piątek, lipca 19, 2019

Autorzy o zwierzętach - Katarzyna Mak

Autorzy o zwierzętach - Katarzyna Mak


Katarzyna Mak urodziła się w Gorzowie Wielkopolskim, a od przeszło dwudziestu lat zamieszkuje malowniczą wieś, gdzie wiedzie spokojne, pełne harmonii życie rolniczki z wyboru, bo wraz z mężem prowadzi gospodarstwo ekologiczne. Niepoprawna romantyczka i marzycielka, uwielbia książki o miłości i czasem oderwane od rzeczywistości komedie romantyczne. Marzy o podróżach. Pasjonatka starych zamków i ich historii. W 2017 roku zadebiutowała powieścią ''Dwadzieścia minut do szczęścia''. Poza pracą wśród licznych zwierząt i pisaniem, głównie nocą, na co dzień żona Grzegorza, matka trójki dzieci: Kacpra, Dominiki i Filipa oraz babcia Antosia.


1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt? 
Raczej nie. Kocham zwierzęta, choć jeszcze bardziej otaczających mnie ludzi i bezwzględnie nie wyobrażam sobie życia właśnie bez nich. Niemniej ciężko jest mi sobie wyobrazić, że tylko ludzka populacja miałaby zamieszkiwać naszą planetę. Zwierzęta bowiem stanowią część nas samych. Nierzadko są naszymi powiernikami w szczęściu i niedoli, swoistą pociechą. Ale często, co dla niektórych może wydać się okrutne, bywają także pożywieniem albo pochodną składników, które spożywamy (mam nadzieję, że nie spadnie na mnie za to fala hejtu, którym się zwyczajnie brzydzę).
2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?
Całkiem sporo. Kiedy byłam małą dziewczynką moimi pupilkami na ogół bywały chomiki. Mama z racji tego, że wraz z moją wówczas pięcioosobową rodzinką mieszkaliśmy w małym, ciasnym mieszkanku na ósmym piętrze, rękoma i nogami 😉 wzbraniała się przed posiadaniem psa, czy kota. Dlatego od wczesnych lat powtarzałam jej, że jak dorosnę… I cóż. Przeprowadziłam się na wieś. A tu zwierząt mi nie brakuje. Mam psy, kota. Wspólnie z mężem prowadzimy gospodarstwo rolne i hodujemy w nim bydło, na które składają się krowy, cielęta, buhaje. Moje chłopaki – mowa tu moim mężu i starszym synu – kochają gołębie pocztowe, więc w moim życiu zwierząt jest pod dostatkiem. 
3. Zwierzę jest dla mnie…
Hmmm, kim dla mnie jest zwierzę. Radością, jakiej czasem w tych szalonych czasach brakuje nam wszystkim w życiu. Jeśli ktoś spodziewał się, że odpowiem, iż zwierzę jest przyjacielem, bądź członkiem rodziny, to się myli. Straciłam kiedyś bowiem ukochane zwierzę, które uważałam wówczas za przyjaciela, członka rodziny, takie małe ogniwo wypełniające naszą rodzinną więź. Omal nie postradałam wówczas rozumu, kiedy ta istota odeszła. Dlatego przyrzekłam sobie wówczas, że zwierzę na zawsze pozostanie zwierzęciem, a człowiek człowiekiem.  I że już zawsze będę płakała jedynie po stracie ludzi… Lecz czy mi się to udaje?
 Może uznacie to za pewnego rodzaju tchórzostwo, ale ja nie zamierzam się wstydzić swoich słabości. Być może jest to pewnego rodzaju ucieczka, ale nie potrafię inaczej.
4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Niezwykle trudne pytanie. Powszechnie uważa się, że zwierzęta nie posiadają duszy. Ja jednak nie jestem tego aż tak bardzo pewna. Przydarzyła się bowiem kiedyś taka sytuacja w moim życiu, że byłabym w stanie zmienić zdanie na ten temat. Ale ja przecież jestem pisarzem, więc może zwyczajnie ponosi mnie wyobraźnia?

5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta?

Cóż, kolejne pytanie, na które po udzieleniu odpowiedzi, obawiam się, że spadnie na mnie nie tyle krytyka, do której każdy ma prawo, a fala hejtu. Otóż w zasadzie nie mam nic przeciwko takim organizacjom. Jednak kiedy widzę ogrom ludzkich nieszczęść, to uważam, że na pierwszym miejscu zawsze powinni znajdować się potrzebujący ludzie, a dopiero potem zwierzęta. Uważam też, że jeśli udałoby się nam pomóc wszystkim potrzebującym, nierzadko bezradnym ludzkim istotom, wówczas ten nad plan finansowy można by przekazywać na Fundacje ratujące zwierzęta. Już widzę oburzenie na twarzach ludzi, którzy są innego zdania. Niemniej moje zdanie jest właśnie takie, a nie inne. Byłam kiedyś świadkiem, kiedy zwierzę potraktowano lepiej od człowieka. To był świąteczny czas, okres przed świętami Bożego Narodzenia. Robiąc zakupy w jednym z supermarketów natknęłam się na sytuację, która wywołała we mnie łzy, gorycz i niedowierzenie. Otóż na własne oczy widziałam, jak kasjerka, która kilka chwil wcześniej zabawiała psa jednego z klientów, który w cieplutkim, ogrzewanym przedsionku sklepu ujadał za swoim właścicielem, wyrzuciła na mróz bezdomnego człowieka. Mam mówić więcej? Nie potrafię, nie zdołam…  
6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?
Uważam, że nie wolno świadomie krzywdzić zwierząt. Przecież to żywa istota, czująca, tak samo jak my. A czy my ludzie lubimy, jak ktoś wyrządza nam krzywdę? Dlatego w zaistniałej sytuacji, o której mowa, pewnie zdzieliłabym delikwenta, może torebką, po głowie?
7. Pani ulubione zwierzę to?
Pies, zdecydowanie. Lubię też koty. Zresztą każde zwierzę ma w sobie to coś, tylko trzeba umieć to w nim odnaleźć. Niemniej pies był moim dziecięcym marzeniem i może właśnie dlatego jest na szczeblu wyżej od innych równie ujmujących moje serce zwierząt?
8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?
Krowa? 😊 😉 Żartuję oczywiście. Chociaż, gdybyście zobaczyli na własne oczy, co te zwierzęta niejednokrotnie są w stanie uczynić, to pewnie można by z tego napisać całkiem przyjemną komedię. 
9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?
Czy najlepszy? Na pewno bezwarunkowy. Akceptuje bowiem człowieka takim, jakim jest. Nie ocenia, nie krytykuje… Ale czy w prawdziwej przyjaźni właśnie o to nam chodzi? Ja osobiście w przyjaźni oczywiście oczekuję miłości, zrozumienia, pocieszenia w trudnych sytuacjach. Ale też jeśli zajdzie taka konieczność, to liczę, że mój przyjaciel potrząśnie mną, kopnie w tyłek, jeśli nie będzie miał innego wyjścia, popuka mnie w głowę, czy nawet pokaże mi środkowy palec. Ważne, by poskutkowało właściwie. A nikt inny, jak odpowiednio dobrany ludzki przyjaciel nie jest w stanie tego zrobić, czyż nie? 
10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?
O cholercia? Nie wiem. W zasadzie to chyba uważam, że ze zwierzętami jest podobnie jak z ludźmi. Albo jesteśmy fotogeniczni, albo nie. I ani żadna odmiana, czy rasa nie ma tu nic do rzeczy. Albo urodziliśmy się „gwiazdami foto” albo nie.

Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.





środa, lipca 17, 2019

"Między nami miłość. Niepokorna" Katarzyna Mak [PRZEDPREMIEROWO/PATRONAT]

"Między nami miłość.  Niepokorna" Katarzyna Mak [PRZEDPREMIEROWO/PATRONAT]


TYTUŁ  „Między nami miłość. Niepokorna"

AUTOR Katarzyna Mak

DATA PREMIERY 24.07.2019

WYDAWNICTWO  Videograf S.A.

ILOŚĆ STRON 384




OCENA  5/6

OPIS




Ona – piękna dziewczyna z hiszpańsko-polskimi korzeniami. Jedynaczka, oczko w głowie tatusia, rozpieszczona, nieznająca prawdziwego życia. On – mężczyzna z krwi i kości, twardo stąpający po ziemi. Facet z zasadami i przeszłością, którą z tylko sobie znanych powodów ukrywa. Dzieli ich niemal wszystko: charaktery, kultura, a przede wszystkim zupełnie odmienne spojrzenie na życie. A jednak coś, do czego początkowo żadne z nich nie chce się przyznać, pcha ich ku sobie jak niewidzialny magnes… Mia, stając w obliczu nowego wyzwania, musi natychmiast dorosnąć i porzucić swe dotychczasowe wygodne, hulaszcze życie, które wiodła u boku ojca. Dostając spadek po matce, która porzuciła ją, gdy dziewczyna miała kilka lat, zostaje zesłana do obcego kraju, do domu, którego zdaje się nienawidzić tak samo, jak jego poprzedniej właścicielki.
Antek wraz ze swoją ekipą budowlaną otrzymuje kolejne zlecenie. Na prośbę człowieka, któremu wiele zawdzięcza, osobiście ma zająć się remontem domu jego córki. Wszystko wydaje się proste, jednak z pozoru zwyczajne zadanie zaczyna go nieco przerastać, a rozkapryszona dziedziczka swoim nietuzinkowym zachowaniem wywołuje w nim skrajne emocje. 
Czy różnice dzielące tych dwoje młodych ludzi zdołają powstrzymać uczucie, które nieoczekiwanie pojawia się w ich sercach? Czy na podwalinach rudery, na osłabionych fundamentach własnych życiowych wyborów będą w stanie zbudować miłość? Czy pomimo różnic dzielących Mię i Antka uda im się odnaleźć właściwą drogę do wspólnej przyszłości? Czy krok po kroku, cegła po cegle, uda im się zbudować szczęśliwe zakończenie?


MOJE ODCZUCIA

Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają niczym magnes. I patrząc na dwójkę naszych bohaterów to sporo w tym prawdy. Nasi bohaterowie to mieszanka iście wybuchowa, kompletne przeciwieństwa pod każdym względem. A jednak, pojawia się uczucie i jedno ciągnie do drugiego. Pytanie zatem, czy ta dwójka razem przetrwa, czy jednak się „pozabija”? Czy skrywane tajemnice, które ujrzą światło dzienne zaważą na ich przyszłości?

Mia to dziewczyna, która zawsze dostawała od ojca to co chciała. Jest totalnie rozkapryszoną, a do tego pyskatą dziewczyną, która uważa się za pępek świata. Jej odzywki momentami są strasznie chamskie.

Antek – to przystojniak, do tego budowlaniec, który wie, co to prawdziwe życie. Na wszystko pracuje sam, nigdy nic nie przyszło mu z pomocą kogoś innego. Ma niemalże anielską cierpliwość do swojej klientki, ale bywają momenty, w których ledwo daje radę się opanować. 

Ona jest zraniona przez los, a dokładniej przez swoją matkę, która ją porzuciła. On ukrywa przed nią swoją przeszłość i wcale nie jest mu z tym łatwo. Ma ku temu swoje powody. Jednak jak wiadomo, prawda prędzej czy później wyjdzie zawsze na jaw. Czy zatem warto kłamać? Antek przekona się o tym na własnej skórze.

Życie naszej bohaterki na pozór może i wydaje się łatwe. Ojciec zapewniający jej wszystko czego chce, jej ciągłe imprezy z przyjaciółką i zabawy z mężczyznami. Ale w tym wszystkim kryje się drugie dno. Mia nie zachowywałaby się tak, gdyby jej serce i dusza nie były zranione. Ta kobieta, jak zwie swoją matkę kojarzy jej się z nienawiścią, więc kiedy otrzymuje po niej spadek w postaci domu, postanawia pozbyć się z niego wszystkich jej rzeczy i przeprowadzić gruntowny remont. 

Kiedy w naszym życiu dzieje się coś złego, najczęściej obwiniamy o to osobę, która prawdopodobnie za tym wszystkim stoi. Nie dajemy szansy na wytłumaczenie, na zrozumienie, tylko pochopnie oceniamy. Ale co byśmy zrobili, gdybyśmy się potem dowiedzieli, że to wcale nie wyglądało tak jak nam się wydawało? Czy bylibyśmy w stanie przebaczyć, zrozumieć? Traumatyczne przeżycia już na zawsze wypalają w naszej duszy dziurę, której nie sposób załatać. Sprawiają, że „zakładamy maskę”, pod którą ukrywamy swoją prawdziwą twarz. Staje się to dla nas swojego rodzaju obroną przed możliwymi niepożądanymi kolejnymi atakami. Obieramy taki, a nie inny tryb życia, pozwalamy aby manipulowały nami inne osoby. Ale czy tak powinno wyglądać prawdziwe życie? Nie sądzę. 

Antek to bohater przy którym mogłaby się rozpłynąć każda kobieta. Jest pracowity, sumienny i troskliwy. Ma niezliczone pokłady cierpliwości, ale także i tajemnicę, która może zmienić bieg dalszych wydarzeń. Tak sobie myślę, że jeśli na mojej drodze spotkałabym tak nieznośną dziewczynę jak Mia, to chyba udusiłabym ją gołymi rękami, dlatego podziwiam naszego bohatera za kontrolowanie się. 

Spojrzałem na jej twarz i znów wróciło to nieznośne poczucie winy, że nie mogę z nią być do końca szczery. Tak bardzo chciałem powiedzieć jej o wszystkim do końca,  bo wiedziałem jak wiele mogło to zmienić w jej życiu.  Dlaczego wciąż muszę coś ukrywać,  choć tak bardzo chciałbym w tej chwili być wolny od wszystkich tych tajemnic? 

Katarzyna Mak w swojej historii przedstawia nam dwójkę interesujących bohaterów. Z początku są niczym ładunek wybuchowy, który nie wiadomo kiedy wybuchnie, ale później z każdym kolejnym dniem stają się sobie bardziej bliżsi niż mogłoby się nam wydawać. Ale jak wiadomo, wszystko co piękne nie trwa wiecznie. W końcu w ich życie wkrada się chaos. Czy zdołają go opanować? 

Zaczęłam czytać i wiedziałam, że ta opowieść mnie wciągnie. Nie mogłam przestać czytać, choć nie ukrywam, że nie raz i nie dwa miałam ochotę rozszarpać Mię gołymi rękami za jej jakże dziecinne zachowanie. Ale czymże byłaby lektura bez odrobiny irytacji i mnóstwa emocji? Bo ich tutaj nie brakuje. Podoba mi się, że narracja toczy się dwuosobowo. Poznajemy ich losy zarówno z perspektywy Mii oraz Antka, co sprawia, że lepiej możemy ich poznać i starać się zrozumieć.

Autorka nie szczędzi też w swojej historii dramatów, które zrzuca na bohaterkę. Z czasem stało mi się jej strasznie żal, bo kto normalny byłby w stanie wytrzymać tyle przykrych wydarzeń? Mówią, że co cię nie zabije, to cię wzmocni, ale czy w rzeczywistości tak właśnie jest?

Czytanie Niepokornej przysporzyło mi wiele emocji, zaczynając od irytacji, niedowierzania, uśmiechu, radości, smutku, a także bólu i cierpienia. Wspólnie z bohaterami brałam czynny udział w ich życiu i tym co się w nim działo. Bywały momenty, że tak jak ich serca tak i moje rozbijało się w drobny mak. A do tego to zakończenie, które pozostawia wiele niewiadomych. 

Między nami miłość. Niepokorna to książka, która przedstawi nam świat dwójki całkiem odmiennych bohaterów, których połączy nie tylko uczucie. Ona totalnie niepokorna i on znający życie, czy mają szansę ma wspólną przyszłość? Zachęcam do przeczytania. 


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję Autorce oraz









wtorek, lipca 16, 2019

Zapowiedź "Aby do mety" Joanny Kruszewskiej

Zapowiedź "Aby do mety" Joanny Kruszewskiej

Premiera: 23.07.2019


Jest mi niezmiernie miło poinformować,  iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Aby do mety Joanny Kruszewskiej. 



"Aby do mety” to powieść, która przedstawia pewien okres życia bohaterki, Miry, trzydziestoletniej kobiety, niedoszłej nauczycielki historii i początkującego grafika. Okres, w którym ma zapaść jedna z najważniejszych decyzji w jej życiu. Początkowo Mira stawia sobie za cel nadrzędny dociągnięcie do ołtarza aktualnego wybranka serca, w miarę jednak upływu czasu zaczyna zadawać sobie pytanie, czy Łukasz jest aby na pewno tym, z którym powinna spędzić resztę życia. Zachowanie narzeczonego i liczne sytuacje świadczące o niewystarczającym zaangażowaniu emocjonalnym, początkowo nie przeszkadzają Mirze w konsekwentnym „parciu” do mety. Pojawienie się jednak w jej życiu, kolejno dwóch mężczyzn powoduje rozterki duchowe bohaterki i całą masę wątpliwości.

Dodatkowo wspierana przez dwie przyjaciółki; Agnieszkę, artystyczną duszę o żelaznych zasadach i wyglądzie żurnalowej modelki, jak i Ulę, ciepłą, przyjazną wszystkim kobietę, przykładową żonę i matkę czwórki rozbrykanego rodzeństwa, decyduje się jednak na odroczenie terminu ślubu.
Przy okazji udaje jej się znaleźć miłość i przekonać się, że nie jest istotny sam bieg do mety, ale to z kim się biegnie.


Recenzja w okolicach premiery.




wtorek, lipca 16, 2019

"Powroty i wspomnienia" Sylwia Trojanowska [PRZEDPREMIEROWO]

"Powroty i wspomnienia" Sylwia Trojanowska [PRZEDPREMIEROWO]


TYTUŁ  "Powroty i wspomnienia"

AUTOR Sylwia Trojanowska

DATA PREMIERY 17.07.2019

WYDAWNICTWO  Czwarta Strona

ILOŚĆ STRON 360




OCENA  6/6

OPIS




Odkrywanie rodzinnej historii to dla Magdaleny fascynujące, ale i bolesne wyzwanie.

Chociaż Ludwik opowiada jej o swojej wstrząsającej przeszłości, uczuciach, miłości i nadziejach, kobiecie wciąż wydaje się, że dziadek nie zawsze jest z nią szczery. Czy tajemnicza złota broszka i stary notes okażą się kluczem do prawdy? Magdalena chce poświęcić dziadkowi jak najwięcej czasu, zanim będą musieli się pożegnać. W ich rozmowach nie brakuje emocji i poruszających wyznań. Powroty i wspomnienia to próba ostatecznego rozliczenia z przeszłością, której nie można zapomnieć, ale trzeba wybaczyć.


MOJE ODCZUCIA

To już niestety ostatnia część losów Ludwika i Dusi. Muszę przyznać, że bardzo mi przykro z tego powodu, ale przecież coś co się zaczęło, musi się też i skończyć. Choć nie ukrywam, że ta seria zapadnie na długo w moim sercu. Sylwia Trojanowska sprawiła, że w moim sercu odżyło wiele wspomnień związanych z moimi dziadkami. Zwłaszcza jeden z nich, który odszedł wiele lat temu po części przypominał mi Ludwika ze względu na jego losy. Otóż mój dziadek też żył z pewną tajemnicą przez całe życie i dopiero na kilka dni przed śmiercią wyjawił ją moim rodzicom. Myślę, że dzięki temu odszedł ze spokojem ducha, którego nie zaznawał przez tyle lat. 
W ostatniej części Sekretów i kłamstw nadal stajemy się słuchaczami opowieści Ludwika. Nie są to raczej przyjemne wspomnienia, jednak obiecał prawdę Magdalenie i słowa dotrzymuje, choć wciąż ma przed nią jakieś drobne tajemnice. Pojawia się tutaj kilka zaskakujących wątków, które potrafią zrobić wrażenie na czytelniku. No i to zakończenie, którego kompletnie się nie spodziewałam. 
– Jeśli chcesz poznać całą prawdę, to po prostu nie masz wyjścia. Ja wiem, że to, o czym opowiadam bywa, albo raczej JEST bolesne, ale tak właśnie wygląda moja prawda. A o prawdę ci chodzi, przecież… Nie mogę obiecać, że będzie lżej, że zaraz zacznę opowiadać o kwiatkach i krówkach – użył ironicznego tonu głosu – bo to nieprawda. Tak nie będzie. W moim życiu więcej było krwi i błota, niż złota i lukru.
Czytanie tej powieści było dla mnie swoistą wędrówką w odległe czasy moich przodków. Dzięki Sylwii i jej książce wróciłam wspomnieniami do opowieści mojej babci o jej ciężkich czasach. Nie da się ukryć, że ludzie żyjący w starych czasach wcale nie mieli łatwego życia, że często czyhało na nich jakieś niebezpieczeństwo. Że musieli uważać na to co robią, z kim się zadają i wiedzieć czego mają unikać. Niektórzy musieli pozbyć się swojej prawdziwej tożsamości ze względu na bezpieczeństwo. Niektórzy musieli wyrzec się rodziny w ten czy inny sposób, by zapewnić jej ochronę. 
Przeszłość to coś co mamy już za sobą i na co nie mamy wpływu. To co się miało wydarzyć, wydarzyło się, a my nie możemy cofnąć czasu i zmienić biegu wydarzeń. Z drugiej strony myślę, że wszystko co nas spotyka ma w sobie ukryty jakiś cel, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Los czasem doświadcza nas okrutnie, nie ma co się oszukiwać. Jedni mają łatwiejsze życie, wszystko przychodzi im w prostszy sposób. Drudzy natomiast mają wciąż pod górkę, muszą mierzyć się z kłodami rzucanymi im pod nogi. 
Autorka w swojej ostatniej części o Ludwiku i Dusi trzyma nadal wysoki poziom. Wszystkie opowieści dziadka są niczym sentymentalna wędrówka do przeszłości. Sprawiają, że sami łapiemy się nad chwilami zadumy nad tym co było, a czego już nie ma. To historia obok której nie można przejść obojętnie, nawet jeśli by się chciało. Sylwia pisze niezwykle pięknym językiem, sprawia, że wyzwala się w nas wiele emocji. Ja bardzo zżyłam się zarówno z Dusią jak i Ludwikiem, choć czasem potrafił mnie nieźle zdenerwować swoim zachowaniem. W głębi duszy jednak wiedziałam, że to dobry człowiek, tylko okrutnie doświadczony przez los. 
Kiedy skończyła czytać, łzy obficie spływały jej po policzkach, dłonie drżały, a kolana trzęsły się, niczym osika. Kilka razy przeczytała wyznanie dziadka. Była nim tak głęboko wstrząśnięta, jak jeszcze nigdy dotąd. Wstała, by nalać sobie wody, bo w ustach zupełnie jej zaschło. I wtedy nagle ją zamroczyło i … nic już nie pamiętała, niczego nie słyszała.


Dużą rolę odgrywa tutaj Szczecin i ulica Skalista, której posiadam już realne wyobrażenie. To właśnie ona jest kluczowym miejscem tej serii, bo to właśnie tutaj poznajemy w większości historie Ludwika. I to nie byle jakie historie, tylko takie, które chwytają za serce i momentami wyciskają łzy z oczu. 
Powroty i wspomnienia to doskonałe zwieńczenie historii naszych bohaterów. To historia, która ukazuje jak kruche potrafi być życie ludzkie i jak wiele krzywd potrafimy wyrządzać naszym bliskim nie będąc tego w pełni świadomym. Od tej książki nie sposób się oderwać. Polecam, nie tylko ją, ale całą serię. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Autorce



poniedziałek, lipca 15, 2019

"Zapach miłości" Justyna Chrobak [PRZEDPREMIEROWO/PATRONAT]

"Zapach miłości" Justyna Chrobak [PRZEDPREMIEROWO/PATRONAT]


TYTUŁ  "Zapach miłości"

AUTOR Justyna Chrobak

DATA PREMIERY 16.07.2019

WYDAWNICTWO  Replika

ILOŚĆ STRON 368




OCENA  4/6

OPIS





Magda czasem ma ochotę rzucić wszystko w diabły. Niby nie powinna narzekać – pracuje na kierowniczym stanowisku, jest niezależna… ale w jej życiu czegoś brakuje. Czegoś czy raczej kogoś – Tego Jedynego, do którego mogłaby się przytulić po powrocie do domu, z kim mogłaby zjeść kolację i przy kim mogłaby budzić się i zasypiać.
Niespodziewanie życie Magdy przewraca się do góry nogami. W drodze do pracy wpada na Roberta – mężczyznę z marzeń. I wszystko byłoby cudownie, gdyby ten po jakimś czasie nie stwierdził, że cudowny romans to błąd.
Czy Magda pokona przeciwności losu, odnajdzie sens życia i zdobędzie prawdziwą miłość, której zapach już unosi się w powietrzu?


MOJE ODCZUCIA

Główna bohaterka, Magda to kobieta, która twardo stąpa po ziemi. Ma świetną pracę, wspaniałe przyjaciółki, ale brakuje jej mężczyzny swojego życia. W końcu takiego poznaje – Roberta. Jednak czar pryska niczym bańka mydlana, gdyż on pewnego dnia stwierdza, że ich spotkania były błędem. Magda pozostaje ze złamanym sercem i… wywróconym życiem do góry nogami. 

Nie potrafiłam dojść do siebie po tym, co się stało, że tak szybko wylądowałam z nim w łóżku, że zbyt łatwo się na kogoś otworzyłam. I co dostałam w zamian? Porządnego kopa – takiego, który miał mi pokazać, że gdy mi jest za dobrze, to i tak po chwili będzie beznadziejnie.

Z twórczością autorki miałam przyjemność zapoznać się przy powieści Trzy razy M, która mi się spodobała. Dlatego bardzo chętnie zapoznałam się z jej kolejną książką. 

Muszę przyznać, że po przeczytaniu kilku pierwszych stron miałam lekkie obawy co do tej powieści, jednak już po kliku kolejnych na szczęście się rozwiały. Śmiało mogę powiedzieć, że powieść ta poniekąd przypomina trochę telenowelę, a że jako ja takie lubię czasem pooglądać, więc przypadła mi do gustu. Czyta się niezwykle przyjemnie i płynnie. Momentami Justyna Chrobak rozbawiła mnie niemalże do łez. Podobały mi się te słowne potyczki, które uprzyjemniły mi czas podczas czytania. W powieści nie zabrakło jednak również i smutnych momentów, które dało się odczuć na własnej skórze. Więc śmiało mogę powiedzieć, że emocji tutaj nie zabraknie. Naszym bohaterom autorka zafundowała wiele niesprzyjających wydarzeń, przez co były powroty i rozstania. Często ktoś trzeci ingerował w ich życie, pragnąc je im uprzykrzyć. 

Magda to kobieta, którą polubiłam od początku. Podobała mi się jej stanowczość oraz zadziorność, kiedy wymagała tego sytuacja. Doskonale rozumiałam jej rozterki, podczas dziwnego zachowania Roberta, bo sama zareagowałabym podobnie. 

Robert to mężczyzna o boskim wyglądzie, za którym rozgląda się wiele kobiet. Potrafi być czuły, troskliwy, by za moment przerodzić się w zimnego drania. Bywały chwile, kiedy miałam ochotę porządnie nim potrząsnąć za jego niezdecydowanie. Ale i tak go polubiłam za to, że nie poddawał się wpływom osób trzecich, tylko sam dążył do odkrycia prawdy. Tym mi zaimponował. 

Razem ta dwójka bohaterów czasem dostarczała nam niemałych wrażeń i palpitacji serca. Ich historia nie jest słodka i oblana lukrem, gdyż po drodze muszą stawić czoła nie lada problemom. Uczucie między nimi aż iskrzy, tylko, że nie podoba się to jednej kobiecie, która jest w stanie zrobić wszystko by ich rozdzielić. Czy jej się to uda? 

Miłość nie zawsze jest prosta. Jak widać na podstawie tej książki potrafi być bardzo skomplikowana. Ale jeśli ktoś kocha tak prawdziwie, to nic nie jest w stanie stanąć mu na przeszkodzie do tego uczucia. Bo prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać wszystko, nawet ludzkie dramaty. 
 W mojej głowie panowała jedna wielka pustka. Nic nie miało znaczenia. Byłam wyzuta ze wszystkich soków. Czułam to tak wyraźnie. Czegoś brakowało. Kogoś. A tego kogoś już nie było i nie będzie. Ktoś, dla kogo miałam być najważniejsza na świecie. Ktoś, kto przez kilka dni zdążył stać się dla mnie najukochańszą istotą na ziemi. Teraz już go nie było. Całkowita pustka.

Justyna Chrobak nieźle pokiereszowała życie Magdzie, wystawiła ją na nie lada próbę, pozbawiła chęci do życia, ale także dała nadzieję na nowy początek. Lubię takie historie, w których dużo się dzieje, a tutaj tak właśnie jest. 

Zapach miłości to historia ukazująca wzloty i upadki dwójki ludzi, którzy darzą się niezwykle silnym uczuciem, ale ciągle napotykają na swojej drodze jakieś przeszkody. To historia z którą się płynie, a losy bohaterów wciągają nas w ich świat. Świat, w którym nie zawsze patrzy się przez różowe okulary. Zachęcam do przeczytania. 

Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję Autorce oraz






niedziela, lipca 14, 2019

"Najprawdziwsza fikcja" Bianka Kunicka-Chudzikowska

"Najprawdziwsza fikcja" Bianka Kunicka-Chudzikowska


TYTUŁ  "Najprawdziwsza fikcja"

AUTOR Bianka Kunicka-Chudzikowska

DATA PREMIERY 14.12.2018

WYDAWNICTWO  Oficynka

ILOŚĆ STRON 340




OCENA  4/6

OPIS





Mam na imię Zofia

Jestem postacią fikcyjną. W pewnym sensie powstałam tu i teraz. Urodziłam się bez bólu, już dorosła, z bagażem doświadczeń moich, choć przeze mnie nieprzeżytych. Istnieję, dysponując wspomnieniami z własnego niebytu. Ból za to pewnie zrodzi się później wraz z kreowaniem przyszłości. Moją osobowość, z góry narzuconą przeszłość i czekającą mnie przyszłość dokładnie poznam wkrótce…

Najprawdziwsza fikcja to niezwykła opowieść o ludzkim trudzie wyłaniania się z niebytu i odkrywaniu własnej tożsamości.
 



MOJE ODCZUCIA

A gdybyście tak przyszli na świat już jako dorośli ludzie z bagażem przeszłości, którą znacie, ale której sami nie przeżyliście? Gdybyście tak naprawdę sami nie wiedzieli kim jesteście? Ciężko to sobie wyobrazić, prawda? Nasza bohaterka – Zosia, właśnie w takiej sytuacji zostaje postawiona. Musi uczyć się swojej tożsamości od podstaw, bo choć jest już dorosła to nic o sobie nie wie.

Najciekawszym zabiegiem w tej powieści jest to, że sama autorka rozmawia ze swoimi bohaterami. Jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło mi się czytać książki w takiej formie. Ale muszę przyznać, że niewątpliwie jest to plusem tej pozycji. Autorka z Zosią są jak dwa przeciwne bieguny, które wciąż się ze sobą sprzeczają i kłócą. Momentami już sam czytelnik nie wie, kto jest kim, bo chaos i zamieszanie zbijają nas z tropu. Fikcja miesza się z rzeczywistością, obie stanowią uzupełnienie siebie nawzajem i odnoszę wrażenie, że jedna bez drugiej nie może istnieć.

Zosia to niezwykle barwa postać, pełna sprzeczności i zawirowań. Posiada dwa oblicza, raz jest spokojna, by za moment stać się zadziorną. Potrafi być zabawna, by za chwilę stać się męczącą. Rezolutna i rozsądna, a w następnej chwili apatyczna i lekkomyślna. Jednak nie sposób jej nie polubić. Ma w sobie to coś, co każdy z nas może odkryć w nas samych. Dzięki temu po części sami w pewnym sensie się z nią utożsamiamy. Z tą bohaterką nie sposób się nudzić.

Bianka Kunicka-Chudzikowska w swojej powieści porusza problemy egzystencji ludzkiej, odkrywanie samego siebie od nowa oraz podejścia do życia. Całość została napisana pięknym, łatwym i wciągającym  polskim językiem. Powieść nie jest nużąca, intryguje i zaskakuje czytelnika niemalże na każdym kroku. Barwne postacie, wiele ważnych aspektów życia i droga do odnajdywania samego siebie. Czytając tę książkę uśmiech mało kiedy schodził mi z twarzy. Potyczki słowne pomiędzy bohaterką, a samą autorką sprawiły mi wiele radości.

Tak bardzo niedoceniana i niejednokrotnie trywializowana starość jest esencją życia. Wprawdzie ubrana w wysłużone już opakowanie, ale w rzeczywistości jest pięknem samym w sobie, sednem, które obejmuje czule w swych ramionach także tą dawną, beztroską młodość, jędrność skóry i nieśmiały rumieniec. Starość, jest niezmąconą demencją, jest skarbnicą, sezamem, apogeum człowieczego jestestwa.

Poczucie humoru autorki jest odzwierciedleniem całej powieści i nadaje jej smaku i wyrazistości. To właśnie ten czarny humor przyciągnął mnie najbardziej. I choć dużo tutaj fikcji, autorka głośno i otwarcie mówi o rzeczach, o których w realnym świecie często boimy się mówić na głos. Cała powieść zaraża czytelnika niezwykle pozytywnym nastawieniem do życia.

Najprawdziwsza fikcja to powieść, która pod płaszczykiem niezwykłego humoru skrywa drugie dno, które porusza i skłania do refleksji. Fikcja i teraźniejszość, jak często zdarzało wam się, że te dwa światy zderzały się ze sobą? Czy możliwa jest fikcja bez realizmu, a może realizm bez fikcji? Koniecznie przekonajcie się o tym sami. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Autorce.


Recenzja powstała w ramach promocji książek biorących udział w II edycji niezależnego plebiscytu na polską Książkę Roku „Brakująca Litera” 2018.



Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger