piątek, lutego 23, 2018

Fragment 2 "Pragnień Elżbiety" Anety Krasińskiej

Fragment 2 "Pragnień Elżbiety" Anety Krasińskiej

Dzisiaj zapraszam na kolejny fragment Pragnień Elżbiety Anety Krasińskiej.




 
Lena
 
Spojrzała na stojące na biurku zdjęcie, na którym stała obok ojca, gdy po raz pierwszy przyjechał ją odwiedzić w Warszawie. Obejmo­wali się, uśmiechając się do siebie. Miała wtedy dziesięć lat. W tle widać było fragment szarej budowli, którą doskonale zapamiętała od pierw­szej chwili, gdy przybyła do stolicy z Otwocka. Wtedy Pałac Kultury przerażał ją swą wielko­ścią; dzisiaj jakby zmalał, a może po prostu przyzwyczaiła się do jego widoku. Lecz choć minęły cztery lata, odkąd zabrano ją od rodzi­ców, wciąż za nimi tęskniła i wierzyła, że kiedyś znowu wróci do Otwocka.
Gdy usłyszała, że obiad jest gotowy, podnio­sła się z łóżka i poszła do kuchni. Pozostałe dzieci, które mieszkały razem z nią w rodzinie zastępczej, właśnie wróciły z półkolonii, organi­zowanych przez jedną z pobliskich szkół, i roze­mocjonowane opowiadały o dzisiejszej wyprawie na basen. Lena zdawała się nie słuchać ich pa­planiny. Przyzwyczaiła się do hałasu, który po­jawiał się wraz z ich powrotem do domu, dlatego tym bardziej doceniała chwile, gdy zostawała sama i mogła wsłuchać się w ciszę.
– Lenko, może w czwartek przyjdziesz do mnie do pracy i razem pojedziemy do ośrodka na pierwszą rehabilitację? – zaproponowała Halina, nakładając na swój talerz sałatkę z pomidorów.
Lena kiwnęła głowa, nie podnosząc wzroku znad talerza. Nabijała na widelec ziemniaki na zmianę z kotletem.
– Jak spędziłaś dzień? – włączył się do roz­mowy Jacek, oblizując wąsy. Od niedawna był ich dumnym posiadaczem.
– Trochę ćwiczyłam – odparła Lena bez entu­zjazmu, mając nadzieję, że w końcu przestaną skupiać na niej uwagę.
Z pomocą przyszły jej młodsze dzieci, które po chwili zdominowały rozmowę.
Kiedy skończyli jeść, Lena pomogła przy sprzątaniu ze stołu, a następnie wróciła do swo­jego pokoju. Położyła się na łóżku i spróbowała skupić na czytaniu, jednak nie była w stanie. Jej wzrok znowu spoczął na zdjęciu ojca. Tak bardzo chciałaby się teraz do niego przytulić i usłyszeć, że wszytko będzie dobrze. Takie mia­ła wyobrażenie prawdziwej rodziny, tyle że nie jej. Nerwowo zacisnęła pięści i na nowo rozpro­stowała palce, jakby zbierała się w sobie, prze­konując się do pomysłu, który nagle jej zaświtał.
Pospiesznie złapała telefon i wybrała numer.
– Halo – odezwał się ojciec zaspanym głosem.
– Cześć, tato – zaczęła, uśmiechając się do siebie. – Dawno nie dzwoniłeś.
– Tak? – spytał zaskoczony. – Wydawało mi się, że dopiero co rozmawialiśmy.
– W ubiegłym tygodniu – przypomniała, choć nie chciała robić mu wyrzutów z tego powodu, dlatego zmieniła temat: – Jak się czujesz?
– Raz lepiej, raz gorzej, ale dramatu nie ma – oświadczył, jakby chciał ją uspokoić.
– Dawno się nie widzieliśmy. – Lena nie potrafi­ła ukryć smutku. – Może mógłbyś mnie odwiedzić?
– Tylko jak mam się dostać do Warszawy? – gderał. – Na wózku trudno mi się poruszać po mieście, a bez niego sobie nie poradzę.
Doskonale znała tę wymówkę i za każdym razem podsuwała to samo rozwiązanie.
– Mogłabym poprosić pana Jacka, żeby po cie­bie pojechał – zaproponowała, nerwowo skubiąc rozdwojone końcówki ufarbowanych włosów.
– Nie będę robił problemu obcym ludziom – oburzył się ojciec, jakby zaproponowała mu wyprawę na księżyc. – Wystarczy, że muszą się tobą zajmować.
Na chwilę zmilkła, usiłując zrozumieć, co miał na myśli. Zrobiło jej się przykro, że w tym, co mówił, zabrakło wdzięczności dla ludzi, któ­rzy starali się zapewnić jej opiekę i normalne życie, a przynajmniej jego namiastkę. Wiedzia­ła, że nigdy nie będzie mówić o normalności, dopóki nie będzie miała prawdziwej rodziny.
Nie miała na to szans w domu, który zapamię­tała z dzieciństwa.
Do dzisiaj pamiętała, jak matka wysłała ją na zakupy. Miała wtedy nie więcej niż sześć lat, a na długiej liście sprawunków znalazły się pa­pierosy. Sklepowa doskonale wiedziała, że to dla matki, ale uparła się i nie chciała sprzedać. Kie­dy Lena wróciła do domu, matka natychmiast spytała o papierosy. Lena pamiętała jej niena­wistny wzrok, który mógłby przestraszyć nie­jednego dorosłego, i wściekłość, gdy wyzywała ją od nieudaczników. Dziewczynka schowała się pod stołem w kuchni i z całych sił przycisnęła dłonie do uszu, ale krzyk matki i tak przenikał do jej umysłu. Drżała nawet wtedy, gdy ojciec wrócił do domu i wyciągnął ją spod stołu. Nie była wówczas w stanie wydusić z siebie ani jed­nego słowa. Bała się cokolwiek zrobić czy powie­dzieć, by nie narazić się na gniew matki. Stała przed ojcem ze spuszczonym wzrokiem, a tuż za nim sterczała rozjuszona matka, skarżąc się na nią i nie przebierając w słowach. Do Leny do­cierało głównie jedno słowo: nieudacznik… Tak bardzo wierzyła wtedy matce, że wreszcie sama zaczęła tak o sobie myśleć.
Wreszcie zebrała się w sobie i udając, że nie słyszała poprzednich słów ojca, powiedziała:
– Niedługo zaczyna się szkoła i nie będziemy mieli okazji się spotkać aż do świąt…
– Przecież to szybko zleci i nawet się nie obej­rzysz, kiedy do mnie przyjedziesz – oświadczył, a Lena natychmiast wyczuła w jego głosie igno­rancję, której tak bardzo nienawidziła.
Wstała i zaczęła kuśtykać po pokoju. Usiło­wała znaleźć argumenty, które mogłyby skłonić ojca do zmiany decyzji, jednak podświadomie zdawała sobie sprawę, że to nierealne.
Ojciec od dawna był więźniem we własnym domu. Zamiast wyjść, porozmawiać z sąsiada­mi, iść na spacer, zasiadał przed telewizorem i całe dnie oglądał coraz bardziej ogłupiające programy telewizyjne. Odkąd zaczęła do niego przychodzić pracownica z ośrodka pomocy spo­łecznej i robić mu zakupy, nie wyściubił nosa z domu. Wyjątkiem były wizyty u lekarza, choć ostatnio wspominał, że i z tym sobie poradził, zamawiając wizyty do domu.
W jaki sposób miała go przekonać, by przy­jechał? Powinna powiedzieć, że czuje się samot­na, że oddałaby wszystko, by móc zamieszkać z nim w Otwocku? Być może zrozumiałby, jak bardzo za nim tęskni, gdyby zobaczył swoje zdjęcie, które stało na jej biurku? Może gdyby się przyznała, że jakiś mężczyzna ją prześladu­je i nęka telefonami, ojciec przestałby być taki nieprzejednany?
Przegrała.
Straciła nadzieję.
Samotność była jej przeznaczeniem.





czwartek, lutego 22, 2018

"Dzień 7" Kerry Drewery

"Dzień 7" Kerry Drewery



➲ TYTUŁ  "Dzień 7"

➲ AUTOR  Kerry Drewery

➲ DATA PREMIERY  15.02.2018

➲ WYDAWNICTWO  Młody Book!

➲ ILOŚĆ STRON  490



➲ OCENA  4/6

➲ OPIS


Czy Martha i Isaac znów będą razem?

Czy doczekają się życia w lepszym świecie?

Martha Honeydew wydostała się wprawdzie z przerażającej Celi 7, ale skorumpowany wymiar sprawiedliwości wciąż śledzi każdy jej krok. A Isaac, jedyny zaufany przyjaciel dziewczyny, przebywa w tym samym siedmiodniowym więzieniu, w którym do niedawna siedziała ona. Przedtem on uratował ją, teraz ona powinna zrobić to samo dla niego.

Skoro jednak Marthę nieustannie ktoś ma na celowniku, jej szanse na uratowanie przyjaciela wydają się nikłe. Dziewczyna zaczyna wątpić, czy uwolnienie się od nadzoru władz jest w ogóle możliwe.


➲ MOJE ODCZUCIA

Oczekiwałam na ten moment, kiedy ponownie będę mogła wrócić do losów Marthy i Isaaca z niecierpliwością. Pierwszy tom pochłonął mnie bez reszty, czy z drugim było podobnie?

Dzięki swojemu przyjacielowi Martha opuszcza celę 7, ale nie oznacza to brak dalszych kłopotów. Ludzie twierdzą, że powinna ponieść karę za swoje czyny mimo wszystko. A władze monitorują ją na każdym kroku, o czym dziewczyna nie ma zielonego pojęcia. Teraz pragnie za wszelką cenę uwolnić Issaca, nie bardzo jednak wie jak to zrobić. Musi się ukrywać, przemieszczać tak, by nikt jej nie zauważył, gdyż jest poszukiwana.
Moja sympatia do tej dziewczyny nie straciła na wartości. To dziewczyna, która wciąż ma w sobie niezliczone pokłady nadziei, że jeszcze można zmienić ten świat. Za wszelką cenę pragnie uwolnić ukochanego, nie bacząc na to, że sama może narazić się ponownie. Pomaga jej w tym kilka osób, ale cała reszta jest przeciw.

Issac biedny przemieszcza się z celi do celi. Zdaje się, że nie widzi szansy ratunku dla siebie. Powoli się godzi z tym, co nieuniknione. Jedyne czego się boi to cierpienia fizycznego mającego doprowadzić go do śmierci.

Z całą pewnością pamiętacie jak wspominałam Wam, że tutaj to ludzie wymierzają karę osobom osadzonym w więzieniu. Nie ma tutaj miejsca na dochodzenia, śledztwa, szukanie świadków. Tutaj ludzie kochają sensację i są zdolni do wszystkiego, byle tylko ukarać osobę, która została skazana, nawet jeśli jest niewinna. Władza nadal ma potężną moc, korupcja nie zna granic, a niewygodni świadkowie powoli zostają usuwani. Inni natomiast są zmuszani, by postępowali tak jak im dyktuje władza, a nie jak podpowiada serce. Ale czy długo można wytrzymać taką presję? Czy można wciąż walczyć z własnym sumieniem i robić coś wbrew sobie samemu?
Czasem życie przypomina domek z kart, prawda? Wystarczy przypadkiem trącić jedną, a całość się wali. Teraz wszystko, co pozostało, balansuje chwiejnie na mojej głowie.
Cóż, muszę przyznać, iż autorka utrzymała swój styl i powieść nie straciła na znaczeniu. Nie brak tutaj napięcia i tykającej bomby, która może wybuchnąć w każdym momencie. Akcja toczy się błyskawicznie, a my jesteśmy świadkami tego, jak pieniądz bierze górę nad emocjami. To przykre, że życie ludzkie traci na wartości, kiedy w grę wchodzą potężne kwoty. Jeszcze gorsze okazuje się jednak to, że władza, która rzekomo powinna dbać o bezpieczeństwo i porządek, tak naprawdę doprowadza do wielu zamieszek. Autorka zdecydowanie wie jak budować napięcie, wywoływać w czytelniku emocje i co najważniejsze zaskakiwać. Tutaj nie ma nic przewidywalnego, wszystko ma w sobie jakąś cząstkę tajemnicy, którą my sami pragniemy odkryć.

Wspólnie z Marthą i kilkoma bohaterami po jej stronie pragnęłam zrobić wszystko, by zmienić ten zakichany system jaki wprowadzili. Byłam wściekła, kiedy ludzie płonęli rządzą zemsty i mordu, zamiast przeanalizować, co tak faktycznie się stało i kto tak naprawdę jest winny. Cała ta panująca władza w książce to jakiś czysty absurd, który doprowadzał mnie na skraj szaleństwa. Mimo wszystko, pocieszające stało się dla mnie to, iż znalazło się kilka osób, które potrafiły zobaczyć prawdę, a nie te wszystkie przekręty. To w nich była nadzieja.

Martha za wszelką cenę chciała uwolnić Isaaca. Byłaby w stanie dopuścić się nawet najgorszego, do czego zachęcała ją Patty. Podłożenie bomby i uwolnienie przyjaciela, a cóż to takiego można by pomyśleć, prawda? Ale Martha miała obawy. Czy w końcu zaryzykowała i jednak to zrobiła? Czy udało jej się uwolnić ukochanego?

Muszę powiedzieć, że takiego zakończenia, które całkowicie mnie zaskoczyło się nie spodziewałam. Tyle emocji, napięcia i nagle koniec... i jak człowiek ma tu teraz wytrzymać na kontynuację, żeby dowiedzieć się jak to się wszystko zakończy? To takie znęcanie się nad czytelnikiem.

Dzień 7 to pełna kontrowersji, sprzeczności, napięcia, ale i nadziei powieść, która pokazuje nam, że władza rządzi się swoimi prawami kompletnie nie bacząc na uczucia jakichkolwiek osób. W tym świecie to sensacja i możliwość decydowania całej ludności sprawia, że zwykli ludzie zaczynają mieć wątpliwości w sprawiedliwość na tym świecie. Zachęcam do przeczytania, warto!



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję















środa, lutego 21, 2018

Fragment "Pragnień Elżbiety" Anety Krasińskiej

Fragment "Pragnień Elżbiety" Anety Krasińskiej

Zapraszam na fragment książki Pragnienia Elżbiety Anety Krasińskiej.



Kalina
 
W kuchni nastawiła wodę na herbatę i za­brała się za krojenie chleba. Jak każdego dnia nie miała ochoty na śniadanie, ale przestała walczyć z Kamilem, który wciąż jej powtarzał, że musi jeść.

Kiedy kilka minut później wszedł do kuchni ubrany w popielaty garnitur i śnieżnobiałą ko­szulę, śniadanie już na niego czekało. Kalina usiadła naprzeciwko i obserwowała, jak nad­gryza pierwszą kromkę chleba.
– Nie będę jadł sam – ponaglił ją.
– Wiem – odparła z wyraźną rezygnacją w głosie.
– Smacznego.
– Nawzajem. – Sięgnęła po kanapkę.
Uszczknęła niewielki kęs i przez chwilę żuła go, zupełnie nie czując smaku.
– Może wyjdziesz na spacer? – zaproponował Kamil, patrząc na nią z troską. – Zapowiada się ładny dzień.
– Może – rzekła bez przekonania.
– Spróbuj spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu – zachęcił, choć w jego głosie po­brzmiewała nutka rezygnacji.
– Postaram się – obiecała niechętnie.
– Biegnę, kochanie, żebym się nie spóźnił – oświadczył, próbując odzyskać spokój ducha. – Jeszcze tylko cztery dni, a później nie będę już musiał przed nikim się tłumaczyć.
– Zasłużyłeś na to. – Podniosła głowę znad talerza. – Będziesz świetnym szefem, mę­żem już jesteś, tylko masz beznadziejną żonę – dokończyła.
– Jeśli jeszcze raz coś takiego usłyszę, to obiecuję, że…
– Zostawisz mnie? – spytała natychmiast, a jej dolna warga zaczęła lekko drżeć.
– Nie licz na to. – Ukląkł przed nią i ukrył jej dłonie w swoich. – Nigdy tak o mnie nie myśl, bo sprawiasz mi ogromną przykrość.
– Przepraszam – zaczęła. – Ostatnio tylko to potrafię.
– Kocham cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie, że mógłbym cię stracić. Nie­ważne, co się stanie, jesteśmy razem i wspólnie przez to przejdziemy. – Mocno ją objął i pocało­wał w czubek głowy.
Szybko przywarła do jego ciała. Nawet przez koszulę i marynarkę poczuła ciepło i na­pięte mięśnie. Chciała tak trwać jak najdłużej, jednak czas ponaglał, dlatego po chwili bez słowa się odsunęła i podeszła do zlewu, by umyć naczynia.
– Do zobaczenia wieczorem!
– Cześć – odparła, nie odrywając wzroku od łyżeczki, którą właśnie płukała.
Kiedy drzwi trzasnęły, zapanowała komplet­na cisza. Kalina przyzwyczaiła się do samotno­ści. Mogła wtedy odpoczywać, choć nigdy tego nie robiła, mogła przemyśleć swoje położenie, choć nie dawało jej to nowych perspektyw. Mo­gła też snuć plany na przyszłość, choć nie wi­działa w tym celu.
Od momentu, gdy wyszła ze szpitala, myśla­ła o tym, by spotkać się z dwoma ofiarami wy­padku. Wiedziała od policjantów prowadzących śledztwo, że starsza kobieta w ciężkim stanie wciąż przebywa w szpitalu na ulicy Banacha w Warszawie, nastolatka zaś po kilkudniowym pobycie na oddziale ortopedycznym ze złama­niem kości piszczelowej w lewej nodze i kilkoma otarciami opuściła szpital i powróciła do opie­kunów. Właśnie ta ostania informacja nie da­wała jej spokoju. Zastanawiała się, ile musiała znieść tak młoda osoba w swoim krótkim życiu, a teraz jeszcze wypadek.
Kalina wiedziała, że nie ma prawa burzyć spokoju którejkolwiek z kobiet, ale czuła, że dłużej nie zdoła się przed tym bronić. Jej serce drżało, gdy wyobrażała sobie, ile bólu im spra­wiła. Wiedziała, że dopóki nie stawi temu czoła, nie odzyska spokoju.
Wyszła do przedpokoju. Na moment zawie­siła wzrok na swoim odbiciu w lustrze. Zbyt długie blond włosy bezładnie opadały na czo­ło, zasłaniając piwne oczy. Cera pozostawała blada mimo letnich upałów. Choć ostatnio się nie ważyła, to i bez tego potrafiła stwierdzić, że schudła kilka kilogramów. Kości policzkowe uwydatniły się, dodając jej twarzy kilka dodat­kowych lat. Odruchowo dotknęła brzucha, który wciąż był płaski.
Weszła do salonu i zaczęła nerwowo prze­szukiwać górną szufladę stojącej w rogu ko­mody. Po chwili odnalazła kopertę, która kilka tygodni temu była biała. Teraz jej kolor balan­sował pomiędzy beżowym z wyraźnymi ślada­mi odcisków palców a brunatnym od plam po kawie. Wysunęła z niej kilka połączonych ze sobą czarno-białych kartoników. Przez dłuż­szy czas się w nie wpatrywała. Niewielka sza­ra kropka w centralnej części wydruku przez niewprawionego obserwatora mogłaby nie zo­stać dostrzeżona. Ona jednak wiedziała, czym, a w zasadzie kim była. Doskonale pamiętała chwilę, gdy podczas badania USG doktor Sta­chlewski potwierdził to, o czym od pięciu lat marzyła. Wreszcie miała szansę poczuć się matką i ta myśl sprawiła jej nieopisaną ra­dość, której zdawało się, że nic nie jest w sta­nie przyćmić. Oczyma wyobraźni widziała, jak jej dziecko się do niej uśmiecha, zachłannie wyciąga swoje małe, pulchne rączki, by się przytulić. Chciała je objąć, osłonić przed całym światem, ale to marzenie nie miało już szans na spełnienie.
Nie czuła, gdy bezradnie osunęła się na podłogę. Z rąk wysunęły się wydruki ultraso­nografu, które były jedynym dowodem, że nie oszalała i nie wymyśliła sobie istnienia dziecka. Przez chwilę jej ciało drżało z zimna, a może z emocji, po czym poddało się konwulsjom, połączonym z coraz głośniejszym szlochaniem. Nie była w stanie zapanować nad uczuciami, które rozdzierały jej duszę na coraz mniejsze kawałki. Czuła się jak pogrążona w spazma­tycznym tańcu, napędzanym przez cierpienie, z którym nie potrafiła się uporać.
Kiedy się ocknęła, nie wiedziała, ile minęło czasu. Starannie złożyła plik kartek i wsunęła je z powrotem do koperty. Całość ukryła w szu­fladzie pod obrusami. Nigdy nie przyznała się przed Kamilem, że posiada wydruki z ultraso­nografu. To było coś, co należało wyłącznie do niej, co sprawiało, że choć przez moment czuła, że jej życie nabrało znaczenia.
Kalina nie miała siły marzyć. W jej głowie panował chaos, a myśli podążały w dwóch kie­runkach: ku ofiarom wypadku i ku nienaro­dzonemu dziecku, jednak obydwie sprawy na końcu splatały się ze sobą w jedno słowo: ból.

wtorek, lutego 20, 2018

Książki w obiektywie

Książki w obiektywie



Witajcie!

Dzisiaj będzie całkiem inny, nietypowy post. Mianowicie spędziłam cały dzień na budowie na wsi, ale miałam ze sobą 4 cudowne książki, więc postanowiłam ten fakt wykorzystać. Modelem były książki oraz mój kucyk Oskar. Poniżej macie efekty mojej zabawy.


Łąki kwitnące purpurą Edyty Świętek






Szept wiatru Sylwia Trojanowska





Mogę wszystko Anita Scharmach




Zaraz wracam Anita Scharmach




Smaki życia Anita Scharmach




I jak Wam się widzi taki post? Chcecie żebym go jeszcze kiedyś powtórzyła?




niedziela, lutego 18, 2018

"Opowieści zza rzeki" Artur Justyński

"Opowieści zza rzeki" Artur Justyński







➲ TYTUŁ  "Opowieści zza rzeki"

➲ AUTOR  Artur Justyński

➲ DATA PREMIERY  27.01.2017

➲ WYDAWNICTWO  Poligraf

➲ ILOŚĆ STRON  186



➲ OCENA  4+/6

➲ OPIS


"Dorastałem, kochając i szanując opowiadania. Wydawały mi się najczystszymi i najdoskonalszymi dziełami ludzkimi: w najlepszych nie znalazło się ani jedno zbędne słowo. Jedno machnięcie ręki autora i nagle powstał świat, mieszkający w nim ludzie, idee. Początek, środek i koniec, które zabiorą was przez cały wszechświat i doprowadzą z powrotem..."

 Neil Gaiman


➲ MOJE ODCZUCIA

Powyższa pozycja jest debiutem autora. Zawiera w sobie 12 krótkich opowiadań w gatunku fikcja/fantasy. Każde z nich zostało szczegółowo opisane i dopracowane pod każdym względem. Nie ma zbędnych słów, a Artur Justyński sprawia, że nasze zainteresowanie rośnie z każdym kolejnym opowiadaniem.

Muszę jednak przyznać, że nie jestem szczególną fanką tego typu tekstów. Czytam czasem krótkie formy, jednak w gruncie rzeczy preferuję te długie. Jednak nie zniechęciło mnie to, by sięgnąć po ową pozycję. Czy zatem żałuję, iż to zrobiłam? Nie, choć nie ukrywam, żebym była jakoś szczególnie zachwycona tą antologią, co to, to nie. Ale to tylko i wyłącznie kwestia gustu.

Każde z opowiadań jest inne, każde posiada innych bohaterów, ale każde jest napisane na dobrym poziomie. Autor umiejętnie zabiera nas w świat, który w rzeczywistości być może nie mógłby mieć miejsca, a mimo wszystko wydaje nam się, jakbyśmy sami w nim uczestniczyli. Umiejętnie łączy elementy science-fiction z magicznymi, czy też pogańskimi wierzeniami. Co więcej, te krótkie formy przekazu skłaniają nas do przemyśleń i wielu refleksji, co mogłoby się wydawać poniekąd dziwne, prawda?

Nie będę opisywała każdego z opowiadań, bo nie o to tutaj chodzi. Przyznam jednak, że niektóre z nich doprowadziły do tego, iż miałam ciarki na ciele (np. "Gabriel"), były też takie, które wywołały zdziwienie, a może i niedowierzanie. Jest w nich wszystkich ogrom absurdu, ale to w końcu w większości fikcja. Autor umiejętnie tworzy "pokręcony" obraz, skłaniając nas do wielu przemyśleń. Po przeczytaniu tej antologii, sami będziemy się zastanawiać nad wieloma sprawami: skąd się wzięliśmy, a może kim jesteśmy?

Opowiadaniem, które najbardziej przykuło moją uwagę było "Przebudzenie". Opowiada o mężczyźnie, który ma koszmary i raz znajduje się w innym świecie, by za moment znowu znaleźć się w innym. Już sam nie wie, który z nich jest prawdziwy.


- Zaczęło się jakiś tydzień temu. Którejś nocy śniło mi się, że się obudziłem gdzieś, w jakimś szpitalu, w białej sali. Byłem tak zmęczony, że nie mogłem wstać. Tak obolały i słaby, że z ledwością mogłem usiąść. Ta moja niemoc była tak bardzo namacalna, tak realna, jak gdyby nie był to sen. Potem, tej nocy, kiedy strąciłem lampkę, znowu miałem ten sam sen. Ta sama sala. Pielęgniarka przyszła i coś do mnie mówiła, nie rozumiałem jej. Ledwo mogłem wstać z łóżka. Przyszedł lekarz. Mówił do mnie, pytał jak się czuję. Zacząłem się bać, bo chciałem się obudzić, ale nie mogłem. Z tamtej strony wyglądało to tak, że muszę szybko zasnąć, aby wrócić tutaj. Spróbowałem z całych sił i nagle się udało - obudziłem się w naszej sypialni, ale z przeświadczeniem jakbym to tutaj był we śnie, a realny świat został tam, w tym szpitalu.


Ogromne wrażenie zrobiło na mnie również opowiadanie "Wypadek". Zderzenie czołowe na pewno każdy z Was już widział, jeśli nie na żywo to w telewizji. Ale wyobraźnie teraz sobie, że w tym zderzeniu ginie dwóch mężczyzn, a policja odkrywa, iż zwłoki należą do tego samego mężczyzny.  Czy da się to jakoś wytłumaczyć? Czy jest to możliwe?


- Otóż, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi - zaczęła laborantka przecierając rąbkiem fartucha szkła okularów, uprzednio zdjętych ze spoconego czoła - po nader dogłębnych badaniach, z całą pewnością zmuszona jestem stwierdzić, że zwłoki dwóch mężczyzn z porannego wypadku należą do tego samego człowieka - zająknąwszy się włożyła okulary ponownie na czoło poprawiając nimi włosy.

Każdy z nas ma wiele pytań, na które nie może znaleźć odpowiedzi. Analizujemy, dociekamy, zastanawiamy się: dlaczego tak? Skąd się to wzięło? Jak to się mogło stać? Niestety nie zawsze uzyskujemy odpowiedzi na owe pytania.
Artur Justyński zabiera nas w swoich opowiadaniach w świat, w którym wszystko może się wydarzyć, rzeczy nierealne, nagle staną się realnymi. To, co nieistotne nagle nabierze dla nas większego znaczenia. A wszelkie absurdy przestaną nimi być.

Tytuł książki jest dla mnie jak najbardziej na miejscu, wydaje się, że doskonale oddaje treść zawartości stron. Do tego ciekawa, a zarazem tajemnicza okładka, która przyciąga wzrok czytelnika.

Opowieści zza rzeki to krótkie, ale rzeczowe opowiadania, które z całą pewnością zaciekawią każdego z Was. Jeśli lubicie fikcję pomieszaną z realnym światem, które zmuszą Was do refleksji to koniecznie zapoznajcie się z tą pozycją.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorowi.



sobota, lutego 17, 2018

"Present Perfect" Alison G. Bailey [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

"Present Perfect" Alison G. Bailey [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]






➲ TYTUŁ  "Present Perfect"

➲ AUTOR  Alison G. Bailey

➲ DATA PREMIERY  22.02.2018

➲ WYDAWNICTWO  NieZwykłe

➲ ILOŚĆ STRON  419


➲ OCENA  5/6

➲ OPIS

Amanda Kelly chciała być doskonała. Próbowała kontrolować całe swoje życie. Zatraciła się w obsesyjnym dążeniu do perfekcji oraz poczuciu własnej bezwartościowości. I tylko jedną rzecz uznawała za doskonałą - wieź, która łączyła ją z najlepszym przyjacielem, Noahem.

W życiu bohaterki wszystko odbywało się zgodnie z planem, aż do momentu, kiedy pewnego dnia wstała z łóżka i coś sobie uświadomiła. Kochała Noaha. Nie tylko jako przyjaciela.
Nie potrafiła kontrolować uczuć, które w niej wywoływał. Mógł obdarzyć ją dozgonnym szczęściem, ale przy tym mógł także ją zniszczyć. Był doskonałością, jakiej Amanda od zawsze pragnęła. A jednak nie pozwalała, by był jej.

I w tym właśnie momencie świat Amandy zaczyna się rozpadać. Przykre momenty przejmują nad nią kontrolę; zmuszają, by zrezygnowała z marzeń. Bohaterka musi się nauczyć, że człowiek nie jest w stanie kontrolować sytuacji, które napotyka na swojej drodze. Może jednak kontrolować, jak na nie zareaguje. Czy zdoła to zrozumieć nim będzie za późno? Czy da radę uratować swoją przyjaźń? "Present Perfect" to historia o tym, w jaki sposób wydarzenia z przeszłości wpływają na teraźniejszość. Pokazuje, jak doskonałe mogłoby być nasze "teraz", gdybyśmy płynęli z prądem życia, zamiast nieustannie z nim walczyć.



➲ MOJE ODCZUCIA


Przyjaźń to coś pięknego, pod warunkiem, że jest prawdziwe. Bywa, że spotykamy w życiu jakąś osobę i od razu czujemy do niej niezwykłą sympatię i nierozerwalną więź. Przyjaciel to taka dusza, która akceptuje nas pomimo naszych wad, wspiera w dobrych i złych chwilach. To osoba, której w stanie jesteśmy powiedzieć wszystko. Jeśli posiadamy prawdziwych przyjaciół, to jesteśmy szczęściarzami.

Amanda i Noah urodzili się tego samego dnia, od małego spędzali każdą chwilę wspólnie, byli nierozłączni, łączyła ich niezwykła więź, której nie sposób wytłumaczyć. Mogli zawsze na sobie polegać. Życie płynęło do przodu, oni dorastali i właśnie wtedy oboje zdali sobie sprawę, że łączy ich już nie tylko miłość, ale silne uczucie zwane miłością. On potrafił się do tego przyznać, ona wciąż się przed tym wzbraniała. Twierdziła, że jeśli mu pozwoli na uczucie, to ich przyjaźń się rozpadnie na dobre, a ona zostanie sama. Tłumiła w sobie swoje uczucia względem niego, broniła się przed tym jak mogła. Ale czy jej postępowanie było słuszne?

Z jednej strony chciałam, by był w moim życiu. Z drugiej, wiedziałam, że nie jestem dla niego wystarczająco dobra. Z trzeciej, na samą myśl o nim w towarzystwie innej dziewczyny, robiło mi się niedobrze... Coś przyciągało mnie do niego; to uczucie z każdym dniem narastało. A po tym, co wyznał na boisku, nie byłam pewna, jak długo będę w stanie je kontrolować. Nie chciałam jednak mu się poddać; o nie. To doszczętnie zrujnowałoby naszą przyjaźń.

W życiu każdego z nas przychodzi taki moment, że pojawiają się uczucia względem drugiej osoby. I właśnie w takich momentach nie powinniśmy się przed nimi wzbraniać. O uczuciach trzeba mówić otwarcie, nawet jeśli mają być nieodwzajemnione. Po co ranić się nawzajem? Serce nie sługa, i nie można mieć nad nim zawsze kontroli. A zresztą po co skrywać się pod skorupą, bić się z emocjami, a nawet nimi katować? Czy jest to wskazane? Z całą pewnością nie. Dlatego, tak ważne jest mówienie otwarcie o tym, że nasze serce fika koziołka.

Cóż, moje emocje po przeczytaniu tej powieści tak naprawdę wciąż nie opadły. To co się ze mną działo, trudno opisać... to trzeba przeżyć na własnej skórze. Język, którym posługuje się autorka jest niezwykle barwny, opisy dialogów sensowne, co sprawia, że całość doskonale się ze sobą łączy. Już od początku jesteśmy wciągnięci w świat bohaterów, a emocje rosną z każdą kolejną kartką powieści. Tak, nie brak tutaj emocji, które ja po prostu tak bardzo uwielbiam. Dobrze wykreowane postacie, które nie są idealne, posiadają jakieś swoje wrodzone wady. Z całą pewnością można się z nimi utożsamić. Pomysł na fabułę świetny. Czytając przepadłam, a im bliżej byłam końca tym więcej wylewałam łez. To napięcie, które zbudowała Alison G. Bailey jest nie do opisania.

Amanda to dziewczyna spontaniczna, kochająca życie, niewidząca świata poza swoim przyjacielem, Noahem, ale z niezwykle niskim poczuciem własnej wartości. Choć muszę przyznać, że nie zawsze postępowała słusznie, gdyż momentami miałam ochotę stanąć obok niej, złapać ją za ramiona i porządnie nią potrząsnąć, to mimo wszystko czułam do niej sympatię. Jej niezdecydowanie potrafiło być irytujące. Bo kochała chłopaka, ale nie chciała się do tego przyznać.

Noah to mężczyzna i przyjaciel idealny. O takim przyjacielu jak on można tylko pomarzyć. Pokochał swoją przyjaciółkę i nigdy nie przestał, nawet, że tyle razy ona go odtrącała. I jak tu go nie kochać?

Muszę jeszcze wspomnieć o Daltonie (choć nie powiem kim jest i jaką odegra rolę w tej powieści), bo to postać, która na długo zapadnie w moim sercu. Pojawił się w życiu Amandy nagle, ale intensywnie na nie wpłynął.

- Amanda, nie możesz zmienić przeszłości. A ludzie tacy jak my... no cóż, nie wiemy, czy w ogóle mamy jakąś przyszłość. Pozostaje nam teraźniejszość. I ta teraźniejszość jest idealna, bo to w niej oddychamy, poruszamy się, śmiejemy, płaczemy i dziwimy, że ktoś nas rozumie. Przestań żyć przeszłością i marnować teraźniejszość. Musisz mu powiedzieć, co czujesz.

Nie wzbraniajmy się przed naszymi uczuciami. Pozwólmy im żyć, uwalniać się i oddychać. Miłość to piękne uczucie, dlatego nie warto go marnotrawić. Czasami próbujemy kontrolować całe nasze życie, bo wydaje nam się, że wtedy będzie perfekcyjne. Nic bardziej mylnego, nie powinniśmy tego robić. Powinniśmy żyć każdą chwilą, żyć tu i teraz, bo nigdy nie wiadomo, czy jutro nadejdzie.

Autorka zabrała nas w podróż, w której to Tweet (Amanda) cały czas starała się stać perfekcyjną dziewczyną, przyjaciółką, a w końcu osobą. Cały czas miała o sobie niskie mniemanie. Uważała, że nie zasługuje na wiele rzeczy, w tym na Noaha. Dopiero musiało się wydarzyć coś... aby mogła zrozumieć, że wcale tak nie jest. Że on kocha ją taką jaką jest.

Present Perfect to historia niezwykłej przyjaźni pomiędzy dziewczyną i chłopakiem. To historia, która udowadnia, iż dążenie do perfekcji jest zbędne. Nasze życie toczy się tu i teraz, i na tym właśnie powinniśmy się skupić. Życie jest kruche i pełne niespodzianek, dlatego nie warto go marnotrawić. Ta książka wywołuje ogrom emocji, przechodzi przez nasze ciało niczym tornado i wyciska ogrom łez. Polecam, polecam, polecam.






Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję






piątek, lutego 16, 2018

"Zula w szkole czarownic" Natasza Socha

"Zula w szkole czarownic" Natasza Socha





➲ TYTUŁ  "Zula w szkole czarownic"

➲ AUTOR  Natasza Socha

➲ DATA PREMIERY  13.09.2017

➲ WYDAWNICTWO  Nasza Księgarnia

➲ ILOŚĆ STRON  208


➲ OCENA  5/6

➲ OPIS 


Cześć, jestem Zula. Moja babcia, Wielka Czarownica Liliana, zaprosiła mnie do prawdziwej szkoły czarownic, gdzie odbywają się niezwykłe lekcje znikania, latania oraz zielarstwa. Brzmi fantastycznie, prawda?

A to dopiero początek tej przygody! Moje nowe znajome, Matylda i jej wiewiórka, niespodziewanie znikną, więc już się chyba domyślacie, kto stawi czoła licznym niebezpieczeństwom w trakcie poszukiwań… A na końcu zaproszę was na najprawdziwsze Halloween z kupowymi ciasteczkami. To jak? Jesteście zainteresowani?

Pod moją nieobecność ciotki Hela i Mela oraz moi przyjaciele, Kajtek i Maks, będą próbowali powstrzymać burmistrza przed zniszczeniem Poziomkowej Polany. Jakich sztuczek użyją?


➲  MOJE ODCZUCIA

Po pierwszym tomie przygód Zuli z wielką przyjemnością przystąpiłam do przeczytania drugiego. I muszę Wam powiedzieć, iż pomimo tego, że jestem już dorosła, to bawiłam się świetnie. Zula potrafi bawić, rozśmieszać i czarować, jak na czarownicę przystało. Z nią nie ma opcji się nudzić.

Tym razem Zula wybiera się do swojej babci do szkoły czarownic. Pozna tam nowych przyjaciół i będzie brała udział w lekcjach znikania, latania, a także zielarstwa. Czasem sobie tak myślę, że sama chętnie wzięłabym w takich udział. A gdybym tak jeszcze potrafiła czarować... ech, coś za bardzo się rozmarzyłam, lepiej wróćmy do naszej książki. Nie obędzie się również bez przygód, w których nasza dzielna Zula zostanie wystawiona na niejeden egzamin. Czy lekcje w szkole czarownic jej babci na coś się przydadzą?

Muszę przyznać, iż autorce świetnie wychodzi pisanie dla dzieci. I choć lubię jej książki dla dorosłych, to te przygody o uroczej Zuli skradły moje serce. Prosty styl, którym się posługuje z całą pewnością ułatwia odbiór treści dzieciakom. Do tego przepiękne ilustracje zawarte w książeczce, które tylko pobudzają wyobraźnię i dają jej lepszy efekt. Każdy w wieku dziecięcym nie raz marzył o tym by mieć jakąś magiczną moc, by móc czarować. Staje się to możliwe dzięki tej lekturze. Przenosimy się w magiczny świat, w którym czary potrafią zdziałać cuda, lecz nie powinno się ich nadużywać. Wiadomo jednak, że dziecięca pokusa bywa czasem silniejsza od przestróg starszych osób.  Zula również jej ulegnie, bo przecież jest tylko dzieckiem.

Do szkoły chodzi się po to, żeby czegoś się nauczyć. To ważne, aby słuchać nauczycieli i wyciągać wnioski z ich lekcji. Może nam się to okazać później bardzo przydatne. Dowodem tego jest nasza mała bohaterka, która w obliczu zaginięcia swojej nowej przyjaciółki, nie waha się ani chwili, by ją odnaleźć. Wręcz namawia do wspólnego poszukiwania również jej mamę.
Z zachwytem korzystała ze swoich umiejętności, choć czasem jej pomysły i psoty nie należały do najmądrzejszych. O, tak jak wtedy, kiedy wychowawczyni, pani Arleta, zaczęła nagle wypluwać zastraszającą liczbę pestek od śliwek. Albo jak koleżance Zuli (bardzo niemiłej, swoją drogą) wyrósł na czubku głowy tulipan. Ciotki ostrzegały ją wtedy, że magią trzeba się obchodzić mądrze. Wykorzystywać w sytuacjach ważnych, a nie tylko dla zwykłej zabawy.
Zazwyczaj to dorośli powinni dawać przykład młodym, uczyć ich jak mają żyć, jak radzić sobie w życiu. Ale bywa, że role się odwracają. To niesamowite jak wiele potrafią nauczyć nas dzieci. Myślimy, że wiemy wszystko lepiej, że słusznie postępujemy, aż nagle dzieje się coś, a my uświadamiamy sobie, że się myliliśmy. Najpierw nie dopuszczamy do siebie tej myśli, ale z każdą kolejną chwilą, dopuszczamy jednak taką możliwość.

Zula w szkole czarownic to kolejne przygody Zuli, podczas których nie tylko dobrze będą się bawić Ci najmłodsi. Zobaczymy jak ważna w życiu jest przyjaźń i wzajemne wsparcie, a do tego odkryjemy wiele czarów. Zachęcam do sięgnięcia po tę lekturę.





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję






czwartek, lutego 15, 2018

"Chwila na miłość" Joanna Stovrag

"Chwila na miłość" Joanna Stovrag



➲ TYTUŁ  "Chwila na miłość"

➲ AUTOR  Joanna Stovrag

➲ DATA PREMIERY  14.02.2017

➲ WYDAWNICTWO  Replika

➲ ILOŚĆ STRON  368


➲ OCENA  5/6

➲ OPIS


Czy chwila wystarczy, aby narodziła się miłość, która nie zna granic?

Porywająca historia niezwykłej miłości pomiędzy Polką i Bośniakiem, która została wystawiona na najtrudniejszą próbę. Narodziła się w wielokulturowym Sarajewie, mieście tolerancji, dialogu i otwartości, tętniącym orientalną muzyką i pachnącym aromatem mocnej kawy. 

 To wyjątkowo wzruszająca, przepełniona emocjami opowieść o miłości, rozłące, nadziei i wojnie. Tragizm konfliktu na Bałkanach został przedstawiony z perspektywy osób, które brały bezpośredni udział w tych wydarzeniach, ludzi, którzy stracili swoje rodziny, domy, poczucie tożsamości narodowej i przynależności do ojczyzny. Jest to także świadectwo walki o wielkie uczucie, historia o próbach nawiązania kontaktu z ukochanym przebywającym w oblężonym Sarajewie oraz o bezinteresownej pomocy i wsparciu od nieraz całkiem obcych osób. 

 Losy Joanny Stovrag i jej męża zainteresowały kiedyś Waldemara Milewicza − legendę polskiego dziennikarstwa − który nakręcił o nich film.


➲ MOJE ODCZUCIA


Jeśli nie wierzycie, że miłość jest w stanie przetrwać wiele, to wierzcie mi, że dziś śmiało mogę Wam powiedzieć, że jest. Jest w stanie przetrwać wiele, i rozłąkę i wojnę, która stanęła jej na drodze. A najlepszym dowodem na to jest sama autorka, a zarazem bohaterka książki. Joanna od zawsze czuła w sobie miłość do Bałkanów. Jej opisy odwiedzonych tam miejsc, poznanych ludzi ujmują za serce. Czułam, jakbym tam była i sama widziała to wszystko na własne oczy.

Bałkany i panujące tam zwyczaje poznałam już dzięki książkom Skarlet&Albert. Tutaj dostałam potwierdzenie tego, że ludzie tam żyjący znacznie różnią się od nas Polaków. U nich wszystko bierze się na spokojnie, nie żyje się w ciągłym pędzie jak u nas. Autorka z wielką miłością opisuje życie bałkańskie. To właśnie tam w Sarajewie poznała swojego obecnego męża. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Wspólnie spędzali czas, poznając się nawzajem. A później rozdzieliła ich wojna, Joanna nie miała kontaktu z Sejo, nie wiedziała czy żyje. Ale uczucie nie wygasło, wręcz wzrosło. Autorka za wszelką cenę starała się dowiedzieć, czy jej ukochany żyje, czy wszystko z nim w porządku. Pisali do siebie listy, które nie zawsze docierały, a jak już docierały to wielokrotnie z opóźnieniem wielomiesięcznym.
Rozmawialiśmy długo, bo nikt z nas nie chciał przerwać tego spotkania i tkliwego nastroju, jaki wytworzył się między nami, bez względu na gwar i ruchliwe towarzystwo obok. Nie mogłam uwierzyć, ale przy tym człowieku poczułam klimat mojego domu - nagle i tak po prostu. Powietrze wypełniła wyjątkowa intymność i czułość, którą wraz z każdym oddechem próbowałam zachłannie w siebie zaczerpnąć i zatrzymać. Pozwalałam jej wdzierać się w każdy zakątek mojego serca, umysłu i ciała.
Czytając czułam ogrom emocji, które towarzyszyły autorce w jej walce o miłość. To przepiękna i prawdziwa historia niezwykłej miłości pomiędzy Polką i Bośniakiem, napisana w pięknym stylu. Oddaje realia wojny i tragizm konfliktu na Bałkanach, widziany oczami ludzi, którzy brali w nim czynny udział. Autorka nie koloryzuje, nie ubarwia, tylko pisze jak było. To, co przeszli Ci ludzie jest okropne. Podziwiam autorkę za niezwykłą odwagę, za jej niezwyciężoną miłość i ogrom nadziei na lepsze jutro.

Muszę Wam się przyznać, iż książkę przeczytałam wczoraj. W nocy śniły mi się obrazy o których czytałam w powieści Joanny Stovrag, głównie były to obrazy wojny, czułam nieopisany ból tych ludzi, którzy w niej uczestniczyli. Nigdy wcześniej nic takiego mi się nie zdarzyło. To udowadnia jak daleko w moją psychikę zapadła treść owej powieści. Z całą pewnością nie zapomnę o tej książce.

Jeśli szukacie książki, która poruszy każdy zakamarek Waszej duszy, to z całą pewnością dobrze trafiliście. Będziecie mieli okazję poznać nie tylko piękne Bałkany, ale również poznać tragizm wojny widziany oczami ludzi, którym przyszło brać w niej udział. Książka poruszy serce każdego, gwarantuję.


Czasami widoki, które ujrzymy, stają się naszymi niechcianymi towarzyszami. Idą z nami krok w krok. Kiedy odbiegamy, one też przyśpieszają. Są nachalne, wręcz natrętne. Śmieją się z nas nonszalancko, bo są świadome swojej siły. Wiedzą, że nawet przespane noce nie wyrzucą ich z pamięci człowieka. Takie były widoki śladów wojny. Wdzierały się do oczu, myśli i serca.


Chwila na miłość to historia o której nie sposób zapomnieć. Jeśli przeczytasz, to wierz mi, że zapadnie w Twoje serce już na zawsze i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Miłość jest w stanie przetrwać wszystko, a uczucia są najlepszą motywacją, aby brnąć wciąż do przodu i nigdy się nie poddawać. Polecam z całego serca!


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce.





środa, lutego 14, 2018

Wywiad - Krzysztof Spadło

Wywiad - Krzysztof Spadło
Zapraszam na wywiad z udziałem Krzysztofa Spadło, który o sobie mówi tak: "Jestem łowcą wrażeń i kolekcjonerem miłych wspomnień, któremu pisanie sprawia frajdę".



1. Jaką osobą na co dzień jest Krzysztof Spadło?



To dla mnie trudne pytanie, ponieważ nie lubię opowiadać o sobie. Tak jak każdy mam swoje nawyki i przyzwyczajenia. Jednego dnia potrafię być leniwym lekkoduchem, a 24 godziny później przeistaczam się w maszynę, która konsekwentnie zmierza do wyznaczonego celu.



2. Kiedy i w jakich okolicznościach zacząłeś pisać książki?



W moim życiu nie było żadnych konkretnych okoliczności, które sprawiły, że zwróciłem się w stronę literatury. Będąc młodym człowiekiem wiele razy słyszałem z czyichś ust, że potrafię ciekawie opowiadać i powinienem zająć się pisaniem książek. Traktowałem to z przymrużeniem oka, aż pewnego dnia okazało się, że zacząłem to robić. Bardzo szybko stwierdziłem, że pisanie sprawia mi frajdę i jest dla mnie alternatywnym rozwiązaniem w stosunku do tego, co tak naprawdę chciałbym robić. Ja po prostu zawsze marzyłem o tym, żeby kręcić filmy.



3. Debiutowałeś zbiorem opowiadań „Marzyciele i pokutnicy”, jak dziś postrzegasz swój debiut literacki?



Uważam, że to było dobre posunięcie, aczkolwiek gdybym miał jeszcze raz przez to przejść, zrobiłbym kilka rzeczy inaczej. Nie miałem wtedy żadnego doświadczenia i nie zdawałem sobie sprawy, jak wygląda polski rynek wydawniczy. Dzięki temu zdobyłem jednak bezcenną wiedzę, która pozwoliła mi przyjąć odpowiednią koncepcję i ukierunkowała moją dalszą drogę twórczą.



4. Cykl powieści „Skazaniec” przedstawia tematykę więzienną. Skąd pomysł na taką właśnie tematykę? Czy nie bałeś się, że ludzie niezbyt chętnie będą sięgać po takie książki?



Geneza powstania tej powieści, to bardzo długa historia, która pochłonęła kilka lat mojego życia. Dla mnie osobiście "Skazaniec", to nie tylko więzienna epopeja. Z jednej strony przyświecał mi cel, żeby książka ukazała jaką ewolucję, przeszedł polski system penitencjarny począwszy od chwili odzyskania przez nasz kraj niepodległości, aż do narodzin III RP. Zdobycie tej wiedzy i dotarcie do wiarygodnych źródeł informacji było dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Z drugiej strony "Skazaniec", to przede wszystkim opowieść o człowieku. O ludzkich namiętnościach, uczuciach i emocjach. Mam nadzieję, że treść książki zmusza niektórych czytelników do głębszych przemyśleń.



5. W swoich książkach przedstawiasz realia wronieckiego więzienia. Zrobiłeś do tego jakiś research zdobywając informacje na ten temat, czy może to wszystko wytwór Twojej wyobraźni?



Jeśli miałbym procentowo określić ilość faktów i fikcji, jakie mają miejsce na stronach powieści, to kształtowałby się w stosunku 90 do 10. 90% prawdy i 10% wyobraźni. Zdobycie wiedzy na temat realiów życia więźniów w wronieckim więzieniu zajęło mi mnóstwo czasu. W pewnym momencie dotarcie do wiarygodnych źródeł stało się wręcz moją obsesją. Pewno dnia trafiłem nawet do Centralnej Biblioteki Więziennictwa, która znajduje się w Kaliszu i dzięki uprzejmości pracujących tam ludzi dotarłem do materiałów, które stanowiły dla mnie prawdziwą bazę wiedzy. Miałem okazję zapoznać się z dokumentami, które mówiły o tym, że w murach wronieckiego więzienia odbywał karę Stepan Bandera. Poznałem kulisy zbiorowej ucieczki więźniów, która wydarzyła się w latach 30-tych ubiegłego wieku. Dowiedziałem się, jak wyglądało życie w więzieniu podczas okupacji hitlerowskiej, przestudiowałem narodziny więziennej podkultury, której eskalacja we wronieckich kazamatach miała miejsce na początku lat 50-tych. Wszystkie fakty skrupulatnie opisałem na stronach powieści, a w VII tomie czytelnicy będą mieli okazję poczytać o dwóch spektakularnych ucieczkach do których doszło ponad 30 lat temu.



6. Głównym bohaterem Skazańca jest Stefan Żabikowski, tak zwany Ropuch. Jak powstała kreacja tego bohatera?



Nie chcę teraz zdradzać niczego na temat głównej postaci Skazańca. O tym opowiem w VIII tomie, który będzie finałem całej opowieści.



7. Obecnie na rynku wydawniczym ukazało się VI tomów „Skazańca”, w planach jest VIII. Co później?



Później? Hmm... mam kilka pomysłów, ale nie skupiam się na tak odległej przyszłości, najpierw muszę skończyć więzienną epopeję.



8. Promocje Twoich książek wiążą się również z krótkometrażowymi filmami. Jaki masz w tym udział?



Wszystkie materiały filmowe powstają z moim współfinansowaniem. To bardzo kosztowna operacja, która pochłania również mnóstwo czasu i energii. Dziś nawet nie jestem w sanie sobie wyobrazić, żeby promocja Skazańca miała inny charakter. Jeśli wydam cokolwiek w przyszłości, to każda moja książka będzie poprzedzana materiałem filmowym. Traktuję to jako znak rozpoznawczy mojej twórczości.



9. Jako jedyny w Polsce pisarz, wydałeś jednocześnie książkę papierową, audiobooka, różnorodne e-wydania, oraz film krótkometrażowy promujący „Skazańca”. Jakie w związku z tym towarzyszą Ci emocje?



Jednym słowem - ogromne!



10. Wydawnictwo KAGO rusza z nowym projektem Spin-off do „Skazańca”, słyszałam, że też masz w tym swój udział. Czy zdradzisz czytelnikom coś więcej na ten temat?



Ten pomysł narodził się kilka lat temu. W powieści przewija się cała plejada barwnych postaci i w moim mniemaniu, wiele z nich zasługuje na to, żeby opowiedzieć ich losy. Sam projekt otwiera drzwi przed osobami, które poważnie traktują pisanie.  Oferta wydawnictwa jest jasno sprecyzowana i w związku z tym, że pomysł jest mojego autorstwa, mam tutaj decydujący głos. Autor, któremu zostanie zaproponowana współpraca musi spełnić pewne oczekiwania literackie, a jego warsztat powinien być na wysokim poziomie. Wiosną tego roku ukaże się pierwszy spin off i będzie opowiadał losy Hrabiego, którego postać nie jest obca czytelnikom mojej więziennej epopei. Mechanizm promujący powieść autorstwa Roberta Gałki pod tytułem "Hrabia" będzie wyglądał identycznie jak przy Skazańcu czyli film krótkometrażowy, e-booki, audiobook oraz książka papierowa.
 
11. Co sprawia Ci największą przyjemność?



Jest bardzo wiele rzeczy, który sprawiają mi przyjemność :-) jednak, te które sprawiają mi szczególną przyjemność, to uczucia satysfakcji i spełnienia.



12. Czy będąc pisarzem masz czas na życie prywatne?



W moim życiu nie ma podziału na sprawy prywatne i zawodowe. One tworzą nierozłączną jedność.



13. Jak jednym zdaniem, no dobrze, może trzema zachęciłbyś czytelników do sięgnięcia po Twoje powieści?



W naszej rodzimej literaturze nie ma zbyt wielu powieści o tematyce więziennej i choćby z tego powodu, warto sięgnąć po "Skazańca".



Serdecznie dziękuję autorowi za poświęcony czas. A dla Was na zachętę poniżej mam prolog "Skazańca".


wtorek, lutego 13, 2018

Blog talk show #15

Blog talk show #15


Przedstaw się.




Dzień dobry!
Nazywam się Hanna Smarzewska i mam (prawie) 24 lata. :)

Kiedy i gdzie na świat przyszła maleńka Hanna?

Hanna na świat przyszła 4 kwietnia 1994 roku  (czyli prawie 24 lata temu)  A gdzie? W Bydgoszczy. :)

Do każdej litery imienia i nazwiska dopisz cechę jaka Cię opisuje.

O matko!

H - cHaryzmatyczna

A - ambitna

N – nieśmiała :D

N – nałogowo czytająca książki

A - asertywna

S - skromna

M - marzycielka

A - altruistka

R - rzetelna

Z – godna Zaufania

E - energiczna

W - wyrozumiała

S - szczera

K - kreatywna

A - aktywna

Masz rodzeństwo? Jeśli tak, przedstaw krótko :)

Tak, mam starszego o 4 lata  brata Krzysztofa.

Wolna/zajęta/zaręczona a może mężatka?

Wolna.  (Ale to nie jest ogłoszenie matrymonialne :D)

Laleczka Chucky czy Barbie? Do której Ci bliżej i dlaczego?

Śmiech. :D Do żadnej Grażynko, do żadnej. :D

Czy chciałabyś kiedyś napisać jakąś książkę i ją wydać?

Pewnie, że tak. Ale...  ja się raczej do tego nie nadaje. :)


Studiujesz Pedagogikę Społeczną. Jakie plany na później?

Ach... Ciężko powiedzieć. Oczywiście, chciałabym pracować w zawodzie, ale czas pokaże co będzie dalej. :)

Najpierw obronę, potem będę działać. :)

Miejsce, w którym chciałabyś zamieszkać?

Chyba nie mam konkretnego miejsca, w którym chciałabym zamieszkać, ale marzy mi się dom z ogrodem. :)

Dokończ zdanie: Gdy mi smutno, gdy mi źle…

Zamykam się w sobie.

Co porabiasz w wolnych chwilach?

Czytam, słucham muzyki, robię zdjęcia, tworze grafiki, pisze recenzje, oglądam filmy.

Kiedy powstał Twój blog – nie oceniam po okładkach?

5 lutego 2017 roku, czyli stosunkowo niedawno. :)

Dlaczego nazwa - nie oceniam po okładkach? Czy faktycznie nigdy nie zdarza Ci się oceniać książki po okładce?

Faktycznie, nie zdarza mi się oceniać książek po okładkach. Niemniej jednak, są takie książki, których okładki zachwycają mnie od pierwszego wejrzenia i wtedy mam ogromną ochotę poznać ich treść. Ale to właśnie wnętrze najbardziej do mnie przemawia.  :) 

Ile książek obecnie liczy Twoja biblioteczka?

Nie wiem? Naprawdę! Może około 600? Nie liczę, ale... nie mam już miejsca. I nie mam ich w jednym miejscu (także fotek nie będzie) Jak się przeprowadzę to koniecznie muszę zainwestować w regał, albo dwa, ewentualnie pięć. :D I wtedy Grażynko dostaniesz fotki! :)

Robisz przepiękne grafiki od których wprost nie można oderwać oczu. Zdradź nam sekret, jak Ty to robisz?


Naprawdę takowe robię?   :D
Jestem skłonna uwierzyć, że zdjęcia ładne robię, ale grafiki to nie bardzo. ^^
Niemniej jednak nie wiem jak to robię. Po prostu. :D Siadam i  staram się dopasować poszczególne elementy, żeby to wszystko się ładnie prezentowało i było przyjemne dla oka. :)

Kiedy czytasz książkę i wiesz, że nie bardzo przypadła Ci do gustu, mimo wszystko kończysz ją czytać, czy odkładasz na bok?

Jeśli jest to egzemplarz recenzencki to kończę, ale jak jest to książka z biblioteki, albo z mojego czytnika, albo podarowana mi, to jeśli naprawdę się męczę podczas lektury, to odkładam. 

Ulubione blogi, które chętnie obserwujesz? Co jest w nich wyjątkowego?

(kolejność wg alfabetu)

Czytaninka

Literacki świat Cyrysi

My fairy book wolrd

Kraina książką zwana

Książkowe podróże Panny A.

Po drugiej stronie okładki

Z fascynacją o książkach

Subiektywne recenzje

Molina książkowa

Zapatrzona w książki

Lotta czyta

Marta wśród książek

Co jest w nich wyjątkowego? Szczere, subiektywne i rzetelne recenzje, piękne zdjęcia, a Po drugiej stornie okładki, nieustannie mnie kusi gołymi anglojęzycznymi klatami :D

Poleć najlepszą książkę na dzień babci i dzień dziadka.

Dla babci - Sparks <3 br=""> a dla dziadka – jakaś publikacja z działu historycznego, bądź reportażu.

Wymień 5 ( i ani jednego więcej) ulubionych polskich autorów.

SZALONA! Tylko 5?!

kolejność przypadkowa

Magdalena Trubowicz

Anna Dąbrowska

Anna Szafrańska

Sylwia Trojanowska

Aneta Krasińska


(+ K.N. Haner i M. Falkowska  i A. Scharmach)


Najgorsza przeczytana książka w 2017 roku?


Kolonia  – Tana French (zbyt obszerne i nużące opisy)

Spośród polskich horrorów, kryminałów i thrillerów (tytuły) utwórz opis swojej osoby (min. 25 tytułów).

Będą polskie i zagraniczne

1. Sekret, którego nie zdradzę

2. W domu

3. Milcząca dziewczyna

4. Dziewczyna z pociągu (bardziej z tramwaju, albo autobusu ale niech będzie :D)

5. Nieodnaleziona

6. Idealna (a co! :D)

7. perfekcyjna dziewczyna

8. córeczka

9. dobra córka

10. rzeka tajemnic

11. kobieta w oknie

12. na skraju załamania (magisterka! :D)

13. obsesja (na punkcie książek)

14. terapeutka

15. ta dziewczyna

16. noc w bibliotece

17. nie mów nikomu

18. obiecaj mi

19. krótka piłka

20. tylko jedno spojrzenie

21. zanim zasnę

22. zachowaj spokój

23. wszyscy mamy tajemnice

24. obserwator

25. kolekcjoner kości (książek :D) 

Los daje Ci ogromną szansę: możesz przygarnąć kwotę 100 tysięcy złotych, bądź 100 książek. Co wybierasz i dlaczego?

Eeeee, oczywiście 100 tysięcy złotych, bo za to mogę kupić znacznie więcej niż 100 książek, no nie? :D I jeszcze regał w pakiecie ^_^

Toczy się bitwa: Polscy autorzy kontra zagraniczni. Komu kibicujesz i dlaczego?

Myślę, że kibicowałabym polskim autorom, bowiem nie od dziś wiadomo, iż ciężko jest się wybić na polskim rynku. Jednym się udaje, innym nie. Z pewnością nie zawsze jest to ustosunkowane tym, iż książka jest słaba i z pewnością także wpływa na to wiele czynników.  W moim odczuciu, zagranicznym autorom, jest łatwiej się „wybić”, bowiem są czytani nie tylko „u siebie”, ale tez „u nas”. A polska literatura, nie podbija świata zagranicznego tak bardzo jak zagraniczna polskiego. Często cudze chwalimy, bo swego nie znamy, ale przecież wśród polskich pisarzy i pisarek, jest tyle „perełek”, dlaczego nie chcemy dać im szansy?

Na bezludną wyspę możesz zabrać tylko 3 rzeczy. Co to będzie?

Aparat.

Książka.

Zeszyt z długopisem.

Tak wiem, to już są 4 rzeczy. Przemyciłabym ten długopis. :D 

Niektórzy uważają, że czytanie książek to strata czasu. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

Czytanie nie jest stratą czasu. Czytanie jest magiczne i wyjątkowe. Pozwala widzieć świat oczami bohaterów, zatracać się w ich historii, wzdychać na ich losem. Czytanie dostarcza wielu emocji, często skrajnych, ale to jest najpiękniejsze. Czytanie pobudza wyobraźnie i pozwala odciąć się od otaczającej rzeczywistości.

Jedno zdanie, którym chciałabyś zachęcić innych do czytania?

Pamiętajcie dobra książka jest jak mocna kawa – pobudza i nie pozwala zasnąć.






Dziękuję Ci bardzo Haniu, że zechciałaś poświęcić mi czas i udzielić odpowiedzi na moje pytania. Jesteś niezwykle skromną, ale i sympatyczną osobą. A Twoje grafiki naprawdę są cudne, zawsze hipnotyzują mój wzrok :) Bardzo dobrze poszły Ci odpowiedzi na te twórcze pytania.



Tutaj możecie odwiedzić Hanię. Po kliknięciu w nazwę zostaniecie przeniesieni w docelowe miejsca.

Blog Nie oceniam po okładkach
Fanpage Nie oceniam po okładkach 





Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger