niedziela, sierpnia 18, 2019

"Po dobrej stronie" Spencer Quinn

"Po dobrej stronie" Spencer Quinn



TYTUŁ  "Po dobrej stronie"

AUTOR Spencer Quinn

DATA PREMIERY 24.04.2019

WYDAWNICTWO  Insignis

ILOŚĆ STRON 410




OCENA  4/6

OPIS





Poznajcie jedną z najciekawszych bohaterek współczesnej literatury: osamotnioną, złamaną życiem, pozbawioną złudzeń, jednak wciąż szukającą odkupienia i nowego celu.
LeAnne Hogan to postać, która nie pozwoli o sobie zapomnieć.

Jadąc do Afganistanu, Hogan była doświadczonym żołnierzem i miała za sobą wiele udanych misji. Wraca okaleczona – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Straciła oko, połowę jej twarzy pokrywają głębokie blizny, z trudem przypomina sobie szczegóły pechowej operacji wojskowej, w której niemal straciła życie. Jest zagubiona i podejrzewa, że wszystko, co się stało, to jej wina – choć nikt nie chce powiedzieć jej tego wprost.

Załamana kolejnym tragicznym wydarzeniem – nagłą śmiercią Marci, przyjaciółki, z którą dzieliła szpitalny pokój – wyrusza w podróż po kraju. Wspomina przeszłość i czuje, że dla niej nie ma już żadnej przyszłości. Świat, widziany dziś jednym tylko okiem, wydaje się miejscem obcym i groźnym. Kiedy w końcu LeAnne przyjeżdża do małego, tonącego w deszczu miasteczka w stanie Waszyngton, w którym wychowała się Marci, dokonuje niepokojącego odkrycia.

Tymczasem pewien bezpański pies – wielkie, silne stworzenie o czarnej sierści i zagadkowym spojrzeniu – o którym można powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest słodkim psiakiem, wybiera ją na swoją opiekunkę.

LeAnne zostaje wciągnięta w historię równie niebezpieczną co jej ostatnia misja w Afganistanie.



MOJE ODCZUCIA

Lubię sięgać po książki, w których głównymi bohaterami są żołnierze, weterani wojenni. Dlatego, gdy przeczytałam opis książki, postanowiłam, że koniecznie muszę ją przeczytać.

Główną bohaterką jest LeAnne Hogan, która była doświadczonym żołnierzem. Niestety poznajemy ją w momencie, kiedy po tragicznym wypadku znajduje się w szpitalu. Jest okaleczona zarówno fizycznie (straciła jedno oko) jak i psychicznie. Nie ma w sobie już dawnej siły i uważa, że przyszłość dla niej już nie istnieje. W szpitalnej sali jej kompanką również jest weteranka wojenna, Marci, która straciła nogę. Obie stają się dla siebie przyjaciółkami. Ich przyjaźń nie trwa niestety zbyt długo, gdyż Marci umiera. LeAnne nie może sobie z tym poradzić, dlatego opuszcza (a w zasadzie ucieka) szpital i udaje się w podróż po kraju. Zatrzymuje się w małym miasteczku, z którego pochodziła Marci. W jej życiu pojawia się pies, który nie opuszcza jej na krok. Początkowo niezbyt przychylnie patrzy na to, jednak z każdym kolejnym dniem, suka staje się jej coraz bliższa.

Czy potraficie sobie wyobrazić, że wyjeżdżacie na misję do Afganistanu, a wracacie z niej z uszczerbkiem na zdrowiu? Myślę, że taka sytuacja załamałaby każdego z nas. Bo jak pogodzić się z tym, że nagle tracisz jedno oko? Czy można się w takiej sytuacji nadal cieszyć się z życia i brać z niego pełnymi garściami? Wiem, że na świecie takich zdarzeń jest miliony. Że osób, które cierpią tak jak nasza bohaterka jest ogrom. I każdy radzi sobie z tym w inny sposób, a czasem są osoby, które sobie z tym nie radzą kompletnie. Ludzie, którzy nie znają takich osób i widzą, że mają np. pokiereszowaną twarz albo się ich boją, albo szydzą takimi osobami. Ale czy chodź przez chwilę pomyślą, zastanowią się, czy czasem te osoby nie spotkało jakieś piekło na ziemi? Wątpię. Tak łatwo jest oceniać, nie znając kogoś…

LeAnne to bohaterka na pozór twarda, a jednak w środku załamana życiem. I choć stara się jakoś funkcjonować, z zanikami pamięci, z problemem koncentracji, to miewa momenty w których myśli o śmierci. I kiedy pewnego razu jej się to prawie udaje, ratuje ją pies. Niesamowite jak wiele w życiu potrafimy zawdzięczać zwierzętom. Nie wiem jak, ale one wiedzą kiedy z nami coś jest nie tak. Wyczuwają nasze nastroje, pocieszają, a kiedy trzeba to ratują z opresji. Pies może być niesamowitym kompanem w naszym życiu, a ta książka tylko to potwierdza.

Spencer Quinn napisał interesującą książkę, o weterance wojennej, która żyła w przeświadczeniu, iż to ona ponosi winę za to co spotkało ją oraz innych. Każdego dnia zmaga się z życiem jakie zastaje po tragicznym wypadku na misji. Szuka odkupienia oraz nowego celu w życiu, ale idzie jej to ciężko. LeAnne jest osobą opryskliwą, pozbawioną wszelkich skrupułów kobietą, która niejednego czytelnika może drażnić swoim zachowaniem. Jednak wszystko co nas spotyka w życiu ma jakiś swój cel. Wierzę, że tak było i z naszą bohaterką. Tak po prostu miało być.

Oboje pochylili się z troską nad LeAnne. Po minucie lub dwóch doszła do siebie, choć tak naprawdę wcale nie była sobą – nie była tamtą dawną, prawdziwą LeAnne, tylko nową, okaleczoną, nędzną wersją samej siebie. Zignorowała wyciągnięte ku niej ręce i samodzielnie dźwignęła się z podłogi.

Temat poruszony w tej książce jest bardzo ważny, gdyż ukazuje nam jak wojna odmienia żołnierzy. Jak bardzo wpływa na ich psychikę i na to jakimi stają się ludźmi. To, co zastają tam na misji a jakimś kraju zapada głęboko w ich głowach i nawet po powrocie do kraju nie pozwala o sobie zapomnieć.

Autor od początku w obecne życie bohaterki, wplątuje wątki z przeszłości, dzięki czemu poznajemy jej historię. Ona sama nie pamięta jak doszło do niefortunnego wypadku i co poszło nie tak. W miasteczku z którego pochodzi Marci poznaje jej matkę, która poszukuje zaginionej wnuczki. Tam odkrywa coś, co reszcie umknęło, więc bierze sprawy w swoje ręce.

Spodobało mi się to, że główną bohaterką, żołnierzem była kobieta, a nie mężczyzna. Ogólnie ciekawy pomysł na fabułę, jednak czuję lekki niedosyt, gdyż ta historia moim zdaniem mogła mieć większy potencjał. I choć czyta się szybko, bo język autora jest łatwy w odbiorze, to czegoś tutaj brak. No i zakończenie, które mnie nie usatysfakcjonowało, bo tak naprawdę nic z niego nie wynika. Liczyłam na inny koniec tej historii.

LeAnne zrozumiała, że nie ma czegoś takiego jak przypadek; że życie rządzi się swoimi własnymi magicznymi regułami.

Po dobrej stronie to książka, która ukazuje życie okaleczonej weteranki wojennej, żyjącej w ciągłym poczuciu winy, że to ona jest za to wszystko odpowiedzialna. To historia kobiety, która wróciła z misji do kraju całkowicie odmieniona, i która poszukuje nowego celu w życiu. Zachęcam do przeczytania.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję











piątek, sierpnia 16, 2019

Autorzy o zwierzętach - Ilona Gołębiewska

Autorzy o zwierzętach - Ilona Gołębiewska



Ilona Gołębiewska – w wieku pięciu lat postanowiła, że w przyszłości będzie uczyć i pisać książki… i słowa dotrzymała. Na co dzień pracuje ze studentami, prowadzi zajęcia terapeutyczne dla dzieci i młodzieży, a także skutecznie szkoli dorosłych i seniorów. Jej doświadczenie zawodowe i spotkani ludzie są inspiracją do pisania powieści. 

Debiutowała w 2012 tomem Traktat życia, należy do Światowego Stowarzyszenia Poetów. Mistrzyni emocji! Autorka bestsellerowych powieści obyczajowych, w których porusza wiele ważnych tematów i skłania do refleksji nad własnymi wyborami. Złożona z kilku wątków fabuła, plastyczny język narracji oraz wiarygodne kreacje bohaterów zadowolą nawet najbardziej wymagających czytelników. Napisała też wiele artykułów naukowych, brała udział w licznych projektach doradczych i badawczych w Polsce i za granicą, a swoje doświadczenie zawodowe nazywa pracą „od przedszkola do seniora”, ponieważ pracuje ze wszystkimi grupami wiekowymi.

Mieszka w Warszawie, ale gdy pisze, ucieka do starego drewnianego domu na mazowieckiej wsi. Uwielbia pracę z ludźmi, długie podróże do zapomnianych miejsc, czytanie książek po nocach oraz zapach świeżej kawy o poranku. Jej wielkim marzeniem jest założenie fundacji. Prowadzi stronę autorską www.ilonagolebiewska.pll


1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt? 
Nie wyobrażam sobie i moje dotychczasowe życie to potwierdza, gdyż od maleńkiego towarzyszą mi zwierzaki. Wychowałam się na wsi, więc miałam też styczność ze zwierzętami w gospodarstwie. Do dzisiaj pamiętam, że potrafiłam całe dnie siedzieć przy płocie i oglądać biegające po sąsiedzku konie, chociaż nigdy nie miałam odwagi, by spróbować jazdy konnej. Poza tym miałam zwierzaki domowe, które wszyscy w domu uznawali za członków rodziny. 
2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?
Przez 14 lat miałam maleńką suczkę o imieniu Dżina. Dostałam ją od mamy jak byłam w pierwszej klasie i dzięki niej miałam wspaniałe dzieciństwo, ponieważ była moim kompanem na dobre i złe, bardzo ją kochałam i teraz też nie ma dnia, żebym nie wspominała ten nasz wspólnie spędzony czas. Teraz mam cztery koty: Misię, Florę, Margolcię i Lulka. Kocie towarzystwo wspiera stado patyczaków, jaszczurka Kleo i pies Reksio. 


3. Zwierzę jest dla mnie…
Członkiem rodziny, przyjacielem, niekiedy bezbronną istotką, którą trzeba się zaopiekować. Nie wstydzę się przyznać do tego, że zwierzęta po prostu kocham. Okazuję im troskę, opiekę, czułość, uwielbiam się z nimi bawić, chodzić na spacery. Czytelnicy moich powieści, którzy śledzą mój profil na facebooku Ilona Gołębiewska – strona autorska bardzo często widzą zdjęcia, na których pokazuję swoje zwierzaki. I zawsze znajdę wspólny język z miłośnikiem zwierząt. 

4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Mają duszę, mają uczucia, tak samo jak my cieszą się, ale też i mocno cierpią jak dzieje im się krzywda lub gdy są samotne. A wszystko to widać w ich oczach. Czasami wystarczy jedno spojrzenie, by wiedzieć czy zwierzak jest szczęśliwy czy nie. 
5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta?
Uważam, że są bardzo potrzebne, wspieram je w każdy możliwy sposób. I kibicuję pracującym tam weterynarzom jak walczą z trudnym przypadkiem – kiedy trafi do nich zwierzę w bardzo ciężkim stanie, a potem dzięki ciężkiej pracy i opiece stopniowo odzyskuje zdrowie. Teraz widzę, że latem niektóre lecznice czy fundacje mają mnóstwo wezwań do zwierząt polnych i leśnych. Bywa i tak, że z powodu ludzkiej głupoty, np. jak ktoś rzuca kamieniami w bociany. 
6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?
Od razu reaguję, upominam, niekiedy straszę zgłoszeniem sprawy do właściwych instytucji. Ale staram się załatwić sprawę polubownie i wyjaśnić w czym tkwi problem. Przez kilka miesięcy na przykład przekonywałam sąsiada do tego, by nie trzymał psa na łańcuchu tylko wybudował mu porządny kojec. No i się udało! Pies ma przestrzeń i widać, że daje mu to wiele radości. 

7. Pani ulubione zwierzę to?
Kot, pies i szynszyla. 
8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?
W moich powieściach czytelnicy mogę spotkać wielu takich bohaterów. Zazwyczaj są to psy i koty, ale pojawiły się też bociany… i krowa Mućka! 
9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?
Miałam i mam pieska, więc mogę się z tym zgodzić, że psy są bardzo wiernymi przyjaciółmi. Ale przy okazji chciałabym obalić mit o kotach jakoby miały się zachowywać wobec człowieka mocno z dystansem. Oczywiście mają swoje humorki, ale są bardzo przyjacielskie, lubią pieszczoty i to jak się często je głaszcze. Ale po wybranych miejscach, omijamy brzuch! ;-)

10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?
Lubię robić zdjęcia kotom. Moje już chyba się nauczyły czym jest aparat, ponieważ czasami mam wrażenie, że jak zobaczą mnie z nim to od razu się łaszą i chcą zdjęć, idealnie przy tym pozując ;-) I właśnie te zdjęcia bardzo często pokazuję czytelnikom. 
Poza tym mam jedno wielkie marzenie. Chciałabym kiedyś przytulić małego lwa lub tygrysa, chodzi mi to po głowie od dzieciństwa. 
Dziękuję za rozmowę!


Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.


czwartek, sierpnia 15, 2019

"Zranione uczucia" K.A. Figaro

"Zranione uczucia" K.A. Figaro



TYTUŁ  "Zranione uczucia"

AUTOR K.A. Figaro

DATA PREMIERY 14.08.2019

WYDAWNICTWO  Lipstick Books

ILOŚĆ STRON 352




OCENA  5/6

OPIS





Kontynuacja Prostego układu, gorącego romansu Łucji i Dymitra.

Prosty układ pomiędzy Łucją a Dymitrem przestał być opartym na niezobowiązującym gorącym seksie układem.

Pojawiły się bowiem uczucia, może nie do końca uświadomione, które zaburzają proste zasady. Igor nieźle namieszał Łucji w głowie i dziewczyna sama już nie wie, co o tym wszystkim sądzić. Los jednak bywa przewrotny i szykuje parze nie lada niespodziankę, która może wywrócić życie Łucji i Dymitra do góry nogami.



MOJE ODCZUCIA


 Łucja i Dymitr weszli w prosty układ – seks bez żadnych zobowiązań, a tym bardziej bez uczuć i miłości. I choć Łucja na to przystała, to nie może się oszukiwać, iż z każdym kolejnym dniem coraz mocniej zakochuje się w tym mężczyźnie. Jest od niego uzależniona i choć rozum podpowiada jej co innego, to serce robi swoje. Wiele razy postanawia mu się sprzeciwić, ale mimo wszystko, wciąż mu ulega. Jest niczym marionetka w jego rękach. On nie chce uczuć, ale nie może obejść się bez Łucji, coś go do niej przyciąga. I choć nie raz i nie dwa traktuje ją okropnie, to nie może przestać o niej myśleć. I jeszcze Igor, brat Dymitra, który sporo namiesza między tą dwójką. Układ się rozpada, ale oboje będą musieli ponieść jego konsekwencje. Czy jest szansa, by między tą dwójką zagościła prawdziwa i szczera miłość?

Był dla mnie wszystkim tym, co dobre i co złe, cholernym tlenem, bez którego nie istniałam. Przynajmniej w tamtym momencie tak myślałam. I zamiast trzymać uczucia na wodzy, coraz bardziej zatracałam się w nich. Nienawidziłam siebie za to, że tak łatwo na nowo wpadłam w pajęczynę silnych i niebezpiecznych uczuć.

K.A. Figaro napisała powieść od której nie można się oderwać. Tutaj ciągle coś się dzieje, jedna intryga goni kolejną, nie ma chwili na odpoczynek. Ciekawa fabuła, kontrowersyjni bohaterowie czynią tą książkę niezwykle interesującą. Do tego prosty i lekki język autorki, sprawia, że czyta się niezwykle przyjemnie. Dwójka głównych bohaterów, to osoby całkowicie odmienne, a jednak reagują na siebie niczym magnesy. Łucja to kobieta, która pragnie miłości, jest kompletnie oddana i uzależniona od swojego wybranka. I choć powinna trzymać się od niego z daleka, nie potrafi tego zrobić. Dymitr to mężczyzna pozbawiony jakichkolwiek skrupułów. W jednej chwili potrafi być czułym i troskliwym kochankiem, by w następnej chwili przerodzić się w zimnego drania. Rani swoją wybrankę na wielu płaszczyznach.

Zastanawiam się czy może istnieć związek bez zobowiązań? Czy uprawianie gorącego i namiętnego seksu bez miłości można nazwać związkiem? To raczej luźna relacja, której osobiście bym się nie podjęła. Może ludzie kompletnie pozbawieni wszelkich uczuć tak potrafią, ja jestem zbyt uczuciowa i pewnie prędzej niż później zrobiłabym to samo co Łucja. Każdy ma jednak inne upodobania, każdy lubi coś innego. Moim zdaniem zachowanie Dymitra wynika z jego przeszłości, musiało spotkać go coś złego, coś co głęboko zapadło mu w głowie i czyni go takim zimnym, pozbawionym skrupułów facetem. I choć widać w nim przebłyski jakiś uczuć, on się przed nimi broni. Tylko czy takie zachowanie wyjdzie mu na dobre? Podobno Łucja nie robi na nim wrażenia, tylko jej ciało, więc dlaczego jest zazdrosny za każdym razem, gdy widzi go z innym mężczyzną? Raczej bez powodu tego nie robi, prawda?

Bohaterowie wykreowani przez autorkę są niezwykle różnorodni i nie ma wśród nich osoby, która byłaby pozbawiona wad. Dzięki temu zabiegowi stają się niezwykle realnymi osobami. Bo któż z nas jest idealny? Nikt. O Łucji i Dymitrze już wspominałam, także pragnę napisać jeszcze kilka słów o Igorze. Na pierwszy rzut oka wydaje się być niemalże doskonałym mężczyzną, jednak moim zdaniem też niezłe z niego ziółko. Pod maską serdeczności i opiekuńczości, kryje się jakieś drugie dno, którego Łucja niestety nie dostrzega. I choć sprawia wrażenie miłego i opiekuńczego, to mojej sympatii nie uzyskał.

W powieści występuje ogrom seksu, jednak nie przyćmiewa on całej lektury, gdyż stanowi jej dodatek. Figaro zadbała o to, aby w fabule ciągle coś się działo, aby czytelnik odczuwał dreszczyk emocji, czasem niepohamowaną chęć „zamordowania” Dymitra, a także niepokój. A zakończenie jakie nam zafundowano, powinno być kategorycznie karane. Bo jak czytelnik pozostawiony z wieloma pytaniami ma teraz spokojnie poczekać na kolejną część?

Gdybym mogła skakać, skakałabym. Gdybym potrafiła latać, latałabym. Gdybym tylko potrafiła nie kochać, mój świat byłby… No właśnie jaki? Lepszy czy pusty? Co drzemało w Dymitrze, że tak nienawidził miłości?

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się do czego może doprowadzić uzależnienie od drugiej osoby, a nie poznaliście na to odpowiedzi, to koniecznie sięgnijcie po tę powieść. Ukazuje ona realizm takich sytuacji, walkę o samego siebie, a przede wszystkim szacunek do własnej osoby.

Zranione uczucia to powieść od której nie sposób się oderwać. Ciągłe intrygi, kłamstwa, i uczucia, które miały się nie pojawić, a które wywracają świat bohaterów do góry nogami. To chce się czytać, gorąco polecam.


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i ambasadorowania serdecznie dziękuję






niedziela, sierpnia 11, 2019

"Chłopak, którego nie było" Elżbieta Rodzeń

"Chłopak, którego nie było" Elżbieta Rodzeń



TYTUŁ  "Chłopak, którego nie było"

AUTOR Elżbieta Rodzeń

DATA PREMIERY 31.07.2019

WYDAWNICTWO  Między Słowami

ILOŚĆ STRON 432




OCENA  6/6

OPIS





JEŚLI NAPRAWDĘ KOGOŚ KOCHASZ, PRZEZNACZENIE ZNAJDZIE DROGĘ

Martyna od dawna czeka na swoją szansę w życiu. Pracuje ponad siły w nadmorskim pensjonacie rodziców i powoli przestaje wierzyć, że cokolwiek może się zmienić. Aż pewnego dnia spotyka na plaży tajemniczego mężczyznę…

James mógłby być spełnieniem marzeń każdej kobiety, jednak zwraca uwagę właśnie na Martynę. Jako pierwszy wierzy w nią bezgranicznie i postanawia pokazać jej inny świat.

Przy Jamesie Martyna odzyskuje wiarę w siebie i w to, że szczęście jest możliwe. Żadne z nich nie ma wątpliwości, że rodzi się między nimi prawdziwa miłość, gorąca i szczera.

Martynie nie daje jednak spokoju fakt, że James do złudzenia przypomina chłopaka, który kiedyś był dla niej całym światem…

Co James ma wspólnego z tajemniczym Kubą?

Czy Martyna znajdzie w sobie odwagę, by zawalczyć o nową miłość?

Czy dusze, które niegdyś związał los, odnajdą się pomimo przeciwności?



MOJE ODCZUCIA

To moje pierwsze spotkanie z autorką, choć na półce w domu stoi jeszcze jedna jej książka, tylko czasu wciąż brak. Ale z całą pewnością po przeczytaniu tej pozycji, szybciutko będę musiała nadrobić zaległe. Dlaczego? Ponieważ Elżbieta Rodzeń kompletnie rozbiła mnie emocjonalnie i z całą pewnością długo nie będę mogła zapomnieć o tej książce.

Martyna to dziewczyna, która od zawsze miała pod górkę. W rodzinie zawsze uważano ją za tą najsłabszą, pozbawioną kompetencji osobę. Rodzice, zwłaszcza ojciec traktował ją jak marionetkę, a ona poniekąd się na to godziła. Kiedy w jej życiu pojawił się Kuba, rodzina uznała ją za chorą.
 Żadne z nas nie czuło ciepła palców tego drugiego. Jego skóra nie istniała dla mnie, a moja dla niego. Jakbyśmy należeli do dwóch zupełnie innych światów.

James od zawsze miał pod górkę. Przez wiele lat w jego życiu toczył się dramat, z którym przyszło mu się zmagać. Tragedia jaka go spotkała już na zawsze odmieniła jego uczucia względem obcych ludzi. Teraz prowadzi razem z wujkiem poważny biznes, lecz nie pozwala się do siebie zbliżyć żadnej kobiecie.

Martyna i James spotykają się na swojej drodze. Och losem ewidentnie kieruje przeznaczenie. Rodzi się między nimi uczucie, które później przechodzi poważną próbę. Czy tych dwoje ma szansę by wieść wspólne, szczęśliwe życie?

Już teraz potrafiłam podać z tysiąc powodów, dla których powinnam trzymać się z daleka od Jamesa Alistera. I nie chodziło tylko o moje zdrowie psychiczne.

Kiedy zaczynałam czytać od razu wiedziałam, że nie będę mogła się oderwać od książki. Czułam, że ta historia zatrząśnie moim sercem i zagości w nim na dłużej. I powiem wam, że wcale się nie pomyliłam. Pokochałam tę historię już na samym początku, a ciekawość jak potoczą się losy bohaterów, tylko wzbudzała moją ciekawość i nie pozwalała odkładać książki na bok. Elżbieta Rodzeń pisze niebanalnie, tą książkę wprost się chłonie. Do tego jest ogrom emocji, czyli to co kocham najbardziej. Uwielbiam, gdy mogę wspólnie z bohaterami przeżywać ich losy. No i kreacja bohaterów doskonała, widać ogrom serca i pracy włożony w tę powieść. Pomysł na fabułę? Szczerze? To jeszcze się z takim nie spotkałam, co jest dużym plusem. Jestem zdecydowanie na tak i nie wiem czy mam się do czego przyczepić.

Martyna to dziewczyna niezwykle sympatyczna, którą pokochałam od razu. Było mi jej żal, ze względu na to jak traktowała ją własna rodzina, która na każdym kroku patrzyła jak uprzykrzyć jej życie. Kiedy rodzina ma więcej dzieci, powinna je traktować na równi, a nie któreś z nich spychać na margines. Niemniej w końcu znalazła w sobie siłę, by zawalczyć o samą siebie. I ta jej przemiana bardzo mi się spodobała. Wiedziała co to ciężka praca i nie bała się żadnego wyzwania.

James to mężczyzna, który zmaga się ze swoją przeszłością każdego dnia. Jest dobry w swoim fachu, jednak boi się komukolwiek zaufać, bo tyle osób już go zawiodło. Ludzie go cenią za jego wkład pracy. Boi się jednak zaufać kobiecie na tyle, by wpuścić ją do swojego życia. James ma niezwykle wielkie serce dla wszystkich, w tym dla zwierząt. Tym, że ratował konie z rzeźni zaskarbił sobie moje serce już kompletnie.

Nie mogę zdradzić wam nic więcej z fabuły, bo popsułabym całą radość z czytania. Powiem wam jednak, że autorka zaskoczyła mnie totalnie, oczywiście w pozytywnym sensie. I chodź mnóstwo tutaj ludzkich dramatów, to historia napawa nadzieją i udowadnia, że przeznaczenie zawsze znajdzie swoją drogę, choćby nie wiadomo jak  bardzo ta droga miała być wyboista. A prawdziwa miłość jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody. Bo jeśli ktoś kocha całym sercem, to nie opuszcza tej drugiej osoby nawet w najbardziej krytycznych momentach jej życia.

Jeśli w życiu mamy jakąś pasję, smykałkę do czegoś to nawet pomimo zniechęcenia najbliższych powinniśmy zrobić wszystko, by postawić na swoim i odnaleźć w tym szczęście. Jeśli wykonujemy coś z ogromem pasji, nawet nie mając w tym kierunku wykształcenia, to jest to nieważne. Ważne natomiast jest to, że robimy coś, w co wkładamy ogrom serca i wtedy nam to wychodzi jeszcze lepiej.

Chłopak, którego nie było to niezwykła historia dwójki młodych ludzi, chłopaka i dziewczyny, którzy nie mają za sobą łatwej przeszłości, a mimo wszystko bardzo pragną zawalczyć o swoją przyszłość. Historia, która wzbudza w czytelniku ogrom emocji i wyciska łzy. Nie sposób przejść obok niej obojętnie. Z całego serca polecam.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję








piątek, sierpnia 09, 2019

Autorzy o zwierzętach - Alina Białowąs

Autorzy o zwierzętach - Alina Białowąs


Alina BiałowąsUrodziła się we Wrocławiu i mieszka w nim do dzisiaj. Nie wyobraża sobie życia bez książek. Interesuje ją psychika kobieca i jej dojrzewanie do różnych etapów życia. Lubi obserwować ludzi. Ma ogromne poczucie humoru i dużo pozytywnej energii, którą chętnie obdarza bliskich znajomych. Marzyła o zawodzie dziennikarki, ale życie napisało dla niej inny scenariusz.


1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt? 
Nie.  Nie wyobrażam sobie.  Któryś z pisarzy, nie pamiętam który, powiedział, że zwierzęta są naszymi najdoskonalszymi nauczycielami.
 2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?
Policzmy: dwa koty, jednego chomika, dwie białe myszki.  W sumie 5 ☺
3.  Zwierzę jest dla mnie…
Istotą czującą,  empatyczną, bezbronną, zasługującą na przyjaźń, miłość, szacunek, opiekę. 
4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Jeżeli jest dusza ludzka, dlaczego miałoby nie być duszy zwierzęcej?       

5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta?

Podziwiam. Popieram. Szanuję.

 6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?
Na pewno nie obojętnością.
7. Pani ulubione zwierzę to?
Kot.   
8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?
Myślę,  że każde. 
9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?
Tak.  Nie znam przypadku, żeby pies zawiódł w przyjaźni.
10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?
 Myślę,  że zdolny fotograf potrafi ukazać piękno każdego zwierzęcia. 

Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas. 


środa, sierpnia 07, 2019

"Aby do mety" Joanna Kruszewska [PATRONAT]

"Aby do mety" Joanna Kruszewska [PATRONAT]



TYTUŁ  "Aby do mety"

AUTOR Joanna Kruszewska

DATA PREMIERY 23.07.2019

WYDAWNICTWO  Replika

ILOŚĆ STRON 368




OCENA  4/6

OPIS





Mira stawia sobie za cel dociągnięcie do ołtarza aktualnego wybranka serca. Jednak w miarę upływu czasu zaczyna zadawać sobie pytanie, czy Łukasz jest aby na pewni tym, z którym powinna spędzić resztę życia. Zachowanie narzeczonego i liczne sytuacje świadczące o niewystarczającym zaangażowaniu emocjonalnym początkowo nie przeszkadzają Mirze w konsekwentnym dążeniu do mety. Pojawienie się jednak w jej życiu kolejno dwóch innych mężczyzn powoduje rozterki duchowe i całą masę wątpliwości.



MOJE ODCZUCIA

Zdarza się, że miłość potrafi nas tak bardzo zaślepić, że nie dostrzegamy tych najistotniejszych szczegółów w naszym związku. Mamy klapki na oczach, dajemy sobą kierować i robimy wszystko pod dyktando ukochanego. Ale przecież w miłości nie o to chodzi. Wzajemny szacunek powinien nam towarzyszyć cały czas.

Główna bohaterka Mira, za wszelką cenę pragnie doprowadzić przed ołtarz swojego partnera Łukasza, przy czym nie zauważa, że on nią manipuluje na każdym kroku. Szuka również nowej pracy, którą załatwia jej przyjaciółka. Tam pojawiają się mężczyźni i to właśnie dzięki nim nasza bohaterka zaczyna dostrzegać to, jak traktował ją jej wybranek. Czy zatem nadal będzie chciała za wszelką cenę doprowadzić narzeczonego na ślubny kobierzec?

Powieść Joanny Kruszewskiej jest lekka i przyjemna, można nawet powiedzieć, że dość przewidywalna. Jednak pomijając te kwestie, śmiało mogę powiedzieć, że tę powieść powinna przeczytać każda kobieta. Dlaczego? Bo każda z nas choć raz w życiu znalazła się w sytuacji w której pomyślała „czy ten mężczyzna, to już ten jedyny?” Bo skąd tak naprawdę mamy wiedzieć, czy wybieramy właściwie? Człowieka nie można poznać w przeciągu tygodnia, miesiąca, a nawet i roku. Jego poznaje się całe życie i za każdym razem odkrywa nowe tajemnice.

Czasem to czego pragniemy, w rzeczywistości nie zawsze może dać nam szczęście. Niekiedy po prostu żyjemy złudzeniami, aż pewnego dnia otwierają nam się oczy na to, co dzieje się dookoła nas i uświadamiamy sobie, że nasze pragnienia stają się ulotne. Związek, aby był udany potrzebuje rozmowy, wspólnie spędzonych chwil, umiejętności pójścia na kompromis. A jeśli tego nie ma, nie ma też sensu żyć w takim „udawanym” związku. Wtedy męczymy się zarówno my jak i nasz partner.

Ten, kto ma dużo, chciałby jeszcze więcej i, prawdę powiedziawszy, zupełnie nie docenia tego co ma. A ten, który nie ma zupełnie niczego, jest w stanie docenić najdrobniejsze błahostki.

Dla Miry okres oświadczyn sprawia, że wspólnie z partnerem oddalają się od siebie, pojawiają się ciągłe kłótnie, wszystko ich drażni. Zamiast spajać się coraz bardziej, ich związek się rozpada. A czy okres przygotowań do ślubu nie powinien być radosny? Wspólne planowanie przyszłości powinni przynosić satysfakcję, tymczasem tutaj jest odwrotnie. Czy zatem dojdzie do ślubu?

Joanna Kruszewska wykreowała bohaterów podobnych do nas. Bo tak naprawdę to osób w podobnej sytuacji jest mnóstwo, nie da się tego ukryć. Są realni, choć momentami potrafią doprowadzić nas niemalże do szału. Powieść napisana prostym językiem, pojawia się szczypta humoru, ale może też pojawić się i łezka w oku. A co najważniejsze, powieść ukazuje współczesny problem młodych ludzi, którzy tak naprawdę nie wiedzą, czego pragną od życia.

Aby do mety to historia przedstawiająca jednostronne starania z związku, kłótnie, niedomówienia, a w końcu oddalanie się od siebie. To historia, która uświadamia nas, że nie da się być szczęśliwym na siłę, i że czasem warto walczyć o to, czego się pragnie, choć te pragnienia czasem stają się nieosiągalne. Zachęcam do przeczytania.


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję



Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger