środa, lipca 08, 2020

Debiut na miarę - Daria Skiba

Debiut na miarę - Daria Skiba


1. Tytuł.
"Uwolnij mnie"

2. Rok wydania.
2018

3. Gatunek.
New Adult / romans / Thriller (mieszanka)

4. Jaki był impuls do stworzenia tej pierwszej historii?
Kiedyś napisałam opowiadanie na wydarzenie książkowe, jednak jego zakończenie nie było taką satysfakcją, jakiej oczekiwałam. Chciałam udowodnić przede wszystkim sobie, że będę w stanie dokończyć tę historię, która rozbudowywała się sama.

5. Czas pisania książki?
2,5 miesiąca bez nanoszenia poprawek itd.

6. Bohater najbliższy Pani sercu?
Alan

7. Pierwszy czytelnik?
Nie pamiętam, która z dziewczyn była pierwsza, ale z całą pewnością pierwsze były Magdalena Hupało, Ewelina Nawara i Małgorzata Falkowska.

8. Czy był stres przed reakcją czytelników?
Oczywiście, że tak! Wiedziałam, że ta historia spotka się z najróżniejszymi opiniami, od tych, w których Czytelniczki z bólem serca utożsamiają się z Dianą, po te, które nie rozumieją jej postępowania i mocno je negują – jak w prawdziwym życiu.

9. Czy uważa Pani swój debiut za udany?
Tak, ja jestem z niego zadowolona, więc w moim odczuciu był udany.

10. Czy debiut doczekał się II wydania?
Jeszcze nie ;)




Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.




wtorek, lipca 07, 2020

"Zanim odszedł" Edyta Świętek [PATRONAT MEDIALNY]

"Zanim odszedł" Edyta Świętek  [PATRONAT MEDIALNY]




TYTUŁ  "Zanim odszedł"

AUTOR Edyta Świętek

DATA PREMIERY 07.07.2020

WYDAWNICTWO  Replika

ILOŚĆ STRON 384




OCENA  4+/6

OPIS





Karolina, po tragicznej śmierci męża i utracie dziecka, długo nie może dojść do siebie. Zachęcona przez przyjaciółkę, Sylwię, postanawia przelać swoje emocje na kartki książki. Pomysł okazuje się strzałem w dziesiątkę, a Karola pisze i wydaje coraz to kolejne powieści. Oparcie znajduje w przyjaciółkach – krzykliwej i przebojowej Sylwii oraz dopiero co poznanej za pośrednictwem Internetu Caro.



MOJE ODCZUCIA

Czasem całkiem obce nam osoby, stają się nam bliższe niż mogłoby się nam to wydawać…

Ludzie już nie żyją ze sobą jak dawniej, lecz obok siebie.

Karolina i Sylwia są najlepszymi przyjaciółkami, zawsze mogą na siebie liczyć. Karolina pisze książki, a Sylwia wspiera ją w tym w każdym możliwym aspekcie.
Pewnego dnia Karolina poznaje wirtualnie Caro, kobietę niezwykle podobną do niej pod wieloma względami. Obie kobiety posiadają przy sobie zdjęcie tajemniczego Karola. Czy możliwe jest to, że są ze sobą spokrewnione? Jakie sekrety z przeszłości ujrzą światło dzienne i jak wpłyną na ich dalsze życie?

Edyta Świętek w swojej książce ukrywa wiele różnych sekretów, które będziemy odkrywali wspólnie z bohaterami powieści. Muszę przyznać, że czytając z początku miałam lekki chaos w głowie, lecz z każdą kolejną przewróconą stroną wszystko stawało się coraz bardziej jasne. W tej powieści zostało poruszonych wiele ciekawych wątków, m.in. zostało nam przybliżone (oczywiście fikcyjnie) jak wygląda wydawanie powieści, ile cierpliwości w sobie musi posiadać autor, wspomniane zostały również targi książki. Jednak bardziej istotnymi sprawami okazały się zdrady, porzucenie dzieci, adopcja, szukanie własnych korzeni. Tematy, które w rzeczywistym świecie nie są nam obce, bo dotykają wielu ludzi na świecie. Bohaterowie nie są wyidealizowani, to ludzie, którzy zostali naznaczeni życiem i jego problemami. To postacie z którymi można poniekąd się utożsamić.

Akcja powieści toczy się dwutorowo – obecnie i z czasów przeszłości. Wątki są mieszane ze sobą, aby przybliżyć nam wydarzenia z przeszłości, które miały wpływ na dalsze życie bohaterów. Zabieg ten pozwala nam zrozumieć wiele ważnych kwestii dotyczących korzeni bohaterek. Niemniej, Edyta Świętek umiejętnie lawiruje fabułą, aby zbyt szybko nie udało nam się rozwikłać, kto z kim w końcu jest spokrewniony. Tym samym wzbudza naszą ciekawość i nie pozwala oderwać się od czytania.

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest żyć przez większość swojego życia w „kłamstwie”? Co byście zrobili, gdybyście po ponad 30 latach dowiedzieli się, że nic z waszego życie nie jest „prawdziwe”? Że rodzina, którą uważaliście za własną, wcale nią nie jest? A może, ktoś z was zalazł się kiedyś w podobnej sytuacji? Chyba większość z nas, pragnie znać swoje korzenie, i jestem pewna, że niemalże każda osoba w podobnej sytuacji do naszych bohaterek dążyłaby do jej odkrycia.

Mamy tutaj świetny wątek przyjaźni. Przyjaźni na dobre i na złe, na której zawsze można polegać. Takiej, która potrafi motywować do dalszego działania i dać solidnego „kopa”, gdy trzeba. Bo w przyjaźni tak właśnie powinno być, osoby powinny rozumieć się niemalże bez słów.

Polubiłam Karolinę, Caro, Sylwię oraz Maksymiliana. Ach, takich facetów dzisiaj szukać ze świeczką. Najbardziej irytującą postacią w powieści okazała się Aldona, do której od początku pałałam niechęcią. Ale wiadomo, zawsze musi pojawić się jakiś czarny charakterek w powieści, aby nie było nudno. Postacią, która niezwykle mnie zaintrygowała była Czesia.

Tak, to jedno jej tylko zostało: złudzenia i marzenia. One podtrzymywały ją przy życiu. Była strawą dla duszy – nie mniej ważną od tej, którą karmiła swoje pęczniejące ciało. Nie miała innych widoków na przyszłość. Gdy próbowała wyobrazić sobie bardziej realne perspektywy, w jej głowie coraz częściej pojawiała się nicość.

Zanim odszedł to powieść, w której bohaterki poszukują własnej tożsamości, zmagając się przy okazji z tajemnicami z przeszłości. To historia, którą czyta się z zapartym tchem, napisana lekkim językiem. I zaskakujące zakończenie, którego kompletnie się nie spodziewałam. Zachęcam do przeczytania.

Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję Autorce oraz 


sobota, lipca 04, 2020

"Bluszcz" Emilia Kubaszak [PATRONAT MEDIALNY]

"Bluszcz" Emilia Kubaszak [PATRONAT MEDIALNY]




TYTUŁ  "Bluszcz"

AUTOR Emilia Kubaszak

DATA PREMIERY 30.06.2020 (e-book)

WYDAWNICTWO  Inanna

ILOŚĆ STRON 




OCENA  4/6

OPIS





Beacie Kornickiej z pozoru niczego nie brakuje do szczęścia. Jest wyzwoloną singielką, która za nic ma uczucia innych, a w szczególności mężczyzn. Uwodzi ich, wykorzystuje i porzuca. Do czasu, gdy trafia na Mirka Tymańskiego – mężczyznę, który budzi w niej nieznane dotąd pragnienia. Beata wspina się na wyżyny swojej determinacji, by wreszcie zaznać prawdziwego szczęścia. Snute przez nią intrygi niczym bluszcz plączą ze sobą los wielu osób. Każda z nich ma swój własny cel i przeszłość, która nie da o sobie zapomnieć.

Daj się porwać zmysłowej i pełnej tajemnic opowieści o toksycznej miłości i ludziach, dla których liczy się tylko własne szczęście, nawet jeśli wiąże się ono z cierpieniem najbliższych.



MOJE ODCZUCIA



Beata choć nie pracuje, wiedzie dostojne życie za sprawą swoich kochanków i ich drogich prezentów. Ona jest bezwzględną uwodzicielką, która się pobawi mężczyzną, a później go porzuca. I tak było do czasu aż… na jej drodze nie pojawił się Mirek, przystojny, a przede wszystkim zamożny mężczyzna. To ona zawsze bez problemu zdobywała i porzucała, gdy chciała, ale co zrobi, gdy role się odwrócą? Jak daleko jest w stanie posunąć się kobieta, która upatrzy sobie cel?

Strach czaił się w ich oczach, pełzł potem po plecach i objawiał się nerwowym rozglądaniem wokół. Nierzadko dzierżona w dłoni szklanka z wodą wyślizgiwała się ze spoconych rąk, wprawiając ich w jeszcze większe zakłopotanie.

Beata (Beta) to kobieta pozbawiona wszelkich skrupułów, zawsze dostaje to czego chce, bez problemu potrafi uwieść każdego bogatego mężczyznę, aby opływać w luksusy. Nie utrzymuje zbytniego kontaktu z rodziną. Bawi się mężczyznami niczym zabawkami, które można porzucić, gdy się znudzą. Dlatego, kiedy w końcu trafia na takiego, który staje się odporny na jej wdzięki, zaczyna popadać w lekki obłęd. Jest w stanie wyeliminować wszystkie przeszkody, które mogą zagrażać jej w zdobyciu ukochanego. To przeradza się w niefortunny splot różnych wydarzeń i poznania innych bohaterów książki. Beta to bohaterka, która irytuje swoim zachowaniem, podejściem do życia i bezmyślnym dążeniem do celu, nawet po trupach. Nie da się jej polubić.

Mirek Tymiński to mężczyzna, który bez skrupułów zdradza swoją żonę, twierdząc, że nie robi nic złego. Kobiety bez problemu lgną do jego ramion, a on to zawzięcie wykorzystuje. Jego zachowania potrafią być zmienne niczym wiejący wiatr. To kolejny czarny charakter tej powieści.

Emilia Kubaszak wykreowała ogrom czarnych charakterów w swojej powieści. Z ręką na sercu mogę przyznać, że jasną stroną tej książki jest postać Larsa, którego polubiłam już na samym początku. To mężczyzna z klasą, który potrafi zachować się godnie i wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje czyny. Wszystkie przedstawione postacie zostały dobrze wykreowane. Autorka zagłębia się w ich psychikę ukazując nam ich takimi jakimi są. Z całą pewnością w rzeczywistym życiu moglibyśmy znaleźć ich odzwierciedlenie. Niezłomnie podoba mi się ich kreacja psychologiczna oraz przedstawienie chorób psychicznych o których nie miałam pojęcia.

Autorka poprowadziła interesującą fabułę, wciągającą i z ciekawymi zwrotami akcji. Im dalej brniemy w lekturę, tym bardziej jesteśmy ciekawi co się za chwilę wydarzy. To podsyca nasz apetyt, który jak wiadomo, rośnie w miarę jedzenia. Nasi bohaterowie nie mają łatwego życia, muszą zmagać się z wieloma problemami i radzić sobie w zaistniałych sytuacjach. W książce znajdziemy ogrom tajemnic, których sami nie będziemy w stanie rozszyfrować. A tytuł książki idealnie obrazuje jej treść. No i zakończenie w takim momencie…
 Dotychczas nie uświadamiał sobie, jak dobrze czuć ciepło ust żony na wargach. Czasem bowiem traktujemy szczęście jak codzienność, nie obdarzając go należytym szacunkiem. I dopiero wtedy, gdy ktoś lub coś je zburzy, jesteśmy skłonni je docenić.

Bluszcz to historia, która ukazuje nam toksyczną miłość kobiety, która nie dopuszcza do siebie myśli, że może zostać odrzucona przez jakiegokolwiek mężczyznę. To również historia, w której nic nie jest do końca jasne, a postacie w niej występujące potrafią namieszać nie tylko w życiu innych bohaterów, ale również i w naszych głowach. Jeśli lubicie takie historie, koniecznie przeczytajcie.



Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję




piątek, lipca 03, 2020

Autorzy o zwierzętach - Agnieszka Jeż

Autorzy o zwierzętach - Agnieszka Jeż


Agnieszka JeżAbsolwentka filologii polskiej i bałtyckiej na Uniwersytecie Warszawskim, od lat związana z branżą wydawniczą. Prywatnie mama Kaliny, Jeremiego i Jagody, żona Andrzeja.


1. Czy wyobraża Pani sobie życie bez zwierząt? 
Nie! To znaczy wyobraźni by mi starczyło, w końcu jestem pisarką, ale gdy pomyślę, jak smutne i niepełne byłoby to życie… O zwierzętach myślę, że to nasi bracia mniejsi; jedynaczką też bym nie chciała być (zresztą sama mam troje dzieci), więc…
2. Ile zwierząt miała Pani w swoim życiu?
Trzy psy i jednego kota – już biegają po niebiańskich łąkach. Teraz jest z nami kundelka Fifi i patyczak Łezka.

3. Zwierzę jest dla mnie…
…a ja dla zwierzęcia. Staram się, żeby to był uczciwy barter: Fifi daje mi mnóstwo radości, podaje serce na łapie, a ja odwzajemniam te uczucia plus dokładam troskliwą opiekę. O Fifi mówię: członek rodziny.
4. Ludzie często uważają, że zwierzęta nie mają duszy. A jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Kartezjusz twierdził, że zwierzęta nie mają duszy, a i z rozumem u nich krucho. Doktryna Kościoła katolickiego neguje fakt istnienia zwierzęcej duszy (choć papież Franciszek otwiera im bramy raju), naukowcy wciąż się pochylają nad tym tematem. 
A ja? Bez badań, bez teorii, bez dowodów – na podstawie codziennego życia ze zwierzętami, odpowiem: tak, myślę, że zwierzęta mają duszę. Nie stawiam znaku równości między ludzką a psią duszą, ale to oczywiste, jesteśmy innym stworzeniami. Moja Fifi wita mnie uśmiechem – tak potrafi się śmiać, nauczyła się tego ode mnie!, bywa smutna, bywa wesoła, świetnie wyczuwa nastroje, tęskni, cieszy się, smuci, potrafi przewidzieć moje reakcje. 
Szerzej, co do zwierząt: lubię je, szanuję, nie chcę, żeby cierpiały. Jestem wegetarianką.

5. Co sądzi Pani o Fundacjach ratujących zwierzęta?

Kibicuję im i wspieram. Uważam, że robią świetną robotę, zastępując państwo i właścicieli, którzy okazali się niegodni posiadania zwierzęcia. 
6. Załóżmy, że jest Pani świadkiem sytuacji, w której ktoś krzywdzi zwierzę. Jak Pani reaguje?
Błyskawicznie! Nie ma mojej zgody na dręczenie słabszego – czy to dziecko, czy kobieta, czy zwierzę, czy ktokolwiek inny. Brak reakcji jest przyzwoleniem na zło. Widzę, że coraz więcej osób ma taką postawę i to mnie bardzo cieszy – uważam, że stosunek do zwierząt jest wskaźnikiem jakości naszego człowieczeństwa. 
7. Pani ulubione zwierzę to?
Pies – jestem absolutną psiarą!

8. Jakie zwierzę według Pani byłoby najlepszym bohaterem książki?
Moje ulubione, oczywiście, czyli pies. Swoją drogą to ciekawe, jak dużo mówi o nas to, jakie zwierzę lubimy. Ja się do tego przyznaję: kocham psy, bo one są emocjonalne, bardzo nastawione na swojego ludzkiego opiekuna i przyjaciela, całymi sobą komunikują. Sens ich życia to wchodzenie w relację z opiekunem. Uwielbiam to, mam podobny charakter 😉
9. Mówią, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Ja zgadzam się z tym w 100 %, a Pani?
Narażę się kociarzom (bo na przykład akwarystom czy hodowcom gołębi mniej) – tak, podzielam ten pogląd. 
Żeby była jasność: drugim najlepszym moim przyjacielem jest mój mąż.
10. Jakie zwierzę według Pani jest najbardziej fotogeniczne i dlaczego?
A, to już widać na dołączonych zdjęciach – Fifka!

Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.






środa, lipca 01, 2020

Debiut na miarę - Anita Scharmach

Debiut na miarę - Anita Scharmach


1. Tytuł.
"Mogę wszystko"

2. Rok wydania. 
2016

3. Gatunek. 
Powieść obyczajowa

4. Jaki był impuls do stworzenia tej pierwszej historii?
Zwolnienie lekarskie i długa rehabilitacja. 
- Dzieci w szkole i przedszkolu, obiad zrobiony. Co mam robić? - pomyślałam. - Napiszę książkę! - napisałam. 

5. Czas pisania książki?
Pisałam kilka, do kilkunastu godzin dziennie. Szybko poszło 😁. Teraz nie spieszyłabym się tak bardzo. 

6. Bohater najbliższy Pani sercu?
Tatiana. 

7. Pierwszy czytelnik?
Najstarsza córka. 

8. Czy był stres przed reakcją czytelników? 
Wówczas nie zdawałam sobie z tego sprawy.  Nie miałam konta na fb, nie miałam fp, instagrama, nic. Ogólnie - nie istniałam. Myślałam, że napiszę książkę i już... Kiedy jednak zaczęły do mnie docierać pierwsze opinie, cieszyłam się, że historia została tak ciepło przyjęta.

9. Czy uważa Pani swój debiut za udany?
Debiut doczekał się tytułu najlepszej książki miesiąca stycznia w plebiscycie “Literatura kobieca-co czytać?", więc z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że bardzo udany. 
Redakcja co prawda bardzo kulała, ale fabuła świetna. Uwielbiam rodzinę Pietrzaków. 

10. Czy debiut doczekał się II wydania?
Właśnie w tym roku dowiedziałam się, że historia doczeka się kolejnej redakcji, nowej szaty graficznej i pofrunie do drukarni. ❤️


Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas. 


wtorek, czerwca 30, 2020

"Ari" Agnieszka Opolska [PATRONAT MEDIALNY]

"Ari" Agnieszka Opolska [PATRONAT MEDIALNY]





TYTUŁ  "Ari"

CYKL Ari (tom 1)

AUTOR Agnieszka Opolska

DATA PREMIERY 30.06.2020 (e-book)

WYDAWNICTWO  Inanna

ILOŚĆ STRON 247




OCENA  6/6

OPIS





Ari, studentka krakowskiego ASP, prowadzi beztroskie życie. Żyje z dnia na dzień, niczym się nie przejmując. Do czasu...
Dziewczyna pakuje się w poważne kłopoty.
W jednej chwili jej świat legł w gruzach.
Ari pogrąża się w rozpaczy i problemach finansowych.
Niespodziewanie w jej życiu pojawia się dwóch mężczyzn. Ian i Kamil, różniący się niczym ogień i woda. Czy dzięki nim los Ari odmieni się na lepsze? Czy dziewczyna będzie umiała odpuścić przeszłość i skupić się na teraźniejszości?
 



MOJE ODCZUCIA

Życie może nas zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Żyjemy dniem dzisiejszym, ale tak naprawdę nigdy nie wiemy, co wydarzy się kolejnego dnia. A czasem wystarczy tak niewiele…

- Wszystko ma koniec, każdy człowiek znajduje to, na co życie go przygotowuje – oświadczyła filozoficznie sprzątaczka.

Ari to młoda utalentowana dziewczyna, studentka ASP. Zawsze w życiu miała wszystko podtykane prosto pod nos. Ale jeden nieszczęśliwy wypadek zmienia jej życie o 360 stopni. Jej studia zaczynają wisieć na włosku, a do tego nie ma pieniędzy nawet na mieszkanie. Nieoczekiwanie na horyzoncie pojawia się dwóch mężczyzn Ian i Kamil, którzy troszkę namieszają w jej życiu. Czy któremuś z nich uda się skraść jej serce?

Z twórczością Agnieszki Opolskiej miałam już styczność prędzej, dlatego kiedy dostałam propozycję wcześniejszego zapoznania się z ową powieścią i możliwością jej objęcia patronatem medialnym, nie wahałam się wcale. Od razu przystąpiłam do czytania. I muszę przyznać, że po raz kolejny się nie zawiodłam. Powieść ta trzymała mnie w napięciu od samego początku do końca. Każde emocje z bohaterów przechodziły na mnie samą. I choć główna bohaterka momentami irytowała mnie swoim dziecinnym zachowaniem, byłam jej w stanie to wybaczyć. Miała w sobie to coś, co mnie do niej przyciągało. Wbrew pozorom, nawet ją polubiłam i mocno jej kibicowałam. Momentami było mi jej okropnie żal, bo nie ma co ukrywać, ale autorka nie zgotowała jej bezproblemowego i szczęśliwego życia, wręcz przeciwnie, co rusz rzucała ją na głęboką wodę, a ja zastanawiałam się, czy tym razem czasem nie „utonie”. Śmiało mogę więc powiedzieć, że kreacja bohaterów w pełni oddaje istotę ich przeżyć.

Ian i Kamil, dwóch mężczyzn, kompletnie różnych od siebie. Obaj pojawiają się w życiu Ari. I gdybym miała wybierać, który z nich skradł moje serce, bez dwóch zdań wybór padłby na Kamila. Bo choć Kamil potrafił być zimny niczym lód, to jednak w większości momentów okazywał jej wsparcie. Natomiast Ian na każdym kroku tylko patrzył, by utrzeć jej nosa.

Nie obędzie się w tej powieści również bez ludzkich dramatów, które łamały serce nie tylko Ari, ale również i mnie samej. Ogromnie polubiłam też paczkę nowych przyjaciół naszej bohaterki, kiedy ta znalazła się niemalże na dnie. Bo chociaż każdy z nich był inny, to w głębi serca tworzyli niesamowitą grupę przyjaciół na których zawsze można było liczyć. Niektóre ich zachowania wywoływały szeroki uśmiech na mojej twarzy. Przyjaźń to niezwykły dar, ale potrafi być bardzo krucha. A przekonała się o tym sama Marion…

Jechali długo w ciszy. Ari wpatrywała się w rozmyty pejzaż, nieostre kształty znikające we mgle, która spadała z nieba zimną szarością. Łatwo zapomnieć o swoim nieszczęściu, widząc cudze. Po raz pierwszy pomyślała, że są na świecie ludzie, których świat też się zawalił, którzy zmagali się z problemami może nawet większymi niż jej własne.

Czytanie tej powieści stało się dla mnie swoistą przyjemnością. Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów, wierząc, że w końcu uśmiechnie się do nich los szczęścia. Nie mniej, nie byłam przygotowana na takie zakończenie, które przyprawiło mnie niemalże o zawał serca. I jak teraz doczekać tutaj kontynuacji, by dowiedzieć się, co stało się potem? Pozostaje mi tylko uzbroić się w cierpliwość.

Agnieszka Opolska w swojej najnowszej powieści przedstawia nam obraz dziewczyny dla której liczył się tylko czubek własnego nosa. Ari tak naprawdę nie dostrzegała tego, co miała obok siebie. Zawsze wszystko dostawała pod nos, sama nie dając od siebie nic. Ale pewnego dnia jej życie diametralnie się zmieniło, a wszelkie dogodności odeszły w siną dal… Nie było jej łatwo, nie rozumiała wielu spraw, zawsze uparta i stawiająca na swoim. Ale w końcu otworzyły jej się oczy i zaczęła nie tylko patrzeć, ale również i widzieć. Przed wami historia, która otwiera oczy na wiele ważnych aspektów życia. Historia o której nie sposób po prostu zapomnieć. Jestem przekonana, że wciągniecie się w nią tak samo jak ja.

Ari to książka napisana emocjami od początku do samego końca. Historia, mogłoby się wydawać o zwykłej dziewczynie i jej losach. Ale tak naprawdę to historia o utalentowanej dziewczynie, która pewnego dnia odkrywa prawdę o sobie samej, której wcześniej nie znała. Jeśli chcecie ją poznać, koniecznie sięgnijcie po tę powieść. Gorąco polecam.

Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję



wtorek, czerwca 30, 2020

Wywiad - Agnieszka Jeż

Wywiad - Agnieszka Jeż

Serdecznie zapraszam na wywiad z Agnieszką Jeż.



Kim na co dzień jest Agnieszka Jeż?


Jestem matką, żoną, pisarką – kolejność zależy od rozkładu dnia, nastroju, liczby obowiązków. Zwykle te role się mieszają, zmienia się tylko skład procentowy. Wcielenia wpływają także na siebie – to, że mam dzieci (troje, charaktery i wiek mocno rozstrzelone; kocham ich wprost niemożliwie, ale często nazywam Nieświętą Trójcą), że jestem żoną (męża, który nieustająco mnie inspiruje) wpływa na to, co i jak piszę; to doznania, przeżycia, sprawy, których bym nie doświadczyła, gdybym inaczej ułożyła swoje życie. To sprzężenie jest zwrotne – fakt, że jestem pisarką, wpływa na moje/nasze życie rodzinne. Pisarstwo to specyficzny zawód; pisarze często są outsiderami, mają swoje dziwactwa i upodobania – ta charakterystyka pasuje także do mnie. Moja rodzina w pełni to akceptuje. Naprawdę mamy szczęście, że na siebie trafiliśmy.

Jak zrodził się pomysł na napisanie "Miłość warta wszystkiego"?
Z podróży. Bardzo dużo chodzę, jeżdżę, zwiedzam. W zeszłym roku na wiosnę wybrałam się do Otwocka, na wędrówkę szlakiem starych sanatoriów – w ten sposób zobaczyłam Zofiówkę i poznałam jej historię. Zestawienie tego, co zobaczyłam – zrujnowane budynki ze śladami dawnej świetności, a potem zdjęcia z najlepszego okresu tego sanatorium plus wojenny dramat, który miał tu miejsce, to była potężna dawka emocji. Czytałam o ludziach, którzy tam pracowali, leczyli się, zostali zamordowani. I tak, z różnych nitek losów powstał pomysł na dwutorową fabułę, która łączy przeszłość z teraźniejszością i niesie potężny ładunek emocji.


Czy pisząc powieść miała Pani rozpracowany jakiś plan? Jak potoczy się fabuła,  jacy wystąpią bohaterzy, gdzie będzie działa się akcja?
Zawsze mam starannie rozpisany konspekt. Książka zaczyna się od intensywnych spacerów – gdy już mam ogólny pomysł, podczas wędrówek z psem rozbudowuję go, dokładam wątki poboczne, zarysowuję charakterystykę postaci. Potem siadam do pisania konspektu, rozdział po rozdziale. To mniej więcej jedna piąta objętości książki, więc bardzo solidny szkielet, który potem obudowuję: dokładam opisy, dialogi itd.
Ile czasu zajęło napisanie tej książki?
Samo pisanie zajęło mi dwa miesiące – od momentu, gdy ukończyłam konspekt, do postawienia ostatniej kropki. Nie liczę tu czasu „dojrzewania” historii, chodzenia z nią w głowie i sercu – to czas spędzony przy biurku, przy laptopie. 
W książce opisuje Pani dwie historie - wojenną oraz współczesną.  Czy nie jest trudno zagłębiać się w dwie różne ramy czasowe?
W książce historie się przeplatają, czytelnik przechodzi przez zgrabnie zmieniające się plany czasowo-fabularne. Pisanie wyglądało inaczej: najpierw napisałam część wojenną, później współczesną. Ich idealne splecenie, w takiej formie, jak to jest w powieści, nie byłoby możliwe bez uprzednio przygotowanego konspektu. W pisaniu jest oczywiście element natchnienia, ale dobre dziewięćdziesiąt procent to solidny warsztat.
Który z bohaterów powieści jest Pani najbliższy?
Z bohaterami jest tak, że najciekawsi są ci, którzy nie są posągowi. I moi bohaterowie nigdy nie są odlani ze spiżu; z drugiej strony w każdym z nich jest coś, co pozwala ich lubić lub sprawia, że możliwa jest ich przemiana. Nie mam ulubionego bohatera w „Miłości wartej wszystkiego” – każdemu z  nich dałam jakieś przywary, ale każdego wyposażyłam w pierwiastek dobra. Nie zdradzając fabuły drugiego tomu – nigdy, przenigdy nie należy wyciągać pochopnych wniosków i oceniać pobieżnie – ani ludzi, ani sytuacji. Pierwszy tom kończy się fikołkiem, w drugim takich zdziwień i rewizji będzie jeszcze więcej. 
Książka posiada przepiękną, przyciągającą  wzrok okładkę.  Kto wpadł na jej pomysł?
Wydawnictwo – to zawsze wydawca odpowiada za wygląd okładki. Filia wyróżnia się na rynku powieści obyczajowych spójną, atrakcyjną, gustowną szatą graficzną. Drugi ukłon w stronę mojego wydawcy – zawsze rozmawiamy na temat projektów, moje prośby czy uwagi są uwzględniane. 


Opisuje Pani miłość Żydówki z Polakiem w okresie wojennym . Czy uważa Pani, że miłość w tamtych czasach była trudniejsza?
To, wbrew pozorom, nie jest proste pytanie. Wydawać by się mogło, że skoro czasy były trudne, to i miłość trudniej się „realizowało”. Teraz, w okresie wolności, wszystko jest prostsze, brak ograniczeń, zatem i miłość stała się łatwiejsza. Te dwa zdania, dwie tezy, wydają się logiczne, jednak słabo zniuansowane. Czy teraz, kiedy jesteśmy przebodźcowani, kiedy nieustannie się porównujemy (efekt portali społecznościowych) do innych osób – prawdziwych bądź będących wytworem marketingu, łatwiej nam dotrzeć do swojego wnętrza, rozeznać się, co jest dla nas naprawdę ważne? Łatwiej być sobą i spełniać swoje potrzeby? A wtedy – w czasach niedoboru, represji, nieustanego lęku – czy można było myśleć o miłości, skoro myślało się przede wszystkim o tym, żeby przeżyć? A może miłość była tym, co w ogóle umożliwiało przeżycie – najgłębszym sensem, schronieniem, motywacją? 
Jakich emocji spodziewa się Pani po czytelnikach, którzy przeczytają Pani książkę?
Dużych; już je widzę zresztą, gdy czytam recenzje, listy, wpisy na Facebooku. To jest historia, która wciąga czytelnika i nie daje mu zbyt długich chwil wytchnienia – emocje zmieniają się jak w kalejdoskopie, gdy czytelnik odkrywa kolejne fakty z życia bohaterów. Drugi tom to będzie istna kulminacja. A co do emocji – to jest siła i wartość opowieści; czytając, przeżywamy emocje, których nie doświadczamy w codziennym życiu. Choć wydarzenia są na niby, to emocje są prawdziwe. To nam pomaga lepiej zrozumieć świat, innych ludzi, nas samych. Tak działają baśnie, które oswajają dzieci z różnym lękami i sytuacjami, tak działają i powieści dla dorosłych. 
Czy uważa Pani, że miłość naprawdę jest warta wszystkiego?
Odpowiedź na to pytanie („miłość warta wszystkiego” to fragment wiersza Jeanette Winterson) wymaga zdefiniowania miłości. Czym jest miłość? Dla mnie to stan silnej, głębokiej, dojrzałej więzi z drugim człowiekiem, która sprawia, że obie strony czują się spełnione, szczęśliwsze; to uczucie im służy w porównywalnym stopniu. Taka miłość warta jest starań, pracy nad sobą, pracy nad związkiem, przy założeniu, że nie krzywdzi żadnej ze stron ani nikogo postronnego. Taka miłość to absolutnie fantastyczna sprawa, nic się nie może równać z tym stanem: z jednej strony dygot emocji, z drugiej – harmonia i poczucie, że życie wygląda tak, jak wyglądać miało – idealna harmonia. Problem w tym, że często różne inne stany myli się z miłością, a samo słowo miłość jest usprawiedliwieniem dla nieracjonalnych i krzywdzących działań (krzywdzą one również tego, który „kocha”). 




Serdecznie dziękuję Autorce za poświęcony mi czas.







poniedziałek, czerwca 29, 2020

"Wyszczekana miłość" Joanna Szarańska

"Wyszczekana miłość" Joanna Szarańska



TYTUŁ  "Wyszczekana miłość"

AUTOR Joanna Szarańska

DATA PREMIERY 20.05.2020

WYDAWNICTWO  Czwarta Strona

ILOŚĆ STRON 328




OCENA  6/6

OPIS





Pełna humoru historia o tym, że szukając zagubionego czworonoga, można wpaść na trop... miłości!
Pech od dawna prześladuje Piotra. Kiedy mężczyzna traci pracę i mieszkanie, decyduje się na desperacki krok – przeprowadzkę do ciotki. Na czas wyjazdu krewnej do sanatorium, zajmuje się jej ukochanym pieskiem, Terpentyną. Okazuje się to niemałym wyzwaniem, szczególnie że całą uwagę Piotra zaprząta płeć piękna. Gdy Terpentyna niespodziewanie znika, a ciotka zapowiada wcześniejszy powrót, mężczyzna musi szybko odnaleźć niesfornego czworonoga i sprowadzić go do domu. Wiele wskazuje, że za zniknięciem pieska stoi niedawno poznana artystka.
Czy Piotrowi uda się oprzeć fascynacji śliczną Alicją? I jak odzyskać Terpentynę, która najwyraźniej uparła się przyłożyć do tej miłości... łapę?




MOJE ODCZUCIA

Takiej historii właśnie mi trzeba było. Jako, że sama kocham zwierzęta, to Terpentyna bardzo szybko zaskarbiła sobie moje serce. Zresztą jak tu nie kochać tej uroczej rudej suczki? Idealna książka dla kobiet.

Główny bohater, Piotr, traci wszystko. Przeprowadza się do ciotki. Podczas jej pobytu w sanatorium ma się zaopiekować jej pieskiem, Terpentyną. I wszystko byłoby dobrze, gdyby Piotra w końcu opuścił pech, a tak się stało, że opuściła (zniknęła) go Terpentyna. Do tego pech chciał, że ciotka zawiadomiła o szybszym powrocie, i teraz nasz bohater musi szybko odnaleźć jej ukochaną psinę.

Uśmiech nie schodził mi z twarzy przez cały czas. Joanna Szarańska z całą pewnością jest mistrzynią w wywoływaniu u czytelnika doskonałego humoru. W lekki i zabawny sposób zabiera nas w świat zwariowanego pieska, któremu nadaje cechy ludzkie. Nawet w myślach nie pomyślałabym sobie, że można tak dobrze poprowadzić psią postać. Kiedy Terpentyna znika, akcja nabiera rozmachu i dzieją się coraz ciekawsze rzeczy, a my nie mamy chwili na wytchnienie. A całość trzyma nas w napięciu do samego końca.

Marzeń nie wolno odkładać na potem, bo to „potem” może nigdy nie nadejść! To my decydujemy, kiedy przychodzi czas na ich spełnianie!

Ciekawym zabiegiem jest wprowadzenie narracji zarówno z perspektywy Pedra, Alicji oraz samej Terpentyny. Wszyscy bohaterowie zostali dobrze nakreśleni. Do tego lekkie dialogi i prosty język autorki sprawiają, że czytanie staje się czystą przyjemnością. Już dawno tak dobrze się nie bawiłam (i tyle nie śmiałam) czytając jakąś powieść.

Ci, którzy kochają psy i je posiadają, doskonale wiedzą jak wiernymi przyjaciółmi potrafią być oraz… że z nimi nigdy nie można się nudzić. Potrafią nieźle namieszać w naszym życiu i przyczynić się do niejednej rzeczy. Często wywołują uśmiech na naszej twarzy i dają poczucie ciepła. Bez nich świat były pusty i smutny. Nasza psia bohaterka, Terpentyna, to niezwykła suczka, która sprawia, że mięśnie naszego brzucha pracują na pełnych obrotach.

W całej historii nie mogło również zabraknąć miejsca dla miłości, w końcu to komedia romantyczna. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że rolę swata pełni nie kto inny jak Terpentyna! Kto by pomyślał, prawda?
Bardzo lubię historie, w których prym wiodą zwierzęta. To właśnie one potrafią odmienić nasze życie jak nic innego.

Wyszczekana miłość to obowiązkowa pozycja dla osób, które akurat mają gorszy dzień oraz dla tych którzy kochają zwierzęta. Głębokie pokłady śmiechu, zabawne zwroty akcji i nietuzinkowe postacie z całą pewnością umilą wam czas. Z ręką na sercu polecam wam tę powieść.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję



Copyright © 2016 Czytaninka , Blogger