środa, lutego 24, 2021

Debiut na miarę - Małgorzata Lisińska

 



1. Tytuł.

Tropiciel


2. Rok wydania.

2017


3. Gatunek.

Fantastyka


4. Jaki był impuls do stworzenia tej pierwszej historii?

O rany! Pierwszej? To było tak dawno ;) A Tropiciela? Tropiciela napisałam, bo zakochałam się w Sodim de Gra Yudherthardere. Powstał jako postać co najwyżej trzecioplanowa, kiedy tworzyłam opowiadanie na urodziny dla przyjaciela. Jednak, jak to bywa, mój krasnolud dość szybko wyrósł na pierwszoplanowego marudę. Chociaż więc zabiłam go w pierwszym opowiadaniu, w którym się pojawił, błyskawicznie zrozumiałam swój błąd i z pomocą Yasy przywróciłam go do życia.

 
5. Czas pisania książki?

Przeciętnie moje fantasy powstaje na przestrzeni trzech, czasami czterech miesięcy. Książki obyczajowe zdecydowanie krócej. Najszybciej napisałam Włoskie ciacho, które ukaże się na Dzień Kobiet tego roku. Zajęło mi to trzy tygodnie, a konkretnie dwadzieścia kilka wieczorów.


6. Bohater najbliższy Pani sercu?

Z moich książek? Trudno wybrać. Kocham ich wszystkich. Dzięki Sodiemu, Yasie i Likal publikuję, więc na pewno mają specjalne miejsce w moim życiu. Teraz jestem w trakcie pisania pierwszej sensacyjnej serii, a tam Rysiek Piekarczyk… Eeeech.

A nie z moich? Staś Tarkowski. Bezwzględnie.

7. Pierwszy czytelnik?

Ale tak w ogóle pierwszy? To wieki temu ówczesna przyjaciółka, a obecnie szwagierka. Miałyśmy kiedyś nawet wspólną gazetkę w szkole. W czasach kiedy drukarki nie były tak łatwo dostępne, tworzyłyśmy miesięcznik na kartkach A3, odręcznie, ja pisałam teksty, a Ula ilustrowała. Potem takie cudo wisiało na tablicy w klasie… Gdzieś jeszcze mam jakiś zabytkowy egzemplarz.

Teraz zwykle jest to mój Wydawca, ewentualnie ktoś z wydawnictwa. Tylko czasami wysyłam obyczajówki do przyjaciółki lub bratowej, zanim wyślę do Wydawcy.


8. Czy był stres przed reakcją czytelników?

Nie, przynajmniej to nie stres dominował. Raczej niecierpliwość :D Do dzisiaj mi tak zostało. Nie mogę się doczekać na pierwszą opinię. Na moment, gdy ktoś podzieli się nią ze światem… ze mną.

Dlaczego nie czułam przede wszystkim strachu, kiedy wychodził Tropiciel? Zapewne dlatego, że ufałam Marcinowi – mojemu Wydawcy. Uznałam, że skoro chciał opublikować mój tekst, to książka musi być… no, przynajmniej w miarę.

Jasne, że zawsze odrobinę się boję. Każda książka to odrobina mnie, a gdy odkrywasz odrobinę siebie, nie chcesz, by ktoś z niej szydził, czy uznał, że jest niegodna uwagi. Niestety to też się zdarza. Pisarz musi być przygotowany na krytykę, by nie skończyć ze złamanym sercem i samooceną bliską Rowu Mariańskiego ;)


9. Czy uważa Pani swój debiut za udany?

O tak! Ostatecznie Tropiciel bardzo długo znajdował się w topowej liście storytel czy google books. Przede wszystkim jednak dzięki tej książce wciąż piszę, wciąż wydaję. Za mną kolejne debiuty: ten w gatunku powieści obyczajowych: Światła w jeziorze, a w tym roku w sensacji: Sztuka zabijania.
Gdyby nie takie a nie inne przyjęcie mojej pierwszej książki, zapewne nigdy więcej moje nazwisko nie pojawiło się na półkach księgarskich.

10. Czy debiut doczekał się II wydania?

W ciągu trzech lat? Nie. Tylko dodruków. Jednak z całą pewnością doczeka się w przyszłym roku. Wydawnictwo już nad nim pracuje.



Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad.

Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger