poniedziałek, 23 października 2017

"Marzenia Kaliny. Małe tęsknoty" Aneta Krasińska [PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]



PREMIERA: 24.10.2017


*Tytuł: "Marzenia Kaliny. Małe tęsknoty"
*Autor: Aneta Krasińska
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 320


*Ocena: 6/6
*Opis:

W powieści przypominającej konstrukcją fragment dziennika przeplatają się ze sobą losy trzech bohaterek, które na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. Są w różnym wieku i z odmiennym bagażem doświadczeń, mają zupełnie inne zainteresowania oraz usposobienie. Tym, co je łączy, jest pragnienie posiadania rodziny, którą utożsamiają ze szczęściem.

Kalina uwielbia dzieci, dlatego zdecydowała się podjąć pracę w przedszkolu. Ma kochającego męża i własny dach nad głową. Wydawać by się mogło, że nic więcej nie potrzeba młodym ludziom do szczęścia. Nic bardziej mylnego…

Lena to nastolatka poturbowana emocjonalnie przez los, jaki zgotowali jej rodzice. Aktualnie przebywa w rodzinie zastępczej, gdzie próbuje się zaaklimatyzować, jednak to wcale nie jest łatwe. Skrzywdzona przez najbliższych i osamotniona, staje się łatwym celem dla człowieka, który zdaje się odczytywać i rozumieć jej potrzeby emocjonalne, choć w rzeczywistości chce wykorzystać jej niewinność…

Elżbieta jest dojrzałą kobietą. W młodości spotkała mężczyznę, który odcisnął piętno na jej życiu. Dramatyczna decyzja dotycząca dziecka wciąż głęboko tkwi w jej podświadomości i nie pozwala normalnie funkcjonować …

Okrutny los drwi z kobiet, a feralny wypadek splata ich losy…


*Moje odczucia:


Aneta Krasińska znana jest mi z tego, że w swoich powieściach nie podejmuje błahych tematów, lecz często są to ciężkie, życiowe problemy ludzi, z którymi zapewne niejeden czytelnik mógłby się utożsamić. I tym razem nie jest inaczej. Mamy trzy bohaterki - Kalinę, Lenę i Elżbietę, każda z nich boryka się z innym problemem, jednak łączy je wszystkie pragnienie posiadania szczęśliwej, kochającej się rodziny. Los, jednak potrafi być przewrotny...

Autorka wiele uwagi poświęca swoim bohaterkom, które są dobrze wykreowane. Umożliwiają nam dogłębną analizę ich psychik, dzięki czemu lepiej możemy zrozumieć tok ich postępowania i myśli.

Kalina ma kochającego męża oraz upragnioną pracę w przedszkolu, mogłoby więc się wydawać, że nic więcej nie jest jej potrzebne do szczęścia. Ale jakież to jest mylne pojęcie. Mają z mężem jedno pragnienie, do osiągnięcia którego starają się dążyć za wszelką cenę. Czy dane im będzie je spełnić?



Lena jest nastolatką, która nie miała łatwego dzieciństwa. Matka alkoholiczka, kompletnie nie przejmująca się jej losem, oraz ojciec nie walczący o jej odzyskanie. Obecnie przebywa w rodzinie zastępczej, która troszczy się o nią, jednak dziewczyna nie zawsze to dostrzega. Popełnia wiele błędów, za które przyjdzie jej płacić wysoką cenę. Okłamuje swoich opiekunów, z czym nie czuje się najlepiej, lecz nie wie jak z tego wybrnąć. Dodatkowo w jej życiu pojawia się dorosły mężczyzna, który nie ma najlepszych intencji jej względem. Czy Lenie uda się uporządkować własne życie i w nim odnaleźć?



Elżbieta ciągnie za sobą złe wspomnienia z przeszłości, za które słono płaci w obecnym życiu. Czasem wydaje jej się, że miłość pokona wszystko, jednak ta potrafi być mocno zaślepiona, a przekonuje się o tym, gdy po latach spotyka swoją pierwszą i jedyną miłość. Czy dane jej będzie zaznać szczęścia w życiu?



Po książki Anety sięgam w ciemno i zawsze mam pewność, że mnie nie zawiodą. Tym razem ukazuje nam życie kobiet, które pragną szczęśliwej kochającej się rodziny. Pragnienia kobiet bywają różne, każda z nich stara sprostać im na swój sposób. Przeżywają wzloty i upadki, tak samo jak ludzie w normalnym świecie. Zdarza się, że myślą, iż ucieczka będzie najlepszym rozwiązaniem, ale nie o to w życiu chodzi, by wciąż uciekać. Lepiej zatrzymać się w miejscu i zmierzyć z problemami, bo w czym pomaga ciągła ucieczka? Odnaleźć chwilę spokoju, by znów móc uciekać kolejny raz? Nie o to przecież chodzi w życiu. Życiem powinniśmy umieć się cieszyć w każdej chwili. Uważam, że czasem nasz los jest z góry zaplanowany, a my nie mamy na niego większego wpływu. Spotykają nas różne, nie zawsze miłe historie, ale one mają na celu uczynić nas innymi ludźmi. Każde doświadczenie kształtuje nas na nowo, często stajemy się mocniejsi, zaczynamy w końcu wierzyć i mieć nadzieję, że w końcu nam się uda.

Aneta Krasińska podejmuje trzy ważne tematy w swojej najnowszej powieści. Tematy z którymi zmagają się nie tylko nasze bohaterki, ale  często również my - czytelnicy. Otwiera nam oczy na rzeczy, które w życiu są najważniejsze - rodzina, to w niej tkwi siła. Każdy z nas pragnie stworzyć prawdziwą, nieprzejednaną i silną rodzinę, z którą będą łączyły nas mocne więzi. Rodzina to osoby z którymi wspólnie stawiamy czoło problemom, razem szukając najlepszego wyjścia. Rodzina to również osoby, z którymi wspólnie cieszymy się w chwilach radości. Ale rodzina to przede wszystkim osoby, na które zawsze możemy liczyć.


Pragnienie stworzenia namiastki normalnej rodziny, często popycha nas do czynów, z których później nie jesteśmy zadowoleni. Uczymy się jednak na własnych błędach. Grunt to umieć się do nich przyznać i starać się ich więcej nie popełniać. Uczciwość, szczerość i zaufanie to cechy, które powinny charakteryzować rodzinę. Jeśli pojawiają się jakieś kłamstwa, niedopowiedzenia w rodzinę zaczyna wkradać się smutek i przygnębienie.

Marzenia Kaliny. Małe tęsknoty to niezwykle życiowa książka, po przeczytaniu której niejeden czytelnik złapie chwile refleksji dotyczące własnego życia i postępowania. To książka przepełniona emocjami, napięciem i wielką nadzieją na lepsze jutro w osiąganiu własnych pragnień. Polecam z całego serca.

Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję autorce oraz




niedziela, 22 października 2017

Blog Talk Show #11


Przedstaw się ;)


Część wszystkim! Z tej strony zakręcona Dominika Starzyk.

Bum, bum, bum nie wiem, co mam dalej dodać. Po prostu jestem jaka jestem i zawsze są dwa wyjścia, albo mnie się lubi albo nie.






Kiedy i gdzie się urodziłaś?

Od dziecka bardzo mi się śpieszy i  zawsze jestem przed czasem. Tak też było w dniu mich urodzin. Urodziłam się 12 września w Wieluniu, a było to półtora miesiąca przed czasem.

Ulubiona zabawa z dzieciństwa to?

Ganianie z kijem i wymyślanie zaklęć. Jak byłam małym dzieckiem bracia puszczali mi Władcy Pierścieni lub Harrego Pottera. I pewnego dnia z koleżankami zaczęłyśmy uciekać przez kolegami. Miałyśmy wtedy fazę na HP i tak potrafiłyśmy się bawić od rana do nocy, a rodzice musieli nas szukać po lesie, łące, w okolicach stawów i rzeki oraz w naszym ukochanym Zielonym Domku. Miejscu, w którym czuliśmy się naprawdę sobą, miejscu gdzie dorośli nie mieli wstępu. Niedawno Zielony Domek został zlikwidowany, ścięty co do drzewa, jednak jak jeszcze był i na niego spojrzałam wydawał się taki mały. W czasach dzieciństwa  był oazom naszej wybujałej wyobraźni.

Czy w dzieciństwie byłaś jakoś pieszczotliwie nazywana?

Niestety tak i większość tych pieszczotliwych nazw zostało do tej pory. Niektóre mnie denerwują jak nie wiem. Rodzice nazywali mnie Misiaczek, najstarszy brat Arek- Śiorka/ Śora , brat Michał- mała Miśka, Mojego brata Arka syn ( dwa lata młodszy) – Mikaka,  drugi syn mojego brata mówił i do tej pory mówi Kaka.

Czy posiadasz rodzeństwo? Jeśli tak, przedstaw krótko.

Mam dwóch starszych braci.  Pomiędzy mną a moimi braćmi jest 21 i 19 lat różnicy. Są z nich już takie stare konie jak nie wiem. Mój najstarszy świętej pamięci brat Arek w tym roku obchodziłby swoje 41 urodziny. Uwielbiał piłkę nożną i jeździć autem ze swoimi dziećmi.
Mój drugi brat Michał uwielbia łowić ryby ;) i nie zapomnę tego jak on łowił ryby, a ja je wypuszczałam do wody jak nie patrzył ;)  Michał ma trzech synów z którymi potrafi przewrócić dom do góry nogami.

Jaki jest Twój stan: wolna/zajęta/zaręczona/mężatka?

W realnym świecie jestem zajęta. Mam chłopaka, który stara się zrozumieć mnie i moją pasję do czytania. Nawet udało mi się namówić go do pojechania na targi książki do Krakowa. I jestem bardzo ciekawa czy na pewno pojedzie.
Ponieważ mój świat dzielę na dwie części: Realny i Książkowy to nie wszystko w tym drugim jest takie łatwe.
W tym drugim świecie jestem w bardzo skomplikowanym związku z różnymi bohaterami książkowymi. I na razie moim mężem numer 1 jest Ryshand.

Czy zdarzało Ci się w dzieciństwie przekręcać jakieś nazwy? Jeśli tak, to pamiętasz jakie i jak?

Jak byłam mała to często coś przekręcałam i źle wymawiałam i każdy się z tego śmiał. Mnie to irytowało i zaczęłam daną rzecz nazywać inaczej.
Krowa- byczek
Robak- owad
Fryzjer- obcinacz włosów

Czy zrobiłaś w dzieciństwie coś, czego żałujesz?

Tak zrobiłam coś czego żałuję do tej pry. Między innymi złapałam welon w wieku 6 lat. Nic nie poradzę na to, że od dziecka byłam bardzo szczerą istotką, a to wesele nie było zbytnio udane.
Pamiętam jak zobaczyłam moją kuzynkę Anię w sukni ślubnej i bez okularów. Moje pierwsze pytanie było czy ona coś widzi, a później stwierdzenie, że ładniej wygląda w okularach. Tak wiem to było chamskie. Do tego złapałam jej welon i uciekłam z nim pod stół po czym oddałam go siostrze Panny Młodej i na nowo schowałam się pod stołem.

A teraz przyznaj się, kiedy przeczytałaś swoją pierwszą książkę?

Przyznam się bez bicia. Swoją pierwszą książkę, którą przeczytałam sama była „Stary człowiek i morze” i miało to miejsce w trzeciej klasie gimnazjum. W tym samym roku przeczytałam jeszcze „Zemstę” z koleżanką z podziałem na role.

Kiedy i w jakich okolicznościach powstał blog Książkowe Wyznania?

Do założenia bloga namówił mnie mój najstarszy brat. Stwierdził, że skoro zaczęłam czytać książki to dobrze było by,  jak bym zaczęła o nich pisać. Tak też 20 czerwca 2016 roku powstał mój blog. Myślę, że jak by mój brat żył to by się cieszył, że nadal go prowadzę i czytam książki.

Dlaczego  swój blog nazwałaś Książkowe Wyznania?

Moja pierwsza nazwa bloga była nieudana i to w 100%. Chciałam mieć jakąś fajną nazwę, która opisuje to co robię. Na facebooku znalazłam kilka stron o nazwie Recenzje u XXX. I to mi się nie podobało, nie z moim imieniem. Dlatego postanowiłam nadać nazwę Książkowe Wyznania. Blog jest typowo o książkach, a recenzje to moje wyznania na ich temat. Idealna nazwa dla tego co robię.

Ile książek liczy Twoja dzisiejsza biblioteka?

Moja biblioteka liczy koło 200 książek. W chwili obecnej nie mam ich wszystkich w domu, ponieważ mam koleżanki, które bardzo lubią się kolegować z moimi książkami i bardzo często jest tak, że moje nowe książki najpierw czytają moje koleżanki, a na końcu ja sama.






Jakiego masz ulubionego autora/autorkę?

To dość trudne pytanie. Na pewno nie dam rady wymienić tu jednej autorki, ponieważ jest ich kilka.  
Poniższa lista moich ulubionych autorów jest stworzona w przypadkowej kolejności:
- Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka
- Agata Czykierda-Grabowska
- Elżbieta Rodzeń
- Augusta Docher vel Beata Majewska
- K.N. Haner
- Kim Holden
- Sarah J. Maas
- Małgorzata Sambor-Cao

Wolisz czytać polskich czy zagranicznych autorów?

Szczerze mówiąc nie zwracam dużej wagi na to jakiej narodowości jest autor, który ją napisał. Czytam polskich jak i zagranicznych autorów i jest mi to bez różnicy. Nasi autorzy też piszą wspaniałe książki.

Czy w czasach szkolnych przydarzyło Ci się wywinąć jakiś numer nauczycielowi?

Tak i to nie jeden numer. Ze mnie było bardzo niedobre dziecko. Jednak co zrobić jak wychowywali mnie dwaj dorośli bracia. W gimnazjum jedna z nauczycielek bardzo lubiła robić kawały nauczycielowi i na odwrót. Tak też kiedyś dane mi było poprzyklejać książki do biurka, które należały do nauczyciela od fizyki.

Opisz jakąś śmieszną historię ze swojego życia ;)

Szczerze mówiąc nie mogę sobie nic takiego w tej chwili przypomnieć. Śmiech w moim życiu występuje w bardzo spontaniczny sposób, pod wpływem danej chwili. Jednak kiedyś dostawałam napady śmiechu  jak tylko zobaczyłam pewną osobę. Miało to miejsce wiele lat temu, a jednak jak tą osobę widzę zaczynam się śmiać. Tą tajemniczą postacią jest były chłopak mojej kuzynki. Wystarczyło, abym na niego spojrzała, a dostawałam głupawki i napadu śmiechu.

Co lubisz robić w wolnych chwilach?

W wolnych chwilach staram się robić to co naprawdę lubię. Spotykam się ze znajomymi oraz czytam książki. Na co dzień pracuję i pomagam w domu, a to wiąże się z małą ilością wolnego czasu. Dlatego zawsze w wolnym czasie czytam książki lub jadę na rower, idę do koleżanki albo staram się pisać.

Jak radzisz sobie ze swoim zwierzyńcem w domu?

Szczerze, sama nie wiem jak mi się to udaje. Zwierząt u mnie nie brakuje. Mam kury, papugi, gęsi, psy, kota i rybki. Oczywiście kot jest tylko jeden ponieważ reszta zwierząt występuje w liczbie mnogiej. Nie mniej jednak ogarnięcie tego wszystkiego  jest już dla mnie rutyną. Codziennie wstaję, ubieram się i wychodzę dać kurą, papugą i gęsią jeść. Wracam do domu i zaczynam się ogarniać i później idę zjeść śniadanie. Chwila wolnego czasu czyli czytanie książki i do pracy. Chcąc nie chcąc muszę sobie z tą moją zgrają dawać radę i robię wszystko, aby tak było.

Czym na co dzień zajmuje się Dominika Starzyk?

Na co dzień pracuję w Salonie fryzjersko- kosmetycznym jako fryzjerka.

Marzenia. Czy je posiadasz? Czy dążysz do ich realizacji?

W moim życiu jest wiele marzeń i staram się je wszystkie spełniać. Jednak nie wszystkie te marzenia są realne i mam świadomość tego, że się nie spełnią choćbym się starała.

Co robisz, gdy Ci smutno i źle?

Kupuję orzechową czekoladę, popcorn, biorę książkę w rękę i zaszywam się na strychu w prowizorycznym posłaniu w kącie i zaczynam czytać książkę oraz opychać się czekoladą i słonym popcornem.

Film, który wywarł na Tobie ogromne wrażenie?

Tym filmem jest bez dwóch zdań film „Stowarzyszenie umarłych poetów”. Z tego filmu też bierze się moje motto życiowe, którego staram się trzymać jak najlepiej. Ten film spowodował, że zaczęłam się zastanawiać nad wieloma sprawami i zaczęłam być naprawdę sobą. Tak też wiem, że pozostanie on w moim sercu bardzo długo.

Co sądzisz o ekranizacjach książek?

Nigdy nie spodziewam się po ekranizacji książki  zbyt wiele. W końcu to jest film, a nie książka. Książki tworzą autorzy, którzy mają swoje własne wizje. Film tworzy reżyser, który ma swoją nieco inną wersję danej powieści. Dlatego nie przywiązuję dużej wagi do filmu i zanim obejrzę ekranizację, zawsze staram się najpierw przeczytać książkę. Przyznam też szczerze, że niekiedy denerwują mnie zmiany które zachodzą w filmie i nie pokrywają się z książką.

Idealny mężczyzna według Ciebie to…?

Idealny mężczyzna to taki który nie patrzy tylko na siebie. Nie olewa swoich obowiązków i swojej dziewczyny lub żony. To taki, który potrafi być podporą w trudnych chwilach i nie boi się kobiecych łez, lecz robi wszystko, aby było ich jak najmniej. Musi być wyrozumiały i znosić nasz kobiecy zmienny charakter, a przede wszystkim musi umieć kochać swoją wybrankę życia całym sercem i być względem jej szczerym i wiernym.

Gdyby istniał wehikuł czasu, gdzie i czemu byś się przeniosła?

Przeniosłabym się do dnia moich urodzin i nakopała sobie w tyłek. Oraz udzieliła kilka cennych rad co robić i czego się wystrzegać. Których osób unikać, ponieważ okażą się kimś, kto zacznie rujnować mój świat, a to będzie za mną bardzo długo szło.

Motto, którym kierujesz się w życiu?

"Carpe diem" - Chwytaj dzień.



Dziękuję Ci Dominiko, za to, że zechciałaś poświęcić trochę swojego wolnego czasu na to, by przeprowadzić tę rozmowę ze mną. Dzięki niej znów wiem coś nowego o kolejnej blogerce, ale nie tylko ja, również i inni czytelnicy.


Tutaj możecie odwiedzić Dominikę. Po kliknięciu w nazwę zostaniecie przeniesieni w docelowe miejsca.



Książkowe Wyznania
Fanpage Książkowe Wyznania



piątek, 20 października 2017

"Drzewa szumiące nadzieją" Edyta Świętek [PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]



Premiera: 24.10.2017



*Tytuł: "Drzewa szumiące nadzieją"
*Autor: Edyta Świętek
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 491


*Ocena: 6/6
*Opis:


Schyłek lat pięćdziesiątych. Nowohuccy robotnicy nieustannie zmagają się z licznymi trudnościami. Coraz częściej buntują się przeciw ograniczeniom narzucanym przez władzę ludową. Wychowani w chrześcijańskich tradycjach, podejmują bezpardonową walkę o zgodę na budowę kościoła. W mieście dochodzi do krwawych starć z jednostkami Milicji Obywatelskiej wspieranymi przez oddziały ZOMO. Na tle historycznych wydarzeń rodzina Szymczaków powiększa się, przeżywa wzloty i upadki. Janek i Krysia bezskutecznie starają się o dziecko. Leszek ciężko pracuje na kombinacie , aby poprawić sytuację materialną swojej rodziny. Bronek nieustannie czuje na swoim karku gorący oddech Edwarda Marczyka, który wciąż obwinia go o zamordowanie Bartka.
Jak potoczą się dalsze losy rodzeństwa? Czy Andrzej odnajdzie szczęście u boku Sabiny? Czy Dorota pozostanie w Pawlicach? Kim naprawdę jest tajemniczy mężczyzna obserwujący od dłuższego czasu Julię? Przekonacie się o tym, sięgając po Drzewa szumiące nadzieją.


*Moje odczucia:


To już mój trzeci spacer Aleją Róż, oczywiście cudowny spacer, z którego nie chciałoby się wracać do rzeczywistości, ale co zrobić, skoro czytelnik w końcu musi kiedyś trafić na tę ostatnią zapisaną stronę w książce. Z wielką przyjemnością wróciłam do losów Szymczaków, których troszkę już mi brakowało. Edyta Świętek po raz kolejny zachwyca swoją lekturą swojego czytelnika. To książka, od której nie sposób się oderwać. Tyle się dzieje w tym tomie, że kiedy człowiek już zacznie czytać nawet wszelkie obowiązki domowe schodzą na drugi plan i stają się nieważne.



Autorka przedstawia nam tutaj wzloty i upadki każdego z Szymczaków oraz ich rodzin. Stara się nam uświadomić, że nawet, gdy jesteśmy skłóceni ze swoją rodziną, w obliczu tragedii staje się to nieważne i jeden za drugim staje murem. Tak właśnie powinna wyglądać rodzina, wzajemne wsparcie jest niezwykle ważne.

Świetna kreacja bohaterów, ale tego mogliśmy się spodziewać. Niektórzy z bohaterów mają swoje chwile słabości, z którymi próbują sobie radzić niekoniecznie w najlepszy sposób. Jednak człowiek uczy się całe życie na własnych błędach. Grunt, żeby zrozumieć swoje złe postępowanie i próbować je polepszyć. Krysia wciąż wrogo postrzega swoją siostrę, myśląc, że ta za każdym razem pragnie zrujnować jej życie i odebrać jej mężczyznę. A właśnie to Julia jest takim aniołem rodziny, zawsze do wszystkich wyciąga pomocne dłonie. Od jakiegoś czasu obserwuje ją tajemniczy mężczyzna. Czy odegra ważną rolę w jej życiu? Bronek wciąż jest prześladowany przez Marczyka, który uczepił się myśli, iż to właśnie on zabił jego brata, którego pragnie pomścić. Ludzie wierzący pragną uzyskać zgodę na budowę kościoła. Wynikną z tego zamieszki, w wyniku których niektórzy ucierpią.

Nie mam pojęcia, jak Edyta Świętek to robi, ale ja już wiem, że ciężko mi się będzie rozstać z Szymczakami z którymi niezwykle się zżyłam. Za każdym razem z zapartym tchem śledzę losy naszych bohaterów, przeżywam z nimi smutki, cieszę się w chwilach radości. Czuję się stałym obserwatorem ich poczynań. Edyta dostarcza nam wielkiej dawki emocjonalnej podczas czytania. Jej bohaterowie są różnorodni, każdy ma jakieś słabości i mocne strony, ale tak samo bywa w naszym życiu. Przez to są niezwykle realni i bliscy naszemu sercu.


To, co zachwyca w powieści to niezwykły obraz nowohuckiej społeczności, który autorka odzwierciedliła idealnie. Nie mamy tutaj jakiś cukierkowych opisów, lecz często brutalną rzeczywistość z jaką muszą mierzyć się nasi bohaterowie. Wszystko składa się w jedną kompletną spójność. Fikcja literacka łączy się z realiami tamtych czasów. Edycie należą się wielkie brawa, za wkład włożony w napisanie kolejnego tomu. Gdybym musiała wybierać, który z dotychczasowych jest najlepszy, nie mogłabym tego zrobić, gdyż kocham je wszystkie.

Muszę jeszcze powiedzieć, że musiałabym "udusić" autorkę za takie zakończenie. No jak tak można postąpić z czytelnikiem? Edytko, ja się pytam jak? I jak tu wytrzymać do premiery IV tomu?



Drzewa szumiące nadzieją to dalsze losy rodziny Szymczaków, która niejednokrotnie się powiększy. To wzloty i upadki ludności nowohuckiej, która nie pozwala już tak władzy na narzucanie swoich ograniczeń, lecz zaczyna się buntować. To historia, dzięki której nasze serca napełnią się nadzieją, która pozwala przetrwać niejeden gorszy czas. Polecam, polecam, polecam.


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję autorce oraz












piątek, 13 października 2017

"Zaina" Wanda Szymanowska [PATRONAT]



PREMIERA: 10.10.2017



*Tytuł: "Zaina"
*Autor: Wanda Szymanowska
*Wydawnictwo: Literackie Białe Pióro
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 50


*Ocena: 6/6
*Opis:

Pełna ciepła i empatii opowieść o dziewczynce przybyłej do Polski z kraju ogarniętego wojną, Syrii. O jej lękach i troskach. Mama – Polka, tata – Syryjczyk, dwie babcie – tak odmienne, a tak kochane i nowa rzeczywistość w polskiej szkole. Jak dzieci przyjmą koleżankę, której kolor skóry nieco się różni? Czy zrozumieją jej lęki? Jak życie w czasie pokoju czy wojny stymuluje nasze zachowania. Lektura ważna i szalenie ciekawa pod względem wychowawczym i edukacyjnym.


*Moje odczucia:

Twórczość Wandy Szymanowskiej wprost uwielbiam za to, że jej książki są pełne mądrości i jasnych przekazów. Tym razem autorka stara wpoić się nam jak ważny jest wzajemny szacunek i tolerancja wobec drugiego człowieka.

Czy to, że urodziliśmy się biali, czy też czarni czyni nas gorszymi? Czy to skąd pochodzimy, z jakiego kraju jesteśmy, daje prawo innym nas wyśmiewać? Czy to, że ktoś jest grubszy, musi być kozłem ofiarnym szkolnych kpin? Czy to, że ktoś nie zna dobrze języka danego kraju, w którym przebywa stawia go na straconej pozycji? Z całą pewnością nie! Tacy ludzie nie są od nas gorsi. Nie mamy wpływu na to, kim się urodzimy, ale możemy mieć wpływ na to jakimi ludźmi będziemy.


Nasza bohaterka Zaina pochodzi z Syrii, ciężka sytuacja w jej kraju, zmusiła ją do przyjazdu do Polski. W szkole, jedna z uczennic wciąż się z niej wyśmiewa. Zaina to niezwykle wrażliwa dziewczynka, która mimo tego, iż Jadzia wciąż z niej szydziła, kiedy koleżanka ulega wypadkowi, nie patrzy na to, jak ona ją wcześniej traktowała i udziela jej pierwszej pomocy.



Ludzie, czy to dorośli, czy też dzieci często oceniają kogoś, tylko i wyłącznie na podstawie tego skąd pochodzą, jaki mają wygląd, czy też jak się zachowują. Ale, aby naprawdę móc kogoś oceniać, trzeba tę osobę najpierw poznać. Jesteśmy ludźmi równymi, mającymi prawo do własnego zdania i wyboru. Nasza narodowość nie czyni nas gorszymi od innej narodowości. To my sami, często stwarzamy sobie taki obraz w naszej psychice, niejednokrotnie źle oceniając drugą stronę. W życiu jesteśmy osobami równymi, należy nam się wzajemny szacunek i tolerancja.

Wanda Szymanowska stworzyła cudowną książeczkę z którą powinni zapoznać się wszyscy, zarówno dzieci jak i Ci starsi. Choć to niewielkiej objętości książka, zawiera w sobie mnóstwo przekazu. Uczy dzieci wzajemnego szacunku i pokory względem siebie.

Zaina to ciekawa książeczka, dzięki której mam nadzieję, każdy czytelnik inaczej spojrzy na osoby innej narodowości. Zrozumie, że człowieka nie wolno oceniać po wyglądzie, skreślać na początku nawet go nie poznawszy. Nie liczy się kolor skóry, skąd pochodzimy, lecz jak wielkie posiadamy serce, i ile jesteśmy w stanie pomieścić w nim miłości do drugiego bliźniego. Polecam z całego serca.





Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję autorce oraz









czwartek, 12 października 2017

"Błędne siostry" Reanat L. Górska [PATRONAT]


PREMIERA: 10.10.2017



*Tytuł: "Błędne siostry"
*Autor: Renata L.Górska
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 509


*Ocena: 5/6
*Opis:




Życie jest niczym podróż pociągiem. Należy liczyć się z objazdami, postojami, przesiadkami, a nawet z kraksami. Nie na wszystko mamy wpływ i dopóki tego nie zaakceptujemy, nie zaznamy wewnętrznego spokoju.
Karola to młoda Polka od wielu lat mieszkająca za granicą. Wydaje się wieść tam szczęśliwe, uporządkowane życie, jednak od dawna cierpi na silne bóle migrenowe, które są niezwykle uciążliwą dolegliwością. Lekarz zaleca kobiecie tymczasowy powrót do ojczyzny, gdyż być może znajomy klimat poprawi jej samopoczucie. Nieoczekiwanie koleżanka z pracy udostępnia jej swój domek w Karkonoszach, położony wśród urokliwych gór i lasów z dala od hałaśliwej cywilizacji. Kobieta przystaje na tę propozycję, bierze półroczny urlop i przyjeżdża na ustronne odludzie.




*Moje odczucia:


Życie pisze nam różne scenariusze. Kochamy swoją ojczyznę, a jednak czasem tragiczne wydarzenia zmuszają nas do jej opuszczenia. Tak było w przypadku naszej głównej bohaterki Karoli. Wyjechała, układała sobie życie za granicą, a jednak bóle migrenowe sprowadziły ją z powrotem do swojej ojczyzny. Co prawda na wypoczynek, ale nigdy nie wiadomo jak potoczą się losy.


Akcja rozgrywa się w górach, dokładnie w Karkonoszach. Autorka nie stawia w swojej książce na szczególny nacisk opisu tego miejsca, pozwala, by wyobraźnia czytelnika sama stworzyła sobie ten obraz. Choć osobiście za górami nie przepadam, to ta książka wcale mnie do nich nie zniechęciła bardziej. Wręcz przeciwnie, tajemnice, zagadki, które Renata L.Górska wplotła w swoją powieść, zaciekawiły mnie na tyle, że sama niejednokrotnie próbowałam rozwikłać co jest przyczyną czego.

Język autorki jest niezwykle piękny i barwny, może nie zawsze prosty, jednak od powieści nie mogłam się oderwać. Czyta się na jednym wdechu. Postacie przedstawione są dobrze wykreowane, z całą pewnością mamy wzgląd w ich psychikę. Postacią, która mnie ciekawiła, a jednocześnie drażniła był Armin. Ta jego tajemniczość czasem wręcz doprowadzała mnie do szału, jednak im dalej brnęłam w powieść, tym bardziej rozumiałam tę jego skrytość. Polubiłam go. Karola, to postać niezwykle sympatyczna, jednak nigdy nie odpuszczająca i walcząca o swoje. Kiedy ta dwójka znalazła się pod jednym dachem, całkiem nie wiedząc o tym wcześniej, zaczęła toczyć się pomiędzy nimi niejaka "bitwa".  "Bitwa", która nie raz doprowadzała mnie do ataku śmiechu.


Książka zawiera w sobie ogrom sekretów, tajemnic, zagadek, ale przede wszystkim wiele mądrości życiowych. Nie jest to książka, w której będziemy śledzić tylko losy dwójki bohaterów i ich miłości, to książka, która pokaże nam, co tak naprawdę jest najważniejsze w życiu. Duży nacisk mamy tutaj na relacje rodzinne, które jak wiadomo, nie zawsze układają się pomyślnie. Bywa, że przekreślamy jakiegoś członka rodziny, gdyż kiedyś tam, dawno temu zalazł nam za skórę, a my wciąż to pamiętamy. Wykreowaliśmy sobie obraz tej osoby, niekoniecznie dopuszczając prawdę do umysłu. Rodziny się nie wybiera. Nie zawsze musimy się ze wszystkimi świetnie dogadywać. A jednak, jak ważna dla nas jest rodzina, często uświadamiamy sobie w obliczu czyhającej tragedii. Musimy nauczyć się akceptować sobie takich jakimi jesteśmy, dostrzegać problemy, tam gdzie wydaje nam się, że ich nie ma. Wyciągnąć pomocną dłoń, gdy zajdzie taka potrzeba, ale przede wszystkim nauczyć się wybaczać. Rozmowa jest niezwykle ważnym czynnikiem, bez niej pozostaje wiele niedopowiedzeń.

Niewątpliwie muszę pochwalić okładkę, która po prostu jest cudowna. Od razu przyciąga wzrok, ale zawiera w sobie również jakąś tajemnicę. Nie bez powodu są na niej sarny, które w książce również odegrają swoją rolę.




Błędne siostry to niesamowita historia, w której odkrywamy samych siebie, mierzymy się z przeszłością, wieloma tajemnicami oraz uczymy się wzajemnej tolerancji. Ale głównie to historia, dzięki której inaczej spojrzymy na nasze życie. Polecam.





Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję





poniedziałek, 9 października 2017

Zimowe zapowiedzi Wydawnictwa Kobiecego


Kochani, wiem, że mamy dopiero początek października, jednak Wydawnictwo Kobiece już pracuje nad świątecznymi powieściami. Chciałabym Was dzisiaj wprowadzić poniekąd w ich klimat.









PSIEGO NAJLEPSZEGO
Kolejna cudna książka bestsellerowego Camerona, autora kinowego "Był sobie pies". Życie Josha wywraca się do góry nogami gdy pewnego dnia poznaje Lucy – ciężarną suczkę, która szuka domu. Głębokie spojrzenie brązowych oczu pełnych czułości nie pozostawia mu wyboru. Mimo braku doświadczenia i początkowej niechęci Josh decyduje się zająć suczką i jej szczeniętami najlepiej jak potrafi. Poszukując pomocy w schronisku, poznaje kolejną kobietę, która odmieni jego życie – piękną Kerri.















ŚWIĄTECZNE MARZENIE
Urokliwa opowieść o spontanicznym uczuciu, które otula dwoje ludzi w świątecznej scenerii. Meg zawsze marzyła o perfekcyjnych świętach i ma plan takie sprawić swojemu małemu synkowi. Co z tego, że na idealnym obrazku brakuje męża? Jednak kiedy kobieta spotyka intrygującego Edda zaczyna czuć potrzebę mężczyzny przy boku w tym wyjątkowym dniu. Problem w tym, że architekt mieszka aż za oceanem… Czy Meg odważy się ruszyć w pogoń za głosem serca? Ciepła i poruszająca opowieść o miłości osadzona w świątecznym klimacie Nowego Jorku, pióra niezrównanej Amandy Prowse.











OŚWIADCZYNY
Romantyczna podróż w czasie z olśniewających balów debiutantek w Londynie na przykryte zimowym puchem ulice współczesnego Manhattanu. Niepoprawna romantyczka Amy nie ma nic do stracenia, kiedy tuż przed Bożym Narodzeniem porzuca ją ukochany i zostaje całkiem sama tysiące kilometrów od rodziny. Odpowiadając na ogłoszenie o osobę do towarzystwa dla tajemniczej starszej pani, nie spodziewa się, że odkryje namiętną historię, która czekała pięćdziesiąt lat, zanim ktoś ją opowie. Wkrótce Amy wyrusza do Nowego Jorku w towarzystwie ekscentrycznej Georgii Hamilton. Dystyngowana dama nie tylko zaczyna udzielać dziewczynie lekcji dobrego stylu, ale odsłania przed nią bolesną historię z przeszłości. Czy miłość to siła tak potężna, aby wzniecić wspomnienia dni, które minęły dawno temu?







I jak Wam się podobają przedstawione pozycje? Sięgniecie po którąś z nich? Ja z niecierpliwością oczekuję Psiego najlepszego.



sobota, 7 października 2017

"2 w 1. Z podróży do świata retro" Skarlet [PATRONAT]





*Tytuł: "2 w 1. Z podróży do świata retro"
*Autor: Skarlet
*Wydawnictwo: Ridero
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 215


*Ocena: 5+/6



*Moje odczucia:



Skarlet znana z opowieści o Bałkanach, tym razem przedstawia nam całkiem coś innego. Zabiera nas w podróż do świata retro. Ukazuje nam jak to było damą być. Przyznam szczerze, że wcale im nie zazdroszczę.

Po raz kolejny przekonujemy się, że bycie damą do prostych zadań nie należało. Moda na przełomie XIX i XX wieku przechodziła ogromną rewolucję. Damy mogły pozbyć się gorsetów, nie musiały nosić już ogromnych kapeluszy oraz mogły zmienić długość sukien. Jednak nadal trzeba było trzymać szyk, który niewątpliwie odgrywał ważną rolę w świecie retro.



Co to za przyjemność nosić ciasne gorsety przez które nie można normalnie oddychać? Albo zasłaniać zgrabne nogi długimi sukniami? Cóż, dobrze, że postęp cywilizacji wciąż posuwa się naprzód. Jednak bez dwóch zdań mogę stwierdzić, że bycie damą było niezwykle trudnym zadaniem i niejednokrotnie zmuszało do wielu wyrzeczeń.
W świecie retro wszystko było inne - moda, kuchnia, obyczaje - jednak jedno pozostało niezmienne - wnętrze ludzi. Tak samo wszystko odczuwamy i tak samo jesteśmy ciekawi świata.

Niewątpliwą zaletą książki jest ogrom przepisów kulinarnych, dzięki którym możemy porównać przepisy dawne z obecnymi. A być może, to właśnie te dawne będą lepiej smakowały? Może znajdzie się w nich jakiś magiczny składnik, który doda animuszu potrawie?  Oprócz przepisów na dania retro, możemy dowiedzieć się również co jadali w retro podczas wigilii, te przepisy również tutaj znajdziemy.



Skarlet napomina również o reklamie, która towarzyszy nam od niepamiętnych czasów, a która jest dźwignią handlu. Wraz z postępem czasu ulega ona tylko wizerunkowi, jednak wciąż stanowi ważny element w sprzedaży. Chyba sami się zgodzicie, że ciekawa reklama przyciąga potencjalnego kupca do nabycia towaru?


Całość recenzji znajdziecie klikając w poniższe linki:

Z podróży do świata retro
Z podróży do świata retro 2



2 w 1. Z podróży do świata retro to kolejna wspaniała powieść Skarlet, która zabierze nas w przeszłość jakiej sami nie znamy. Dowiemy się jak to było posiadać szyk i damą być, poznamy wiele wspaniałych przepisów, które być może posłużą nam dzisiaj. A jednocześnie zastanowimy się czy w obecnym życiu za bardzo nie pędzimy na przód? Książka kończy się refleksją autorki nad obecnym życiem, w którym być może zapominamy o tym co najważniejsze. Kiedyś ludzie częściej się ze sobą spotykali, żyli bez internetu, telefonów, ale ich życie było bogatsze w życie towarzyskie. Czego nam brak, a co było w świecie retro najważniejsze dla ludzi? Tego dowiecie się, czytając tę lekturę. Gorąco polecam!


Od piątku książkę możecie nabyć w wersji papierowej na http://alimero.pl/2-w1-zpodrozy-doswiata-retro-179788.html


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję autorce.





piątek, 6 października 2017

"Consolation" Corinne Michaels [PRZEDPREMIEROWO]



PREMIERA: 11.10.2017



*Tytuł: "Consolation"
*Autor: Corinne Michaels
*Wydawnictwo: Szósty Zmysł
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 302


*Ocena: 5/6
*Opis:


Liam nie miał być moim szczęśliwym zakończeniem.
Nawet nie byłam nim zainteresowana.
Był najlepszym przyjacielem mojego męża – zakazanym owocem.Tyle że mój mąż nie żyje, a ja czuję się samotna. Tęsknię za nim i ląduję w ramionach Liama.
Jedna wspólna noc zmienia wszystko. Teraz muszę zdecydować, czy naprawdę go kocham, czy jest dla mnie tylko nagrodą pocieszenia.

Znakomita powieść dla fanek Colleen Hoover. Poruszająca historia, którą pokochały tysiące czytelniczek!

Uzależniająca. Intensywna. Emocjonująca.

To opowieść o złamanych sercach, tęsknocie, słodko-gorzkim smaku zakazanego owocu.

Porywająca. Wzruszająca. Chwytająca za serce.

Tej historii nie zapomnisz. A kiedy poznasz jej zakończenie, będziesz marzyć o tym, aby natychmiast poznać jej dalszy ciąg!


*Moje odczucia:


Muszę przyznać, iż po przeczytaniu tej powieści, moje emocje nadal nie opadły. Wciąż wracam myślami do powieści i myślę sobie: No jak! Jak to się mogło stać! I nadal nie dowierzam.

Natalie- to kobieta, która właśnie straciła swojego męża, który był żołnierzem SEAL. Spodziewa się dziecka, a po bolesnej utracie nie wie jak ma sobie poradzić. Mimo jej wielkiej straty i cierpienia, w późniejszej części książki pokazuje nam, iż jest kobietą z pazurkiem. Nie sposób jej nie lubić.

Liam- to niezwykły przyjaciel zarówno Aarona jak i Natalie. Kiedy jego przyjaciel umarł, za wszelką cenę stara się pomóc jego żonie i dziecku. Troszczy się o nie obydwie i jest na każde ich zawołanie.

Wierzcie mi, że czytałam wiele powieści, w których emocje były odczuwalne, ale w tej pozycji biją dosłownie na każdej stronie. Czułam i przeżywałam wszystko sama, jakbym się tam znajdowała wśród naszych bohaterów. Uwielbiam, gdy książka tak na mnie wpływa, choć przez to po jej zakończeniu gości w mojej głowie jeszcze przez kilka dobrych dni. Oczywiście uważam to za atut powieści. Lubię żyć życiem postaci, z którymi wspólnie odbywam wędrówkę ich życia.




Przedstawiona historia ukazuje nam realność życia kobiet, które wiążą się z komandosami. Taki związek z góry musi liczyć się z tym, że pewnego dnia ukochany może nie wrócić do domu, a kobieta zostanie ze złamanym sercem. W takim związku nie można usłyszeć obietnicy: Wrócę. To byłoby czyste kłamstwo. Jedynie wiara i nadzieja może nas tutaj trzymać przy życiu.


Natalie traci męża, opłakuje go, wspomina tylko te dobre chwile, całkowicie zapominając o tych złych, które być może mają istotny cel. Ale czy właśnie w obliczu śmierci bliskiej osoby, nie pragniemy pamiętać tylko tych dobrych chwil? Zazwyczaj tak właśnie jest. Jedynie jej córka, owoc miłości z jej mężem trzyma ją przy życiu. To ona jest dla niej najważniejsza.

Śmierć jest czymś naturalnym, nieuniknionym. Nikt z nas nie zna dnia, ani godziny. Ludzie odchodzą, ale my musimy żyć dalej. Każdy inaczej przechodzi swoją żałobę, każdy inaczej sobie z nią radzi, bądź próbuje radzić. Jednak, czy to, że któraś z kobiet utraciła męża, ma oznaczać, iż nie może ułożyć sobie życia na nowo? Czy to ma oznaczać, iż już do końca powinna być samotna? Oczywiście, że nie. Każdy z nas zasługuje na szczęście. To nic złego, gdy człowiek zakochuje się w kimś innym.



Corinne Michaels wprowadza nowe wątki, ukazuje nam różne oblicza miłości. Książka od samego początku do końca nasycona jest emocjami przed którymi nie da się uciec. Powieść ma słodko gorzki smak, prowadzi nas przez wzloty i upadki bohaterów.

Autorka doskonale wie, jak sprawić, by czytelnikowi dosłownie opadła szczęka. Takiego zakończenia w życiu bym się nie spodziewała, to był totalny element zaskoczenia. I jedyne co mogę po nim powiedzieć, to to, iż koniecznie chcę jak najszybciej sięgnąć po kolejny tom.

Consolation to powieść obok której, żadna z kobiet nie przejdzie obojętnie. Gdy już się zacznie czytać, nie będzie można się oderwać. Naszpikowana emocjami do granic możliwości. Doskonałe portrety psychologiczne bohaterów, czego chcieć więcej? Polecam i zachęcam do przeczytania.






Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję







czwartek, 5 października 2017

Wywiad - Izabela Milik

Serdecznie zapraszam na wywiad z Izabelą Milik, fascynującą, inteligentną kobietą z poczuciem humoru i pięknym uśmiechem. Jest przy okazji niesamowicie skromną osobą, chętną do pomocy i rozmowy.  



1. Debiutowała Pani powieścią „Z teściową za pan wróg”. Jak dziś wspomina Pani czas, kiedy tworzyła Pani tę powieść?  

„Z teściową za pan wróg” powstawała pod wpływem weny, więc mile wspominam łatwość z jaką przyszło mi napisać tę książkę, co nie oznacza, że od technicznej strony było mi lekko. Miałam wówczas malutkie dzieci i z trudem organizowałam sobie czas na pisanie. Uruchamiałam komputer dopiero nocą, cisza w niej była moim sojusznikiem, zaś wrogiem zmęczenie.


2. Jaką osobą na co dzień jest Izabela Milik?

Zwykle jestem kobietą mocno skupioną na sprawach domowych, rodzinnych. Może powiem to, co przez całe życie słyszałam o sobie czyli: cicha, nieśmiała, spokojna, a z czasem doszło: odważna i przebojowa. Jak widzicie miewam skrajne oblicza. Tak naprawdę nie wiem, które jest prawdziwe, ale w tym pierwszym czuję się lepiej i bezpieczniej, chociaż w czasach gdzie wszędzie rządzą targety i rankingi nie zawsze można sobie na nie pozwolić. Raz na jakiś czas mam tak, że budzi się we mnie skłonność do ryzyka, wychodzę ze swojej skorupy, by realizować pomysły i przedsięwzięcia. Znajomi wówczas mówią: „Iza, nie poznaję cię”, a co gorsza, ja sama również się wtedy nie poznaję. Jedno jest pewne, lubię chodzić własnymi drogami.

3. Co Pani lubi, a czego nienawidzi?

Podziwiam cechy, których sama nie mam lub nad którymi latami musiałam ciężko pracować, aby je w sobie wyrobić. Zawsze jestem pod wrażeniem otwartości czy bezwzględnej pewności siebie, cenię upór w dążeniu do celu. Szanuję bezinteresowność. Nie lubię natomiast podwójnej moralności, gdy ktoś ma różne standardy względem siebie i otoczenia. Mam skłonności do wybaczania, ale na dłuższą metę odrzuca mnie od ludzi  zawiść, złośliwość, obłuda i hipokryzja, oczywiście w nadmiarze, bo przecież nikt z nas nie jest idealny i każdy czasem ulega słabościom.

4. Kiedy i gdzie najlepiej się Pani tworzy?

Najczęściej bywało tak, że musiałam dostosować się do miejsca i czasu, gdyż: „teraz albo wcale”. Nie potrzebowałam mieć nigdy szczególnych warunków do pisania poza komputerem, za to największym, najtrudniejszym do osiągnięcia komfortem była możliwość izolacji, wyłączenia się ze świata zewnętrznego tak, aby móc usłyszeć swoje myśli. W związku z tym, że wydałam już dwie książki i chciałabym nadal realizować pomysły, mąż sprawił mi niespodziankę kupując w antykwariacie bardzo wygodny, praktyczny, a zarazem klimatyczny sekretarzyk, który mnie zachwycił, i stał się moim ulubionym miejscem do pracy.

5. Jak godzi Pani życie osobiste z zawodowym?

Przy obecnych standardach narzucanych najczęściej przez korporacje, gdzie praca oznacza nierzadko spędzanie dziesięć i więcej godzin poza domem „godzenie życia osobistego z zawodowym” jest tak naprawdę scedowaniem swoich obowiązków rodzinnych na inną osobę, bo przecież nie odbierzesz dzieci ze szkoły, z przedszkola, jeśli Cię nie ma, nie przygotujesz i nie zjesz z nimi posiłku, jeśli Cię nie ma, nie pojedziesz na zajęcia dodatkowe, na rehabilitację, do lekarza, jeśli Cię nie ma, nie pomożesz dzieciom w lekcjach, jeśli się nie ma ...

Jeżeli nie jesteś cyborgiem, który nie potrzebuje snu i regeneracji, ktoś musi te wszystkie czynności wykonać za Ciebie i to jeszcze pod warunkiem, że masz rodzinę w dobrej kondycji zdrowotnej, wolną od nietypowych sytuacji, w jakich Twoja obecność jest konieczna. Odpowiadając na pytanie: jak ja to wszystko godzę, mówię, że „nie godzę” się na tak niezdrowe proporcje, próbuję zatem swoich sił w wolnym zawodzie, w którym sama mogę swobodnie zarządzać swoim czasem.

6. Niedawno światło dzienne ujrzała kolejna Pani powieść „Reemisja”. Jest to książka dla ludzi o mocnych nerwach. Jak zrodził się pomysł na napisanie tejże powieści?

Każdą książkę tworzyłam inną metodą. Pisanie „Reemisji” było dla mnie niesamowitym doświadczeniem, gdyż w przeciwieństwie do debiutu nie miałam w  głowie jej treści od początku do końca. „Reemisja” zmusiła mnie do wysiłku intelektualnego i kreatywności, gdyż obfitowała w liczne wątki, a wszystkie tematy należało wyjaśnić i zakończyć w odpowiednim czasie. Mówiąc w skrócie powieść ta była dla mnie przygodą, w której uczestniczyłam z bohaterami nie znając jeszcze jej zakończenia. Jednocześnie musiałam trzymać wodze i kontrolować jazdę, aby wszystko zamknęło się w spójną i logiczną całość nie zapominając o nadrzędnym celu, jakim jest zainteresowanie czytelnika na tyle, aby zechciał wyruszyć w tę podróż ze mną.


7. Czy już tworzy Pani kolejną książkę? Czego możemy się spodziewać?

Tak, oczywiście pracuję nad kolejną książką. Mogę powiedzieć, iż ponownie nie ograniczę się tylko do jednego gatunku, ale który z nich przeważy będzie można stwierdzić dopiero, gdy już powstanie efekt końcowy. Z całą pewnością moim celem jest zaskoczenie czytelników.

8. Po jakie książki najchętniej sięga Pani sama?

Najczęściej czytam thrillery, kryminały, powieści psychologiczne, historyczne. Uwielbiam twórczość Stephena Kinga, Grahama Mastertona, Deana Koontza, nie boję się czytać absolutnie żadnych scen. Nie porywają mnie komedie i romanse, aczkolwiek sięgam i po nie od czasu do czasu.

9. Czy są dla Pani rzeczy niemożliwe?

Kiedy piszę, nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. A jak to wygląda w rzeczywistości? Uważam, że przy właściwej motywacji człowiek jest zdolny nauczyć się wszystkiego, zaadoptować się w każdych warunkach i oswoić z każdym tematem. Są sytuacje, w których nie mamy prawa przeżyć, a jednak wola przetrwania jest tak silna, że zwyciężamy. Zdarza się, że musimy walczyć nie o byt, nie o lepsze życie i pieniądze, nie z sąsiadem, nie z szefem, i nie z konkurencją. Czasem trzeba stanąć na ringu do walki ze śmiertelną chorobą, z niepełnosprawnością. To jest życie w zupełnie innym wymiarze. W tej przestrzeni większość rzeczy do pokonania jest niemożliwych, a jednak ludzie wielokrotnie je pokonują przekraczając kolejne granice. Tym, czego najbardziej w świecie pragnę jest zdrowie dla mojej rodziny. Oddałabym wszystko za taką moc sprawczą, ale to jest właśnie niemożliwe.                                                                       

10. Swoją wyobraźnię porównuje Pani do konia. Muszę przyznać, że to ciekawe porównanie. Konie to niezwykle piękne zwierzęta. Zawsze uważam, iż emocje są jak dzikie konie – nie sposób je okiełznać. Czy prócz tego, że do tych cudnych zwierząt porównuje Pani swoją wyobraźnię, miała z nimi również styczność w życiu?

Wiele lat temu jeździłam konno, zwierzęta oczywiście nie były dzikie, więc miałam okazję trenować i rozwijać umiejętność kontroli, koordynacji, synchronizacji.  Pamiętam długotrwałe i żmudne ćwiczenia, wręcz akrobatyczne, które musiałam  opanować, zanim instruktor pozwolił mi na samodzielną jazdę, zdarzały się wzloty i bolesne upadki.        Nie sposób wyobrazić sobie świat bez uczuć, a jednak na wielu płaszczyznach zawodowych  wskazane jest panowanie nad emocjami, nie uleganie impulsom. Na szczęście pisarstwo jest cudowną dziedziną, w której ograniczanie się w tym względzie nie jest wskazane. W świecie fikcyjnym wszystko jest możliwe.

11. Czy lubi Pani spotkania autorskie? Co one Pani dają?

Każdy kto mnie dobrze zna wie, że nie mam w sobie cech lwa salonowego, wolę bardziej być na uboczu niż w centrum uwagi. Uczestniczyłam w kilku spotkaniach autorskich i zawsze, gdy już tylko udało mi się pokonać tremę wychodziłam z nich bogatsza o nowe, wspaniałe znajomości. Jest to możliwość poznania fantastycznych ludzi o podobnych zamiłowaniach, a także okazja do rozmowy niekoniecznie na linii autor – czytelnik, lecz na gruncie czysto przyjacielskim.

12. Książka, która wywarła na Pani niezwykłe wrażenie to?

Na pierwszym miejscu zawsze przychodzi mi na myśl „Quo vadis”  Henryka Sienkiewicza, i to się chyba nigdy nie zmieni.

13. Czy ma Pani jakąś radę dla debiutujących autorów?

Często słyszę to pytanie, w ciągu dwóch ostatnich lat wyklarowała mi się rada, którą udzielam także sobie: nie warto się spieszyć, książka podobnie jak ciasto potrzebuje czasu, żeby wyrosnąć. Zanim wyślecie tekst do wydawnictwa dajcie sobie chwilę, by móc spojrzeć na niego z dystansem i odpowiednio go dopracować. 



Dziękuję i pozdrawiam

Izabela Milik


Serdecznie dziękuję autorce za poświęcony czas.