czwartek, 23 listopada 2017

Wywiad - Magdalena Majcher


Dzisiaj zapraszam Was na wywiad z niezwykle sympatyczną, ciepłą autorką poczytnych książek jaką jest Magdalena Majcher.



Fot. Paulina Mirek

1. Jaką osobą jest Magdalena Majcher?


Bardzo energiczną, pełną pomysłów, nieznoszącą stagnacji. Wszędzie mnie pełno, nie umiem usiedzieć na miejscu, jestem urodzoną gadułą.

2. Czy pisanie siedziało Ci w głowie od zawsze? Jak to się stało, że sama zaczęłaś pisać własne książki?

Nigdy nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Bo ja nie uważam, żebym wybrała właśnie pisanie książek. To nie było tak, że pewnego dnia usiadłam i zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym robić w życiu i wymyśliłam sobie, że będę pisać. Zawsze miałam lekkie pióro i pisanie sprawiało mi przyjemność. Wiedziałam, że kiedy rozdawano talenty, ja otrzymałam właśnie umiejętność swobodnego formułowania myśli pod postacią słowa pisanego, ale nie miałam pojęcia, co z tym zrobić. Owszem, chciałam pisać, ale wydawało mi się, że to jest tylko pasja, że to nie może być sposób na życie. A jednak! Zaczęło się od bloga, a później jednocześnie zaczęłam pisać debiutancką książkę i szukać zleceń jako copywriterka.

3. Oprócz tego, że sama wydajesz teraz swoje książki to jesteś też blogerką. Powiedz nam jak dzisiaj widzisz świat blogerów swoimi oczami?

Oj, określenie, że jestem też blogerką jest nieco przesadzone. Blogerką raczej byłam, dziś niestety brakuje mi na to czasu, bo w pełni poświęciłam się pracy twórczej. Czasem zdarzy mi się coś skrobnąć na blogu, ale notki ukazują się bardzo rzadko. W pewnej chwili musiałam wybrać: blog czy książki? Nie mogę się rozdwoić, a mam też inne obowiązki. Co do tego, jak widzę świat blogerów – doceniam ich wkład w promocję polskich autorów. Bardzo cenię sobie obiektywnych recenzentów, nie wymagam od opiniujących moją książkę blogerów laurek pochwalnych. Nie tędy droga.

4. Kiedy byłaś małą dziewczynką, pragnęłaś zostać w przyszłości…?

Dziennikarką albo policjantką. Tak się składa, że dzielę życie z policjantem, więc można powiedzieć, że prawie spełniłam dziecięce marzenia, bo przecież pisanie książki, zbieranie materiałów to też taka trochę dziennikarska robota.

Fot. Paulina Mirek



5. Jak wygląda u Ciebie proces powstawania powieści? Czy masz jakiś plan, wymyślonych bohaterów? Postępujesz wg jakiegoś schematu, a może wszystko wypływa z Ciebie w danej chwili?

Piszę książkę przez kilka miesięcy, spisuję w ciągu kilku tygodni. Jaka jest różnica? Mówiąc „piszę” mam na myśli samo obmyślanie fabuły, gromadzenie informacji, czytanie tekstów źródłowych, rozmowy – zbierając materiały zdarzyło mi się przepytywać lekarza, prawnika, dyrektor domu dziecka, pracownika ośrodka adopcyjnego czy… wróżkę. To właśnie na tym etapie bohaterowie otrzymują ode mnie konkretne cechy charakteru, swoją tożsamość, historię. Niczego jednak nie zapisuję. Uznaję, że jeśli coś wyleci mi z głowy, nie było warte zapamiętania. Zresztą mam to szczęście, że mogę poszczycić się doskonałą pamięcią. Jedyne notatki, jakie robię, to te podczas rozmów z drugim człowiekiem. Czasem najważniejsze okazują się najdrobniejsze szczegóły. Potem spisuję i ten etap trwa około trzech tygodni. Jestem wówczas niewolnikiem komputera, najchętniej w ogóle nie przerywałabym pracy. Piszę wtedy siedem dni w tygodniu, praktycznie od rana do wieczora i denerwuję się za każdym razem, kiedy muszę oderwać się od komputera. Dzieci i mąż nie mają łatwego życia… Trudno żyje się pod jednym dachem z osobą, która wykonuje wolny zawód. Ale wracając do pytania – nie jest tak, że absolutnie wszystko mam zaplanowane. Wiem, jak książka się zacznie, jak rozwinie i jak skończy, ale w trakcie już samego spisywania wyskakuje mnóstwo nowych, nieplanowanych wątków.

6.
Kiedy i gdzie najlepiej Ci się pisze?

Nie wybrzydzam, piszę w każdych warunkach. Mam dwoje dzieci, które są właśnie na etapie głośnych kłótni, jeszcze głośniejszych zabaw i bicia się. Potrafię pracować w totalnym chaosie, wyłączam się. Nie mam nic wspólnego z romantycznym wyobrażeniem człowieka, który pisać potrafi tylko na werandzie z widokiem na morze czy w pensjonacie, przy oknie wychodzącym na górskie szczyty. Remigiusz Mróz powtarza, że pisanie to robota jak każda inna i ja się z tym w stu procentach zgadzam. Nie ma, że dziś nie popiszę, bo data czy miejsce nieodpowiednie. Ale nie potrafię pisać wieczorami i w nocy.

7. Jaki jest Twój stosunek do krytyki? Czy to motywuje Cię do dalszej pracy, a może zniechęca?

Uważam, że jest nieodłącznym elementem pracy pisarza i krew mnie zalewa, kiedy czytam, że ktoś bierze do siebie tylko zdanie wybranych osób, czyli w domyśle tych, którzy go chwalą. Gdybym zaczęła tak myśleć, byłby dla mnie to niechybny znak, że powinnam zmienić zawód. Wczytuję się w opinie, wyciągam wnioski na przyszłość, nigdy nie lekceważę, chyba że to hejt, ale ten łatwo rozpoznać, bo uderza nie w książkę, a w pisarza. Zawsze dziękuję za merytoryczne opinie i już kilka razy zdarzyło się tak, że przy pracy nad kolejnymi powieściami zwracałam szczególną uwagę, aby nie powielić błędów, jakie wcześniej mi wytknięto.

8.
Czy jesteś zadowolona z własnego życia?

Tak, jestem w miejscu, w którym zawsze chciałam być. Mam fantastyczne możliwości, aby łączyć pracę marzeń z wychowywaniem dzieci.

9. Jak godzisz życie osobiste, z wszystkimi innymi czynnościami, którymi się zajmujesz?

Rzeczywiście, trzeba się nieźle nagimnastykować. Bo niby nienormowane godziny pracy pozwalają na więcej swobody, ale to pułapka. Weekendy (wyjątek od wolnych weekendów robię tylko kiedy piszę książkę) i wieczory są dla mnie i rodziny, tak samo jak druga połowa grudnia i jeden z miesięcy wakacyjnych. W ogóle staram się tak zorganizować, żeby od drugiej połowy maja do końca sierpnia nie pisać żadnej książki. To jest czas na wycieczki z dziećmi, spacery, plac zabaw. Zlecenia i artykuły zajmują mi mniej czasu, pracuję wtedy po 2-3 godziny dziennie.

10.
Książka, która jest najbliższa Twemu sercu?

Nie potrafię wskazać jednej… Czytam bardzo dużo wartościowych obyczajów, ale też reportaży, kryminałów, thrillerów. Gdybym miała podać tylko jeden tytuł, pominęłabym wiele wspaniałych powieści.

11. „Czytelniczki pokochały tworzone przez nią powieści za realistyczne fabuły i życiowe obserwacje. Pisze o trudnych tematach w lekki i przystępny sposób, co sprawia, że kolejne strony w jej książkach wydają się przewracać same.” Czy spod Twojej ręki wychodzą takie książki właśnie poprzez Twoje obserwacje? Skąd czerpiesz inspirację do tematów książek? Czy pragniesz, by czytelnicy po przeczytaniu Twoich książek wyciągali z nich jakieś wnioski, refleksje?

Powtarzam to za każdym razem – piszę takie książki, które sama chciałabym przeczytać. Kieruję się przede wszystkim moim gustem, zainteresowaniami, preferencjami literackimi. Inspiracje znajduję na każdym kroku. Pomysł pojawia się znienacka. To jest impuls, nagle w mojej głowie kiełkuje myśl. Najpierw pojawia się problematyka, jakiś wątek, który chciałabym podjąć, a potem przypisuje do niego tło, bohaterów. W moich książkach często zdarzają się słodko-gorzkie zakończenia, czasem wręcz niedopowiedziane. Uważam, że właśnie takie zakończenia najbardziej zapadają w pamięć. Nie chcę podsuwać gotowych rozwiązań. Pragnę zostawić czytelnika po lekturze z gonitwą myśli, wątpliwościami.

12. Gdybyś miała się opisać za pomocą jednego wybranego kwiatka, jaki by on był i dlaczego?

Ojej! Kompletnie nie znam się na kwiatkach, a nie chcę pojechać żadnym banałem w stylu róży, więc może… Mogę nie odpowiadać na to pytanie?




Fot. Paulina Mirek


13. Rada dla osób, które pragną spełniać swoje marzenia, ale się tego boją?


Nie można przeżyć swojego życia w poczekalni. Moi drodzy, mamy je tylko jedno, a marzenia same się nie spełniają. Bo marzenia się spełnia! Więc do dzieła!











Serdecznie dziękuję autorce za poświęcony czas.

















wtorek, 21 listopada 2017

"Za wszystko i za nic" Krzysztof Langer





*Tytuł: "Za wszystko i za nic"
*Autor: Krzysztof Langer
*Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 237


*Ocena: 4/6
*Opis:


Drogi Czytelniku!

Jeśli skłaniasz się ku przekonaniu, że Miłość należy się każdemu z nas, jak przysłowiowemu... micha, to być może masz rację. Jeśli przy tym uważasz, że w ciągu bardziej lub mniej udanego życia większość z nas doświadcza Miłości, to, choć przykro mi to stwierdzić, muszę przyznać, że wszystko wskazuje na to, że jest inaczej. Doświadczamy wiele, a czasem nawet bardzo wiele. Doznajemy uczuć, emocji, a nawet szalonych namiętności, ale niestety - Miłością to nie jest! Jeśli zatem chcesz dowiedzieć się, co to jest, a jednocześnie spróbować wejść na drogę poszukiwań - Miłości, to prawdopodobnie powinieneś tę książkę przeczytać. Gdybyś jednak w trakcie lektury uznał, że poruszana problematyka w części, a może nawet w całości, rozmija się z twoim pojmowaniem świata i Miłości, to bez najmniejszych oporów i bez zbędnego odwlekania w czasie odłóż książkę na półkę lub ofiarują ją... komu tylko zechcesz. Nie można bowiem wykluczyć, że twoje poszukiwanie Miłości, na drodze indywidualnego doświadczenia życia, musi jeszcze jakiś czas trwać. Autor zastrzega, że dosadne słownictwo z elementami wulgaryzmów oraz opisy burzliwych scen erotycznych nie są zabiegiem literackim, służącym do pozyskiwania mniej wybrednego czytelnika, ale przeciwnie: adresowane są do prawdziwych smakoszy tematu, jako odzwierciedlenie faktycznej głębi opisywanej problematyki.

Z wyrazami szacunku
Autor


*Moje odczucia:


Jeśli ktoś z Was liczył na gorący romans bohaterów, to niestety muszę Was rozczarować. Ta książka nie jest powieścią, raczej mogłabym ją uznać za pewnego rodzaju przewodnik w odnajdywaniu własnej Miłości i zrozumieniu czym ona tak naprawdę jest.

Wielu z nas myśli, że wie co to Miłość, na czym polega, jak powinna wyglądać. Ale wielu po jakimś czasie przekonuje się, że tak naprawdę to nie wie, co to Miłość, gdyż ta jego własna go zawiodła. Spotykamy się z kimś, czujemy motylki w brzuchu, planujemy wspólną przyszłość, wychodzimy za mąż, bądź się żenimy. I co później? Bywa, że wpadamy w rutynę, przyzwyczajenie, a to, czego oczekiwaliśmy od naszego partnera odsuwa się daleko od naszej wizji. Jesteśmy rozczarowani takim obrotem spraw, ale nie potrafimy powiedzieć tego wprost. Później pojawiają się dzieci dla których jesteśmy w stanie zrobić wszystko, nawet trwać w chorym związku pozbawionym uczuć.




Sięgając po tę książkę poznamy losy Emanueli i jej córki, które wraz ze swoim ojcem i zarówno dziadkiem Zenobiuszem przeniosą nas w świat wielu pytań, przemyśleń i odpowiedzi. Będziemy zagłębiać się w wielu aspektach naszego życia, próbując zrozumieć na czym ono tak właściwie polega. Będziemy odkrywać krok po kroku czym jest prawdziwa Miłość. Dowiemy się, iż pozory lubią mylić, a rozmowa między ludźmi jest niezwykle ważna, bo bez niej tak właściwie nie ma Miłości.

Zenobiusz to taka dobra duszyczka, która zna odpowiedzi na niemalże każde z zadawanych pytań. Dlaczego ludzie piją? Czy diabeł jest czy go nie ma? Dlaczego ludzie rozstają się najczęściej w dramatyczny sposób? Te i wiele innych pytań, wraz z odpowiedziami poznamy zagłębiając się w lekturę.



Czasem potrzebujemy rad, zadajemy wiele pytań, które nas nurtują, nie mogąc znaleźć na nie odpowiedzi. Rady Zenobiusza w większości przypadków są niezwykle ważne, skłaniają ludzi do przemyśleń, do zastanowienia się nad własnym postępowaniem. Częstokroć nie są to puste, pozbawione sensu rady, lecz niezwykle życiowe i realne. Dzięki tej książce możemy zrozumieć sens wielu wydarzeń, postępowań ludzi, a przede wszystkim zrozumienia czym jest prawdziwa Miłość. Wielu z nas myśli, że kochanie to Miłość, a w gruncie rzeczy tak nie jest. Zrozumiecie to po przeczytaniu tej książki.

Za wszystko i za nic to książka , która pomoże czytelnikowi zrozumieć istotę Miłości, ale również i całego otaczającego go życia. To nie uwikłany romans bohaterów, lecz historia o życiu, w którym pojawia się mnóstwo pytań, na które wciąż szukamy odpowiedzi. Zachęcam do zapoznania się z tą lekturą.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję











poniedziałek, 20 listopada 2017

"Dwa oblicza" Agnieszka Bednarska [PREMIEROWO]



PREMIERA: 20.11.2017





*Tytuł: "Dwa oblicza"
*Autor: Agnieszka Bednarska
*Wydawnictwo: Zaklęty Papier
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 304


*Ocena: 5/6
*Opis:

Kiedy pod koniec życia nadchodzi czas podsumowań, nie każdy jest gotów zaakceptować ich wynik. Malwina nie potrafi pogodzić się z przeszłością. Chciałaby dostać kolejną szansę, ale wie, że dla niej na zmiany jest już za późno. Świat jednak pełen jest innych kobiet. Potrzebujących, zagubionych, na życiowym zakręcie, których życie wciąż można jeszcze naprawić! A Malwina nie spocznie, póki nie uczyni ich szczęśliwymi, chroniąc przed błędami, jakie sama popełniła.

Jak daleko można się posunąć w budowaniu czyjegoś życia? I co kryje się za potrzebą uszczęśliwienia innych? Czy jeśli nie można zaufać nikomu innemu, powinno się ufać miłej, starszej pani?

Mury zrujnowanego szpitala na wzgórzu skrywają tajemnice ze świata żywych i tych, co już odeszli. Każdy, kto przestąpi jego próg, będzie musiał zapłacić cenę, na jaką najczęściej nie jest gotowy.


*Moje odczucia:

Jeśli szukacie książki, która zamrozi Wam krew w żyłach i na długo nie pozwoli o sobie zapomnieć to doskonale trafiliście. Jeśli lubicie tajemnice przeszłości, zagadki i nierozwiązane sprawy to również dobrze trafiliście.

Agnieszka Bednarka zabiera nas w pełną napięcia, sprzecznych emocji i poszukiwania odpowiedzi na wiele pytań powieść. Tutaj nic nie będzie dla nas jasne, będziemy niedowierzać, zaprzeczać, aż w końcu zakończenie powieści zbije nas z nóg. Zdecydowanie autorka wie jak zbudować napięcie, które było odczuwalne już na samym początku i nie opuszczało czytelnika do samego końca.

Czasem los postanawia za nas samych. Znajdujemy się w jakimś całkiem obcym nam miejscu, ale z każdym kolejnym dniem zaczynamy się przekonywać, iż nie znaleźliśmy się tutaj bez celu. Spotykamy miłych ludzi, którzy wyciągają do nas pomocną dłoń, a przynajmniej my w to wierzymy, aby później móc się przekonać jak bardzo pozory mogą mylić.




Nasza bohaterka Sonia jest w ciąży. Niestety jej rodzice postanowili zdecydować za nią, iż dziecko sprzedadzą całkiem obcemu małżeństwu. Dlatego pewnego dnia postanawia uciec i zniknąć z pola ich widzenia. Tak trafia na sympatyczną starszą kobietę o imieniu Malwina. Kobieta proponuje jej pomoc i dach nad głową. Sonia, nie mająca się gdzie podziać przystaje na to. No bo, czy starsza kobieta, może okazać się dla niej kimś groźnym? Mogłoby się wydawać, że nie, a jednak... Ludzie w imię popełniania własnych błędów są w stanie zrobić dziwne rzeczy.

Sonia to młoda dziewczyna, czasem zbyt naiwna i łatwowierna, co szybko ją zgubi, o czym sami się przekonacie. Natomiast Malwina to na pierwszy rzut oka zwyczajna staruszka, która w gruncie rzeczy okazuje się być straszną zołzą. Nie wiem czemu, ale od początku poczułam niechęć do tej kobiety. Kobiety, która nie zapominając swojego błędu z przeszłości, pragnie za wszelką cenę ochronić przed popełnieniem własnego osoby bliskie jej sercu.

Autorka stworzyła powieść, która swoją fabułą, tajemnicami, zbrodniami i niewyjaśnionymi sytuacjami przyciąga swojego czytelnika. Trudno przypisać ją do jednego gatunku, gdyż zarówno łączy w sobie elementy obyczajowe, kryminału, a nawet thrilleru. I muszę przyznać, że to połączenie, autorce wyszło doskonale. Bohaterzy zostali dobrze wykreowani, dogłębnie wnikamy w ich psychikę, starając się zrozumieć ich poczynania. Język jest przyjemny w odbiorze, przez co książkę pochłania się w zaskakująco szybkim tempie. Większość akcji dzieje się w opuszczonym szpitalu na wzgórzu, co już może wywoływać u niektórych ciarki na skórze. Opisy przedstawiające to miejsce, pozwalają sobie wyobrazić to w realnym świecie.



Nie każde życie jest usłane różami. Czasami za ludźmi ciągną się mroczne przeszłości, niewłaściwe wybory i niesłuszne traktowanie innych, a często bliskich im osób. Ludzie potrafią mieć dwa oblicza, czasem te dobre przemienia się w złe, w najmniej oczekiwanym momencie. Ludzie nie panują nad swoimi emocjami, dostają szału i w jego przypływie posuwają się do haniebnych czynów. Dlatego nie dajmy się zmylić i tak łatwo nie ufajmy wszystkim, którzy nas otaczają.

Dwa oblicza to nie tylko nazwa opuszczonego szpitala w którym rozgrywa się akcja powieści. To przede wszystkim dwa oblicza różnych osób, które tracąc kontrolę nad własnym ciałem i myślami potrafią posunąć się do wydarzeń, które nam samym trudno wytłumaczyć. Ta książka z całą pewnością nie pozwoli o sobie na długo zapomnieć. Polecam, polecam, polecam.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję





niedziela, 19 listopada 2017

"Apteka marzeń" Natasza Socha




*Tytuł: "Apteka marzeń"
*Autor: Natasza Socha
*Wydawnictwo: Pascal
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 389


*Ocena: 6/6
*Opis:

Człowiek staje się dorosły nie wtedy, gdy ubrania robią się dla niego za ciasne, ale gdy wyrasta z własnego egoizmu.

Ola i Karolina poznają się w nietypowym miejscu, w nietypowej sytuacji. Dzieli je dziesięć lat różnicy, co w przypadku dziecka i nastolatki jest przepaścią. Znajdują jednak wspólny język i pokazują, że nawet w najgorszych okolicznościach można myśleć o innych. Ola istnieje naprawdę, postać Karoliny łączy w sobie doświadczenia wielu nastolatek, którym życie podstawiło nogę.

 To opowieść o skrajnych emocjach, potędze matczynej miłości, sile, jaką daje rodzina. O wielkiej aptece z marzeniami, które można dostać bez recepty. I o zwyczajnych, lecz niezwykłych bohaterach, którzy mierzą się z nieustępliwym pytaniem: kto ukradł im zwyczajne życie?


*Moje odczucia:


Nie myślałam, że ta książka tak mną wstrząśnie, że do teraz będę odczuwała smutek i cierpienie tych biednych dzieci z oddziału onkologii, ale również, że będę czerpała od nich siły i inaczej patrzyła na świat. Ludzie załamują się, bo tracą pracę, bo życie znów ich zaskoczyło, bo podwinęła im się noga. Ale żeby tak naprawdę zrozumieć dar życia i potrafić je dostrzegać, koniecznie trzeba przeczytać tę książkę. Wywołuje ona ogrom emocji, sprawia, że niejednokrotnie do oczu cisną się łzy, ale napawa również ogromną energią i nadzieją na lepsze jutro, dzięki tym cudownym małym istotą, które życie tak okrutnie doświadcza.



Natasza Socha w swojej powieści podejmuje trudny temat, jakim jest nowotwór u dzieci. Dotyka to miliona dzieci, a rodzice zawsze zadają pytanie: dlaczego? Dlaczego akurat moje dziecko? Niestety na te pytania nie ma odpowiedzi. Rodzice cierpią razem ze swoimi pociechami, wylewają mnóstwo łez, ale mimo wszystko muszą być dzielne i wspierać swoje dzieci. Chyba nie ma nic gorszego, gdy własna matka czy ojciec muszą patrzeć jak ich dziecko powoli gaśnie. Nie zawsze z nowotworu da się wyleczyć, ale nadzieja umiera ostatnia.




To niewiarygodne, że często to same dzieci, które chorują, mają w sobie więcej siły, energii i wiary w to, że wszystko się ułoży. Dają przykład nam starszym, ponieważ sami nie możemy sobie z tym poradzić. A one małe, mimo cierpienia potrafią się uśmiechać i nieść pomoc innym. Nasze bohaterki przedstawiają to w cudowny sposób. Ola, jej mama Magdalena oraz Karolina. To postacie, z którymi zżyłam się niesamowicie, z którymi płakałam nie raz, ale również które wywoływały u mnie uśmiech. Kreacja bohaterów jest doskonała, zresztą Ola i Magda to postacie autentyczne, a Karolina choć po części zmyślona, wcale im nie odstępuje. To postacie rzeczywiste, które można spotkać na naszej drodze życia, z którymi odczuwamy wszystkie ich przeżycia.

Kiedy chorują dzieci, choruje również cała ich rodzina, a zwłaszcza matki, które w takich przypadkach muszą mieć podwójną siłę, by sprostać opiece nad ich pociechami przebywającymi w szpitalu, ale również by zaopiekować się pozostałymi, które przebywają w domu. W szpitalu często przyodziewają maskę, by dziecko nie dostrzegło ich cierpienia, czasem zwątpienia, a kiedy opuszczają mury szpitala ściągają ją i dają się ponieść emocjom.




Ola i Karolina to dwie niezwykle dzielne dziewczynki, wojowniczki, które mimo swojej choroby, potrafią z niej żartować. To trudne, by w takich chwilach się uśmiechać, a one jednak to potrafią. Mimo wszystko, cieszą się życiem i zarażają tym innych.

Apteka marzeń to niezwykle dojrzała, emocjonalna powieść, która sprawi, iż po jej przeczytaniu ludzie nie będą się przejmować jakimiś błahostkami, a docenią czym jest życie. To historia dzieci, które mimo młodego wieku dorastają w zastraszająco szybkim tempie i które potrafią wykazać się niezwykłym poczuciem humoru pomimo cierpienia. A przede wszystkim to historia dzieci, które mogą być dla nas wzorem do naśladowania. Polecam, tę historię trzeba przeczytać.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce oraz








sobota, 18 listopada 2017

"52 kolory życia, tom V" Magdalena Kozioł





*Tytuł: "52 kolory życia, tom.V"
*Autor: Magdalena Kozioł
*Wydawnictwo: Pociąg do Natury
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 126


*Ocena: 4+/6
*Opis:

V tom powieści podkręca temperaturę burzliwej historii o miłości Sally i Jacka. Bohaterka podejmuje ważną decyzję, którą dyktuje jej rozsądek. Dni Sally wypełniają melancholijne uczucia i między innymi takie kolory życia, jak: śliwkowy, waniliowy,cynamonowy,, kasztanowy czy żółty. Okaże się też, czy Aneta wyzdrowieje.


*Moje odczucia:


Po dość długiej przerwie wracam do losów Sally i Jacka. Jakże przyjemnie było się z nimi znowu spotkać, choć w ich życiu trochę się namieszało. Ich uczucie kwitnie coraz bardziej, jednak zaczynają pojawiać się kłopoty. Okazuje się, że żona Jacka jest poważnie chora, a Sally ulega wypadkowi, podczas którego ... - nie zdradzę co, koniecznie musicie przeczytać sami.

Magdalena Kozioł przedstawia nam kolejne kolory życia i związane z nimi wydarzenia. Ukazuje nam jak wiele barw może mieć wpływ na nasze życie. Sami często tych barw nie dostrzegamy, ponieważ jesteśmy wciąż zabiegani, nie mamy czasu na nic.

Czasem przytrafia nam się miłość tak jakby zakazana. No bo jak wytłumaczyć to, że kobieta zakochuje się w żonatym mężczyźnie, a ten mężczyzna odwzajemnia te uczucia? Niestety serce nie sługa, a my nie zawsze potrafimy podporządkować się rozumowi. Uczucie pojawia się tak nagle, iż nie jesteśmy w stanie nad nim zapanować.

W tym tomie wiele się dzieje, Sally ciężko przechodzi wypadek, którego skutki odczuwać będzie już przez całe życie. Jacek dowiadując się o chorobie żony, nie może jej tak po prostu zostawić. Czy zatem miłość Sally i Jacka ma jeszcze jakiekolwiek szanse? Sally podejmuje jedną z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu, postanawia rozstać się ze swoim ukochanym, gdyż nie może patrzeć na cierpienie jego rodziny. Czy ta decyzja okaże się słuszna? Czy będzie potrafiła zapomnieć o Jacku? Czy Jacek pozwoli jej tak po prostu odejść?



Życie jest niezwykle pokręcone, a losy tej dwójki doskonale to przedstawiają. Zasady są po to, żeby je łamać, a zakazany owoc smakuje najlepiej, tak powiadają. Jednak nasi bohaterowie na własnej skórze przekonają się, że te myśli nie zawsze okazują się trafne. Przed nimi trudne wybory.

52 kolory życia, tom.V to kolejne barwne losy bohaterów z którymi czytelnik zżywa się już w pierwszym tomie. Rozkwitająca miłość, wypadki, choroby, a na końcu ciężkie wybory, to wszystko co nas tutaj czeka. Zachęcam do przeczytania.

W chwili obecnej książki nie są nigdzie dostępne. Stały się białymi krukami.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce.







czwartek, 16 listopada 2017

Zapowiedź "Smaki życia" Anita Scharmach



PREMIERA: 22.11.2017


Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Smaki życia Anity Scharmach.


Marta to czterdziestolatka, która już nie raz musiała mierzyć się z okrutnym losem i która nauczyła się, co w życiu jest tak naprawdę ważne. 

Teraz wydaje się, że wreszcie ma wszystko, co potrzebne do szczęścia: mężczyznę, który kocha ją całym sercem, mądrą córeczkę, a także wspaniałych przyjaciół i pracę w kociej kawiarni, która daje jej radość. 

Marta ponownie przekona się jednak, jak kruche jest szczęście. Czy uda jej się ochronić córkę? Czy zbuduje prawdziwą rodzinę? Czy pozna życie we wszystkich jego barwach i smakach?




Kto z Was zdążył już poznać twórczość naszej Kochanej Anity? Jeśli, jeszcze tego nie zrobiliście, koniecznie to nadróbcie, emocje gwarantowane!






niedziela, 12 listopada 2017

"Głód miłości" Natalia Nowak-Lewandowska





*Tytuł: "Głód miłości"
*Autor: Natalia Nowak-Lewandowska
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 318


*Ocena: 5/6
*Opis:


Młody adwokat, Dawid, ma w życiu wszystko oprócz tego, co wydaje mu się zbędne: miłości i stabilizacji. Pewnego dnia na przejściu dla pieszych potrąca samochodem młodą dziewczynę, Martę. Nie wie jeszcze, że ten wypadek wywróci jego życie do góry nogami.
Dawid odwiedza Martę w szpitalu, gdzie po wypadku kobieta dochodzi do siebie. Z każdym dniem jest nią coraz bardziej zauroczony. Nie może jedynie zrozumieć, skąd jej dziwne zachowanie: raz okazuje mu serdeczność i zainteresowanie, by po chwili patrzeć na niego z taką wściekłością i niechęcią, jakby miała przed sobą największego wroga.


*Moje odczucia:

To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale z całą pewnością nie ostatnie. Książkę pochłonęłam dosłownie na jednym wdechu. Realność książki momentami jest aż przerażająca, a trudna tematyka w powieściach, to coś co lubię. Miłość nie zawsze jest bajką ze szczęśliwym przebiegiem, pojawiają się przeszkody, a tylko od nas samych zależy, czy będziemy w stanie je pokonać.

On - Dawid - to młody adwokat, twardo stąpający po ziemi. Nie miesza życia prywatnego z zawodowym, ma swoje zasady, których pilnie przestrzega.
Ona - Marta - piękna rudowłosa dziewczyna, która mierzy się z ciężką chorobą, nie mając oparcia w nikim, nawet najbliższej rodzinie.

Pewnego razu stają na swojej drodze w niezbyt sprzyjających okolicznościach - on w samochodzie, ona pod jego kołami. Od tego momentu, Dawid czuje się za nią odpowiedzialny i stara się jej pomóc. Nikt nie przewidział jednak, że zrodzi się pomiędzy nimi więź, ale ich uczucie będzie wystawione na ciężkie próby. Czy zdołają przetrwać te trudne momenty i mimo wszystko być ze sobą razem?

Stworzeni przez autorkę bohaterowie są nad wyraz realni, widać iż ich kreacja została wnikliwie przygotowana. Dawid to stanowczy mężczyzna, który jest konsekwentny w wykonywanej przez siebie pracy. Wydaje się być perfekcjonistą, nie pozwala podważać swojego autorytetu. Ale kiedy na jego drodze pojawia się Marta, te reguły powoli tracą na znaczeniu.
Marta to młoda, krucha kobieta. Raz jest wrażliwa, ciepła i serdeczna, by w momencie przemienić się w diablicę pozbawioną wszelkich skrupułów. Autorka doskonale nakreśliła nam stadium jej choroby.
Również bohaterowie drugoplanowi zostali przedstawieni w dokonały sposób. Alina i Grzegorz to przykład małżeństwa, w którym nie zawsze jest kolorowo, małżonkowie w obliczu trudnej sytuacji stają się zagubieni, jednak ich miłość jest tak mocna, że jest w stanie przetrwać wszystko.

Miłość nie zawsze jest łatwa, czasem bywa skomplikowana, niezrozumiała. Dawid darzy uczuciem Martę, jednak nie potrafi zrozumieć jej zachowania, raz jest miła i uprzejma, a raz wredna i chamska. Nikt nie powiedział jednak, że w miłości zawsze będzie kolorowo. Jeżeli kochamy całym sercem, nic nie jest w stanie stanąć nam na przeszkodzie w tej miłości.



Natalia Nowak-Lewandowska ukazuje nam stadium osoby chorej na borderline, czyli osoby z zaburzeniem osobowości, która nie miała łatwo w życiu, gdyż wciąż została odrzucana. Dla rodziców stanowiła powód wstydu i kłopotu, a kiedy zakochała się w mężczyźnie, panicznie bała się odrzucenia. Ludzie chorzy częstokroć czują się gorsi od innych, są wytykani poprzez całe społeczeństwo, której nie pojmuje powagi sytuacji. Była uważana za wariatkę, osobę szaloną, która powinna zostać zamknięta na oddziale psychiatrycznym. A tak naprawdę potrzebowała bliskiej osoby, która zaakceptuje ją taką jaką jest oraz pomoże jej iść przez życie jak normalnemu człowiekowi, a przede wszystkim pragnęła kochać i być kochana.

Książka wywołuje ogrom emocji, od bólu, cierpienia, złości, braku akceptacji poprzez radość, miłość i trudne wybory. Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów, mocno trzymając za nich kciuki, by w końcu Marta doznała odrobinę miłości i wsparcia. Dzięki tej powieści mamy wgląd na różne oblicza miłości, na stosunki partnerskie i radzenie sobie z problemami. Ludzie mają dylematy każdego dnia i to się nie zmieni, jednak od nas zależy czy zostaniemy z nimi sami, czy też będzie obok ktoś, kto zechce nas w nich wspierać.



Głód miłości to wciągająca, a przede wszystkim poruszająca historia o miłości, w której ścieżka nie zawsze jest prosta, lecz często wyboista i kręta. To historia obok, której nie sposób przejść obojętnie. Przedstawia nam losy osoby cierpiącej na zaburzenia psychiczne, oraz o tym, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić, by wziąć odpowiedzialność za drugą osobę. Polecam z całego serca.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję





sobota, 11 listopada 2017

"Ostatni policjant" Ben H. Winters



*Tytuł: "Ostatni policjant"
*Autor: Ben H. Winters
*Wydawnictwo: RM
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 359


*Ocena: 4/6
*Opis:

CZY POSZEDŁBYŚ DO PRACY, GDYBYŚ WIEDZIAŁ, ŻE ZA PÓŁ ROKU WSZYSCY ZGINIEMY?

Detektyw Henry Palace stanął przed tym problemem, gdy świat obiegła wiadomość o nieuchronnej kolizji Ziemi z asteroidą.

Ostatni policjant to pierwszy tom trylogii kryminalnej opisującej świat tuż przed zagładą. Wokoło szerzy się przestępczość, fanatyzm religijny i panika. Wszystko, co znamy, ulega destrukcji, a ludzie przestają wierzyć w to, co do tej pory było im bliskie. Jedni poświęcają czas na spełnianie marzeń, inni nie wytrzymują napięcia i popełniają samobójstwo. Tylko Henry Palace, prowadzi drobiazgowe śledztwo w sprawie śmierci Petera Zella, by poznać prawdę, która nikogo innego już nie obchodzi.



*Moje odczucia:


Co byście zrobili, gdybyście się nagle dowiedzieli, że za pół roku być może dojdzie do zagłady i świat przestanie istnieć? Czy nadal toczylibyście normalne życie jak dotychczas? A może przestałoby Was wszystko interesować? Porzucilibyście pracę, marzenia i chęci do życia? Zapewne ciężko Wam w tej chwili odpowiedzieć na te pytania, dlatego, aby poniekąd przybliżyć Wam ludzi w takiej sytuacji zapraszam do lektury Ostatniego policjanta.

Głównym bohaterem jest detektyw Henry Palace. I tutaj muszę przyznać, że jak na swój zawód doskonale oddaje mu swoje serce. Nawet w obliczu zbliżającej się zagłady, postanawia dowieść, iż Peter nie popełnił samobójstwa, lecz został zamordowany. Całej reszcie nie zależy już na tym, by dowiedzieć się jak było naprawdę. Ale nasz bohater nie odpuszcza, szuka wszelkich poszlak, przeprowadza śledztwo, aby w końcu dowieść prawdy. Jak na detektywa przystało postać Henrego nie obawia się niczego, dokładnie wszystko analizuje, przemyśla, przeprowadza wywiad pomiędzy ludźmi, którzy mieli styczność z nieżyjącym. Czy uda mu się odkryć prawdę? Czy dowiedzie, iż to nie było zwykłe samobójstwo?


Ben H. Winters stworzył niezwykłą książkę, której fabuła wciąga czytelnika już od samego początku. Nie brakuje tutaj zagadek, które nie tylko musi rozwiązać detektyw, ale również my sami próbujemy je rozwiązać. Dodatkowo fabułę urozmaica zbliżająca się do Ziemi asteroida Maia, która sieje spustoszenie wśród ludności. Ma ona znaczący wpływ na ich zachowanie, dużo ludzi za wszelką cenę pragnie spełniać swoje marzenia, ale również są tacy, którzy nie mogą się z tym pogodzić i popełniają samobójstwo. Akcja od samego początku toczy się wartko i wciąga w swój kryminalny świat czytelnika.

Autor stara się nam ukazać obraz społeczeństwa w obliczu nadciągającej tragedii. Na świecie zaczyna panować chaos, spustoszenie i wszelka panika. Pojawia się kryzys ekonomiczny, a policja wprowadza stan wyjątkowy. Zapewne w normalnym świecie wyglądałoby to podobnie. Ludzie zawsze boją się niewiadomych. Tylko czy zapowiadana tragedia oznacza, że faktycznie do niej dojdzie? Oczywiście trzeba być przygotowanym na najgorsze, ale również trzeba mieć nadzieję, że to jednak nas ominie.

Ostatni policjant to wizja końca świata w świetle kryminalnym. To lektura zdecydowanie dla osób lubiących motywy apokaliptyczne, którzy się nią nie zawiodą. Prostota forma przekazu i niezwykle bogaty język, trzymają czytelnika w napięciu od samego początku do końca. Zachęcam do przeczytania.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję












wtorek, 7 listopada 2017

Zapowiedź "Czas Łucji" Iwona Żytkowiak




PREMIERA: 14.11.2017



Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Czas Łucji Iwony Żytkowiak.


Kobiety. Fascynują mnie kobiety. Jako temat. Wszystko, co jest ważne, interesujące, niebezpieczne czy w jakikolwiek inny sposób pobudzające emocje, cały ich arsenał - od miłości po nienawiść, wiąże się ze światem kobiet i tylko one umieją to ukazać.

Iwona Małgorzata Żytkowiak

To mądra, wzruszająca opowieść o kobiecie i mężczyźnie, o miłości i samotności, o życiu, które zaskakuje, i śmierci, która czasem pozwala odnaleźć porządek w przypadkowości. Pozwala odnaleźć siebie.
Życie Łucji jest spokojne i unormowane. Nic ponad przeciętność. Mąż, dzieci, praca. Mniejsze i większe problemy. Kiedy budzi się pewnego dnia, nic nie zwiastuje katastrofy. A jednak staje się... Świat wywraca się do góry nogami.
Czy uda się przywrócić obalony porządek? Czy można pogodzić się ze stratą?
Losy bohaterki przeżywałam jak własne. Teraz już wiem, dlaczego autorka zachwyca się twórczością Wiesława Myśliwskiego. "Czas Łucji" jest odpowiedzią... To literatura przez wielkie L.
Gorąco polecam!

Anna Pruska, kierownik Filii nr 3 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Radomiu


Czytaj fragment - KLIK



Co sądzicie o książce?




niedziela, 5 listopada 2017

"Końskie opowieści" Katarzyna J. Nowak





*Tytuł: "Końskie opowieści"
*Autor: Katarzyna J. Nowak
*Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
*Rok wydania: 2012
*Ilość stron: 195

*Ocena: 4/6
*Opis:

To historia o dorastaniu, o tych nieuchwytnych momentach, kiedy koń (a może i człowiek) uświadamia sobie, że jego świat się zmienił. Razem ze źrebakiem poznajemy jego matkę Marysię, kuca Gromosława, klacz Lady, wujka Farinellego oraz innych mieszkańców stajni, do których w ciągu kilku miesięcy trafia Młody.

"Końskie opowieści" to spojrzenie na świat ludzi, w którym wiele spraw jest dla koni kompletnie nie do pojęcia, i na świat koni, który z kolei dla ludzi bywa mało zrozumiały. Bo niby dlaczego "dwunogi" siadają na końskich grzbietach? Po co jest ludzie wkładają koniom do pyska metalowy drążek? O co chodzi w Świętach Bożego Narodzenia? Dlaczego koń staje wtedy, kiedy według "dwunogów" powinien iść, a idzie kiedy lepiej by było żeby stał?
Lektura dla każdego, kto kocha konie.


*Moje odczucia:




Konie to niezwykle mądre i inteligentne zwierzęta. Rodząc się i przychodząc na ten świat odkrywają swój koński świat, który na początku nie jest dla nich zrozumiały. Tak jak dzieci uczą się świata, tak samo i źrebięta. W pierwszych miesiącach życia nie odstępują na krok swojej matki, która chroni ich niczym lwica.



Dzięki tej książce zobaczymy świat oczami koni, wnikniemy w ich psychikę, by móc choć trochę wyobrazić sobie jak wygląda ich życie i postrzeganie wszystkiego w koło. Każdy źrebak pragnie zabaw, nie rozumie dlaczego z czasem zostaje odtrącony od swoich "cioć i wujków". Ale wśród wszystkich stadnych zwierząt panuje hierarchia, w której zawsze musi być jeden przywódca. Często toczą się o to walki.

Dorastanie źrebięcia to taki beztroski czas, w którym prawie wszystko mu wolno. Ale ten okres zawsze ma swój koniec i przychodzi czas, by dorosnąć. Dla koni nie wszystko jest zrozumiałe. Ale to zwierzęta, które są uzależnione od ludzi i im powinny się podporządkowywać. Uczą ich różnych komend, dowiadują się co to jest ogłowie, siodło, do czego to służy. A w końcu muszą zrozumieć, dlaczego człowiek to wszystko im zakłada, a później sam siada na ich grzbiet. Tak zostały stworzone konie, by służyły ludziom.

Niestety wiem to z praktyki, że nie każdy właściciel traktuje odpowiednio swojego podopiecznego. I to jest przykre i wzbudza we mnie złość. Bo jeśli, ktoś pragnie posiadać konia (czy też jakiekolwiek inne zwierzę), to powinien wziąć za niego pełną odpowiedzialność. Wyrządzanie krzywdy bezbronnemu zwierzęciu jest bestialstwem, które powinno być surowo karane.



Bohaterami tej książki są konie. Poznajemy ich przygody, głównie źrebaka Młodego, który uczy się czym jest dorastanie i jakie niesie ze sobą konsekwencje. Po drodze spotkamy mnóstwo przygód z jego przyjaciółmi. Nauczymy się postrzegać świat widziany oczami koni, ale również i ludzi.

Końskie opowieści to lektura dla każdego miłośnika tych pięknych zwierząt, jakimi są konie. Dzięki tej książce nie tylko spędzimy miło czas, często się uśmiechając podczas przygód parzystokopytnych, ale również inaczej spojrzymy na te zwierzęta mając świadomość toku ich myślenia. Pamiętajmy tylko, że koń to nie rzecz, którą można porzucić, gdy się znudzi. To codzienny obowiązek, pielęgnacja, karmienie i wspólnie spędzany czas. Zachęcam do przeczytania.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję