niedziela, 10 grudnia 2017

"Smaki życia" Anita Scharmach [PATRONAT]




PREMIERA: 22.11.2017


*Tytuł: "Smaki życia"
*Autor: Anita Scharmach
*Wydawnictwo: Lucky
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 238


*Ocena: 5/6
*Opis:

Czterdziestoletnia Marta niejednokrotnie musiała zmierzyć się z okrutnym losem. Po dramatycznych przeżyciach przekonała się, co w życiu jest naprawdę ważne i nadaje mu głębszy sens. Teraz wydaje się,
że wreszcie ma wszystko, co potrzebne do szczęścia: mężczyznę, który kocha ją całym sercem, mądrą córeczkę, a także wspaniałych przyjaciół i pracę w kociej kawiarni, przynoszącą jej radość.
A jednak nad szczęściem Marty zaczynają się zbierać ciemne chmury, więc kobieta będzie musiała o nie zawalczyć ponownie. . .

Co szykuje dla niej los? Czy Marta dopiero teraz będzie miała okazję poznać smak życia we wszystkich jego odmianach?


*Moje odczucia:


Wracamy do losów Marty, którą mieliśmy okazję poznać już w książce Zaraz wracam. Wiemy, jak wiele traumatycznych przeżyć ma za sobą - śmierć ukochanych córeczek oraz męża. Dziesięć lat przyszło jej się mierzyć z cierpieniem, złością i bólem po utracie ukochanych. Ale w końcu znalazła mężczyznę, który ją pokochał oraz stała się mamą dla jego córeczki. Prowadzi kawiarnię, w której zarówno można poczytać jak i spędzić czas z kotami. Co tym razem los dla niej zgotuje? Czy dane jej będzie zaznać teraz trochę spokoju?


Anita Scharmach po raz kolejny funduje nam emocjonalną powieść, w której przekonamy się jak wiele smaków ma nasze własne życie i jak bardzo potrafi nas zaskakiwać. Niejednokrotnie będziemy się uśmiechali, ale nie zabraknie też momentów, w których popłyną nam łzy. Doskonale wiem, że Anita pisząc smutną scenę dotyczącą kotów, wylewała potok łez, przecież ona ma tak dobre serce dla zwierzaków. Sama wylałam tam mnóstwo własnych łez. Tym bardziej, że krzywda zwierząt nigdy nie była (i nie jest) mi obojętna.

Marta choć układa sobie życie z Arturem i jego córeczką Blanką, wciąż nosi w sercu traumę po odejściu bliskich. Tak naprawdę ze śmiercią bliskich nie można się nigdy do końca pogodzić, jednak pamięć o nich nie umiera tak długo, jak oni żyją w naszych sercach. To, że ktoś został osamotniony, wcale nie oznacza, iż nie zasługuje na ponowne odnalezienie się w życiu i na szczęście.

Autorka doskonale kreuje swoich bohaterów, czyniąc z nich zwykłych ludzi jakimi my sami jesteśmy. Nie koloryzuje, nie ubarwia życia, lecz pokazuje jakie ono naprawdę jest. Zawsze pojawiają się w nim zarówno wzloty jak i upadki. Grunt, żeby z tych drugich umieć się podnieść i iść dalej przed siebie. Dostrzegać piękno w najdrobniejszych gestach, cieszyć się każdą chwilą, bo nigdy nie wiadomo ile ich jeszcze przed nami. W życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, nawet te najgorsze przeżycia mają w sobie jakiś ukryty cel, który musimy odkryć. Autorka kocha również zwierzęta, co widać na przykładzie występujących w powieści kotów.

Blanka to dziewczynka, której nie sposób pokochać. Pomimo jej młodego wieku, to tak mądre i inteligentne dziecko, że szczęka czasem mi opadała słysząc jej powiedzonka. Sama bym na nie nie wpadła. To dziecko ma w sobie niezliczone pokłady miłości, którym obdarowuje nie tylko ojca, kotki, ale również i Martę, którą uważa za swoją mamusię. To momenty, w których w moje serce wlewał się ogrom ciepła.

Fabuła powieści nie jest nudna, Anita niejednokrotnie zasiewa w nas ziarnko niepewności, sprawiając, że nasze serce przyspiesza bicie. Kiedy wspólnie z Martą i Irenką przeżywałam ich czas w SPA, o mało nie posikałam się ze śmiechu, gdyż jest tam tyle zabawnych sytuacji. Powieść zmusza do refleksji nad naszą codziennością, nad wyznaczaniem sobie priorytetów w życiu.
Jesteśmy świadkami przemiany nie tylko Marty, ale również i Artura.


Smaki życia to powieść, w której nie brak emocji. Ukazuje nam, czym jest prawdziwe życie, w którym wszystko może się zdarzyć. W miłości nie ważna jest różnica wieku, skąd pochodzą ludzie, lecz to czy się wzajemnie szanują i kochają. Jeśli jesteście ciekawi jak smakuje życie, koniecznie przeczytajcie tę powieść. Polecam z całego serca.


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję autorce oraz







sobota, 9 grudnia 2017

"Conviction" Corinne Michaels


*Tytuł: "Conviction"
*Autor: Corinne Michaels
*Wydawnictwo: Szósty Zmysł
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 351


*Ocena: 5+/6
*Opis:


Druga część bestsellerowej powieści Consolation

Jeżeli myślisz, że zakończenie Consolation zwalało z nóg, przeczytaj Conviction i przekonaj się, że Corinne Michaels jest w stanie dostarczyć jeszcze większych emocji i zaskoczeń!
Druga część duetu Consolation rozdziera serce, wzrusza i zachwyca, czyniąc tę literacką przygodę niezapomnianą i zapierającą dech w piersi.

Po raz kolejny autorka złamie ci serce. Ale czy poskłada je na nowo?


*Moje odczucia:


Są prace bezpieczne i mniej bezpieczne. Jeżeli człowiek podejmuje się tej drugiej, zawsze musi mieć świadomość ponoszonego ryzyka. Zdarza się, że oddając się jakiejś pracy, często musimy oddawać też pod znak zapytania nasze życie. Wyobraźcie sobie teraz, że Wasz mężczyzna ma niebezpieczną pracę. Pewnego dnia ktoś puka do Twoich drzwi i oznajmia, że on zginął. Pogrążasz się w żałobie, ledwo się trzymasz, wręcz snujesz się po własnym domu. Zjawia się jego przyjaciel, który wyciąga do Ciebie pomocną dłoń, uczy żyć od nowa, dostarcza powodów do uśmiechania się. Nie planujesz tego, ani on, ale to się dzieje - zakochujecie się w sobie. Jesteście szczęśliwi. Aż któregoś dnia od wraca z misji, a tuż za nim pojawia się Twój mąż, którego pochowałaś rok temu. Co teraz? Dwóch mężczyzn i ty jedna, którego z nich wybierzesz?



Zdecydowanie Corinne Michaels potrafi dostarczyć czytelnikowi ogromną dawkę emocji. Kiedy zakończyłam czytać pierwszy tom, chciałam krzyczeć: Nie! Dlaczego! Jak to?! Z niecierpliwością oczekiwałam kolejnego tomu, i dalszego rozwoju tej historii. Czułam złość, żal i niedowierzanie. Sięgając po drugi tom, serce mi się krajało na myśl o tym, co też mogę tam odkryć. Fabuła nie jest przytłaczająca pomimo ogromu emocji. Ciągle coś się dzieje, Natalie jest rozdarta emocjonalnie, kocha Liama, ale Aaaron jest ojcem jej córki i nie może go tak po prostu wykreślić z życia.

Strasznie lubię postać Natalie, która zdecydowanie wie czego chce. To kobieta, która niejedno przeszła, a mimo to potrafiła pozbierać się w jedną całość i iść na przód.
Liam, to mężczyzna jakiego pragnęłaby każda kobieta. Czuły, opiekuńczy, troskliwy, a do tego odważny i przystojny. Jak tu się w takim nie zakochać?
Aaron to nie jest zły mężczyzna, jednak trochę pogubił się w swoim życiu, zbaczając na krzywą drogę. Przeszedł niejedno piekło podczas misji. Nie jest to postać, której nie lubię, ale też nie nienawidzę go.

Autorka funduje nam emocjonalny rollercoaster. Kobieta, która musi wybrać pomiędzy swoim mężem, a jego przyjacielem. Czy taki wybór może być łatwy? Jak wybrać, żeby nie skrzywdzić żadnego z nich?

Doskonała kreacja bohaterów, łatwy i przyjemny w odbiorze język, sprawiają, że lektury się nie czyta, ją się chłonie. Nie zabraknie tutaj napięcia, które występuje przez większość lektury. Trudne przeżycia, ciężkie wybory oraz miłość, która jest w stanie przetrwać wszystko.



Conviction to piękna historia o ludziach, którzy wierzą, że miłość jest w stanie przetrwać wszystko. To historia, która ukazuje nam jak kruche potrafi być życie i jakie lubi płatać nam figle. Ale przede wszystkim to cudowna historia o miłości, choć jej wybór nie zawsze okazuje się łatwy. Jestem oczarowana tą książką, gorąco polecam.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję



wtorek, 5 grudnia 2017

"Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta" W. Bruce Cameron




*Tytuł: "Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta"
*Autor: W. Bruce Cameron
*Wydawnictwo: Kobiece
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 281



*Ocena: 4/6
*Opis:

Najnowsza powieść autora bestsellerowej książki „Był sobie pies”

Josh Michaels z oburzeniem odkrywa, że sąsiad podrzucił mu pod drzwi ciężarną suczkę Lucy. Nie może jednak oprzeć się uroczemu spojrzeniu brązowych ślepi i chociaż nigdy nie miał zwierzęcia domowego, postanawia przygarnąć psiaka.

Kiedy na świat przychodzi pięć niesfornych szczeniaczków, Josh zgłasza się po pomoc do lokalnego schroniska. Tam poznaje uroczą i kochającą zwierzęta Kerri, która z zapałem uczy go, jak dbać o psią rodzinkę. Wspólnie przygotowują szczeniaki do adopcji w ramach świątecznego programu szukania nowych domów psiakom ze schroniska.

Wraz z upływem czasu Josh zaczyna darzyć dziewczynę coraz cieplejszym uczuciem. Im bardziej zakochuje się w Kerri, tym bardziej przywiązuje się do futrzaków, które wniosły w jego życie mnóstwo miłości.
Kiedy zbliżają się święta i nieuchronny termin oddania szczeniaków, Josh zastanawia się, czy będzie w stanie bez nich żyć.



*Moje odczucia:


Kiedy tylko zobaczyłam, iż W. Bruce Cameron wydaje kolejną powieść o psie, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Jako wielka miłośniczka zwierząt, nie mogłam przegapić takiej okazji. Czy zatem autorowi po raz drugi udało się mnie zachwycić?


Josh to mężczyzna, który na co dzień nie ma styczności ze zwierzętami, od kiedy porzuciła go dziewczyna żyje w samotności. Jednak pewnego dnia sąsiad podrzuca mu ciężarną suczkę Lucy i zostawia pod jego opieką, pomimo sprzeciwów. Wystarczy jedno spojrzenie w oczy suczki, a on przepada.



Ci z Was, którzy posiadają psa doskonale wiedzą jak wiele radości potrafi wnieść w życie człowieka, ale również zdają sobie sprawę z tego, jak wielką odpowiedzialnością jest posiadanie zwierzęcia. Zwierzę to nie zabawka, którą można odłożyć w kąt, gdy się znudzi. Nienawidzę ludzi, którzy najpierw biorą psiaka, a później go porzucają, wyrzucają z domu jak zużytą baterię. Zwłaszcza czas zbliżających się świąt jest doskonałą okazją do nabycia psa. Ale proszę Was o rozważne podejmowanie decyzji, jeśli chcecie wziąć psa, wieźcie również odpowiedzialność za niego. Natomiast jeśli nie jesteście pewni czy podołacie temu wyzwaniu, lepiej odpuśćcie sobie i nie fundujcie niepotrzebnego stresu zwierzakowi.

Nasz bohater Josh, to człowiek, który zgrywa twardziela, a w głębi duszy to niezwykle wrażliwy człowiek. Doskonale to widać, kiedy pod jego dach przybywa Lucy. Nie ma kompletnego pojęcia jak zajmować się suczką, w dodatku ciężarną, która lada dzień się oszczeni. Szuka pomocy u weterynarza oraz w schronisku. Tak poznaje Kerri, niezwykle sympatyczną, kochającą zwierzaki kobietę, pracującą w schronisku.

Jakie przygody przydarzą się naszemu bohaterowi? Co zrobi, gdy na świecie pojawią się szczeniaki? Czy zdoła zapanować nad niesfornymi pupilami? Czy Kerri stanie się dla niego kimś więcej?
O tym wszystkim dowiecie się, sięgając po powieść.




Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta to przepiękna opowieść o rodzącej się z dnia na dzień, miłości człowieka do suczki i szczeniąt. To historia potwierdzająca, iż pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Miłośnicy psów będą zachwyceni. Ta powieść chwyta za serce, ale daje nadzieję na lepszą przyszłość dla porzuconych czworonogów. Polecam.





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję







niedziela, 3 grudnia 2017

"Bracia Slater. Dominic" L.A. Casey




*Tytuł: "Bracia Slater. Domnic"
*Autor: L.A. Casey
*Wydawnictwo: Kobiece
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 484


*Ocena: 4/6
*Opis:


Po wypadku samochodowym, w którym zginęli jej rodzice, Bronagh Murphy zdecydowała, że nie będzie wdawać się z ludźmi w bliższe relacje. Nie chce już więcej cierpieć. Wydaje się jej, że jeśli nie będzie z nikim się przyjaźnić ani rozmawiać, wszyscy zostawią ją w spokoju.


Kiedy w jej życie wkracza Dominic Slater, dziewczyna uparcie go ignoruje. Właśnie takim zachowaniem przyciąga go jak magnes. Dominic przywykł do tego, że jest w centrum uwagi. Tymczasem piękna brunetka, która słynie z ciętego języka, wydaje się w tej kwestii wyjątkowa.

To wystarczy, żeby Dominic jej zapragnął, a jedynym sposobem na zaspokojenie tych pragnień jest użycie siły.



*Moje odczucia:

Otworzyłam, zaczęłam czytać i po prostu przepadłam. Historia wciągnęła mnie od samego początku. Wielu z Was może mieć odmienne zdanie co do tej książki. Dlaczego? Zawiera ogrom wulgaryzmów (mnie to nie przeszkadza), co nie wszystkim się podoba. Obraźliwe słowa względem dziewczyny, na które ona najczęściej reaguje śmiechem, może nie przypaść Wam do gustu. Mimo wszystko, mnie czytając uśmiech mało kiedy znikał z twarzy.

Bronagh to dziewczyna, która ma wiele kompleksów, lubi przekręcać słowa innych osób. Jest typem samotnika, z nikim się nie przyjaźni i nie rozmawia. Dlatego, kiedy w jej życiu pojawia się Dominic, strasznie się irytuje, gdyż na każdym kroku się z nią droczy, niejednokrotnie zadając jej przy tym cierpienia.

Dominic to chłopak, który zawsze zdobywa to co chce. Jest nieziemsko przystojny, potrafi się bić, i uparcie dążyć do tego czego pragnie. Kobiety nie są w stanie mu się oprzeć. A jednak, Bronagh nie chce go do siebie dopuścić.

Albo tych dwoje się wzajemnie pozabija, albo w końcu zaczną się kochać. Jak obstawiacie?



L.A. Casey napisała powieść, która zdobyła moje serce. Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę. Zwłaszcza zainteresowało mnie tajemnicze życie braci Slater. No i jak tu się odpędzić od tylu przystojniaków? Wymiany zdań pomiędzy bohaterami, czasami wprost powodowały, że zwijałam się ze śmiechu. U niektórych natomiast mogą wywołać niesmak. Mimo tego, iż nie jest to lektura, która skłania czytelnika do jakiś głębszych refleksji, to jest doskonałą lekturą na oderwanie się choć na trochę od szarej rzeczywistości.

Bracia Slater zdecydowanie podbili moje serca. Bardzo ich polubiłam, choć nie zawsze podobało mi się ich zachowanie. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy, by poznać dalsze losy. Co do Bronagh miałam mieszane uczucia, raz ją lubiłam, za moment nienawidziłam. Jednak to jej życie, tragiczne przeżycia sprawiły, że była jaka była. Każdy z nas może się zmienić, więc każdemu trzeba dać szansę.

Swoją drogą wyobrażacie sobie, jak jedna osoba przyczepia się do Was niczym rzep do psiego ogona? Musi to być niezwykle frapujące, więc nic dziwnego, że Bronagh tak bardzo się denerwowała. Ale mówią, że kto się czubi, ten się lubi. I sporo w tym prawdy.

Bracia Slater. Dominic to książka, dzięki której niektórym z twarzy nie będzie schodził uśmiech, natomiast drugim mina może zrzednąć. To historia dla tych, którzy lubią ciemnych typów, ogrom wulgaryzmów i chęć dominacji. Ja bawiłam się świetnie czytając tę powieść. Jeśli wy również lubicie takie klimaty, to zachęcam jak najbardziej do przeczytania.






Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję






piątek, 1 grudnia 2017

"Zdążyć z miłością" Beata Majewska


*Tytuł: "Zdążyć z miłością"
*Autor: Beata Majewska
*Wydawnictwo: Książnica
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 352


*Ocena: 5/6
*Opis:


Czy można zwlekać z miłością?

Trzydziestoletnia Olga jest kobietą wykształconą, majętną i atrakcyjną. Zmagając się z życiowymi problemami – chorobą i miłosnymi niepowodzeniami – stara się nie okazywać uczuć. Ale to tylko gra pozorów. Kiedy poznaje Kamila, samotnego ojca ośmioletniej Faustyny i czteroletniego Maksia, niespodziewanie odkrywa miłość. Zakochuje się w mężczyźnie z wzajemnością.
Dzieci Kamila całym sercem akceptują Olgę, a ona sama dostrzega w nich dar od losu. Wkrótce para się pobiera, ale czy nowa rodzina wypełni miłością puste miejsca w sercu Olgi?


*Moje odczucia:




Jak często zdarza Wam się okazywać uczucia? W ilu przypadkach te emocje tłumicie w sobie? Kiedy człowiek w życiu doświadcza zawodu miłosnego, często później stara się być człowiekiem pozbawionym uczuć, człowiekiem, który nie chce więcej cierpieć. Ale lata mijają, a człowiek jest samotny. A chyba nikt z nas nie chce być samotny? Każdy z nas pragnie kochać i być kochanym.

Nasza główna bohaterka Olga to kobieta, która ma wszystko prócz jednego - brak jej prawdziwej miłości. Zawsze twierdziła, że nie lubi dzieci i własnych też nie chce mieć. A jednak, choroba z którą się zmaga, powoli zaczyna zmieniać jej postrzeganie pewnych spraw. Do tego poznaje przystojnego Kamila i jego dwójkę dzieci. I od tego momentu, u Olgi zaczynają się powoli ukazywać uczucia. Co najważniejsze, Kamil również coś do niej czuje. Co najdziwniejsze są dwiema całkowicie różnymi osobami. Ale przeciwieństwa podobno się przyciągają? Czy Olga zdąży się nacieszyć nową miłością?



Beata Majewska zdecydowanie wie jak zagrać na emocjach czytelnika. W tej kwestii nic się tutaj nie zmieniło. Wspólnie z bohaterami przeżywałam ich wzloty i upadki. Nie obyło się bez łez i użycia chusteczek. Było mi niezwykle żal, że bohaterowie musieli doświadczać tyle cierpienia, ale ich wiara dodawała mi skrzydeł. Świetna kreacja bohaterów, zwłaszcza pokochałam Faustynę i Maksia, którzy po prostu zaskakiwali mnie swoimi powiedzeniami na każdym kroku i wywoływali u mnie salwy śmiechu.

Czy żeby pokochać, tak prawdziwie jakieś dziecko, ono musi być nasze własne? Nie, z całą pewnością tak nie musi być. Człowiek posiada w sobie niezliczone pokłady miłości, którą może obdarować każdego. Czasem pewne osoby nie mogą mieć własnego potomstwa z przyczyn niezależnych od nich samych. Czasem jakieś dzieci są odrzucane przez swoich biologicznych rodziców, ale one tak samo pragną być kochane, akceptowane i zauważalne. Każdy z nas może stworzyć takiemu dziecku dom, otulić go własną "pierzynką" miłości i sprawić, iż jego życie będzie lepsze.

Autorka ukazuje nam, iż człowiek choćby nie wiadomo jak bardzo się starał, to i tak nie wygra ze swoimi uczuciami. Czasem wydaje mu się, że lepiej będzie, jeśli schowa je gdzieś głęboko do szuflady i nie pozwoli im z niej wychodzić. Ale serce nie sługa, z miłością nie można walczyć. Trzeba się jej poddać, walczyć o nią i każdego dnia pielęgnować. Bo nigdy nie wiadomo jak długo dane nam będzie się nią nacieszyć.



To co mnie uchwyciło w tej powieści to to, iż płakałam zarówno ze śmiechu jak i ze wzruszenia. Niewątpliwie lektura jest ładunkiem emocjonalnym, ale chyba o to chodzi, by czytelnik odczuwał wszystko na własnej skórze? Dla mnie jest to niezwykle cenne, gdy razem z bohaterami przeżywam ich życie. No i zakończenie, którego kompletnie bym się nie spodziewała, a które wlało mnóstwo ciepełka do mojego serca.

Zdążyć z miłością to niezwykle wzruszająca historia osób, które w swoim życiu miały zarówno lepsze jak i gorsze chwile. To powieść, która uzmysławia nam, iż szczęście nie zawsze trwa wiecznie, dzisiaj jest, a jutro może się już ulotnić. Dlatego nie ma co zwlekać, tylko trzeba łapać je za rogi, póki jest nam to dane. Zachęcam do przeczytania, bo warto.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję







środa, 29 listopada 2017

Blog talk show #12


Przedstaw się. 

Witajcie! Króciutko o mnie:
Moje imię: Michalina
Wiek: prawie 26 zim
Na co dzień: mama dwójki Słodziaków, miłośniczka książek, gorącej czekolady i… lodów miętowych!



Jaka była malutka Michalina?

Mała Michasia była bardzo cichym i grzecznym dzieckiem zatraconym w swoim świecie.

Kiedy i gdzie przyszłaś na ten zwariowany świat?

Urodziłam się w Kielcach, pewnego zimowego dnia  1991 roku J , tj.  15 grudnia. Idealna data na zgarnianie duuużej ilości prezentów.

Kim chciałaś zostać, jak byłaś małą dziewczynką?

Jako mała dziewczynka chciałam zostać… hmmm… piosenkarką albo aktorką? W każdym razie chciałam być sławna… Całe szczęście, że to mija xD

Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?

Dzieci. Wspieranie ich rozwoju, przyglądanie się jak wyrastają na fajnych chłopaków, a z czasem wspieranie w realizowaniu ich pasji…

Cecha, którą chciałabyś zmienić u siebie, gdybyś mogła?

Nic nie chciałabym u siebie zmieniać. Jestem jaka jestem, akceptuję siebie w pełni.

Czego nienawidzisz u mężczyzn?

Braku zdecydowania! Faceci potrafią być w tym względzie gorsi od nas, kobiet!


Dlaczego właściwie Twój blog nazywa się Papierowy bluszcz?

Dlaczego Papierowy Bluszcz? Szczerze? To był przypadek. Przeglądając blogi związane z literaturą spotkałam się z dużą ilością nazw bardzo podobnych, w których często występowało imię lub słowo „książka”, „książkoholiczka” itd.. Któregoś dnia przykleiło się do mnie słowo „bluszcz” i próbowałam wyobrazić sobie logo, które by pasowało do tego słowa oraz w jakiś sposób nawiązywało do książek… i tak oto bluszcz stał się papierowy :)


Czy ktoś uważa Cię za natrętny bluszcz?

Pytanie do potencjalnych ktosiów. Jednak z dostępnych mi informacji (oficjalnych) nic mi o tym nie wiadomo.


Dlaczego zaczęłaś blogować? Co myślałaś o blogosferze na początku, a co teraz?

Zaczęłam blogować,  ponieważ potrzebowałam jakiejś odskoczni od dnia codziennego. Jednak musze nadmienić, iż nim powstał Papierowy… prowadziłam inny blog, który po pół roku działalności usunęłam… dlaczego? Do tej pory nie wiem, co mną wówczas kierowało, ale patrząc z perspektywy czasu, gdybym tego nie zrobiła, nie powstałby Papierowy Bluszcz i nie byłabym tu gdzie jestem teraz.
Co myślałam o blogosferze kiedyś i dziś? Uważałam blogosferę za miejsce przyjazne, gdzie można realizować swoje pasje. Życie troszkę to zweryfikowało, bowiem każdy medal ma dwie strony, więc i blogosfera w końcu ujawniła swoje mroczne, nieprzyjazne oblicze.

Ile książek liczy Twoja obecna biblioteczka?

Jak wiesz i jak wiedzą Ci, którzy mnie znają xD 90% książek mam w kartonach. Dlaczego? Ze względu na starszego syna, który w przypływie radości, gdy książki jeszcze stały na półkach pozbawił jedną z nich okładki, a kilka innych… hmmm… udekorował… Poza tym aktualnie poszukuję miejsca na regał i samego regału, by wreszcie móc wyeksponować ponad 400 adopcyjnych dzieci… (na zdjęciu książki, których recenzje będą się ukazywać przez najbliższe tygodnie)




Jeśli mogłabyś się porównać do jednej postaci książkowej i jednej filmowej, kto by to był i dlaczego?

Połączę postać książkową i filmową (bajka to też film… animowany :D ). Więc porównałabym się do Kłapouchego z Kubusia Puchatka. Od dziecka się z nim utożsamiałam i tak mi zostało. Wiecznie smutny, wręcz depresyjny, na uboczu… 



W jakim programie wykonujesz swoje grafiki?

Najczęściej korzystam z PhotoFiltre. Czasami sięgam po PhotoScape.

Szczera do bólu, czy raczej cicha myszka?

Szczera do bólu. Irenka i Marta potwierdzą xD

Najgorsza rzecz, jaką przytrafiło Ci się zrobić w życiu?

Spróbowanie kawy xD …

Spontan, szaleństwo? Co najbardziej szalonego zrobiłaś w życiu?

Najbardziej szalona rzecz? Małżeństwo. Nie pytaj dlaczego xD


Lubisz zwierzęta? Posiadasz jakieś?

Kocham zwierzęta. Wszelkie gatunki. Niestety aktualnie nie posiadam żadnego, no może poza hordą pająków ukrywających się po kątach.
Jako dziecko miałam chomiki, myszy, papugę, królika i myszoskoczki… a i rybki J, a u dziadków na wsi koty, psy, kury, krowy, konie i… tylko owiec nie było xD

Wyobraź sobie, że trafiłaś na bezludną wyspę z najgorszą książką świata. Spalisz ją, czy jednak zaprzyjaźnisz się z jej bohaterami?

Spalam ją. Nie byłabym w stanie zmusić się do przeczytania czegoś, co by mi nie leżało… ale ognisko byłoby z niej ładne… tak sądzę :P

Budzisz się nagle, ale wszystko jest inne niż w rzeczywistości. Okazuje się, że znajdujesz się tuż obok Ani z Zielonego Wzgórza (tej książkowej), jak reagujesz?

Idę zwiedzać z nią Zielone Wzgórze J

Ułóż ulubione książki w nazwę swojego bloga i zrób im zdjęcie.

Ulubione książki mam w kartonach, więc…  oto taka grafika… nie będę zanudzać Was dłuuuuuuuuuuuuuuga listą tytułów ;)



Najlepsza i najgorsza książka przeczytana w tym roku? 

Najlepsza: Labirynt duchów  Carlosa Ruiza Zafona
Najgorsza: Nothing more Anny Todd

Czyich blogów nie polecasz?

Domyślam się, że powinnam wymienić jeden szczególny xD, na to liczyłaś, ale ujmę to dyplomatycznie. Zaglądam tylko na te blogi, które mnie interesują, wszystkie inne zostawiam w spokoju i błogiej nieświadomości mego istnienia.

Opisz się za pomocą 30/40 tytułów polskich książek (ma to być ciąg bez dopowiadania słów).

Wiesz, jak dobić człowieka… Próbowałam ułożyć coś rozsądnego z 50 sztuk, jakie mam na wierzchu, że tak to ujmę… i nie wyszło mi nic, co nadawałoby się do publikacji… Bowiem coś w stylu „Idealna Dziewczyna na miesiąc październik-listopad grudzień, Trzecia Kochanka słońca, Waleczna i krucha Debiutantka, Anka – Dziewczyna ze złotej klatki” nie brzmi jakkolwiek… spójnie :D bardziej wyuzdanie, ale nie przesadzajmy xD

Wyższa matematyka i polonistyka, czyli stwórz alfabet  z dopisaną liczbą książek (tytuły lub nazwiska zaczynające się na daną literę zsumować i zapisać wynik do każdej literki).


a-13
b-20
c-33
d-32
e-5
f-2
g-10
h-4
i-9
j-4
k-34
l-12
ł-1
m-30
n-18
o-18
ó-1
p-40
r-5
s-35
ś-8
t-11
u-12
v-1
w-32
z-26
ż-5

Stwórz potwora nadając mu cechy konkretnych bohaterów książkowych i nazwij go.

Hmmm,
- krwiożerczy niczym Edward z Sagi Zmierzch xD,
- porywczy niczym Deamon z Pamiętników Wampirów,
- eteryczny niczym Eden  bohaterka książek Mii Sheridan,
- sexy niczym boski Hudson Laurelin Paige ,
… książkowy demon …. Librarius złośliwy xD, ten który okrada z książek każdą powabną niewiastę xD





Dziękuję Ci Michalinko, że zechciałaś poświęcić trochę swojego zajętego czasu, aby udzielić odpowiedzi na moje pytania, nawet te skomplikowane. Wciąż zastanawiam się, dlaczego małżeństwo było najbardziej szaloną rzeczą jaką zrobiłaś w życiu? ;) No i znów jestem bogatsza o kilka informacji na Twój temat.




Tutaj możecie odwiedzić Michalinę. Po kliknięciu w nazwę zostaniecie przeniesieni w docelowe miejsca.

Papierowy bluszcz
Fanpage Papierowy bluszcz




poniedziałek, 27 listopada 2017

"Córka pedofila" Ewa Pirce


*Tytuł: "Córka pedofila"
*Autor: Ewa Pirce
*Wydawnictwo: Wieża Czarnoksiężnika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 314


*Ocena: 6/6
*Opis:


Są wydarzenia, które poruszają do głębi.
Są ludzie, obok których nie jesteś w stanie przejść obojętnie.
Są opowieści, co – raz opowiedziane – już na zawsze z Tobą pozostają.
Są doświadczenia zmieniające nas na całe życie...

Taka właśnie jest historia Lexi – nastolatki, jaką możesz znać, dziewczyny innej niż wszystkie.

„Książka, która wciąga już od pierwszego zdania. Napisana językiem tak doskonale dobranym, że postaci są jak żywe, dialogi wstrząsająco autentyczne, a historia zarazem prawdziwa w swoim wyrazie, jak i hollywoodzka w swym rozmachu. Powieść, która wstrząsa czytelnikiem, a następnie rozkochuje go w sobie, aby na końcu zaskoczyć i wzruszyć do łez. Nie może się nie podobać”.
(Eryk Edwardsson – autor „Pamiętnika lesbijki”)

Historia zainspirowana prawdziwymi zdarzeniami.


*Moje odczucia:



Dawno nie miałam takiej siły przyciągania w przypadku książki. Tę wzięłam do ręki, otworzyłam na pierwszej stronie, przeczytałam pół strony i już wiedziałam, że ciężko będzie mi ją odłożyć na bok. Skończyłam czytać wczoraj, a emocje nadal we mnie wrą. To niesamowite jak bardzo wszystko odczuwałam, niemalże jakbym była obok bohaterów i przeżywała wszystko razem z nimi.



Książka jest debiutem autorki, ale debiutem z pełnym "przytupem". Ta powieść jest napisana tak realnym, prostym w odbiorze językiem, iż nie sposób przejść obok niej obojętnie. Jestem zachwycona pod każdym względem, kreacja bohaterów doskonała; fabuła, która raz wywołuje łzy, a raz uśmiech i daje nadzieję na lepsze jutro. Choć muszę przyznać, iż w pewnym momencie miałam ochotę udusić autorkę za to jak potoczyły się losy Lexi, a przede wszystkim za to jak one wpłynęły na mnie. Od pierwszej do ostatniej strony moje serce to przyspieszało, to zwalniało bicie. Czytałam wiele książek, które wywoływały u mnie wulkan emocji, jednak przyznaję, że ta przebija je wszystkie.

Lexi, nasza główna bohaterka to dziewczyna, która doświadczyła w życiu zbyt wiele krzywd, zbyt wiele cierpienia, zbyt wiele bólu. Najgorszy jest chyba jednak fakt, że była w tym osamotniona, do momentu kiedy w jej życiu nie pojawił się Henry oraz James. Henry był gejem, odtrącony i wiecznie niezauważany przez własnego ojca, który się go wstydził. Lexi stała się jego przyjaciółką. Natomiast James to chłopak, który za wszelką cenę pragnął pomóc Lexi, choć sam tak naprawdę potrzebował pomocy.

Ewa Pirce w swojej powieści zwraca uwagę na problem pedofili oraz odrzucenie człowieka poprzez innych tylko i wyłącznie ze względu na jego odmienność. Osoba, która ma styczność z pedofilem zamyka się w sobie, często nie chce mówić o tym co ją spotyka, próbuje radzić sobie na swój sposób np. poprzez samookaleczanie się. W tym przypadku pedofilem okazuje się być ojciec ofiary, który notorycznie zastrasza swoją córkę i ją wykorzystuje. Jej psychika jest zniszczona, nie ma siły by się bronić. Jest samotna, odizolowana od reszty społeczeństwa. Ale tak naprawdę w głębi duszy pragnie mieć u swego boku osobę, przy której będzie czuła się bezpieczna, która będzie ją kochała. Ona po prostu pragnie kochać i być kochaną. Tylko jak ma zaufać komukolwiek, skoro najbliższa osoba jaką jest jej ojciec, osoba, która powinna ją za wszelką cenę chronić, dopuszcza się tak haniebnych czynów. Dla mnie jest to niepojęte. Gdybym tylko mogła wskoczyłabym do życia Lexi i gołymi rękami udusiła jej ojca. Czułam do niego odrazę, złość i obrzydzenie.




Ludzie rodzą się, by żyć, nawet jeśli okazuje się, iż mają inną orientację. To, że człowiek jest gejem nie oznacza, że jest osobą gorszą od innych. Ale tak właśnie społeczeństwo podchodzi do takich ludzi, szydząc i wyśmiewając na każdym kroku. Tego doświadczał właśnie Henry, który był niezwykle ciepłą i zabawną osobą, jedynie zagubioną we własnym życiu. Każdy z nas jest inny, każdy z nas skrywa jakiś sekret, ale czy to od razu powód do tego, by nas odtrącać? Nie sądzę. Każdy z nas pragnie być kochanym i docenianym na swój sposób. Każdy z nas pragnie być akceptowanym takim jakim jest. Dlatego każdy z nas dziesięć razy powinien się zastanowić, nim zacznie oceniać kogoś innego, kogoś kogo tak naprawdę nie zna. To przykre, że ludzie są odtrącani ze względu na swoją inność.  Bo w głębi duszy każdy z nas jest cudowny na swój sposób.


Są ludzie, obok których nie jesteśmy w stanie przejść obojętnie. To prawda, tak się zdarza. Nie znamy danej osoby, a jednak coś nam nie pozwala pozostawić ją na pastwę losu. W tej książce przekonacie się o tym doskonale.



Córka pedofila to historia, która na długo utkwi w twoim umyśle i nie pozwoli o sobie zapomnieć. To historia, która wyciśnie z Twoich oczu ogrom łez, ale wywoła też niejeden uśmiech. A przede wszystkim to historia, która pozwoli uwierzyć Ci w lepsze jutro, nawet wtedy, gdy Tobie wydaje się to nierealne. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.






Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce.




czwartek, 23 listopada 2017

Wywiad - Magdalena Majcher


Dzisiaj zapraszam Was na wywiad z niezwykle sympatyczną, ciepłą autorką poczytnych książek jaką jest Magdalena Majcher.



Fot. Paulina Mirek

1. Jaką osobą jest Magdalena Majcher?


Bardzo energiczną, pełną pomysłów, nieznoszącą stagnacji. Wszędzie mnie pełno, nie umiem usiedzieć na miejscu, jestem urodzoną gadułą.

2. Czy pisanie siedziało Ci w głowie od zawsze? Jak to się stało, że sama zaczęłaś pisać własne książki?

Nigdy nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Bo ja nie uważam, żebym wybrała właśnie pisanie książek. To nie było tak, że pewnego dnia usiadłam i zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym robić w życiu i wymyśliłam sobie, że będę pisać. Zawsze miałam lekkie pióro i pisanie sprawiało mi przyjemność. Wiedziałam, że kiedy rozdawano talenty, ja otrzymałam właśnie umiejętność swobodnego formułowania myśli pod postacią słowa pisanego, ale nie miałam pojęcia, co z tym zrobić. Owszem, chciałam pisać, ale wydawało mi się, że to jest tylko pasja, że to nie może być sposób na życie. A jednak! Zaczęło się od bloga, a później jednocześnie zaczęłam pisać debiutancką książkę i szukać zleceń jako copywriterka.

3. Oprócz tego, że sama wydajesz teraz swoje książki to jesteś też blogerką. Powiedz nam jak dzisiaj widzisz świat blogerów swoimi oczami?

Oj, określenie, że jestem też blogerką jest nieco przesadzone. Blogerką raczej byłam, dziś niestety brakuje mi na to czasu, bo w pełni poświęciłam się pracy twórczej. Czasem zdarzy mi się coś skrobnąć na blogu, ale notki ukazują się bardzo rzadko. W pewnej chwili musiałam wybrać: blog czy książki? Nie mogę się rozdwoić, a mam też inne obowiązki. Co do tego, jak widzę świat blogerów – doceniam ich wkład w promocję polskich autorów. Bardzo cenię sobie obiektywnych recenzentów, nie wymagam od opiniujących moją książkę blogerów laurek pochwalnych. Nie tędy droga.

4. Kiedy byłaś małą dziewczynką, pragnęłaś zostać w przyszłości…?

Dziennikarką albo policjantką. Tak się składa, że dzielę życie z policjantem, więc można powiedzieć, że prawie spełniłam dziecięce marzenia, bo przecież pisanie książki, zbieranie materiałów to też taka trochę dziennikarska robota.

Fot. Paulina Mirek



5. Jak wygląda u Ciebie proces powstawania powieści? Czy masz jakiś plan, wymyślonych bohaterów? Postępujesz wg jakiegoś schematu, a może wszystko wypływa z Ciebie w danej chwili?

Piszę książkę przez kilka miesięcy, spisuję w ciągu kilku tygodni. Jaka jest różnica? Mówiąc „piszę” mam na myśli samo obmyślanie fabuły, gromadzenie informacji, czytanie tekstów źródłowych, rozmowy – zbierając materiały zdarzyło mi się przepytywać lekarza, prawnika, dyrektor domu dziecka, pracownika ośrodka adopcyjnego czy… wróżkę. To właśnie na tym etapie bohaterowie otrzymują ode mnie konkretne cechy charakteru, swoją tożsamość, historię. Niczego jednak nie zapisuję. Uznaję, że jeśli coś wyleci mi z głowy, nie było warte zapamiętania. Zresztą mam to szczęście, że mogę poszczycić się doskonałą pamięcią. Jedyne notatki, jakie robię, to te podczas rozmów z drugim człowiekiem. Czasem najważniejsze okazują się najdrobniejsze szczegóły. Potem spisuję i ten etap trwa około trzech tygodni. Jestem wówczas niewolnikiem komputera, najchętniej w ogóle nie przerywałabym pracy. Piszę wtedy siedem dni w tygodniu, praktycznie od rana do wieczora i denerwuję się za każdym razem, kiedy muszę oderwać się od komputera. Dzieci i mąż nie mają łatwego życia… Trudno żyje się pod jednym dachem z osobą, która wykonuje wolny zawód. Ale wracając do pytania – nie jest tak, że absolutnie wszystko mam zaplanowane. Wiem, jak książka się zacznie, jak rozwinie i jak skończy, ale w trakcie już samego spisywania wyskakuje mnóstwo nowych, nieplanowanych wątków.

6.
Kiedy i gdzie najlepiej Ci się pisze?

Nie wybrzydzam, piszę w każdych warunkach. Mam dwoje dzieci, które są właśnie na etapie głośnych kłótni, jeszcze głośniejszych zabaw i bicia się. Potrafię pracować w totalnym chaosie, wyłączam się. Nie mam nic wspólnego z romantycznym wyobrażeniem człowieka, który pisać potrafi tylko na werandzie z widokiem na morze czy w pensjonacie, przy oknie wychodzącym na górskie szczyty. Remigiusz Mróz powtarza, że pisanie to robota jak każda inna i ja się z tym w stu procentach zgadzam. Nie ma, że dziś nie popiszę, bo data czy miejsce nieodpowiednie. Ale nie potrafię pisać wieczorami i w nocy.

7. Jaki jest Twój stosunek do krytyki? Czy to motywuje Cię do dalszej pracy, a może zniechęca?

Uważam, że jest nieodłącznym elementem pracy pisarza i krew mnie zalewa, kiedy czytam, że ktoś bierze do siebie tylko zdanie wybranych osób, czyli w domyśle tych, którzy go chwalą. Gdybym zaczęła tak myśleć, byłby dla mnie to niechybny znak, że powinnam zmienić zawód. Wczytuję się w opinie, wyciągam wnioski na przyszłość, nigdy nie lekceważę, chyba że to hejt, ale ten łatwo rozpoznać, bo uderza nie w książkę, a w pisarza. Zawsze dziękuję za merytoryczne opinie i już kilka razy zdarzyło się tak, że przy pracy nad kolejnymi powieściami zwracałam szczególną uwagę, aby nie powielić błędów, jakie wcześniej mi wytknięto.

8.
Czy jesteś zadowolona z własnego życia?

Tak, jestem w miejscu, w którym zawsze chciałam być. Mam fantastyczne możliwości, aby łączyć pracę marzeń z wychowywaniem dzieci.

9. Jak godzisz życie osobiste, z wszystkimi innymi czynnościami, którymi się zajmujesz?

Rzeczywiście, trzeba się nieźle nagimnastykować. Bo niby nienormowane godziny pracy pozwalają na więcej swobody, ale to pułapka. Weekendy (wyjątek od wolnych weekendów robię tylko kiedy piszę książkę) i wieczory są dla mnie i rodziny, tak samo jak druga połowa grudnia i jeden z miesięcy wakacyjnych. W ogóle staram się tak zorganizować, żeby od drugiej połowy maja do końca sierpnia nie pisać żadnej książki. To jest czas na wycieczki z dziećmi, spacery, plac zabaw. Zlecenia i artykuły zajmują mi mniej czasu, pracuję wtedy po 2-3 godziny dziennie.

10.
Książka, która jest najbliższa Twemu sercu?

Nie potrafię wskazać jednej… Czytam bardzo dużo wartościowych obyczajów, ale też reportaży, kryminałów, thrillerów. Gdybym miała podać tylko jeden tytuł, pominęłabym wiele wspaniałych powieści.

11. „Czytelniczki pokochały tworzone przez nią powieści za realistyczne fabuły i życiowe obserwacje. Pisze o trudnych tematach w lekki i przystępny sposób, co sprawia, że kolejne strony w jej książkach wydają się przewracać same.” Czy spod Twojej ręki wychodzą takie książki właśnie poprzez Twoje obserwacje? Skąd czerpiesz inspirację do tematów książek? Czy pragniesz, by czytelnicy po przeczytaniu Twoich książek wyciągali z nich jakieś wnioski, refleksje?

Powtarzam to za każdym razem – piszę takie książki, które sama chciałabym przeczytać. Kieruję się przede wszystkim moim gustem, zainteresowaniami, preferencjami literackimi. Inspiracje znajduję na każdym kroku. Pomysł pojawia się znienacka. To jest impuls, nagle w mojej głowie kiełkuje myśl. Najpierw pojawia się problematyka, jakiś wątek, który chciałabym podjąć, a potem przypisuje do niego tło, bohaterów. W moich książkach często zdarzają się słodko-gorzkie zakończenia, czasem wręcz niedopowiedziane. Uważam, że właśnie takie zakończenia najbardziej zapadają w pamięć. Nie chcę podsuwać gotowych rozwiązań. Pragnę zostawić czytelnika po lekturze z gonitwą myśli, wątpliwościami.

12. Gdybyś miała się opisać za pomocą jednego wybranego kwiatka, jaki by on był i dlaczego?

Ojej! Kompletnie nie znam się na kwiatkach, a nie chcę pojechać żadnym banałem w stylu róży, więc może… Mogę nie odpowiadać na to pytanie?




Fot. Paulina Mirek


13. Rada dla osób, które pragną spełniać swoje marzenia, ale się tego boją?


Nie można przeżyć swojego życia w poczekalni. Moi drodzy, mamy je tylko jedno, a marzenia same się nie spełniają. Bo marzenia się spełnia! Więc do dzieła!











Serdecznie dziękuję autorce za poświęcony czas.

















wtorek, 21 listopada 2017

"Za wszystko i za nic" Krzysztof Langer





*Tytuł: "Za wszystko i za nic"
*Autor: Krzysztof Langer
*Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 237


*Ocena: 4/6
*Opis:


Drogi Czytelniku!

Jeśli skłaniasz się ku przekonaniu, że Miłość należy się każdemu z nas, jak przysłowiowemu... micha, to być może masz rację. Jeśli przy tym uważasz, że w ciągu bardziej lub mniej udanego życia większość z nas doświadcza Miłości, to, choć przykro mi to stwierdzić, muszę przyznać, że wszystko wskazuje na to, że jest inaczej. Doświadczamy wiele, a czasem nawet bardzo wiele. Doznajemy uczuć, emocji, a nawet szalonych namiętności, ale niestety - Miłością to nie jest! Jeśli zatem chcesz dowiedzieć się, co to jest, a jednocześnie spróbować wejść na drogę poszukiwań - Miłości, to prawdopodobnie powinieneś tę książkę przeczytać. Gdybyś jednak w trakcie lektury uznał, że poruszana problematyka w części, a może nawet w całości, rozmija się z twoim pojmowaniem świata i Miłości, to bez najmniejszych oporów i bez zbędnego odwlekania w czasie odłóż książkę na półkę lub ofiarują ją... komu tylko zechcesz. Nie można bowiem wykluczyć, że twoje poszukiwanie Miłości, na drodze indywidualnego doświadczenia życia, musi jeszcze jakiś czas trwać. Autor zastrzega, że dosadne słownictwo z elementami wulgaryzmów oraz opisy burzliwych scen erotycznych nie są zabiegiem literackim, służącym do pozyskiwania mniej wybrednego czytelnika, ale przeciwnie: adresowane są do prawdziwych smakoszy tematu, jako odzwierciedlenie faktycznej głębi opisywanej problematyki.

Z wyrazami szacunku
Autor


*Moje odczucia:


Jeśli ktoś z Was liczył na gorący romans bohaterów, to niestety muszę Was rozczarować. Ta książka nie jest powieścią, raczej mogłabym ją uznać za pewnego rodzaju przewodnik w odnajdywaniu własnej Miłości i zrozumieniu czym ona tak naprawdę jest.

Wielu z nas myśli, że wie co to Miłość, na czym polega, jak powinna wyglądać. Ale wielu po jakimś czasie przekonuje się, że tak naprawdę to nie wie, co to Miłość, gdyż ta jego własna go zawiodła. Spotykamy się z kimś, czujemy motylki w brzuchu, planujemy wspólną przyszłość, wychodzimy za mąż, bądź się żenimy. I co później? Bywa, że wpadamy w rutynę, przyzwyczajenie, a to, czego oczekiwaliśmy od naszego partnera odsuwa się daleko od naszej wizji. Jesteśmy rozczarowani takim obrotem spraw, ale nie potrafimy powiedzieć tego wprost. Później pojawiają się dzieci dla których jesteśmy w stanie zrobić wszystko, nawet trwać w chorym związku pozbawionym uczuć.




Sięgając po tę książkę poznamy losy Emanueli i jej córki, które wraz ze swoim ojcem i zarówno dziadkiem Zenobiuszem przeniosą nas w świat wielu pytań, przemyśleń i odpowiedzi. Będziemy zagłębiać się w wielu aspektach naszego życia, próbując zrozumieć na czym ono tak właściwie polega. Będziemy odkrywać krok po kroku czym jest prawdziwa Miłość. Dowiemy się, iż pozory lubią mylić, a rozmowa między ludźmi jest niezwykle ważna, bo bez niej tak właściwie nie ma Miłości.

Zenobiusz to taka dobra duszyczka, która zna odpowiedzi na niemalże każde z zadawanych pytań. Dlaczego ludzie piją? Czy diabeł jest czy go nie ma? Dlaczego ludzie rozstają się najczęściej w dramatyczny sposób? Te i wiele innych pytań, wraz z odpowiedziami poznamy zagłębiając się w lekturę.



Czasem potrzebujemy rad, zadajemy wiele pytań, które nas nurtują, nie mogąc znaleźć na nie odpowiedzi. Rady Zenobiusza w większości przypadków są niezwykle ważne, skłaniają ludzi do przemyśleń, do zastanowienia się nad własnym postępowaniem. Częstokroć nie są to puste, pozbawione sensu rady, lecz niezwykle życiowe i realne. Dzięki tej książce możemy zrozumieć sens wielu wydarzeń, postępowań ludzi, a przede wszystkim zrozumienia czym jest prawdziwa Miłość. Wielu z nas myśli, że kochanie to Miłość, a w gruncie rzeczy tak nie jest. Zrozumiecie to po przeczytaniu tej książki.

Za wszystko i za nic to książka , która pomoże czytelnikowi zrozumieć istotę Miłości, ale również i całego otaczającego go życia. To nie uwikłany romans bohaterów, lecz historia o życiu, w którym pojawia się mnóstwo pytań, na które wciąż szukamy odpowiedzi. Zachęcam do zapoznania się z tą lekturą.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję











poniedziałek, 20 listopada 2017

"Dwa oblicza" Agnieszka Bednarska [PREMIEROWO]



PREMIERA: 20.11.2017





*Tytuł: "Dwa oblicza"
*Autor: Agnieszka Bednarska
*Wydawnictwo: Zaklęty Papier
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 304


*Ocena: 5/6
*Opis:

Kiedy pod koniec życia nadchodzi czas podsumowań, nie każdy jest gotów zaakceptować ich wynik. Malwina nie potrafi pogodzić się z przeszłością. Chciałaby dostać kolejną szansę, ale wie, że dla niej na zmiany jest już za późno. Świat jednak pełen jest innych kobiet. Potrzebujących, zagubionych, na życiowym zakręcie, których życie wciąż można jeszcze naprawić! A Malwina nie spocznie, póki nie uczyni ich szczęśliwymi, chroniąc przed błędami, jakie sama popełniła.

Jak daleko można się posunąć w budowaniu czyjegoś życia? I co kryje się za potrzebą uszczęśliwienia innych? Czy jeśli nie można zaufać nikomu innemu, powinno się ufać miłej, starszej pani?

Mury zrujnowanego szpitala na wzgórzu skrywają tajemnice ze świata żywych i tych, co już odeszli. Każdy, kto przestąpi jego próg, będzie musiał zapłacić cenę, na jaką najczęściej nie jest gotowy.


*Moje odczucia:

Jeśli szukacie książki, która zamrozi Wam krew w żyłach i na długo nie pozwoli o sobie zapomnieć to doskonale trafiliście. Jeśli lubicie tajemnice przeszłości, zagadki i nierozwiązane sprawy to również dobrze trafiliście.

Agnieszka Bednarka zabiera nas w pełną napięcia, sprzecznych emocji i poszukiwania odpowiedzi na wiele pytań powieść. Tutaj nic nie będzie dla nas jasne, będziemy niedowierzać, zaprzeczać, aż w końcu zakończenie powieści zbije nas z nóg. Zdecydowanie autorka wie jak zbudować napięcie, które było odczuwalne już na samym początku i nie opuszczało czytelnika do samego końca.

Czasem los postanawia za nas samych. Znajdujemy się w jakimś całkiem obcym nam miejscu, ale z każdym kolejnym dniem zaczynamy się przekonywać, iż nie znaleźliśmy się tutaj bez celu. Spotykamy miłych ludzi, którzy wyciągają do nas pomocną dłoń, a przynajmniej my w to wierzymy, aby później móc się przekonać jak bardzo pozory mogą mylić.




Nasza bohaterka Sonia jest w ciąży. Niestety jej rodzice postanowili zdecydować za nią, iż dziecko sprzedadzą całkiem obcemu małżeństwu. Dlatego pewnego dnia postanawia uciec i zniknąć z pola ich widzenia. Tak trafia na sympatyczną starszą kobietę o imieniu Malwina. Kobieta proponuje jej pomoc i dach nad głową. Sonia, nie mająca się gdzie podziać przystaje na to. No bo, czy starsza kobieta, może okazać się dla niej kimś groźnym? Mogłoby się wydawać, że nie, a jednak... Ludzie w imię popełniania własnych błędów są w stanie zrobić dziwne rzeczy.

Sonia to młoda dziewczyna, czasem zbyt naiwna i łatwowierna, co szybko ją zgubi, o czym sami się przekonacie. Natomiast Malwina to na pierwszy rzut oka zwyczajna staruszka, która w gruncie rzeczy okazuje się być straszną zołzą. Nie wiem czemu, ale od początku poczułam niechęć do tej kobiety. Kobiety, która nie zapominając swojego błędu z przeszłości, pragnie za wszelką cenę ochronić przed popełnieniem własnego osoby bliskie jej sercu.

Autorka stworzyła powieść, która swoją fabułą, tajemnicami, zbrodniami i niewyjaśnionymi sytuacjami przyciąga swojego czytelnika. Trudno przypisać ją do jednego gatunku, gdyż zarówno łączy w sobie elementy obyczajowe, kryminału, a nawet thrilleru. I muszę przyznać, że to połączenie, autorce wyszło doskonale. Bohaterzy zostali dobrze wykreowani, dogłębnie wnikamy w ich psychikę, starając się zrozumieć ich poczynania. Język jest przyjemny w odbiorze, przez co książkę pochłania się w zaskakująco szybkim tempie. Większość akcji dzieje się w opuszczonym szpitalu na wzgórzu, co już może wywoływać u niektórych ciarki na skórze. Opisy przedstawiające to miejsce, pozwalają sobie wyobrazić to w realnym świecie.



Nie każde życie jest usłane różami. Czasami za ludźmi ciągną się mroczne przeszłości, niewłaściwe wybory i niesłuszne traktowanie innych, a często bliskich im osób. Ludzie potrafią mieć dwa oblicza, czasem te dobre przemienia się w złe, w najmniej oczekiwanym momencie. Ludzie nie panują nad swoimi emocjami, dostają szału i w jego przypływie posuwają się do haniebnych czynów. Dlatego nie dajmy się zmylić i tak łatwo nie ufajmy wszystkim, którzy nas otaczają.

Dwa oblicza to nie tylko nazwa opuszczonego szpitala w którym rozgrywa się akcja powieści. To przede wszystkim dwa oblicza różnych osób, które tracąc kontrolę nad własnym ciałem i myślami potrafią posunąć się do wydarzeń, które nam samym trudno wytłumaczyć. Ta książka z całą pewnością nie pozwoli o sobie na długo zapomnieć. Polecam, polecam, polecam.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję