem być twardy, miałem być nieustępliwy, nie mogłem okazywać słabości.

Czasem spotykają nas w życiu takie rzeczy o których nie sposób zapomnieć. I nawet choć bardzo się staramy, to demony prędzej czy później o sobie przypominają. W takich chwilach ważne jest, aby mieć wokół siebie ludzi na których możemy liczyć i którym możemy bezgranicznie zaufać. Samemu nie sposób poradzić sobie w takiej sytuacji. Nasi bohaterowie mieli to szczęście, że wokół nich znalazło się właśnie kilka takich osób. Osób, które nie oceniały, ale w każdej sytuacji byli dla siebie wsparciem.

Cała historia ocieka emocjami. Czytelnik czytając tę powieść może sobie bez problemu wyobrazić sytuacje, w których znajdują się bohaterowie. Ich historie chwytają za serce i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Ale dają nam też nadzieję na to, że po każdym upadku można się podnieść i że są na tym świecie ludzie, którzy pragną nam pomóc. Jestem ogromnie ciekawa kontynuacji, po którą mam zamiar w najbliższym czasie sięgnąć.

Kastor to historia obok której nie sposób przejść obojętnie. To historia, która ocieka emocjami, napięciem i niezwykłymi bohaterami. Gwarantuję wam, że czytając tę powieść doznacie wielu wrażeń. To trzeba przeczytać! Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję




sobota, stycznia 25, 2020

"Szukając siebie" Bartłomiej Bartoszyński

"Szukając siebie" Bartłomiej Bartoszyński



TYTUŁ  "Szukając siebie"

AUTOR Bartłomiej Bartoszyński

DATA PREMIERY 06.12.2019

WYDAWNICTWO  Vectra

ILOŚĆ STRON 264




OCENA  3/6

OPIS





JEDEN MOMENT WYSTARCZYŁ, ABY CAŁY ŚWIAT ALEKSA ROZPADŁ SIĘ NA MILION KAWAŁKÓW

To miała być jedna z najpiękniejszych nocy w jego życiu. Jednak szybko zmieniła się w największy koszmar. Teraz Aleks ma jedno marzenie – cofnąć czas do tamtego wieczoru i zapobiec katastrofie, która całkowicie zmieniła jego życie.

Szukając siebie to pełna emocji powieść, opowiadająca o bólu, cierpieniu i stracie młodego chłopaka, który musi zdecydować jak będzie wyglądała jego przyszłość.

Czy demony przeszłości pozwolą o sobie zapomnieć?



MOJE ODCZUCIA

Jak dobrze wiecie, lubię sięgać po debiuty i odkrywać nowych ciekawych twórców. Dużo słysząc i widząc zadowalające opinie o książce Szukając siebie, nabrałam ogromnej chęci, aby samej przekonać się czy moje wrażenia będą podobne.

Aleks ma kochających rodziców, wspaniałych przyjaciół i całe życie przed sobą. Tamtej nocy miał świętować ze znajomymi, to miała być wspaniała noc, a w rzeczywistości stała się najgorszym koszmarem w jego życiu. Bo właśnie wtedy jego życie obróciło się o 180 stopni i nic już nie było takie jak wcześniej. Aby poradzić sobie z tragedią, wyjeżdża odcinając się od wszystkiego i wszystkich ze swojej przeszłości, by móc zacząć żyć od nowa. Czy to mu się uda?

Tak naprawdę ciężko jest cokolwiek napisać o tej książce, aby nie zdradzić fabuły. Niemniej nasz bohater mierzy się ze stratą i próbuje odnaleźć siebie, aby mógł ruszyć do przodu. Z całą pewnością nie jest to łatwe, gdyż to co spotkało Aleksa, mogłoby spotkać każdego z nas i tak naprawdę nie wiadomo jak zachowalibyśmy się akurat my w danej sytuacji. Zdecydowanie można nazwać tę książkę dramatem, bo przepełniona jest smutkiem, cierpieniem, próbą zrozumienia „dlaczego to spotkało akurat mnie”.

Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że po tylu pozytywnych opiniach ja osobiście jestem rozczarowana tym debiutem. Nie mogę powiedzieć, że autor nie ma potencjału, bo jakiś w nim drzemie, ale warsztat pisarski wymaga jeszcze wiele pracy. Styl pisania co pewien czas raził mnie w oczy, ciągłe powtórzenia odrobinę mnie już nudziły i kompletnie nie odczuwałam emocji bohatera czytając tę książkę. Autor momentami za bardzo rozwodził się nad własnymi przemyśleniami, poświęcając temu większość rozdziału, zamiast napisać to co chciał nam przekazać w sposób zwięzły. Pomimo tych niedoskonałości czytało się dość szybko.

Sama kreacja Aleksa nie jest najgorsza. Po części jest nawet dość realna, co nie oznacza, że czasami jego zachowanie mnie nie irytowało. Rozumiem, że mierzył się z własnymi demonami, jednak czasem postępuje zbyt lekkomyślnie. Niemniej było mi go szkoda, bo nawet największemu wrogowi nie życzyłabym tego przez co on sam przechodził.

Nie jest sztuką się zakochać, bo miłość może przyjść szybko i nieoczekiwanie. Sztuką jest pielęgnować to uczucie każdego dnia.

W życiu trzeba umieć dostrzegać nawet najdrobniejsze błahostki, cieszyć się tym co mamy, bo nigdy nie wiadomo jak jedna chwila może nam to wszystko zabrać. Ze stratą nie można się pogodzić, z nią trzeba nauczyć się żyć. I chodź ludzie mówią, że czas goi rany, to nie zawsze jest to prawdą. Czas pozwala nam się po prostu oswoić z tym co się stało, ale nigdy o tym zapomnieć.

Zakończenie jest zaskakujące i pozostawia niedosyt, więc pomimo tego, że ta książka nie jest doskonała to skuszę się, aby sięgnąć po kolejną część i zobaczyć jak rozwinie się warsztat pisarski autora. Szukając siebie to beletrystyka.

Szukając siebie to lektura, która ma w sobie potencjał, jednak tak naprawdę nie został on do końca wykorzystany. Dla mnie zabrakło emocji, które tak uwielbiam podczas czytania powieści. To historia o stracie i chęci odnalezienia siebie samego. Mnie nie do końca zachwyciła, ale u was może być inaczej. Jeśli macie ochotę, sięgnijcie i przekonajcie się sami.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję



piątek, stycznia 24, 2020

Autorzy o zwierzętach - Mira Białkowska

Autorzy o zwierzętach - Mira Białkowska


Mira BiałkowskaPolska poetka i pisarka.


Ma wykształcenie muzyczne i pedagogiczne. W młodości z zespołem wokalnym i chórem studenckim, koncertowała w kraju (nagroda na Festiwalu Kołobrzeskim). Pracowała jako pedagog i nauczyciel muzyki, uczyła gry na fortepianie, prowadziła chór, zespół wokalny, zespół fletów prostych, zajmowała się profilaktyką uzależnień. Po przejściu na emeryturę zajęła się muzykoterapią i pisaniem.



Jest członkiem chóru Fides et Cantus i grupy literackiej Vena w Nowym Dworze Mazowieckim. Dużo podróżuje.



Napisała ponad 300 fraszek, kilkadziesiąt wierszy, scenariusze i teksty piosenek.




1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt?

Zdecydowanie NIE.

2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?

W dzieciństwie miałam kanarki (nawet dochowaliśmy się piskląt) i kota syjamskiego. Już w moim „dorosłym” domu miałam suczkę, ale krótko (zginęła). Teraz w moim domu nie ma zwierzaka (nie jestem w stanie zapewnić mu opieki), ale mam dwa zaprzyjaźnione psy – u córki jest suczka Zjawa, u syna pies Spajk.



3. Zwierzę jest dla mnie…

Na to pytanie nie mogę odpowiedzieć jednoznacznie, bo jedne są dla mnie utrapieniem (np. komary), inne członkiem rodziny.

4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?

Wielu ludzi  w ogóle nie wierzy w istnienie duszy.  Ja wierzę, że człowiek ma duszę.

5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta?

O jakich fundacjach mowa? Ja pomyślałam o ratowaniu rzadkich gatunków. Człowiek opanowuje środowiska, które były siedliskiem zwierząt. Swoją   działalnością doprowadził do wyginięcia niektórych gatunków i drastycznego zmniejszania populacji innych. Boję się myśleć do czego możemy doprowadzić. Ratujmy to co mamy póki jeszcze jest. 

6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?

Na to pytanie też nie odpowiem jednoznacznej. To zależy od sytuacji, na czym polega owo krzywdzenie i kto krzywdzi. Inna reakcja jest potrzebna, gdy zwierzęta są krzywdzone np. w pseudohodowli i inna, gdy człowiek znęca się nad psem czy kotem. Inna gdy oprawcą jest małolat, inna, gdy grupa niebezpiecznych chuliganów. 

7. Pani ulubione zwierzę to?

Pies.

8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?

W mojej książce „Bajeczki babci Mireczki” bohaterami są nie tylko ludzie, ale też zwierzęta: suczka Zjawa, kot Szczurek, kot Rudzielec i Dębowy Śpiewak (niepełnosprawny ptaszek). Napisałam też scenariusz (wystawiany w przedszkolach) „Bal na łące” o zwierzętach mieszkających na łące.

9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?

Zgadzam się. 

10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?

Koń, bo jest piękny w ruchu. Kot, bo ma wiele gracji i przybiera wspaniałe pozy zarówno w czasie zabawy, jak i podczas drzemki. Ptak (zwłaszcza duży) podczas lotu i wiele innych.

                                                                                                     Dziękuję – Mira Białkowska,



Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.


czwartek, stycznia 23, 2020

"Wszystkie nasze obietnice" Colleen Hoover

"Wszystkie nasze obietnice" Colleen Hoover




TYTUŁ  "Wszystkie nasze obietnice"

AUTOR Colleen Hoover

DATA PREMIERY 14.11.2018

WYDAWNICTWO  Otwarte

ILOŚĆ STRON 296




OCENA  6/6

OPIS





Idealna miłość,
nieidealni ludzie.


Quinn i Graham przysięgali sobie miłość, wierząc, że wspólnie poradzą sobie z wszelkimi przeciwnościami losu. Ma to upamiętniać szkatułka, którą Graham podarował ukochanej w dniu ślubu.

Przez kilka następnych lat wzajemne przyrzeczenia stają się źródłem rozczarowań. W życiu małżonków zaczyna królować rutyna, a marzenia o założeniu rodziny stają się nieosiągalne. Oddalający się od siebie Quinn i Graham zaczynają wątpić w sens swojego związku.

Przyszłość ich małżeństwa kryje się jednak w śladach z przeszłości zamkniętych w szkatułce – pod sekretami, błędami i niedopowiedzeniami...

Historia Quinn i Grahama rozpoczyna się w momencie, gdy oboje rozstają się ze swoimi partnerami. Czy taki los spotka również ich związek?

Colleen Hoover z dobrze znaną czytelniczkom szczerością i wnikliwością opisuje parę pogrążoną w kryzysie. I szuka odpowiedzi na pytanie: czy albo kiedy przestać walczyć o ocalenie małżeństwa, które przecież miało trwać wiecznie?




MOJE ODCZUCIA

Kocham twórczość Colleen Hoover za te wszystkie emocje, których mi zawsze dostarcza. Ale co ta powieść zrobiła z moim sercem? Nie wiem czy jestem w stanie to opisać.

Można powiedzieć, że Quinn oraz Graham poznają się w najgorszym momencie swojego życia, bo podczas zdrady przez swoje drugie połowy. Od tego spotkania mija sześć miesięcy, a oni spotykają się przypadkowo ponownie. I właśnie od tego spotkania, nie mogą się już rozstać, a uczucie jakie się między nimi rodzi wzrasta z każdym kolejnym dniem. W końcu się pobierają, a jedyne czego im brak do pełni szczęście to dziecko. Niestety Quinn ma problemy z niepłodnością i każda próba kończy się niepowodzeniem. Powoli zaczynają się od siebie oddalać, nie mówią sobie wielu rzeczy, zamykają się w sobie co powoli doprowadza do kryzysu w ich małżeństwie. Czy szkatułka, którą mieli otworzyć na 25-lecie ich małżeństwa uratuje ich związek?

Cała powieść toczy się dwutorowo – wtedy i teraz. Dzięki temu zabiegowi krok po kroku poznajemy życie bohaterów w danej chwili, a także od momentu ich początku. Myślę, że to doskonały sposób na to, by dobrze zrozumieć każdą z zaistniałych sytuacji w życiu naszych bohaterów. Mistrzowska kreacja bohaterów, którzy są niezwykle prawdziwi i w pełni można poczuć ich obecność tuż obok nas. Z takimi bohaterami aż chce się iść przez życie, choć jest one niezwykle wyboiste. Obydwoje są tylko ludźmi, którzy popełniają błędy. Ich związek się rozpada, gdyż oboje nie potrafią porozmawiać ze sobą o tym co czują, co im zadaje cierpienie. Ona cierpi, bo nie może zajść w ciążę, on cierpi, bo tak bardzo pragnie dać jej to, czego ona oczekuje, a nie może nic na to poradzić.

Colleen Hoover w swojej powieści porusza nie tylko problemy małżeńskie, ale także problemy niepłodności. Ludzie nie rozumieją, że nie wszystkie kobiety potrafią zajść w ciążę na „pstryknięcie palców”. Wiele kobiet mierzy się z problemami chorobowymi, które im to uniemożliwiają. Dla kobiety, która pragnie dziecka ponad wszystko, w końcu te nieudane próby doprowadzają ją do załamania. Taka kobieta cierpi, gdy patrzy jak w rodzinie rośnie kolejne życie, jak patrzy na kobiety, które nie planowały, a przez przypadek zaszły w ciążę. Wszystko to kumuluje się na kolejne „porcje” cierpienia, bo jej się nie udaje, a ona tak bardzo tego chce. Są ludzie, którzy nie rozumieją rozterek takich kobiet, pozwalając sobie wyśmiewać się z nich. Naszą bohaterkę właśnie to doprowadza do rozpaczy, natomiast Graham cierpi, gdyż ona cierpi. I choć oboje pragną dziecka, to muszą nauczyć się, że pomimo tego, że im się nie udaje i tak powinni cieszyć się życiem.

Nie zauważałam, że smutek wyniszczał go jeszcze bardziej niż dawniej. Pewnie stało się tak dlatego, że smutek jest jak pajęcza sieć. Nie widzi się go, dopóki się w nim nie utknie, a wtedy trzeba go z siebie zdzierać, żeby się uwolnić.

Kiedy czytamy i dowiadujemy się jak ich miłość rosła z każdym kolejnym dniem, jak wielkim darzyli się uczuciem, ile dla siebie znaczyli, a później obserwujemy niemalże ich rozpad, to serce czytelnika cierpi razem z nimi. Ludziom czasem wydaje się, iż są niezniszczalni, ale tak naprawdę, każdego z nas można złamać. Zatem pytanie, które należy w ich przypadku postawić, to, czy uda im się uratować tę ich piękną miłość? Czy znajdą w sobie tyle siły, by pokonać przeciwności losu i ponownie stać się tą przepiękną parą z „wtedy”?

Kiedy czytałam tę powieść, moje serce niejednokrotnie rozbijało się na drobne kawałeczki. Quinn i Graham to bohaterowie, których pokochałam od ich pierwszego spotkania i gorąco wierzyłam, że wspólnie stworzą coś pięknego. Więc kiedy Quinn coraz bardziej się wycofywała i ukrywała przed swoim mężem, gorąco jej i jemu współczułam. Każde z nich starało się sobie radzić na własny sposób, ale tak naprawdę im to nie wychodziło. Oboje się w tym wszystkim pogubili, zapominając, że tak naprawdę mają wszystko, bo mają siebie.

Ta książka jest istnym ładunkiem emocjonalnym, i zdecydowanie to jedna z najlepszych książek autorki, choć wszystkich jeszcze nie przeczytałam. Uwielbiam kiedy mogę przeżywać zapisane na papierze historie tak jakby działy się gdzieś tuż obok mnie. Ta książka pokazuje jaki jest najczęstszy powód rozpadów małżeństwa, i nie chodzi mi tutaj o brak możliwości zajścia w ciążę. Bo tymi powodami jest brak wzajemnej komunikacji i nie rozmawianie o problemach.

Gdy mówi się o unikaniu, brzmi to zupełnie nieszkodliwie, ale właśnie unikanie może narobić poważnych szkód w związku. Tak wielu rzeczy unikaliśmy w naszym małżeństwie – po prostu ze strachu. Unikaliśmy komunikacji. Unikaliśmy rozmów o trudnościach, z którymi musieliśmy się mierzyć. Unikaliśmy wszystkiego, co nas najbardziej smuciło. A ja z czasem zaczęłam całkowicie unikać człowieka, który był drugą połową mojego życia.

Wszystkie nasze obietnice to historia od której nie sposób się oderwać. To historia o miłości, ale nie tej idealnej, cudownej, lecz prawdziwej i ludzkiej, w której bohaterowie popełniają wiele błędów. Kiedy czytelnik czyta tę książkę, to odczuwa autentyczny ból w sercu, ale również odrobinę nadziei na szczęśliwe zakończenie. Czy takie właśnie ono jest? Przeczytajcie, aby się przekonać. Gorąco polecam.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję



Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger