niedziela, lutego 28, 2021

"Czas grzechu" Anna Sakowicz

"Czas grzechu" Anna Sakowicz

 



TYTUŁ  "Czas grzechu”

CYKL Jaśminowa Saga (tom 1)

 

AUTOR Anna Sakowicz

 

DATA PREMIERY 16.09.2020

 

WYDAWNICTWO  Poradnia K

 

ILOŚĆ STRON 464

 

 

 

 

OCENA  5/6

 

OPIS




 

TRZY KOBIETY, TRZY POKOLENIA, trzy oblicza jednego miasta

Epicka opowieść o rodzinie Jaśmińskich, rozgrywająca się na tle epokowych wydarzeń, w jednym miejscu, choć  trzech różnych rzeczywistościach: w Danzig, w Wolnym Mieście Gdańsku i w Gdańsku.
Dzieje sióstr Jaśmińskich to porywająca opowieść o marzeniach, rodzinnych tajemnicach, o miłości i śmierci, spisana aż do czasów współczesnych.



MOJE ODCZUCIA

 

 

Książki Anny Sakowicz zawsze czyta się z zapartym tchem. To jedna z tych autorek, która nie boi się poruszać trudnych tematów, a jej bohaterowie jak zawsze są niezwykle realni. Do tego w powieści mamy pięknie opisane Wolne Miasto Gdańsk i zmiany epokowe.

Historia opowiada o losach rodziny Jaśmińskich na przełomie lat 1916-1939. Rodziny, która nie jest zamożna, jednak ma ogromną pasję i serce do introligatorstwa. Rodzinę poznajemy w czasie śmierci najstarszego syna – Pawła. Antoni i Elżbieta mają jeszcze czwórkę dzieci. Katarzyna, która ma własne poglądy na życie i często sprzeciwia się ojcu, Stasia, która jest spokojna i posłuszna ojcu, Julia, najmłodsza latorośl, w której jest pełno energii oraz Paweł, który od najmłodszych lat czuje powołanie, aby zostać księdzem. Każde z tych dzieci ma własne poglądy i pragnienia, a przede wszystkim stara się spełnić własne marzenia, choć na własnej skórze przekonają się, że nie zawsze jest to takie proste. W życiu czeka ich wiele przeszkód i zaskakujących momentów. Czy poradzą sobie z nimi wszystkimi? Czy spełnią własne marzenia?

Stasia kiwnęła głową, choć nie pojmowała emocji Julii. W tym momencie smutek złapał ją za gardło. Z trudem nabrała powietrza. Była pewna, że to nie spodoba się ich ojcu. Nie tak urządzony był ten świat, by dziewucha samodzielnie decydowała o swoim życiu, pomyślała z goryczą, odtwarzając w pamięci słowa rodziców.

Muszę przyznać, że powieść wciąga w głąb siebie od samego początku do końca. Kiedy już zacznie się czytać, nawet nie wiadomo kiedy, a strona za stroną przewraca się coraz szybciej. Lubię pióro autorki i to jak nim operuje. Lubię zagłębiać się w emocje bohaterów i wspólnie z nimi przeżywać ich losy. Niewątpliwie Anna Sakowicz pisze pięknie z precyzją zagłębiając się w wszystkie szczegóły. Niezwykle zżyłam się z rodziną Jaśmińskich i mocno trzymałam kciuki, by ich losy mimo wszystko jakoś się poukładały.

Czytając tę książkę było mi żal Katarzyny oraz Stasi. Nieprawdopodobne jest to, że w dawnych czasach to nie kobiety miały decydować o swojej przyszłości, tylko ich ojcowie. Wyobrażacie sobie, że w obecnych czasach to wasi ojcowie mieliby wybierać nam kobietom przyszłych mężów? Ja nie potrafię sobie tego wyobrazić. Niemniej tak właśnie było, to Antoni, myśląc, że postępuje słusznie, wybierał przyszłych kandydatów na mężów dla swoich córek. Najlepszą partią zawsze był mężczyzna, wywodzący się z zamężnej rodziny. Ale nie wszystkie siostry się na to godziły. Katarzyna nie wyobrażała sobie, że miałaby poślubić kogoś wbrew sobie samej, dlatego do tego nie dopuściła. Spotkała ją za to sroga kara z którą mierzyła się przez wiele kolejnych lat swego życia.
W powieści mamy też obraz wielkiego patriotyzmu Antoniego, który całym sercem był za Polską. Nie da się ukryć, że w tamtych czasach, ludzie byli dyskryminowani ze względu na miejsce pochodzenia. To przykre, że to, skąd się wywodziliśmy wpływało na to, gdzie obecnie żyjemy. Ale tak wyglądało życie, a te poglądy w niektórych miejscach utrzymują się do dziś. Ludzie krzywo patrzą na kogoś, bo ma inny kolor skóry, bądź pochodzi z innego kraju. A przecież to człowiek taki sam jak i my. Dla mnie to chyba nigdy nie będzie zrozumiałe.

- Kim ty jesteś?! – wrzasnął Antoni. Był bliski płaczu. Może chciał kiedyś wydać starszą córkę za Niemca, ale to było dawno temu. Potem zrozumiał, jak ważne jest zachowanie polskości w tym mieście. Czasami miał wrażenie, że Wolne Miasto Gdańsk było wolne wyłącznie dla Niemców, Polscy o wszystko musieli tu walczyć. Choć byli i tacy, którzy swoje nazwiska po prostu oddawali, pomyślał z goryczą o córce i jej mężu.

Przed wami trzy siostry, każda z nich pragnie iść w swoją stronę po własne szczęście, miłość i marzenia. Czasem tradycje podtrzymywane z pokolenia na pokolenie nie idą w zgodzie z kolejnymi poglądami pokoleń. To co wydawało się wpisane w tradycję rodziny, nagle nabiera innego kształtu, nie wszyscy potrafią się z tym pogodzić. Kiedyś kobiety były dyskryminowane, ale z czasem zaczęły się buntować przeciwko temu. Dzisiaj mamy równouprawnienie i każdy ma prawo decydować o sobie samym, jednak wtedy tak to nie wyglądało… Tylko, że pojawiały się takie kobiety jakby chociaż Katarzyna, które potrafiły się przeciwstawić takiemu traktowaniu, a przy okazji wpisywały się w nową historię dla kobiet.

Czas grzechu to piękna, ujmująca historia o marzeniach, o miłości, śmierci, oraz o możliwości decydowania o sobie samej. Historia, która chwyta za serce i nie pozwala się odłożyć na bok choć na moment. Gorąco polecam.

 

 

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Autorce oraz





sobota, lutego 27, 2021

Zapowiedź patronacka "Szukając miłości..." Magdalena Chrzanowska

Zapowiedź patronacka "Szukając miłości..." Magdalena Chrzanowska

 

PREMIERA: 23.03.2021



Jest mi niezmiernie miło ogłosić, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Szukając miłości... Magdaleny Chrzanowskiej.

⇘⇙

“Kto by się spodziewał, że potrącenie rowerzystki może być początkiem pięknej przygody? Z pewnością nie Jola, która po kolejnym rozstaniu z mężczyzną próbuje ułożyć sobie życie, zastanawiając się przy tym, ile razy można zaczynać od nowa. I kiedy wreszcie dochodzi do wniosku, że życie w pojedynkę może być całkiem znośne, los znowu płata jej figla. Czy i tym razem jej marzenia o szczęśliwym związku legną w gruzach? Dalsze losy Jolanty Kryczuk, bohaterki powieści „I ślubuję ci…”

⇗⇖






piątek, lutego 26, 2021

Autorzy o zwierzętach - Anna Płowiec

Autorzy o zwierzętach - Anna Płowiec

 



Anna Płowiec. Od paru lat spełnia marzenia z dzieciństwa, żeby pisać książki. Mieszka z rodziną w Krakowie. Jest zauroczona klimatem tego miasta, co znajduje odbicie w jej twórczości. Jej pasją są książki oraz podróże bliższe i dalsze, a ulubiony kierunek to Hiszpania. Uwielbia naturę, rodzinne wycieczki po Gorcach, nadmorskie, ciepłe klimaty, długie spacery, lato i słońce.

Dotychczas wydała dwie powieści obyczajowe „W cieniu magnolii” i „Sekrety Julii”, a w przygotowaniu jest kolejna, kończąca cykl. W pisaniu uwielbia to, że bohaterowie ożywają, stają się samodzielnym bytem nie tylko na papierze. W swoich książkach podkreśla znaczenie więzi rodzinnych, daje czytelnikom pogodę ducha, optymizm i wiarę w lepsze jutro – to wartości, które dla niej samej również są bardzo ważne.




1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt?

Był dawniej taki czas, kiedy nie miałam w domu żadnego zwierzęcia. Jednak teraz, kiedy od paru lat mam psa, a córka kota, to już sobie tego nie wyobrażam. W domu byłoby pusto i smutno.

2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?

Gdy byłam mała, przez nasz rodzinny dom przewijały się kanarki, papugi, chomiki, rybki, psy również. W moim dorosłym samodzielnym życiu wcześniej miałam trzy koty, a psa mam po raz pierwszy.

3. Zwierzę jest dla mnie…

Mój pies Bianko jest dla mnie domownikiem, towarzyszem, przyjacielem, najlepszą dawką dobrego humoru i energii. Czasem mnie rozczuli albo rozśmieszy, czasem odstresuje, niekiedy nawet lekko zezłości – wiadomo, jak to domownik, ale zawsze jest przekochany.



4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?

Gdy zaglądam w rozumne, kochające oczy mojego psa, na pewno widzę tam COŚ, co może być duszą. Gdy przychodzi i kładzie głowę na moje kolana, albo cieszy się na mój widok, też. Może nie wiem, czy dokładnie jest to dusza, ale na pewno coś głębokiego i mądrego, czasami nawet bardziej ludzkiego niż u niejednego człowieka.

5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta?

Są potrzebne, a nawet konieczne, zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy tak wiele osób nie rozumie, że zwierzę to żyjąca i również czująca istota. Coraz więcej jest też gatunków zagrożonych wyginięciem, które mają szansę przetrwać dzięki takim działaniom. Podziwiam i cenię ludzi, którzy się tym zajmują, bo zwykle to bardzo ciężka i wyczerpująca emocjonalnie praca, zwłaszcza dla wrażliwych osób.

6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?

Myślę, ze naturalnym odruchem jest reakcja pomocy zwierzęciu. Najpierw zwrócenie uwagi, rozmowa, o ile ktoś krzywdzący w ogóle byłby partnerem do rozmowy, w ostateczności telefon do odpowiednich służb.

7. Pani ulubione zwierzę to?

Jeśli chodzi o typowe zwierzęta domowe, ciągle nie mogę się zdecydować między psem a kotem, ale najbardziej rozbrajają mnie alpaki, misie koala i pandy. Niestety, dwóch ostatnich jeszcze nie widziałam na żywo, ale liczę, że kiedyś się uda.



8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?

W mojej pierwszej książce ważną rolę odegrał pies - mój Bianko był jego dokładnym pierwowzorem, w kolejnych występują już koty. Myślę, że ciekawie byłoby wprowadzić też inne zwierzę, mogłoby to urozmaicić akcję - zastanawiam się właśnie nad alpakami. Gdy byłam dzieckiem, czytałam książkę pt.: „Czarka” – o dziewczynce, która znalazła kota i zaopiekowała się nim. Kot okazał się małą czarną panterą która uciekła z cyrku. Historia tak podziałała mi na wyobraźnię, że pamiętam ją do tej pory. W ogóle zwierzęta to bardzo wdzięczny temat do pisania, podobnie jak do robienia fotografii.

9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?

Ciężko się nie zgodzić, zwłaszcza mając na co dzień do czynienia z własnym psem.

10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?

W sieci furorę robią zdjęcia małych szczeniaków i kociaków, ale każde zwierzę ma swój własny urok, podobnie jak i człowiek, chodzi tylko o to, żeby to wydobyć trafnym ujęciem. Ale dla mnie, przyznam się szczerze, i tak najbardziej fotogeniczny jest mój Bianko, ze swoim wyglądem białej, słodkiej owieczki. Uwielbiam robić mu zdjęcia przy każdej okazji.





Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.


piątek, lutego 26, 2021

"Przeznaczenie ma twoje imię" Katarzyna Grabowska [PATRONAT MEDIALNY]

"Przeznaczenie ma twoje imię" Katarzyna Grabowska [PATRONAT MEDIALNY]

 




TYTUŁ  "Przeznaczenie ma twoje imię”

CYKL Wszystkie nasze chwile (tom 3)

 

AUTOR Katarzyna Grabowska

 

DATA PREMIERY 23.02.2021

 

WYDAWNICTWO  Videograf

 

ILOŚĆ STRON 531

 

 

 

 

OCENA  6/6

 

OPIS




 

Jak zakończy się historia miłosna Weroniki, jedynej spadkobierczyni fortuny Floriana Skarbierskiego, i Jusufa, syryjskiego uchodźcy? Dzieliło ich wszystko: kultura, religia, status społeczny. Dość dramatyczne spotkanie przed laty zaważyło na dalszych losach tej dwójki. Gorące uczucie wybuchło nagle, jednak nie przeszło ciężkiej próby, na którą je wystawiono. Cena, jaką Weronika musiała zapłacić za chwilę zapomnienia, okazała się bardzo wysoka. Ogarnięty żądzą zemsty gangster bez skrupułów odebrał jej wszystko., co kochała i zmusił do podjęcia najtrudniejszej decyzji.
Czy teraz, gdy minęło już trochę czasu, pojawi się wreszcie szansa na wyjaśnienie wszelkich niedomówień? Czy mimo wzajemnych uraz Weronika i Jusuf będą potrafili wreszcie się porozumieć? Czy w imię dawnej miłości zdecydują się ponownie zaryzykować i wrócić do siebie, raniąc przy tym najbliższe im osoby? Czy przeszłość ponownie stanie na drodze ich szczęściu? Poznajcie ostatni tom cyklu Wszystkie nasze chwile.



MOJE ODCZUCIA

 

 

Po dość burzliwym zakończeniu II tomu cyklu Wszystkie nasze chwile z wielką niecierpliwością oczekiwałam ostatniego tomu, aby w końcu poznać dalsze losy bohaterów, którym mocno kibicuję od samego początku. I muszę przyznać, że tutaj autorka wywołała we mnie istny huragan emocji, który ciężko opisać słowami, to trzeba przeżyć na własnej skórze.

Są takie chwile w życiu każdego człowieka, gdy modli się, aby zakląć czas. Aby wpłynąć na bieg wydarzeń. Te nieznośne momenty, kiedy wszystko zmierza do nieuchronnego, a my nie mamy wpływu na zmianę przeznaczenia.

Weronika po sześciu latach przylatuje na urlop do Polski do Skarbiesza, który opuściła dawno temu. Wracają wspomnienia dawnych lat, wydarzeń, ponownie pojawiają się emocje, z którymi nie jest w stanie walczyć. A do tego wszystkie ponownie spotyka Jusufa, swoją pierwszą i jedyną miłość, której nigdy nie przestała kochać. Czy spotkanie po latach pozwoli im sobie wszystko wytłumaczyć i wymazać wszelkie urazy sprzed lat? Czy ich uczucie ma szansę ponownie zapłonąć gorącym płomieniem? I czy Jacek, wieloletni przyjaciel Weroniki, zakochany w niej od zawsze, tak po prostu pozwoli zniknąć jej z życia?

Muszę wam powiedzieć, że Katarzyna Grabowska w tej części funduje nam tyle emocji, że ciężko spokojnie czytać o tym co się dzieje. Na początku akcja powieści troszkę się ciągnie, jednak z każdą kolejną przewróconą stroną przyspiesza błyskawicznie. Poziom adrenaliny wzrasta coraz bardziej, a napięcie trzyma nas do ostatnich stron. Czytając nie raz się wkurzałam, nie raz byłam wściekła, za to jak potoczyły się losy naszych bohaterów, zdarzało się, że miewałam odrobinę żalu do samej autorki za to jak kierowała ich życiem. A zakończenie już kompletnie mnie zaskoczyło, bo prawdę powiedziawszy spodziewałam się innego. Nie chcę zdradzać praktycznie nic z fabuły, bo uważam, że większą frajdę będziecie mieli, gdy sami się z nią zapoznacie.

Człowiek nie myśli o przyszłości, żyje chwilą i wiele spraw odkłada na później. Kłóci się z bliskimi, unosi gniewem. Czasem wykrzykuje w złości słowa, których później żałuje. Zazwyczaj ma szansę naprawić swoje błędy, ale niestety nie zawsze. Bywa tak, że pozostaje tylko żal i świadomość, że niczego już nigdy się nie zmieni. Że to, co brało się za mało znaczącą sprzeczkę, okaże się ostatnią chwilą, jaką spędziliśmy z daną osobą.

W życiu nie zawsze kierujemy się dobrem swoim, lecz innych. Odmawiamy sobie czegoś, czego pragniemy, albo bez czego nie możemy żyć, tylko i wyłącznie dlatego, iż w swoim mniemaniu uważamy, że tak będzie lepiej. Dopiero, kiedy uświadamiamy sobie, że źle postąpiliśmy, wtedy zazwyczaj jest już za późno na naprawę. Idziemy do przodu, wbrew własnym zasadom i uczuciom. Zapominamy, że nasze szczęście również powinno być ważne, robimy coś wbrew sobie samym, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Brniemy w to, bo myślimy, że szczęście naszych najbliższych jest ważniejsze niż to nasze. Tutaj powinniśmy się zastanowić, czy zawsze warto jest poświęcać własne szczęście dla innych?

Autorka pokazuje w swojej powieści historię niezwykłej miłości okraszonej wielkim bólem i cierpieniem. Rozstania i powroty, trudne wybory, życie z poczuciem pustki. Czy można stworzyć związek, w którym kocha tylko jedna strona? I czy można zapomnieć o prawdziwym i głębokim uczuciu pomimo mijających lat? Serca nie można oszukać, a przeznaczenia się wyprzeć. Ludzie potrafią się kierować własnym egoizmem raniąc przy tym te najważniejsze osoby. Ale czasem potrafią ranić, nie wykazując się właśnie tym egoizmem. W tej książce znajdziemy całą paletę różnobarwnych uczuć. Przekonamy się na własne oczy, że czasem jedna niesłuszna decyzja (kierowana egoizmem), może zrujnować życie komuś innemu. Kłamstwa, intrygi i sekrety będą tutaj dość częstym zjawiskiem. Nie ma jednak co ukrywać, każde kłamstwo prędzej czy później wychodzi na jaw. Zawsze lepiej poznać prawdę od razu, nawet gdyby miała złamać nam serce.

Weronika będzie miała wiele dylematów, przeżyje ciężkie chwile, a przez życie będzie szła ze złamanym sercem. Wbrew sobie samej i swoim uczuciom pozwoli kierować swoim życiem komuś innemu. Czy w końcu znajdzie w sobie tyle siły, aby się temu sprzeciwić? Czy znajdzie w sobie dość siły, aby w końcu zawalczyć o samą siebie? Bo czy można poświęcać większość swojego życia dla kogoś innego?

Ludzie popełniają błędy. Niektórzy mniejsze, niektórzy większe. Chyba nie ma na świecie osoby nieomylnej. Jednak największym z błędów jest ten, gdy chcemy ukryć naszą pomyłkę.

Katarzyna Grabowska porwała mnie swoją powieścią, wywołując ogrom emocji. Czułam całą sobą tą historię, przeżywałam wzloty i upadki wraz z bohaterami. Wielokrotnie zastanawiałam się dlaczego tak to się toczy, a nie inaczej. Wprost nie mogłam się oderwać od tej historii, dlatego musiałam ją przeczytać przy jednym podejściu. I naprawdę żal mi się rozstawać z naszymi bohaterami, ale wszystko co się zaczyna musi mieć też i swój koniec.

Przeznaczenie ma twoje imię to niezwykła, porywająca, niejednokrotnie rozbijająca nasze serca powieść o której nie da się tak po prostu zapomnieć. Historia o sile prawdziwej miłości, o jej przeszkodach, ale także o tym, że niezależnie od wszystkiego czasem trzeba postawić na swoje własne szczęście nie bacząc na innych. To trzeba przeczytać!



Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję




 

 

  

 


środa, lutego 24, 2021

Debiut na miarę - Małgorzata Lisińska

Debiut na miarę - Małgorzata Lisińska

 



1. Tytuł.

Tropiciel


2. Rok wydania.

2017


3. Gatunek.

Fantastyka


4. Jaki był impuls do stworzenia tej pierwszej historii?

O rany! Pierwszej? To było tak dawno ;) A Tropiciela? Tropiciela napisałam, bo zakochałam się w Sodim de Gra Yudherthardere. Powstał jako postać co najwyżej trzecioplanowa, kiedy tworzyłam opowiadanie na urodziny dla przyjaciela. Jednak, jak to bywa, mój krasnolud dość szybko wyrósł na pierwszoplanowego marudę. Chociaż więc zabiłam go w pierwszym opowiadaniu, w którym się pojawił, błyskawicznie zrozumiałam swój błąd i z pomocą Yasy przywróciłam go do życia.

 
5. Czas pisania książki?

Przeciętnie moje fantasy powstaje na przestrzeni trzech, czasami czterech miesięcy. Książki obyczajowe zdecydowanie krócej. Najszybciej napisałam Włoskie ciacho, które ukaże się na Dzień Kobiet tego roku. Zajęło mi to trzy tygodnie, a konkretnie dwadzieścia kilka wieczorów.


6. Bohater najbliższy Pani sercu?

Z moich książek? Trudno wybrać. Kocham ich wszystkich. Dzięki Sodiemu, Yasie i Likal publikuję, więc na pewno mają specjalne miejsce w moim życiu. Teraz jestem w trakcie pisania pierwszej sensacyjnej serii, a tam Rysiek Piekarczyk… Eeeech.

A nie z moich? Staś Tarkowski. Bezwzględnie.

7. Pierwszy czytelnik?

Ale tak w ogóle pierwszy? To wieki temu ówczesna przyjaciółka, a obecnie szwagierka. Miałyśmy kiedyś nawet wspólną gazetkę w szkole. W czasach kiedy drukarki nie były tak łatwo dostępne, tworzyłyśmy miesięcznik na kartkach A3, odręcznie, ja pisałam teksty, a Ula ilustrowała. Potem takie cudo wisiało na tablicy w klasie… Gdzieś jeszcze mam jakiś zabytkowy egzemplarz.

Teraz zwykle jest to mój Wydawca, ewentualnie ktoś z wydawnictwa. Tylko czasami wysyłam obyczajówki do przyjaciółki lub bratowej, zanim wyślę do Wydawcy.


8. Czy był stres przed reakcją czytelników?

Nie, przynajmniej to nie stres dominował. Raczej niecierpliwość :D Do dzisiaj mi tak zostało. Nie mogę się doczekać na pierwszą opinię. Na moment, gdy ktoś podzieli się nią ze światem… ze mną.

Dlaczego nie czułam przede wszystkim strachu, kiedy wychodził Tropiciel? Zapewne dlatego, że ufałam Marcinowi – mojemu Wydawcy. Uznałam, że skoro chciał opublikować mój tekst, to książka musi być… no, przynajmniej w miarę.

Jasne, że zawsze odrobinę się boję. Każda książka to odrobina mnie, a gdy odkrywasz odrobinę siebie, nie chcesz, by ktoś z niej szydził, czy uznał, że jest niegodna uwagi. Niestety to też się zdarza. Pisarz musi być przygotowany na krytykę, by nie skończyć ze złamanym sercem i samooceną bliską Rowu Mariańskiego ;)


9. Czy uważa Pani swój debiut za udany?

O tak! Ostatecznie Tropiciel bardzo długo znajdował się w topowej liście storytel czy google books. Przede wszystkim jednak dzięki tej książce wciąż piszę, wciąż wydaję. Za mną kolejne debiuty: ten w gatunku powieści obyczajowych: Światła w jeziorze, a w tym roku w sensacji: Sztuka zabijania.
Gdyby nie takie a nie inne przyjęcie mojej pierwszej książki, zapewne nigdy więcej moje nazwisko nie pojawiło się na półkach księgarskich.

10. Czy debiut doczekał się II wydania?

W ciągu trzech lat? Nie. Tylko dodruków. Jednak z całą pewnością doczeka się w przyszłym roku. Wydawnictwo już nad nim pracuje.



Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.



sobota, lutego 20, 2021

"Zimna S" Justyna Chrobak

"Zimna S" Justyna Chrobak

 



TYTUŁ  "Zimna S”

AUTOR Justyna Chrobak

 

DATA PREMIERY 16.09.2020

 

WYDAWNICTWO  Kobiece

 

ILOŚĆ STRON 312

 

 

 

 

OCENA  6/6

 

OPIS




 

W życiu Malwiny nie ma miejsca na miłosne dramaty. Jest profesjonalna, opanowana, a do życia podchodzi na chłodno. Jednak kiedy po latach milczenia odzywa się jej ojciec i ostrzega kobietę, że znalazła się w niebezpieczeństwie, lodowy mur, który wokół siebie zbudowała, zaczyna się topić. Do tego na jej drodze stają przystojny biznesmen Adam i niepokorny informatyk Sebastian, których intencje tylko z pozoru są niewinne.



MOJE ODCZUCIA

 

 

Patrząc na tytuł i okładkę książki myślałam, że sięgam po jakiś gorący erotyk. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w środku zastałam coś całkowicie innego, ale pozytywnego. Autorka zabrała mnie w pasjonującą podróż od której wprost nie mogłam się oderwać.

Malwina, nasza główna bohaterka to kobieta sukcesu: ma klasę, ma kasę, prowadzi własną firmę, jest twarda i wyrafinowana, w życiu codziennym bije od niej chłodem. W pracy wszyscy na jej widok stają niemalże na baczność. Jedynie Henio zna jej drugie normalne oblicze. Malwina nie wierzy w miłość, lubi seks bez zobowiązań. Pewnego dnia poznaje Adama, który staje się jej stałym kochankiem. Do tego w firmie pojawiają się nowi pracownicy, w tym arogancki i irytujący ją Sebastian. Jakby tego było mało przypomina o sobie jeszcze znienawidzony ojciec, oświadczając, że córce może grozić niebezpieczeństwo. Z tego powodu chce jej zapewnić ochronę. Urażona duma córki nie pozwala jej jednak przyjąć pomocy.
Porachunki ojca, dwóch mężczyzn i możliwe niebezpieczeństwo. Jak to wszystko zakończy się dla naszej bohaterki?

Ta kobieta irytowała go równie mocno, jak budziła jego zainteresowanie. Nie wiedział, co w jej zachowaniu jest prawdziwe, a co stanowi tylko mur obronny. Obstawiał, że obraz zimnej suki, jaki skrzętnie budowała, był tylko powłoką, pod którą mogli zajrzeć nieliczni. O ile w ogóle ktokolwiek mógł to zrobić. Dziś, gdy włożyła zwyczajne ubrania bez zbędnych biurowych stylizacji, a jej włosy, delikatnie rozczochrane, ale związane w lekki kucyk, podskakiwały przy każdym ruchu, wyglądała całkiem inaczej niż zazwyczaj. Jak ciepła, zwykła kobieta. Bez sztucznych dodatków, bez mocnego makijażu.

Justyna Chrobak w swojej powieści zaskakuje niemalże pod każdym względem. Niezwykle interesujące postacie. Malwina to bohaterka, którą albo znienawidzicie albo pokochacie. Ja pomimo jej często bezmyślnego zachowania wybieram opcję numer dwa. Podobało mi się to, że starała się być bezsprzecznie samodzielna, że zgrywała zimną S, a nawet to, że potrafiła dopiec innej osobie już samymi przytykami słownymi. Niewątpliwie polubiłam również postać Sebastiana, który momentami był podobny do naszej bohaterki. Ich słowne utarczki niejednokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy.

Pomysł na fabułę niezwykle ciekawy. Autorka z całą pewnością doprowadziła do tego, iż dreszczyk emocji wzrastał z każdą kolejną stroną. Akcja powieści toczy się swoim umiarkowanym tempem, by w końcu przyspieszyć. Zdecydowanie z tak wybuchową bohaterką jak Malwina nie sposób się nudzić podczas lektury tej pozycji. Zresztą autorka zadbała ze szczegółami o to, abyśmy z zapartym tchem śledzili losy bohaterów.

W życiu bywa tak, że czasem aby przetrwać i się nie dać, zakładamy maskę. Jesteśmy chłodni wobec innych, nie spoufalamy się z obcymi, nie dopuszczamy do swego serca nikogo. Stawiamy sobie taki obronny mur, który burzy się dopiero wtedy, kiedy znajdujemy się we własnym domu, gdzie nie musimy się przed nikim chować. I chociaż mogłoby się wydawać, że takie życie jest dobre, to jednak na dłuższą metę nie da się tak funkcjonować. Bo ileż może utrzymać się lód? Prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto jest w stanie go stopić, sprawić, że nasze życie nabiera więcej barw. Dlatego nie można oceniać ludzi, po ich wyglądzie, zachowaniu. By kogoś poznać, potrzeba czasu, zaufania, tego, aby ten ktoś się przed nami otworzył.

Ten mężczyzna doprowadzał ją do szału. Był jak niewzruszona skała, po której nie widać, czy nieco wcześniej szalał wokół niej sztorm, czy też obmywało ją spokoje morze.

Zakończenie powieści wywołuje we mnie pewien smutek i niedosyt, a nawet odrobinę żalu, dlatego jestem ogromnie ciekawa, co takiego otrzymamy w przypadku kontynuacji. Czekam na nią z niecierpliwością.

Zimna S to pozycja, która porwie nas w swój świat do bohaterów, którzy często zakładają maskę udając kogoś, kim tak naprawdę nie są. Historia naszpikowana emocjami, tajemnicami z przeszłości oraz umiejętnością wybaczania. To trzeba koniecznie przeczytać. Polecam.

 




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Autorce oraz




piątek, lutego 19, 2021

Autorzy o zwierzętach - Krzysztof Koziołek

Autorzy o zwierzętach - Krzysztof Koziołek

 



Krzysztof Koziołek - Rocznik 1978, zielonogórzanin z urodzenia, obecnie mieszka w Nowej Soli. Absolwent politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, z zawodu pisarz i dziennikarz.
Pasjonat górskich wędrówek, zapalony kibic żużla i fan serialu "Na południe".
Znany też jako Bookman, czyli człowiek w najbardziej kryminalnym płaszczu na świecie uszytym z okładek książek.
W 2018 roku za kryminał retro "Wzgórze Piastów" oraz cały dorobek beletrystyczny otrzymał Zielonogórską Nagrodę Literacką "Winiarka".
W 2019 roku za kryminał retro "Nad Śnieżnymi Kotłami" otrzymał nagrodę "Książka Górska Roku".



1. Czy wyobraża Pan sobie życie bez zwierząt?

Krzysztof Koziołek: – Nie, jeśli rozumiemy to pojęcie w sensie wąskim, czyli jako istoty żywe poza ludźmi. A w ujęciu szerokim, jeśli włączyć w to homo sapiens, to… przykre, co powiem, ale wyobrażam sobie świat bez ludzi: cichy, spokojny, łagodny i pachnący. Nie chciałbym, żeby mnie ktoś źle zrozumiał, ale zaczynam patrzeć na świat oczami: jak-tu-byłoby-pięknie-gdyby-nie-ci-wszyscy-ludzie. Coraz częściej myślę nad tym, dokąd zmierzamy jako gatunek i cywilizacja i dochodzę do smutnej konstatacji, że na skraj przepaści. Pewnie się starzeję (śmiech).

2. Ile zwierząt miał Pan w swoim życiu?

– Niewiele, a to z tego względu, że za mocno się do nich przywiązuję. Do dziś pamiętam kotkę Zuzę, niezwykle inteligentną i charakterną, bym powiedział. Umiała postawić na swoim…

3. Zwierzę jest dla mnie…

– Znakiem na wspaniałość tego, co nas otacza. Nie wyobrażam sobie życia bez przyrody: fauny i flory. A szczególnie bez gór!

4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pana zdanie na ten temat?

– Najpierw trzeba by odpowiedzieć sobie na pytanie, jak to jest z tą duszą u człowieka, bo chyba nie wszystkich w ten sposób obdarowano… A co do zwierząt, to powiem kąśliwie: niejeden człowiek mógłby się zachowywać jak zwierzę, co byłoby z korzyścią dla całego otoczenia.

5. Co sądzi Pan o Fundacjach ratujących zwierzęta?

– Pytanie jest z gatunku retorycznych (śmiech).

6. Załóżmy, że jest Pan świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pan reaguje?

– Powinienem odpowiedzieć, że odpowiednio, ale przecież nigdy nie wiemy, jak zachowamy się w trudnej sytuacji, gdy ta nastąpi. Wcześniej to tylko teoretyzowanie. Ale mam nadzieję, że zrobiłbym to, co zrobiłby bohater mojego ulubionego serialu „Na południe”, czyli kanadyjski policjant konny konstabl Benton Fraser. A on zawsze reaguje na każdy przejaw niesprawiedliwości.

7. Pana ulubione zwierzę to?

– Kot.

8. Jakie zwierzę według Pana byłoby najlepszym bohaterem książki?

– Muminek, ale to już ktoś zrobił (śmiech).

9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pan?

– A nie zapomniała Pani o kotach?! Wiem, że chadzają własnymi ścieżkami i mają charaktery, żeby nie powiedzieć: charakterki inne niż psi pobratymcy, ale też potrafią człowieka zauroczyć. Krakowskim targiem uznajmy więc oba gatunki za przyjacielskie.

10. Jakie zwierzę według Pana jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?

– Miały być łatwe pytania! (śmiech) Pojęcia nie mam, jakie zwierzę wypadłoby najlepiej przed obiektywem aparatu fotograficznego. Ale za to wiem, jakie każdy fotograf, zawodowy czy amator, chciałby uwiecznić na kliszy, że użyję starej technologii. Uwaga… Krótka pauza dla zwiększenia efektu… Trzy… Dwa… Jeden… Yeti!


Serdecznie dziękuję Autorowi za poświęcony mi czas. 



Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger