piątek, września 20, 2019

Autorzy o zwierzętach - Justyna Chrobak

Autorzy o zwierzętach - Justyna Chrobak


Justyna ChrobakUrodziłam się w 1985 roku w Bielsku-Białej, gdzie po małych zawirowaniach emigracyjnych mieszkam do dziś. Jestem zodiakalnymi rybami, z tego co już nie raz słyszałam mocno odzwierciedla się to w moim charakterze. Do pewnego czasu byłam niepoprawną romantyczką. Utemperowana własnymi życiowymi doświadczeniami, dużo ostrzej patrzę na świat i otaczających mnie ludzi, zachowania, codzienne sytuacje. W wolnej chwili tańczę, ruszam w góry, lub po prostu siadam z kawą na cudownej werandzie w rodzinnym domu.

Pisałam od zawsze, dla siebie. Potem przyszedł czas na tekst, który został w 2011 roku wydany. Pisanie sprawia mi radość, pochłania, pozwala przenieść historie stworzone przez moją wyobraźnie do rzeczywistości. Pisząc mam władzę nad losem bohaterów, nad ich szczęściem, nad otaczającym ich światem. Jest to dla mnie namiastka tego, czego nikt z nas nie ma w prawdziwym życiu.


1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt? 
Nie.
2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?
Trochę tego było, chomiki, królik, świnka morska, rybki, kotki, no i kilka psów 😊

3. Zwierzę jest dla mnie…
Przyjacielem i członkiem rodziny.
4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Muszą mieć. Mają dusze, uczucia i swoje charakterki.
5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta?
Popieram działania takich fundacji.
6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?
Chciałabym napisać, że od razu bronię zwierzęcia i przechodzę do czynów. Ale biorąc pod uwagę, że jestem z natury strasznie strachliwa, pewnie bym zadzwoniła po kogoś i wezwała pomoc.
7. Pani ulubione zwierzę to?
Pies. A nawet dwa. Moje dwie ukochane kudłate 😊

8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?
W książkach dla dzieci wszystkie zwierzaki mogą być najlepszym bohaterem, chyba ciężej przemycić zwierzaki w książkach dla dorosłych. Ale zwierzak, który jest przyjacielem głównego bohatera, może być równie ciekawym i ważnym bohaterem co jego pan/pani 😊
9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?
Zgadzam się we wszystkich możliwych procentach 😊
10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?
Zdecydowanie wszystkie futrzaste zwierzaki są świetnymi modelami. Jeszcze do tego najlepiej dodać jakieś śliczne, patrzące bystro oczka i uszy, najlepiej oklapłe i świetna fotografia murowana.

Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.



wtorek, września 17, 2019

"Wszystkie nuty życia" Natalia Murawska [PREMIEROWO/PATRONAT]

"Wszystkie nuty życia" Natalia Murawska [PREMIEROWO/PATRONAT]



TYTUŁ  "Wszystkie nuty życia"

AUTOR Natalia Murawska

DATA PREMIERY 17.09.2019

WYDAWNICTWO  Lucky

ILOŚĆ STRON 480




OCENA  6/6

OPIS





SĄ LUDZIE, DLA KTÓRYCH WARTO WALCZYĆ
NAWET Z NAJGORSZĄ PRZESZŁOŚCIĄ…

Maja nie chce niczego czuć. Tak jest bezpieczniej. Łatwiej. Ma nadzieję, że życie w obcym mieście pozwoli jej zapomnieć o tragedii i pustce, której nic nie może wypełnić.

Życiem Mikołaja jest muzyka i to dzięki niej zawsze odnajdywał zapomnienie. Zimowy wieczór i jedna niewłaściwa decyzja sprawi, że wszystko się zmieni.

Łączy ich poczucie winy, dzieli bolesna przeszłość.

Czy dwa złamane serca będą w stanie znaleźć wspólny rytm?

Czy miłość może wygrać z nienawiścią?




MOJE ODCZUCIA

Pamiętam jak dziś jak bardzo byłam zauroczona debiutem Natalii Życie jest piękne i jak po jego przeczytaniu od razu napisałam do niej z zapytaniem, kiedy mogę liczyć na kolejną powieść jej autorstwa. Doczekałam się tej chwili i jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ po raz kolejny jestem zachwycona. Kolejny raz otrzymałam ogrom emocji, które zawsze robią na mnie piorunujące wrażenie.

Ona i On, dwoje młodych ludzi, którym w swoim życiu przyszło się zmierzyć z piekłem. Oboje zaznali ogrom cierpienia i bólu i każdego dnia zmagają się ze swoimi demonami przeszłości. Nie mogą pogodzić się z tym, co się stało, choć bardzo pragnęliby żyć normalnie. Los stawia ich na swojej drodze. Każde kolejne spotkanie wywołuje coraz więcej emocji. Tylko czy dwoje skrzywdzonych przez los ludzi, może połączyć miłość? Czy zdołają się uratować nawzajem?

Ktoś, kto powiedział, że czas goi rany, był kłamcą. Albo w życiu nie przeżył niczego złego. Czas nie goi ran, pozwala jedynie nauczyć się, jak przetrwać mimo ich istnienia, pozwala nam egzystować, próbując ignorować, to co tak bardzo boli. Ale to nigdy, przenigdy nie jest tak, że po określonym czasie rany znikają.

Maja obwinia się za decyzje swojego przyjaciela. Kiedy nie może sobie poradzić z tym, co się wydarzyło postanawia uciec z Warszawy do Gdańska. Tam stara się układać życie od nowa, ale czy ucieczka to właściwe rozwiązanie? Na co dzień zakłada maskę, pod którą skrywa swój ból. To dobra dziewczyna, która pogubiła się w życiu.

Mikołaj to chłopak, który obwinia się za to, co przytrafiło się jego siostrze. Nie może sobie wybaczyć, że tamtego feralnego dnia po nią nie pojechał. Kieruje nim chęć zemsty za wszelką cenę. Ale przecież nie o to chodzi w życiu.

Bo miłość to jedyne uczucie, które może sprawić, że czujesz się lekki, wolny i szczęśliwy, ale może również uderzyć cię o ziemię tak bardzo, że nie możesz oddychać. Jest ciężka, ciągnie cię w dół i musisz to jakoś przetrwać.

Muszę przyznać, że Autorka z całą pewnością wie, jak poruszyć serce swojego czytelnika. Czytałam książkę w napięciu od samego początku do końca. Moje serce niejednokrotnie przyspieszało, oczekując co się za chwilę wydarzy. Nie zabrakło również łez. Ta powieść zawiera w sobie wiele pięknych cytatów, które już na długo pozostaną ze mną.

Poznajemy historię z perspektywy Mai, jak i Mikołaja. I dzięki temu zabiegowi mamy wgląd w ich umysł i myśli, w to, czym się kierowali w danej chwili. Pomaga nam to zrozumieć tok ich myślenia oraz ich działania. To jak ciężko im było iść w pojedynkę przez życie, jak bardzo życie ich doświadczyło. Powieść jest przesiąknięta smutkiem, bólem i cierpieniem, ale ma w sobie też piękne momenty, dzięki którym zaczynamy wierzyć, że człowiek jest w stanie podnieść się z najgorszego bagna i iść dalej na przód. Że przeszłość nie może zaważyć na naszej przyszłości, że każdy z nas zasługuje na szczęście.

Kiedy tracimy osobę bliską naszemu sercu, nie możemy się z tym pogodzić. Zastanawiamy się jak do tego doszło, jak mogliśmy nic nie zauważyć, co by było gdyby… I choć tak naprawdę to nie jest nasza wina, tylko wybór tamtej osoby bądź czysty przypadek my nadal się o to obwiniamy. O to, że nic nie zrobiliśmy, o to, że nic nie dostrzegliśmy. Czasem coś się dzieje w życiu, a my nie mamy na to wpływu. Tak musiało być i już. Czasu nie jesteśmy w stanie cofnąć. Tylko jak iść na przód, kiedy uciekamy przed całym światem? Kiedy zamykamy się w sobie? A jednak czasem pojawiają się przypadkowe osoby, których nie znamy, a które odmieniają nasz świat. Sprawiają, że znów chce się nam oddychać, że znów mamy siłę, by żyć.

Bo miłość to nie proste słowo. To uczucie, które czasem przytrzymuje cię pod wodą, ale innym razem jest twoim jedynym ratunkiem. Ratunkiem przed samym sobą, przed demonami i złem, przed mrocznymi dniami. Jest twoim cichym „oddychaj” szeptanym do ucha w chwili zwątpienia.

Natalia Murawska w swojej powieści przedstawia nam świat ludzi, których prześladują demony przeszłości, którzy nie mogą sobie poradzić z własnym życiem po tym przez co przyszło im przejść. Pisze niezwykle pięknie, jej słowa nie raz chwytały mnie za serce. To niezwykle interesujące, że są na świecie ludzie, którzy mimo przykrych doświadczeń, mają w sobie ogrom siły, by podnieść się i iść dalej, goniąc za własnym szczęściem. W końcu każdy na nie zasługuje.

Urzekająca kreacja bohaterów, którzy pomimo ścigających ich demonów, potrafią dostrzec w życiu iskierkę nadziei, nadziei na lepsze jutro. To nie są postacie jak z bajki, to ludzie borykający się z problemami dnia codziennego ulepieni z krwi i kości. Polubiłam zarówno Majkę jak i Mikołaja, dwoje niezwykłych ludzi o poranionej psychice. Niezwykle się z nimi zżyłam.

Kochając kogoś, dostrzegasz nie tylko jego dobre strony, ale też te, które napawają cię przerażeniem, które czasem aż zwala z nóg. Kochając kogoś, akceptujesz to, że nie jest idealny, że ma swoje mroczne dni i bierzesz wszystko w pakiecie. Kochając kogoś, godzisz się na to, aby zajął się twoim sercem w całości, z każdą raną i blizną oraz ufasz, że ta osoba nie roztrzaska go na kawałki i nie zniknie, jak tylko spuścisz go z oczu.

Wszystkie nuty życia to smutna, a zarazem dająca nadzieję, historia dwojga ludzi, którzy bardzo pragną kochać i być kochanymi. Ludzi, którzy próbują uporać się z przeszłością, by móc cieszyć się teraźniejszością i przyszłością. To historia, która na długo zagości w Waszych sercach. Gorąco polecam.

Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję Autorce oraz



poniedziałek, września 16, 2019

Zapowiedź "Wszystkie nuty życia" Natalia Murawska

Zapowiedź "Wszystkie nuty życia" Natalia Murawska

Premiera: 17.09.2019


Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Wszystkie nuty życia Natalii Murawskiej.



Maja nie chce niczego czuć. Tak jest bezpieczniej. Łatwiej. Ma nadzieję, że życie w obcym mieście pozwoli jej zapomnieć o tragedii i pustce, której nic nie może wypełnić.

Życiem Mikołaja jest muzyka i to dzięki niej zawsze odnajdywał zapomnienie. Zimowy wieczór i jedna niewłaściwa decyzja sprawi, że wszystko się zmieni.
Łączy ich poczucie winy, dzieli bolesna przeszłość.
Czy dwa złamane serca będą w stanie znaleźć wspólny rytm? Czy miłość może wygrać z nienawiścią?




Prawda, że zapowiada się ciekawie? 





niedziela, września 15, 2019

"Między nami miłość. Nieuchwytny" Katarzyna Mak [ PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]

"Między nami miłość. Nieuchwytny" Katarzyna Mak [ PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]


TYTUŁ  "Między nami miłość. Nieuchwytny"

AUTOR Katarzyna Mak

DATA PREMIERY 18.09.2019

WYDAWNICTWO  Videograf SA

ILOŚĆ STRON 288




OCENA  5/6

OPIS




Szczęście bywa kruche niczym pierwszy lód na tafli jeziora. Mia i Antek przekonują się o tym na własnej skórze. Splot nieszczęśliwych wypadków sprawia, że drogi pary młodych i zakochanych w sobie ludzi na powrót rozchodzą się, łamiąc serca na dwie tak różne części. I zdawać się może, że nawet najlepszy GPS nie jest w stanie wyznaczyć im nowej trasy ku wspólnej przyszłości.

Mia – dziewczyna, której los nie oszczędza. Po rozstaniu z ukochanym próbuje jakoś stanąć na nogi. To jednak nie okazuje się łatwym zadaniem, zwłaszcza że wciąż napotyka miłość swego życia, choć on w wyniku wypadku traci pamięć i nawet jej nie poznaje. 

Antek – facet z zasadami i kręgosłupem moralnym. Nad wyraz ceniąc sobie szczerość i prawdę, na siłę stara się zagłuszyć uczucie, które próbuje zawładnąć jego sercem, ilekroć styka się z piękną nauczycielką swego syna. Jego przekonania nie pozwalają dać się porwać wirowi miłości, uparcie pchającemu go w ramiona dziewczyny, o któreś śni. Jego męskie ego kipi z niego cichutko i wystawia na coraz większe pokusy, którym nie jest pewien, czy zdoła się oprzeć. 

Czy zatajona dla dobra sprawy prawda wreszcie ujrzy światło dzienne, a Mia i Antek odzyskają wydartą im siłą miłość? Czy ponura rzeczywistość wpłynie na dalsze losy bohaterów i ich życiowe wybory? Czy sama miłość wystarczy, by dwie poplątane ścieżki wydarzeń znów obrały jeden wspólny cel, jakim jest utracone szczęście?


MOJE ODCZUCIA

Skończywszy pierwszy tom Niepokorna, pozostałam z wieloma pytaniami bez odpowiedzi, gdyż Katarzyna Mak pozostawiła nas z wielką niewiadomą. Więc, gdy tylko w moje ręce wpadła kolejna część, byłam ogromnie ciekawa co tym razem zgotowała za los naszym bohaterom autorka. I jak się okazało nie oszczędzała ich ani na chwilę. 

Mia i Antek rozdzielił nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego on traci pamięć. Mia cierpi z tego powodu każdego dnia, za to była partnerka Antka korzysta na tym ile się da. I choć miłość Mii nie traci na wartości, to coraz trudniej jest jej patrzeć na to, i wierzyć, że Antek w końcu sobie ją przypomni. Zdesperowana brakiem poprawy ukochanego decyduje się na ważny krok w swoim życiu, choć jej serce zaprzecza temu, co chce zrobić. Czy piękna miłość, która ich połączyła ma szansę na powrót wkraść się w ich życie? A może oboje są już na straconej pozycji? 

Antek już nigdy sobie mnie nie przypomni, a nasze wielkie uczucie, które trwało tylko ulotną chwilę, zginie bezpowrotnie razem z jego wspomnieniami.

Muszę przyznać, że byłam ogromnie ciekawa co tym razem przygotuje dla nas Katarzyna Mak. Już w pierwszym tomie sporo namieszała w życiu naszych bohaterów, ale w tym mogłabym powiedzieć, że zgotowała dla nich piekło, a zwłaszcza dla Mii. No bo wyobraźcie sobie, że jesteście zakochani po uszy, wasz partner odwzajemnia wasze uczucie, a tu nagle jeden wypadek i nie ma już nic, bo on cię nie poznaje. I choć każdego dnia liczysz na poprawę jego stanu, nic się w tej kwestii nie dzieje. Ile w stanie jest znieść człowiek? Jak wiele ma pokładów energii i cierpliwości? Prawdziwa miłość powinna znieść wszystko… Jednak każdy w końcu kruszy się w sobie… Bo kiedy osoba, która wciąż kocha musi patrzeć jak jej ukochany żyje u boku innej, to w końcu lód pęka i nie wytrzymuje. 

Autorka zaserwowała nam po raz kolejny ogrom emocji. Przez ponad połowę książki miałam ochotę udusić gołymi rękami Agatę, która jest samolubną egoistką pozbawioną wszelkich skrupułów. Wierzcie mi, że gdyby taka kobieta pojawiła się obok mnie w realnym życiu, mogłabym jej zrobić krzywdę. Ogromnie żal mi było natomiast naszej bohaterki, gdyż Mia cierpiała niemalże na każdym kroku. Jednak jej miłość była przeogromna, i ona skrycie wciąż wierzyła w to, że Antek sobie ją w końcu przypomni. Antek natomiast był zły, że nie mógł sobie przypomnieć tej najważniejszej części ze swojego życia. Tak naprawdę nie wiedział kim był przez ostatni czas życia, a jego znajomi nie chcieli mu o tym przypomnieć, ze względu na jego stan. 

Coś się we mnie budziło. Nie były to może jakieś konkretne wspomnienia, nie były to nawet ich urywki, ale zdecydowanie były nimi jakieś przebłyski, małe refleksy światła, które zaczynały migotać w mojej głowie. Nie wiedziałem tylko, co wspólnego z tym wszystkim miała ta piękna dziewczyna, która choć stała już z grupką dzieci, wciąż zerkała na mnie. To właśnie dzięki niej coś zaczynało się zmieniać. To ona na nowo rozbudziła we mnie nadzieję na odzyskanie pamięci. 
To przykre, że w świecie, w którym dzisiaj żyjemy znajdują się osoby, którym zadawanie bólu innej osobie, a przy tym krzywdzenie rzekomo ukochanej osoby, sprawia tyle satysfakcji. W życiu nie chodzi przecież tylko i wyłącznie o to, aby patrzeć na własne korzyści, ale na to, aby osoba, którą kochamy była szczęśliwa, nawet jeśli okaże się, że nie u naszego boku. Dawanie wnosi w życie więcej niż branie, ale tylko nieliczni o tym wiedzą. Dobro zawsze wraca, tak samo jak i zło. Zatem zastanówmy się w której grupie tak naprawdę chcielibyśmy się znaleźć. 

Katarzyna Mak stworzyła powieść od której trudno się oderwać. Ponownie gra na uczuciach nie tylko bohaterów, ale również i czytelników. Nie brak tutaj intryg, kłamstw, ale także determinacji i walki o swoje. Stworzeni bohaterowie nie tracą na znaczeniu, każdy z nich jest różnorodny i każdy wnosi coś innego do powieści. Ogromnie jestem ciekawa co będzie się działo w kontynuacji, gdyż zakończenie jest… a zresztą nie zdradzę wam, sami przeczytajcie. 

Poczułam nagły przypływ nadziei, że wreszcie skończę się użalać nad sobą, rozpamiętywać przeszłość i swoją piękną, acz nieszczęśliwą miłość. Chciałam zacząć coś budować, odżyć, z uśmiechem spoglądać w przyszłość, a nie ryczeć wiecznie w samotności.

Nieuchwytny to opowieść o miłości, takiej z prawdziwego zdarzenia, która woli usunąć się w cień, niż patrzeć jak jej ukochany gaśnie każdego dnia. To historia dwójki zakochanych w sobie ludzi, których los okrutnie doświadczył rozdzielając i kpiąc z ich uczucia. Ale to również historia o tym, iż w miłość nie należy nigdy wątpić. Polecam i zachęcam do przeczytania. 


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję Autorce oraz









piątek, września 13, 2019

Autorzy o zwierzętach - Danuta Chlupová

Autorzy o zwierzętach - Danuta Chlupová


Danuta ChlupováPolska dziennikarka i pisarka mieszkająca w Czechach. Jej powieść „Blizna” zwyciężyła w VI edycji konkursu Literacki Debiut Roku, organizowanym przez Wydawnictwo Novae Res pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pisze i czyta książki z historią w tle.


1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt? 
Osobiście potrafiłabym żyć bez zwierząt, ale byłby to o wiele uboższy świat niż ten, który prócz nas zamieszkują także inne stworzenia. W każdym razie nie potrzebuję bezwarunkowo zwierząt do zaspokojenia głodu. Nie jestem wegetarianką, ale nie muszę mieć codziennie mięsa i bez większego problemu potrafiłabym z niego zrezygnować. 
2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?  
Pochodzę ze wsi, mieliśmy więc kury, jakiś czas króliki, prosiaka. Były koty i psy – takie podwórkowe. Teraz mamy drugiego psa, który mieszka z nami w domu. To jednak zupełnie inna relacja. Wzięliśmy pieska  ze schroniska, do którego trafił jako szczenię porzucone w pobliżu stacji paliw. 
3. Zwierzę jest dla mnie… 
Jednym ze stworzeń Bożych. I w tym kontekście polecam książkę „Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni. Rozważa ten temat z wszystkich możliwych punktów widzenia. 
4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Zależy, co kto rozumie pod pojęciem „dusza”. Jeżeli psychikę, wewnętrzny świat własnych rozmyślań, uczuć i doznań, to taką duszę zwierzęta z pewnością mają. A przynajmniej te znajdujące się na wyższym poziomie rozwoju, a więc przede wszystkim ssaki. 
5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta? 
To dość szeroki wachlarz oganizacji – począwszy od tych, które starają się ratować przed wymarciem cały zagrożony gatunek, po fundacje czy stowarzyszenia skupiające się na codziennej pomocy poszczególnym zwierzętom. Częściej bywam w kontakcie z tymi drugimi - poznałam na przykład niedużą organizację, której założycielki uczą psy odebrane znęcającym się nad nimi właścicielom życia w rodzinie i zaufania do ludzi. Kiedy zwierzęta są już do tego przygotowane, trafiają do „rodzin zastępczych”. To bardzo sympatyczna działalność. 
6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje? 
Wszystko zależy od realnej oceny sytuacji. Jestem gotowa zwrócić mu uwagę albo, w przypadku, gdy sytuacja tego będzie wymagała, zgłosić niewłaściwe postępowanie odpowiednim organom. Ale nie będę osobiście, za wszelką cenę, interweniowała w sytuacji, gdy sama poczuję się zagrożona przez zwierzę czy krzywdzącego go człowieka. 
7. Pani ulubione zwierzę to?
Pies, czyli chyba jedna z najczęstszych odpowiedzi. 
8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki? 
Córka uprawiająca jeździectwo stara się mnie namówić, żebym napisała książkę o koniach. I nie wykluczam (choć też nie zapowiadam), że kiedyś napiszę coś o tym środowisku, ale także wtedy głównym bohaterem byłby jednak człowiek. 
9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?
Jeżeli mówimy o zwierzęcym przyjacielu, to z całą pewnością. Psy kochają nas bezwarunkowo, dla nich nie jest ważny ani wygląd zewnętrzny, ani nasze sukcesy czy – przeciwnie – niepowodzenia. Psy obdarzają przyjaźnią także ludzi, od których inni się odsuwają. 
10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?
Uważam, że praktycznie wszystkie zwierzęta są fotogeniczne. Niedawno na przykład fotografowałam w zoo pingwiny. Nie było zdjęcia, na którym by się świetnie nie prezentowały. 


Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.


niedziela, września 08, 2019

"Czarne lakierki" Wanda Szymanowska [PATRONAT/PRZEDPREMIEROWO]

"Czarne lakierki" Wanda Szymanowska [PATRONAT/PRZEDPREMIEROWO]



TYTUŁ  "Czarne lakierki"

AUTOR Wanda Szymanowska

DATA PREMIERY 20.09.2019

WYDAWNICTWO  Literackie Białe Pióro

ILOŚĆ STRON 167




OCENA  5/6

OPIS





Puenta do tryptyku obuwniczego traktującego nie o obuwiu, ale o stanie ducha kobiety po przejściach.
Antonina, kobieta w wieku dojrzałym, znów zaskakuje. Zielone kalosze… Niebieskie sandały… Czerwone szpilki… To już nosiła.
Czas na Czarne lakierki. Czy będą najwygodniejsze?



MOJE ODCZUCIA

Wanda Szymanowska to jedna z tych autorek po której książki mogę sięgać w ciemno, a i tak wiem, że będę zadowolona. Pisze książki o których nie da się szybko zapomnieć, ale przede wszystkim zawsze można wyciągnąć z nich jakieś wnioski, gdyż traktują o niczym innym jak życiu.

Z Antoniną i Stenią spotykaliśmy się już w poprzednich częściach. Tutaj po raz kolejny te dwie kobiety próbują zwojować świat. Są niczym papużki nierozłączki, przeważnie działają razem. Gdy tylko widzą, że w ich wsi dzieje się coś złego, reagują. Choć nie można ukryć tego, że same potrafią paść ofiarą oszustów.

I jak tu się przyznać światu, że one, silne kobiety, twardo stąpające po ziemi, doświadczone przez różne przypadki losowe, przedkładają magię ponad naukę i sprawdzone empirycznie w laboratoriach wyniki? Uwierzyły, że ktoś z nadprzyrodzonymi mocami pomoże im rozwiązać problemy za pomocą czarodziejskiej kuli albo mieszanki ziół. W nauce nie ma wiary, gdyż opiera się na prawdzie i mówi wprost, na co można pomóc, na co nie można, a czego jeszcze nie wiadomo.

Życie w niewielkiej wsi ma to do siebie, że każdy każdego zna. Ciężko jest coś ukryć przed innymi. A gdy tylko pojawia się ktoś nowy, od razu zostaje „prześwietlony” przez pozostałych. Tak jest w przypadku Loreny, która przyjeżdża i osiedla się we wsi, lecząc ludzi ziołami.

Muszę przyznać, że uwielbiam Stenię. To postać, która zaskarbiła sobie moje serce. Cały czas wywoływała uśmiech na mojej twarzy i wszędzie jej było pełno. Gdy tylko coś się działo, tam Stenia wnet wkraczała. Ciężko jej nie polubić. Antonina nadal zmaga się ze swoją przeszłością i bywają momenty, że ma ochotę mocno potrząsnąć swoim partnerem.

Autorka w swojej niewielkich rozmiarów książce porusza problem alkoholizmu, partnerów tyranów, czy też tego, że jeśli ktoś ma tak zwane „plecy” może załatwić wszystko. Niestety realne życie to nie bajka, w której wszystko przychodzi z łatwością i ta pozycja wam to udowodni. Będziecie czytać z zapartym tchem, czasem szerzej otwierając oczy, czasem śmiejąc się z sarkazmu autorki, ale przede wszystkim po przeczytaniu wyciągniecie z tej książki własne wnioski. Nie sugerujcie się tytułem, gdyż ta lektura nie ma z nimi nic wspólnego. Nieważne w jakim obuwiu przemierzamy świat, ale ważne w jaki sposób to robimy. Nasze główne bohaterki to kobiety, które najchętniej niosłyby cały czas pomoc innym, często zapominając o sobie samych.

Jakże łatwiej byłoby znieść oczekiwanie, gdyby było ono czynnością, a nie stanem. Natomiast los powinien zsyłać trudności na człowieka pojedynczo, a nie zmasowanym, jednorazowym rzutem, wtedy byłoby się z nimi uporać. Kiedy spadają w jednej wielkiej kupie, mogą przygnieść i wdusić w ziemię.

Doskonała kreacja bohaterów, którzy są bardzo realni. Do tego fabuła nie kryjąca problemów dzisiejszego świata, tylko otwarcie o nich opowiadająca. Wanda Szymanowska w lekki i przystępny sposób przenosi na karty swojej powieści obserwacje otaczającego ją świata. I nie są to jakieś wymyślone historie, bo prawda jest taka, że w realnym świecie ich mnóstwo, tylko większość osób woli przymknąć na nie oko, niż otwarcie o nich mówić. Przyznanie się do popełniania błędów, czy też proszenie o pomoc nie jest niczym złym. Nie wszyscy potrafią poradzić sobie sami z problemami dnia codziennego. Są osoby, które potrzebują pomocy dziesięć razy bardziej niż inni. Dlatego tak ważne jest, aby wyciągnąć pomocną dłoń, kiedy widzimy, że ktoś jej potrzebuje. Pamiętajcie, że dobro zawsze powraca.

Czarne lakierki to kolejna warta uwagi pozycja Wandy Szymanowskiej, podczas czytania której uśmiech będzie często gościł czytelnikom na twarzy. To książka, którą pisze samo życie. To problemy z którymi być może boryka się ktoś z was. To historia, która skłania do refleksji. Gorąco polecam!


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję Autorce oraz



piątek, września 06, 2019

Autorzy o zwierzętach - Magdalena Majcher

Autorzy o zwierzętach - Magdalena Majcher



Magdalena Majcher – autorka poczytnych powieści obyczajowych z rozbudowanym tłem społecznym i historycznym. Jak sama przyznaje, pisze o tym, co ją interesuje, a że ma rozległe zainteresowania, czytelnicy nigdy nie mogą być pewni, czym ich zaskoczy w kolejnej książce. Pisała już o przesiedleniach, rzezi wołyńskiej, powstaniu warszawskim, adopcji, depresji poporodowej, alkoholowym zespole płodowym czy przemocy domowej.

Dotychczas wydała kilkanaście książek, m.in. popularny cykl Wszystkie pory uczuć i powieści: Stan nie! błogosławiony czy W cieniu tamtych dni. Jest również autorką Sagi Nadmorskiej.
Zaczęła pisać po urodzeniu drugiego dziecka, udowadniając sobie i innym, że macierzyństwo nie przeszkadza w samorealizacji i spełnianiu marzeń.
Urodziła się i wychowała w Czeladzi, obecnie żyje i tworzy w Katowicach. Jest pełnoetatową pisarką, swoje życie zawodowe podporządkowała książkom.
Interesuje się historią najnowszą, psychologią i kryminalistyką. Najlepszym relaksem po ciężkim dniu jest dla niej wieczór z książką, ewentualnie dobrym serialem.


1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt? 
Jeszcze do niedawna sobie wyobrażałam, ale odkąd w styczniu w naszym domu zamieszkała urocza white terierka, zastanawiam się, jak nasza rodzina funkcjonowała, kiedy jej nie było. 😉 Pies wprowadza w życie dużo radości!

2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?
Kiedy byłam dzieckiem, miałam psa, Miśka. Potem, już jako nastolatka, opiekowałam się najpierw żółwiem, a później chomikiem. Z tym chomikiem zresztą związana jest zabawna historia – już po pierwszej nocy okazało się, że chomik zniknął z klatki. Szybko się jednak znalazł i równie szybko przeprowadził z klatki do akwarium, z którego nie miał jak czmychnąć. Taki z niego był uciekinier. 😉Potem przyniosłam do domu psa-znajdę, który mieszka z moją mamą do dziś. Tusia, bo tak nazywamy naszą suczkę, jest więc moim piątym zwierzakiem.
3. Zwierzę jest dla mnie…
Wiernym towarzyszem człowieka i świetnym kompanem do zabaw oraz spacerów.
4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Hm, przyznam, że to dla mnie dość kłopotliwe pytanie, bo nie jestem osobą wierzącą, nie wyznaję żadnej religii, więc nie wierzę w coś takiego jak dusza w znaczeniu nieśmiertelnego bytu. Ale zwierzęta na pewno czują, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. 😊

5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta?
Ubolewam, że w ogóle są potrzebne. W idealnym świecie człowiek nie krzywdzi ani drugiego człowieka, ani żadnego zwierzęcia. Ale wiadomo, że nie żyjemy w idealnym świecie, więc dobrze, że takie fundacje istnieją.
6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?
Uważam, że powinniśmy reagować, zarówno wtedy, kiedy krzywdzony jest drugi człowiek, jak i wtedy, kiedy krzywda dzieje się zwierzęciu. Są odpowiednie służby, które można powiadomić i podejrzewam, że tak bym postąpiła.
7. Pani ulubione zwierzę to?
Zdecydowanie pies.
8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?
Będę monotematyczna – pies. Zresztą w mojej powieści „Wszystkie pory uczuć. Wiosna” mam psią bohaterkę – suczkę o imieniu Fajda. Wątek psi pojawia się też w mojej najnowszej książce, która wprawdzie jeszcze nie pojawiła się w zapowiedziach, ale ukaże się późną jesienią.
9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?
Tak. Pies jest wiernym towarzyszem, nigdy nie opuści, nie przestanie kochać i pójdzie za swoim towarzyszem w ogień.
10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?
Nie będę obiektywna – white teriery. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego. Wystarczy spojrzeć na dołączone zdjęcia. 😊


Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.



Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger