piątek, lutego 22, 2019

"Stajnia pod lasem" Elżbieta Pragłowska [PRZEDPREMIEROWO]

"Stajnia pod lasem" Elżbieta Pragłowska [PRZEDPREMIEROWO]



TYTUŁ  "Stajnia pod lasem"

AUTOR Elżbieta Pragłowska

DATA PREMIERY marzec 2019

WYDAWNICTWO  Novae Res

ILOŚĆ STRON 183




OCENA  2/6

OPIS





Rzuć wszystko i załóż stajnię

Winston Churchill twierdził, że żadnej godziny życia nie można uznać za zmarnowaną, jeśli spędziło się ją w siodle. Ta maksyma przez wiele lat była dla Ewy drogowskazem – zawsze i wszędzie towarzyszyły jej konie. Po powrocie z Londynu kobieta w końcu postanawia spełnić swoje największe marzenie i otworzyć własną stajnię. Ale nagle los przestaje być jej przychylny. Małżeństwo Ewy się rozpada, sytuacja finansowa z dnia na dzień się pogarsza, a prowadzenie pensjonatu dla koni zaczyna ją przerastać. Wielka pasja lada chwila może zmienić się w wielką udrękę… Chyba, że pojawi się ktoś, kto pomoże jej wyjść na prostą i sprawi, że tytułowa stajnia pod lasem stanie się oazą szczęścia.



MOJE ODCZUCIA

Kiedy wśród zapowiedzi książkowych zobaczyłam Stajnię pod lasem od razu wiedziałam, że będę chciała przeczytać tę książkę. Jako zagorzała miłośniczka koni od urodzenia nie mogłabym przegapić takiej książki. Czy jej zawartość zrobiła na mnie wrażenie? Czy zostałam oczarowana niebywałą fabułą z końmi w tle?

Ewa po powrocie z Londynu otwiera własną stajnię, czyli spełnia jedno ze swoich największych marzeń. W międzyczasie jej małżeństwo się rozpada – ona mieszka wśród koni, on z dala od tego miejsca. Prowadzenie własnej stajni wcale nie okazuje się takim łatwym zadaniem, jakby mogło jej się wydawać. Do tego niefortunne zdarzenia w jej stajni zaczynają psuć opinię temu miejscu. Czy zatem Ewa wytrwa i zdoła pokonać kryzys?

Muszę przyznać, że kiedy sięgałam po tę niepozorną książeczkę liczyłam na jakąś wciągającą, pełną emocji opowieść, w której konie będą odgrywały ważną rolę. I owszem, konie były na pierwszym planie, jednak historia opowiedziana przez autorkę zupełnie do mnie nie przemówiła, a nawet mogłabym powiedzieć, że mnie rozczarowała. W książce brak jakichkolwiek emocji, niektóre frazy nie miały sensu i nie łączyły się w całość. Historia została opowiedziana bez jakiegoś większego polotu. Bohaterowie są mało wyraziści, nie przyciągają jakiejś większej naszej uwagi. Ewa to postać, której brak jakiś większych ambicji. Niby wraca do kraju, by spełniać swoje marzenia, a kiedy przychodzi kryzys jej marzenie ulatnia się niczym bańka mydlana. Serio? Czy człowiek, który o czymś marzy, poddaje się przy pierwszej lepszej okazji? Czy może marzenia nie powinno spełniać się za wszelką cenę? Czy ktoś powiedział, że wszystko przyjdzie łatwo bez jakichkolwiek przeszkód? Jest ona postacią niezdecydowaną, sama nie wie czego chce od życia i otaczających ją osób.

Od najmłodszych lat kochała konie, uwielbiała ich zapach, nawet zapach obornika dobrze się jej kojarzył, przywoływał miłe wspomnienia. Z wiekiem coraz mniej lubiła jazdę konną, a coraz bardziej przebywanie z tymi wspaniałymi zwierzętami.

Ludziom czasem wydaje się, że są w stanie osiągnąć wszystko po najmniejszej linii oporu. Założyć własną stajnię może samo w sobie nie jest aż tak trudne, ale problem pojawia się, kiedy nagle uświadamiamy sobie, że jej utrzymanie wcale nie jest takim prostym zadaniem. To co na obrazu wygląda pięknie i przyjemnie, w rzeczywistości wcale takie nie musi być.

Pomysł na fabułę niezbyt ambitny, wątki mało rozbudowane, a do tego wszystkiego książka jest przewidywalna. Zabrakło jakiegoś elementu zaskoczenia, intrygujących postaci czy też przeżywania wszystkiego na własnej skórze. I jeszcze to co mnie najbardziej zniechęciło do tej powieści to fraza łaciaty koń. Naprawdę, osoba która podejmuje się tematyki końskiej w swojej powieści pisze, że koń jest łaciaty? Łaciata to może być krowa, a koń co najwyżej srokaty. Może jestem uprzedzona na tym punkcie, ale jako absolwentka technikum hodowli koni, zastanawiam się, jakby zareagował mój profesor od hodowli i użytkowania koni  gdybym mu powiedziała, że koń jest maści łaciatej. Chyba wolę sobie tego nie wyobrażać…

Koń był młody, ale doświadczony, łaciaty wałach, bardzo spokojny, przyzwyczajony do ruchu ulicznego i przyuczony do chodzenia w zaprzęgu.

Strasznie mi przykro, że nie mogę napisać nic dobrego o tej książce. Ale w swoich opiniach zawsze stawiam na szczerość, choć może nie wszystkim się to podoba. No dobrze, jedyne co było dobre w tej powieści to obecność koni.

Niestety ten debiut do mnie nie przemawia. Liczyłam na jakąś ciekawą opowieść, a tymczasem otrzymałam książkę pozbawioną wszelkich emocji i wciągającej fabuły.

Stajnia pod lasem to historia, którą łatwo można przewidzieć. Bohaterowie bez wyrazu, fabuła mało wciągająca, tak naprawdę ta historia nic nie wniosła do mojego czytelniczego życia. Byś może wy będziecie mieli inne zdanie, ale o tym będziecie musieli przekonać się sami.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję



piątek, lutego 22, 2019

Autorzy o zwierzętach - Anna Sakowicz

Autorzy o zwierzętach - Anna Sakowicz


Anna Sakowicz – absolwentka filologii polskiej, filozofii i edukacji filozoficznej na Uniwersytecie Szczecińskim oraz edytorstwa współczesnego na Uniwersytecie im. kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Uwielbia wędrówki po meandrach literatury, czarny humor oraz zabawę konwencją literacką. Mieszka w Starogardzie Gdańskim. Publikowała artykuły w prasie pedagogicznej. Prowadzi dwa blogi: www.kuradomowa.blogujaca.pl i www.anna-sakowicz.blog.pl. Jeden z jej postów został nagrodzony w konkursie przez Onet.pl i Ambasadę Szwajcarii.





 1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt?

Absolutnie nie! W moim domu zawsze były zwierzęta. Moi rodzice kochali psy, a więc naturalne, że musieliśmy mieć pieska. Naszym najukochańszym pupilem był kundelek Kropka. Suczka żyła 18 lat, po niej były też inne psy, później nawet koty, były świnki morskie, chomiki, papużki i rybki akwariowe. Zawsze więc otaczały nas zwierzęta. Myślę, że one czyniły nasze życie lepszym i pełniejszym. Może sami też stawaliśmy się bardziej ludzcy?

2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?

Bardzo dużo. Były psy: Kropka (żyła 18 lat), jej synek Dżeki (niestety piesek nie dożył roku, został otruty), potem Saba, Diana, Hera i koty: Ramzes i Szczęściarz. Jako dorosła osoba miałam najukochańszego kota Nutusia. Był ze mną i moją rodziną 13 lat, odszedł w styczniu tego roku. Bardzo nam go brakuje. A dziś próbują go zastąpić dwa kociaki: Ośka i Pepe.



3. Zwierzę jest dla mnie…

... członkiem rodziny.

4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?

Nie wiem dokładnie, jak zdefiniować duszę. Jeżeli jednak będziemy myśleć o niej w kontekście religijnym, to na pewno zwierzęta ją mają. Bóg nie stworzyłby istot bez duszy. W zwierzęta, tak jak w ludzi, tchnął swoją boskość i tej definicji duszy bym się trzymała. Chociaż jak spojrzymy na człowieka, to czasami chyba rodzą się wątpliwości. Według mnie częściej człowiek jest bez duszy niż zwierzę.

5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta?

Popieram całym sercem. Nasze dwa kociaki, które są obecnie z moją rodziną, żyją właśnie dzięki pomocy ludziom z fundacji. Ośka została uratowana przez OTOZ Animals i trafiła do schroniska w Starogardzie Gdański, a Pepe trafił do nas z Fundacji Marzenia Niechcianych Zwierząt w Bartoszycach. Gdyby nie pomoc ludzi dobrej woli, być może oba kociaki już by nie żyły. Zresztą jestem zwolenniczką brania zwierząt właśnie z tego typu miejsc. Sprzeciwiam się kupowaniu zwierząt z hodowli.



6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” – celowo cytuję Szymborską, ponieważ nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, jak się zachowa w różnych sytuacjach. Mogę oczywiście odpowiedzieć, że ruszę na ratunek, że nie pozwolę krzywdzić zwierząt, jak i innych ludzi, ale naprawdę nie umiem przewidzieć, jak zachowam się w konkretnej sytuacji.

7. Pani ulubione zwierzę to?

Obecnie moje ulubione zwierzę to zdecydowanie kot. Nie wyobrażam sobie życia bez kotów. To niezwykłe zwierzęta.



8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?

Bohaterem książki może być każde zwierzę. Nie ma lepszych i gorszych. Wszystko zależy od wyobraźni i od tego, co chcemy przekazać. Doskonale sprawdzi się szczur czy żaba, jak i kot czy pies.

9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?

Jasne, że się zgadzam, choć przez ostatnie lata przyjaźnię się z kotami, więc teraz pewnie je bym postawiła na pierwszym miejscu.

10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?

I tu pewnie koty wygrywają, bo chyba najwięcej zdjęć i filmików w necie jest właśnie z nimi nie bez powodu. Oczy kota, wyraz jego pyszczka, futerko, „mimika”… To wszystko czyni je niezwykle fotogenicznymi. Jednym spojrzeniem są w stanie przejąć władzę nad ludzkim sercem.



Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.



czwartek, lutego 21, 2019

"Prawdy o tajemnice" Sylwia Trojanowska [PRZEDPREMIEROWO]

"Prawdy o tajemnice" Sylwia Trojanowska [PRZEDPREMIEROWO]



TYTUŁ  "Prawdy i tajemnice"

AUTOR Sylwia Trojanowska

DATA PREMIERY 27.02.2019

WYDAWNICTWO  Czwarta Strona

ILOŚĆ STRON 328




OCENA  6/6

OPIS





Magdalena po latach wraca do rodzinnego domu, żeby pogodzić się z najważniejszą osobą jej dzieciństwa – charyzmatycznym i apodyktycznym dziadkiem. Ludwikowi zależy na tym, by ukochana wnuczka z nim zamieszkała, lecz ona stawia warunek – chce w końcu poznać jego skrzętnie skrywaną przeszłość. W opowieściach Ludwika losy rodziny splotą się z burzliwą historią Szczecina z czasów drugiej wojny światowej. Jaką tajemnicę chronił przed światem? Magdalena, wędrując po śladach z przeszłości, odwiedza miejsca znane z młodości i na nowo buduje relacje z dawnymi sąsiadami. Czy w rodzinnym mieście czeka na nią również miłość?
Sylwia Trojanowska odkrywa tajemnice, o których nikt już nie pamięta. „Sekrety i kłamstwa” to mieszanka emocji, uśmiechu i wzruszeń zapisanych w pożółkłym rodzinnym albumie.




MOJE ODCZUCIA

Z niecierpliwością oczekiwałam dalszych losów bohaterów. Tym bardziej, iż postać Ludwika budziła we mnie wiele pytań. Muszę wam powiedzieć, że Sylwia Trojanowska stanęła na wysokości zadania i utrzymując doskonały poziom zafundowała nam kolejną emocjonalną powieść.

Magdalena powraca do swojego dziadka Ludwika, choć on robi wszystko, aby ją do siebie zniechęcić. Ciągle uważa, iż w nim jest samo zło. Ona jednak kocha dziadka i za wszelką cenę chce poznać przeszłość, aby móc zrozumieć choć trochę o czym mówi jej dziadek. Ona jest zdeterminowana i odporna na głupie odzywki, On pod maską zlodowaciałego człowieka, skrywa pokiereszowane serce.

Ludwik Starkowski potrafił być dobry, potrafił przecież kochać. Tego była pewna. Zastanawiało ją tylko to, z jakiego powodu ciągle przekonywał ją, że jest inaczej, że drzemie w nim samo zło. Co takiego przed nią jeszcze ukrywał... Była tego ciekawa i wierzyła, że lada moment wszystkiego się dowie.

Cóż mogę powiedzieć… zaczęłam czytać i po prostu przepadłam. Żyłam losami Ludwika i Dusi i opowiadanymi przez niego historiami. Te historie w większej mierze są przepełnione smutkiem, cierpieniem. Mocno chwytają za serce nie tylko bohaterów, ale także i czytelnika. Kiedy Ludwik snuł swoje opowieści, przenosiłam się w te dawne czasy i momentami włosy jeżyły mi się na ręce. Mogę śmiało powiedzieć, że momentami czułam się jakby te historie dotyczyły moich przodków.

Opowieści dziadka były jak film, w którym zamiast aktorów występowali członkowie jej rodziny i dawni sąsiedzi. Film, który przerażał, ale i uczył. Bo był lekcją życia, najlepszą i najstraszniejszą, jaką kiedykolwiek przeżyła.

Autorka napisała doskonałą kontynuację Sekretów i kłamstw, wszystko doprecyzowała do samego końca. Tej historii się nie czyta, tą historią po prostu się żyje. Jest niezwykle klimatyczna, być może ze względu na niecodzienne opiewające boleścią historie Ludwika. One urzekły mnie tutaj najbardziej i sprawiły, iż niejednokrotnie uroniłam łezkę.

Perfekcyjna kreacja bohaterów, dzięki której mamy możliwość zagłębiania się w psychikę Ludwika, by móc choć trochę zrozumieć dlaczego twierdzi, że jest w nim samo zło. Magda to kobieta, którą można podziwiać za upór i wytrwałość. Choć momentami i mi troszkę podpadała, zwłaszcza kiedy przebywała w towarzystwie doktora.

Ludzie kierują się czasem w swoim życiu jakimś impulsem. Pojawia się on nagle, nie mamy nad nim kontroli, on podporządkowuje sobie nasz umysł, czasem prowadzi nas do złego. Życie ludzkie nie zawsze jest łatwe, przeszłość starszego pokolenia często nie ma w sobie za wiele dobrych wspomnień. Nasi przodkowie nie żyli w łatwych czasach, często musieli walczyć o siebie samych za wszelką cenę. Ale czyż życie naszych najbliższych nie jest najważniejsze? Nawet za cenę życia kogoś nam obcego?

Widać, iż Sylwia Trojanowska poświęciła całe swoje serce historii Ludwika i szczerze powiedziawszy aż boję się pomyśleć, co zastanę w trzecim tomie. Jakie losy zafunduje bohaterom autorka.

Wyobraź sobie, że nagle tracisz tożsamość. To, kim byłaś w przeszłości przestaje mieć znaczenie. Musisz nauczyć się być kimś innym. Wyobraź sobie, że tracisz rodzinę, dom, nazwisko. Nawet język, styl ubierania się, fryzurę. Tracisz wszystko...

Prawdy i tajemnice to niezwykle klimatyczna powieść ukazująca nam jak wydarzenia z przeszłości mogą zaważyć na naszej teraźniejszości. Jak bardzo ludzie mogą skrywać w sobie ból spowodowany tamtymi wydarzeniami, jak bardzo ciążyło na nich widmo tamtych lat. Uwaga ostrzegam! Jeśli zaczniecie czytać, nie będziecie mogli przestać dopóki nie dobrniecie do końca. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Autorce oraz









środa, lutego 20, 2019

"Dlaczego, mamo?" Daria Skiba [PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]

"Dlaczego, mamo?" Daria Skiba [PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]



TYTUŁ  "Dlaczego, mamo?"

AUTOR Daria Skiba

DATA PREMIERY 27.02.2019

WYDAWNICTWO  Videograf SA

ILOŚĆ STRON 320




OCENA  5/6

OPIS





Kobieta jest w stanie znieść wiele, ale nie wszystko…
Nastoletnia ciąża zawsze jest zaskoczeniem. Tak samo było w przypadku Marleny, dla której stan błogosławiony był początkiem zmian. Całe jej życie przewróciło się do góry nogami, kiedy ona starała się walczyć… Ile trudu wymaga wychowanie dziecka dla kogoś, kto sam nim wciąż jest? I jak wiele może znieść nastolatka, której życie nie raczyło oszczędzić?
„Dlaczego, mamo?” to opowieść nie tylko o macierzyństwie, ale także o sprawach z nim związanych, o których na co dzień się nie mówi.



MOJE ODCZUCIA

Pierwszy raz książkę przeczytałam już jakiś czas temu, w sumie chyba zaraz po tym jak Daria skończyła pisać całość. Ale postanowiłam odświeżyć sobie pamięć i sięgnęłam po książkę jeszcze raz. Przyznaję, że za pierwszym razem czytając ją, nie byłam do niej przekonana w 100%. Odnosiłam wrażenie, że brak jej emocji, a one tak naprawdę skrywały się głęboko, a ja musiałam do nich dojrzeć. Dziś przeczytawszy po raz drugi zrozumiałam jak wiele Daria chciała nam przekazać przez swoją powieść.

Marlena jest młoda, uczęszcza do szkoły, zastanawia się nad dalszym wyborem nauki, ma przystojnego chłopaka za którym oglądają się wszystkie dziewczyny w szkole. Czy może chcieć czegoś więcej? Pewnego dnia, za sprawą jednego małego plastikowego przedmiotu z dwoma kreseczkami życie Marleny przewraca się do góry nogami. Czy jest gotowa na to, aby zostać matką, kiedy sama tak naprawdę jest jeszcze dzieckiem? Do tego Krystian zostawia ją z tym samą. Nie tak miało wyglądać jej życie… Nie tak sobie je zaplanowała.

Marlena jest nastolatką, która udaje twardą na zewnątrz, choć w środku rozsypuje się w drobny mak. Świadomość tego, że ma zostać matką przerasta ją. Nie radzi sobie z tym, choć w głębi serca kocha tę małą istotkę noszącą w brzuchu, to boi się, że prędzej czy później zrobi jej krzywdę, że będzie złą matką. Los splata ją z Arkiem, starszym od niej o 10 lat mężczyzną, który trochę namiesza w jej życiu.

Ciągle targały mną sprzeczne uczucia. W jednej chwili chciałam tulić Amelię do serca, w drugiej bałam się ją dotknąć, by nie zranić tej małej osóbki.

Arek to osoba, którą polubiłam już od pierwszych chwil i ten stosunek nie zmienił się przez resztę powieści. Takich mężczyzn jak on, trzeba by w dzisiejszym świecie szukać ze świeczką w dłoni.

Ta książka zdecydowanie różni się od dwóch poprzednich Autorki. Tutaj, Daria Skiba stara się nam pokazać świat macierzyństwa ale także spraw z nim związanych. Nie zawsze głośno mówi się o wszystkich rzeczach. Czasem coś nas przerasta, choć my uparcie twierdzimy, że jakoś sobie poradzimy, że to nic takiego. Odpychamy możliwość przyjęcia pomocy, a tak naprawdę w takim momencie najbardziej jej potrzebujemy, tylko boimy się do tego przyznać. Dzięki tej książce zobaczycie, że bycie matką nie zawsze jest takie proste jakby mogło się wydawać. Nie wszystkie matki potrafią sobie radzić z tym wydarzeniem w swoim życiu. Nie wszystkie potrafią się przyznać, że dzieje się coś złego, że potrzebują pomocy, że sobie nie radzą.

- Są takie chwile, kiedy mam ochotę zapaść się w ciemność, w której nikt mnie nie znajdzie. Dni, kiedy jesteśmy z Amelią same, ona płacze, wciąż płacze, a ja… jej nie przytulę, nie uspokoję, tylko zamykam się w łazience i sama wylewam potoki łez. Jestem kompletnie rozbita i nie radzę sobie z niczym.

Z początku czytając nie odczuwałam jakiś wielkich emocji, ale od momentu pojawienia się Arka w życiu Marleny towarzyszyły mi niemalże cały czas. Książka napisana jest prostym i prawdziwym językiem. Nie ocieka w jakieś zbędne opisy, nużące dialogi, czy bohaterów nie z tego świata. To samo życie zostało zawarte na łamach tejże powieści. Główna bohaterka toczy walkę o własny byt, ale czy tę walkę wygra?

Świetna kreacja głównej bohaterki (Marleny), dzięki czemu możemy zrozumieć co się z nią dzieje i z czym sobie nie radzi. Takich osób jak ona na świecie jest setki, jeśli nie tysiące. Osób, które nie potrafią odnaleźć się we własnym świecie, osób, które nie potrafią poradzić sobie ze stanem błogosławionym i związanym z nim rzeczy. Pytanie należy zatem zadać, czy my potrafimy dostrzec takie osoby? Czy jesteśmy w stanie wyciągnąć do nich pomocną dłoń? Czy jesteśmy w stanie zrobić cokolwiek, zanim będzie za późno?

Chciałam być dla niej silna, żeby zapewnić jej miłość, jaką powinna otrzymać od obojga rodziców. Czułam się gorsza od pozostałych matek, ponieważ nie mogłam na starcie mojemu dziecku dać tego, co powinno mieć – kompletną kochającą rodzinę.

Ta historia siedzi głęboko we mnie, i chociaż nie jestem jeszcze matką, to potrafię wyobrazić sobie przez co przechodziła nasza bohaterka. Czytając końcówkę nie sposób było nie uronić chociażby jednej łzy.

Dlaczego, mamo? to historia do bólu prawdziwa, to historia obok której nie można przejść obojętnie, a przede wszystkim historia jakich wiele w prawdziwym świecie. Koniecznie musicie przeczytać. Polecam z całego serca.


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję Autorce oraz



wtorek, lutego 19, 2019

Kilka tajemnic o "Dlaczego, mamo?"

Kilka tajemnic o "Dlaczego, mamo?"



Premiera Dlaczego, mamo? coraz bliżej, a ja w związku z tym mam dzisiaj dla Was kilka tajemnic związanych z tą powieścią, które zdradza nam sama autorka - Daria Skiba.


Impulsem do napisania "Dlaczego, mamo?" było pewne wydarzenie, które wywołało we mnie ogromne emocje. Wtedy w mojej głowie "urodziła się" jedna z ostatnich scen.


Akcja powieści toczy się w małym miasteczku, którego nazwy celowo nie podałam. Dlaczego? Ponieważ sytuacje takie jak w "Dlaczego, mamo?" pojawiają się na całym świecie. W naszym życiu, tuż za ścianą, w sąsiednim bloku, przy drugiej ulicy lub na drugim końcu świata. Każdy z nas mógłby się w niej pojawić, choć niekoniecznie w roli głównego bohatera.


Baby blues i depresja poporodowa to zjawisko, które dosięga znacznie więcej kobiet, niż nam się wydaje. Zapytaj swojej mamy, siostry, córki, babci, koleżanki co tak naprawdę czuła po porodzie, kiedy przyszło jej się zmierzyć z prawdziwym życiem. Czy zawsze było tylko kolorowo?


"Dlaczego, mamo?" jest czystą fikcją literacką i tylko jedna scena w mocnym stopniu opiera się o moje życiowe doświadczenie - przeczytajcie i odgadnijcie, która to była. 


"Dlaczego, mamo?" to moja trzecia wydana powieść, ale druga napisana.


Można powiedzieć, że pisałam ją w dwóch krajach. Większość tekstu powstała w Irlandii, jednak zakończenie pisałam w Polsce, a po policzkach spływały mi łzy.


Jest to książka, w którą najpierw uwierzyły bliskie mi osoby, a dopiero niedawno zaczęłam wierzyć i ja.






poniedziałek, lutego 18, 2019

"Co byś zrobił, gdybyś mnie dogonił?" Anna Bednarska

"Co byś zrobił, gdybyś mnie dogonił?" Anna Bednarska



TYTUŁ  "Co byś zrobił, gdybyś mnie dogonił?"

AUTOR Anna Bednarska

DATA PREMIERY 26.11.2018

WYDAWNICTWO  Novae Res

ILOŚĆ STRON 420




OCENA  4+/6

OPIS





Nie znajdziesz szczęścia, wciąż patrząc za siebie

Po błyskotliwym młodzieńczym debiucie Helenie Maj nie udało się napisać kolejnej książki i jako trzydziestolatka nadal musi znosić nieustanne nagabywania o to, czemu tak się stało. Życie osobiste też jest źródłem frustracji: Helena wciąż nie pozbierała się po bolesnym rozstaniu z Igorem, a szansa na nową miłość wydaje się jej zupełnie nieosiągalna. Tymczasem w jej mieście dochodzi do zamachu terrorystycznego. Atmosfera zagrożenia i niepewności sprawia, że Helena zaczyna zupełnie inaczej postrzegać to, co się wokół niej dzieje. A dzieje się coraz więcej…

Co byś zrobił, gdybyś mnie dogonił? to pełna uroku, emocji i humoru opowieść o tym, że rany z przeszłości mogą się zagoić, a wśród komplikacji i zamętu można się odnaleźć. I dać się zaskoczyć… życiu oraz miłości.



MOJE ODCZUCIA

Główna bohaterka, Helena Maj ma trzydzieści lat, na swoim koncie wydaną jedną powieść, którą pokochali czytelnicy, prowadzi warsztaty udoskonalające umiejętność pisania, a do tego wszystkiego jest singielką. Niestety jest autorką tylko jednej powieści, choć czytelnicy liczyli na więcej, ona ma jednak jakąś blokadę, która nie pozwala jej stworzyć kolejnych powieści. Na to wszystko składa się zranione serce. Choć na co dzień zakłada „maskę” normalności, w głębi duszy cierpi z powodu niemożności napisania kolejnej powieści. Na swojej drodze spotyka tajemniczego mężczyznę, który cierpi tak samo jak i ona, mając za sobą niezbyt przyjemny bagaż emocjonalny. Czy zatem dwie zranione dusze mają szansę na odrobinę szczęścia?

Ale gdy nadszedł czas próby, nie potrafiłam napisać jednego sensownego akapitu.

Ludzie cierpią, bo ktoś złamał im serce, zdradził, wyrządził krzywdę czy coś w tym stylu. Ale pomyślmy czym są nasze miłosne problemy w obliczu ataków terrorystycznych, których w dzisiejszym świecie jest coraz więcej? Czymże są nasze błahostki w obliczu zagrożenia życia wielu ludzi? Ataki terrorystyczne pojawiają się na całym świecie i trudno przewidzieć kto, kiedy i w którym miejscu zaatakuje. Czy czasem i nas to nie dosięgnie? Albo co mają powiedzieć ci, którzy w takich atakach utracili kogoś bliskiego? Czy można z tym porównać miłosne rozterki? Anna Bednarka pisząc w swojej powieści o takich atakach nadaje jej trójwymiarowego znaczenia. Nie są to miłe i przyjemne rzeczy, lecz jak najbardziej na czasie. Ileż to razy słyszy się: atak terrorystyczny w Paryżu, kolejny atak w Berlinie, w Polsce doszło do tragedii, nie można wykluczyć ataku terrorystycznego. Nie ważne gdzie mieszkamy, każdy z nas może być zagrożony. Osobiście nie mieści mi się to w głowie, jak terroryści mogą dopuszczać się takich czynów; bez skrupułów pozbawiać życia niewinnych ludzi? Jakim trzeba się urodzić człowiekiem, by być kimś takim?

Autorka nie napisała jakiegoś błahego romansu, w którym aż mdli od słodkich i romantycznych chwil. Jej powieść jest nietuzinkowa, nieprzewidywalna, a przede wszystkim autentyczna. Czuć w niej powiew świeżości, czego bardzo wiele razy brakuje w tego typu powieściach. Wplatając wątek terroryzmu, Anna Bednarka nadała swojej powieści innego wymiaru, skłania nas przy tym do tego, abyśmy zrozumieli, że na świecie jest wiele ważniejszych problemów niż te z którymi borykamy się my sami. Relacje międzyludzkie nie należą do tych najłatwiejszych, zwłaszcza kiedy przeszłość bohaterów nie pozwala im pójść na przód i trzyma ich w jednym miejscu.

Doskonała kreacja bohaterów, którzy są przesiąknięci emocjami do szpiku kości. Bez zbędnych problemów możemy zagłębić się w ich psychikę, a dzięki temu zabiegowi lepiej zrozumieć ich tok postępowania. Autorka sprawiła, iż jej bohaterowie są namacalni, czujemy do nich sympatię i czujemy się jakbyśmy byli tuż obok nich i obserwowali ich życie. To osoby z doskonałym portretem psychologicznym.

Fabuła nie posiada zbędnych długich opisów, akcja toczy się w zrównoważonym tempie. Styl autorki jest nasycony ekspresją, interesujący oraz pełen wyrazu. Całość jest napisana ciepło, z poczuciem humoru i życiowo. Opisana historia mogłaby przydarzyć się każdemu z nas.

Powieść otwiera nam oczy na to, że powinniśmy żyć pełnią każdego dnia, czerpać radość z każdej chwili, gdyż nigdy nie wiemy co nas spotka w kolejnej minucie życia. Ludzie powinni być nastawieni bardziej optymistycznie, nie żyć przeszłością, powinni pozwolić jej odejść na bok, a skupić się na dniu dzisiejszym.

Co byś zrobił, gdybyś mnie dogonił? to wciągająca historia z niezwykle prawdziwymi bohaterami i nietuzinkową fabułą. To historia, w której każdy z nas znajdzie coś o sobie i dla siebie. Ale to także historia, która skłania do refleksji i zadumy nad własnym życiem. Polecam.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję





poniedziałek, lutego 18, 2019

Wywiad - Sylwia Winnik

Wywiad - Sylwia Winnik

Serdecznie zapraszam na wywiad z Sylwią Winnik.


Zaczynałaś jako blogerka, dzisiaj jesteś autorką, która robi furorę w świecie literackim. Jak się z tym czujesz? 


     Furorę to chyba za dużo powiedziane :) Ale dziękuję za ten komplement. Przede wszystkim robię to co kocham. Całe życie marzyłam o pisaniu. O wolności. A pisanie daje mi wolność. Czuję się sobą tylko wtedy, kiedy piszę. Uwielbiam słuchać ludzi, obserwować ich, rozmawiać z nimi. Zawsze powtarzam, że świat jest pełen historii do opowiedzenia, i staram się je wychwycić… i opisać. A przynajmniej te tematy, które są w jakiś sposób bliskie memu sercu, ważne dla mnie lub według mnie istotne. Wiadomo też, że sukces cieszy - nie ma się co oszukiwać. Ale ten sukces musi być uczciwy - ja robię wszystko co mogę, by najlepiej jak potrafię dać z siebie wszystko, i jeśli to przynosi wyróżnienie, wspaniale. Ale na sukces trzeba sobie zapracować. I często, jest to bardzo ciężka praca. Ciężka i w przypadku pisania, przyjemna.

      Debiutowałaś książką „Dziewczęta z Auschwitz”. Myślę, że to książka obok której nie da się przejść obojętnie oraz książka, którą czytając nie sposób nie uronić łez. Jak zrodził się pomysł na napisanie tejże książki? 

Wpływ na to miały opowieści rodzinne, zamiłowanie moich rodziców do książek i historii i może jakaś wewnętrzna chęć patrzenia na świat z innej perspektywy. Chciałam pisać emocjami o sprawach ważnych. Dlatego łączę swoje reportaże z emocjami. Piszę je niczym powieść, choć jest to literatura faktu. Staram się w rozmowach moich bohaterów dostrzec więcej niż słowa. Historia opowiedziana mi kiedyś przez moją babcię, o wywózce części mojej rodziny, zainspirowała mnie do napisania debiutanckie książki bezpośrednio.

Spotkałaś się z bohaterkami swojej książki. Powiedz mi jak te spotkania wpływały na Ciebie? 

To były trudne rozmowy i bardzo emocjonujące spotkania. Zdarzało się, że łzy pojawiały się po obu stronach. Chociaż całe życie starałam się doceniam to co mam, dostrzegać radość w drobiazgach, te rozmowy, z kobietami, które przeżyły piekło obozowe, utwierdziły mnie w przekonaniu, że musimy cieszyć się każdym dniem. Jest tylko jedno życie i na tyle na ile mamy na nie wpływ musimy dbać, by być dobrymi ludźmi.

Już 27 lutego na rynku literackim pojawi się Twoja druga książka „Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy”. Czuję, że ona również podbije serca czytelników. Kolejny raz spotykałaś się z bohaterami książki. Czy łatwo Ci było słuchać ich opowieści? 

To były niesamowite spotkania. Pełne pasji, emocji i bólu. Chociaż w Dziewczętach z Auschwitz poznajemy bliżej prawdziwe relacje kobiet, które przeżyły obóz Auschwitz-Birkenau, i jest to bardzo mocny i intymny materiał, tak mam wrażenie, że w Tylko przeżyć, przedstawiam fakty jeszcze bardziej emocjonalne. Może nawet mocniejsze niż w pierwszej książce. To z pewnością inny rodzaj wojny, inne uczucia i motywacje, niemniej, Tylko przeżyć, to książka, która poruszy serce każdego. Jestem o tym przekonana. Słuchanie historii ludzi, którzy borykają się z wojną dnia codziennego tu w Polsce, jak i wojną zbrojną, w ramach misji pokojowej, kosztowała mnie samej wiele emocji. Ale warto o tym rozmawiać. Ta książka obala wiele mitów o Wojsku Polskim, o funkcjonowaniu wojska od środka, motywacji wyjazdów na misje, łamie stereotypy postrzegania tychże wyjazdów i rodzin weteranów. To nie tylko książka o wojnie. To opowieść o poświęceniu, bólu, nadziei, miłości i ciągłym oczekiwaniu w strachu.

Wojna, to na niej skupiasz się w swojej najnowszej książce. Przedstawiasz świat ludzi, którzy brali udział w wojnie, a także ich rodzin. Ich emocje muszą być niesamowite. Jak zrodził się pomysł, by powstała ta książka? 

Kolejny raz chciałam opowiedzieć swoim Czytelnikom o wojnie z nieco innej perspektywy. Poruszyć temat, który moim zdaniem, był traktowany powierzchownie i zasługiwał na zgłębienie. Sama chciałam dociekać pewnych argumentów, wiedząc, że społeczeństwo też się nimi interesuje jak np. Dlaczego żołnierz jedzie na wydawać by się mogło nie naszą wojnę, czy robi to tylko dla pieniędzy, dlaczego zostawia w Polsce żonę i dziecko. To, co udało mi się dowiedzieć… okazało się szokujące i warte przekazania dalej. Wiedziałam wówczas już w jakim kierunku chcę iść, w tym reportażu i udało się. Myślę, że ta książka wiele wyjaśni, mnóstwo dopowie… zaskoczy i poruszy.

Dwie niesamowite książki za Tobą. Czego mamy się spodziewać w następnej kolejności? 

Kolejna książka nie będzie o wojnie. Przynajmniej nie takiej w której główną bronią jest karabin czy bomba. To będzie opowieść o społeczeństwie, o każdym z nas i takiej walce - która dotyczy mnie i Ciebie, i każdej osoby, która to teraz czyta. Nie mogę się doczekać efektu końcowego, choć wiem, że kolejny raz będzie ta książka wymagać ode mnie sporej ilości własnych emocji i poświęcenia.

 Kiedy nastąpił ten moment w Twoim życiu, że pomyślałaś: chcę napisać książkę? 

To stało się już w gimnazjum. Ale wtedy nie wierzyłam jeszcze, że to może się udać. Długo w to nie wierzyłam. Ale marzenia są po to, by je spełniać. Wymaga to wiary w siebie, determinacji i ciężkiej pracy.

Jeździsz na różne spotkania autorskie. Co one wnoszą do Twojego życia? Czy łatwo jest Ci opowiadać o zawartości swoich książek?

Uwielbiam opowiadać. Dlatego kocham te spotkania, kiedy mogę spotkać się z Czytelnikami bezpośrednio. Poznaję ich osobiście, wymieniam się poglądami, myślami… Spotkania wnoszą w moje życie mnóstwo radości i motywacji do dalszej pracy. Po tym, jak słyszę na nich, że moje książki są ważne, że są dobrze napisane - wracam do domu pełna energii do dalszego działania. I przede wszystkim, emocje - to one grają tu pierwsze skrzypce. Spotykając się z Czytelnikami bezpośrednio mogę przekazać im emocje towarzyszące mi podczas pisania i poznać ich uczucia, podczas czytania. Kocham swoich Czytelników!

Czy Twój świat od zawsze kręcił się wśród książek? 

Tak! Mama czytała zawrotne ilości książek i zaraziła mnie miłością do nich. Chociaż… jako uczeń szkoły podstawowej byłam nieco niesforną dziewczynką - w kwestii czytania. Dopiero gdy trafiłam na Dzieci z Bullerbyn zrozumiałam, jak kocham czytać. Faktem jednak jest to, że dziecko któremu się czyta, samo zaczyna kochać książki. Warto czytać :)

Dziś jesteś znaną osobą na świecie. Jak się z tym czujesz? 

Znaną? Naprawdę ? :)

 Kim na co dzień jest Sylwia Winnik?

Jestem obsesyjną miłośniczką książek, mam ich w domu sporo - ale mój księgozbiór ciągle się powiększa. Nade wszystko kocham koty. Mam w domu trzy kocice :) Lubię podróżować, kocham góry. Moim marzeniem jest podróż do Szkocji i Laponii. Lubię gotować, i jeść oczywiście. Potem nie lubię - się odchudzać :) ale robię to.  Jestem chyba zwykłą dziewczyną, taką jak każda z nas.

 Kochasz zwierzęta. Coraz częściej w wiadomościach słyszy się o katowanych i bezbronnych zwierzętach. Jak sądzisz, dlaczego ludzie dopuszczają się tak okropnych czynów? Czy jest szansa, aby ludzie stali się ludźmi, a nie bezdusznymi istotami? 

Staram się ciągle poznawać ludzi, ale chyba nikt z nas nie pozna człowieka całkowicie, do końca. Wiem jedno. Chcę pisać o ludziach dla ludzi… i zdążyłam już dostrzec, że nie wszyscy ludzie są dobrzy. Nie wiem dlaczego. Staram się zrozumieć każdego człowieka. Pojąć jego motywacje, nie oceniać, choć widzę, że wielu osądza i ocenia. Ludzka natura czasami mnie przeraża. Nauczono mnie w domu by zawsze wychodzić z pomocną dłonią, z ręką na zgodę jako pierwsza. Ale czy to zawsze jest wskazane? Bo ile razy można dawać się poniżać? Uczono mnie w domu, by szanować zwierzęta, bo to istotny czujące. Jak więc zrozumieć ludzi, którzy krzywdzą te niewinne stworzenia. Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wiem, że zwierzęta, nawet te dzikie, mają w sobie więcej z tego co po ludzku, uznajemy za uczucia, zrozumienie, więcej z prawidłowych norm ludzkości, niż sam człowiek. To smutne. Na szczęście nie wszyscy tacy są. Czy jest dla nas szansa? Dla tych, którzy są źli, którzy krzywdzą? Niestety uważam, że nie. Ale nie można się poddawać, trzeba wierzyć, że próba wrzucenia ziarna trafi wreszcie na żyzną glebę, nie na skałę.

 Motto, którym kierujesz się w życiu i którym chciałabyś się podzielić z innymi, to?

Trochę nawiązując do poprzedniego pytania - Szanuj. Nie oceniaj. Nie krzywdź. Staraj się zrozumieć. Nie bądź egoistą.



Książka "Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy" jest już dostępna w przedsprzedaży. 



Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony czas. 




Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger