czwartek, 30 czerwca 2016

Podsumowanie czerwca


Jutro rozpoczynamy lipiec, także dziś przybywam do Was z podsumowaniem czerwca. Niestety wynik nie jest zadowalający, jednakże praca i obecnie panujący we Francji ramadan, nie pozwoliły mi na przeczytanie więcej pozycji.



W miesiącu czerwiec przeczytałam 8 książek (w tym jeden tomik poezji):
 
1. "Bułgaria znana i nieznana: Magiczne góry" Skarlet & Albert.
2. "Master" Olgierd Świerzewski.
3. "Płacz wilka" Ewa Formella.
4. "Lardżelka" Wanda Szymanowska.
5. "Bez słów" Mia Sherdian.
6. "Władczyni mroku" K.C. Hiddenstorm.
7. "Napisani na ścianach" Konrad Sikora.
8. "Przekroczyć granice" Katie McGarry.
 
Łącznie daje to:
 
2644 przeczytane strony
czyli ok. 88 strony przeczytane dziennie
 
 
 
Wspólnie z Claudią z Zaczytanej przeprowadziłyśmy 3 wywiady ( Sylwia Trojanowska, Agata Czykierda - Grabowska, Konrad Sikora).
 
Po raz kolejny zdobyłam patronat medialny ( "Bułgaria znana i nieznana: Magiczne góry")
 
 
 
Powiem jeszcze tylko, że lipiec będzie obfity i będzie się dużo działo.

A Wasz czerwiec jak się przedstawia?
 

wtorek, 28 czerwca 2016

Wywiad z Konradem Sikora


Kochani, jak widzicie wywiad goni wywiad. Dziś mamy dla Was kolejny. Tym razem z Konradem Sikora. Zapraszam do lektury.

 
 
 
 
Konrad Sikora

Absolwent filozofii i teologii, wystawia sztukę z dziećmi z młodzieżą z Zawadki Rymanowskiej. Pisze poezje i wydał dwie książki. Zadebiutował na łamach Nadwisłocza balladą „Młodość”, a także „Rapsodem żałobnym Parze Prezydenckiej”. Jego tomik poezji „Napisani na ścianach” dostał nominację do Nagrody Orfeusza im. K.I. Gałczyńskiego, a także znalazł się wśród 20 wyróżnionych poetów.
 
 
1.       Pochodzisz z małej wsi Zawadki Rymanowskiej koło Dukli na Podkarpaciu. Nie zniechęciło Cię to w pisaniu poezji?
Wręcz przeciwnie. Bardzo mnie to zmotywowało. Tutejsze okolice sprzyjają refleksyjności, z której rodzi się poezja. Zresztą to tutaj uczyłem się poetów: najpierw w liceum za sprawą profesorki Jolanty Wojdyły odkrywałem tzw. klasyków. Potem profesorka Maria Walczak przedstawiła mnie Oldze Lalić-Krowickiej, dukielskiej poetce. Potem droga się już rozpędziła, choć zakręcała w różne strony. Samo Podkarpacie może rzeczywiście jest dosyć ubogie, jeśli chodzi o środowiska poetyckie. Mamy tutaj owszem poetów, ale brakuje atmosfery, jaka panuje np. w Krakowie, czy chociażby w Warszawie, w której zdarza mi się bywać na spotkaniach w poetami. Być może sprawia to fakt, że na wsi (a krajobraz Podkarpacia jest w większości krajobrazem złożonym z wsi). Wieś jednak ma o wiele mniejszą potrzebę poezji. Jakoś to omijam.

2.       Dostałeś nominację do nagrody Gałczyńskiego za tomik „Napisania na ścianach”. Jakie to uczucie zostać wyróżnionym w tak młodym wieku?

Jest to na pewno uczucie radości i pewnej satysfakcji, że to, co się robi, podoba się krytyce, choć ktoś kiedyś powiedział, że poeci nie piszą dla krytyków, lecz dla publiczności. Nominacja do Orfeusza im. K.I. Gałczyńskiego jest to dla mnie ogromne wyróżnienie i kolejne świadectwo, że nie piszę rzeczy niszowych, ale naprawdę dobre. Może to brzmi nieco pysznie, ale takie są fakty, a ja z tych faktów się cieszę. Oczywiście tej nominacji nie byłoby, gdyby nie ludzie, którzy stoją obok mnie i pomagają mi. Dlatego im należy się ogromne podziękowanie.

3.       Napisałeś epos historyczny pisany klasyczną oktawą „Dolina śmierci” i „Zbiór dramatów Persona”. Z której książki jesteś najbardziej dumny?

Nad oboma książkami pracowałem dosyć długo. „Persona” to bardzo niedojrzała książka, w zasadzie pierwsze próby dramatyczne. W tym roku mija sześć lat od jej wydania, ale z niej na pewno nie jestem zadowolony. Można to było zrobić lepiej. „Dolina Śmierci” to zupełnie inna sprawa. Bardzo lubię tę książkę. Pamiętam, jak ją pisałem: układałem skrzętnie losy bohaterów, zbierałem coraz bardziej fascynujące informacje i wkomponowywałem je w epos. Bez wątpienia „Dolina Śmierci” jest pierwszą poważniejszą pozycją, która wyszła spod mojej ręki. To mi sprawia wielką satysfakcję. Najlepsze jest to, że dzięki niej poznałem wielu niesamowitych ludzi, od których mogę czerpać wiele wartościowych rzeczy.

4.       Wystawiasz sztuki z dziećmi i młodzieżą w Zawadce Rymanowskiej. Lubisz pracować z młodzieżą uzdolnioną artystycznie?

Praca z młodzieżą jest zawsze czymś fascynującym. Poza tym tworzenie dzieła wespół z kimś, a nie w pojedynkę, daje wielką radość. Nasza praca teatralna nie opiera się jedynie na harówce. Jest też czas na sytuacje śmieszne i na wesołe spotkania. Gdyby dodać do tego jeszcze dobry efekt na scenie, jest świetnie.


5.       Zadebiutowałeś na łamach Nadwisłocza Balladą „Młodość”, a także „Rapsodem żałobnym Parze Prezydenckiej”. Jesteś zadowolony, że to zapoczątkowało Twoją drogę pisarską?

Trudno powiedzieć, czy jestem z tego zadowolony, bo są to teksty słabe, a w zasadzie jedne z pierwszych. Pewnie, gdybym mógł zadebiutować ponownie, zrobiłbym to inaczej i z innymi tekstami. Niemniej cieszę się, że wszystko pognało do przodu.


6.       Masz w planach kolejną książkę lub tomik?

Planów zawsze jest dużo. Ciągle się coś tam pisze. Obecnie przygotowuję się do czegoś większego. Ponieważ w zamyśle ma być to powieść historyczna o Hannibalu Kartagińczyku, muszę zbierać sporo materiałów. Obecnie piszę jeden utwór prozatorski i w tzw. międzyczasie przygotowuję się do Hannibala.


7.       Jak godzisz życie prywatne, z zawodowym?

Chwytam dzień! Przynajmniej dotychczas mi się to udawało. Wstaję wcześnie rano, kładę się późnym wieczorem i dzięki temu mam sporo czasu na wszystko.


8.       Studiowałeś filozofię i teologię. Czy to pomogło Ci w dużym stopniu w pisaniu?

I tak i nie. Zależy, przez pryzmat których utworów na sprawę spojrzeć. Z jednej strony filozofia pomaga formułować myśli i przelewać je na papier. Teologia otwiera oczy na wiele niedostrzegalnych dotychczas rzeczy. Z pewnością dzięki zdobytej wiedzy i przeżyciom mogę teraz tworzyć dzieła poważniejsze i bardziej przemyślane.


9.       W jakich warunkach lubisz tworzyć swoje dzieła?

Jestem człowiekiem trybu dziennego. Wstaję około 5, często wcześniej. Zasiadam rano do biurka, biorę pióro, piję pyszną kawę i piszę przy wchodzącym słońcu. Albo druga alternatywa to późny wieczór, koło godziny 22, robię sobie coś dobrego do picia i tak piszę.


10.   Czemu piszesz dramaty i poezje, a nie np. miłosne erotyki lub horrory?

Dramat daje szeroki wachlarz dialogu z publicznością. Można pozwolić sobie na niedopowiedzenia, uszczypliwości, czasami przemilczenia, bądź wykrzyczenia. W ogóle dramat daje twórcy ogromne możliwości kreowania postaci. Poezja zaś to również bardzo szerokie pole do dialogu z publicznością. Dla nie bowiem dialog jest naczelnym wyznacznikiem twórczości. Człowiek jest istotną dialogiczną i nie może być samotną wyspą, jak podkreślał stale trapista Tomasz Merton.


11.   Czy jesteś zadowolony, że Twoja siostra również ma duszę artysty i bierze udział w sztukach, które piszesz?
Oczywiście, że tak. Zawsze to jakieś podparcie.

12.   Czy jesteś zadowolony ze swojego życia? A może jest coś, co chciałbyś w nim zmienić?

Nigdy nie ma tak, żeby nie było nic do poprawienia w naszym życiu. Generalnie jednak jestem zadowolony i szczęśliwy.


13.   Na spotkania bierzesz swoje podopieczne, które grają na flecie i pianinie, a także śpiewają. Sam wpadłeś na taką inicjatywę, by Twoje spotkania były inne niż każdego autora?

 To jakoś rodziło się w nas wszystkich. Poezja jest śpiewem, bo poeta bardziej powinien śpiewać niż mówić. Wiersz się wyśpiewuje, jak chciał tego Rilke. Jest to bardzo ważne, by poezja była muzyczna, melodyjna. Nam udaje się jeszcze poezję połączyć z czystą muzyką. To z całą pewnością dopełnia nasze spotkania. Ludzie wychodzący z nich są zawsze pod sporym wrażeniem, a to jest wielka radość dla twórców.
 
Dziękuję za rozmowę!


Serdecznie dziękujemy autorowi za poświęcony czas na udzielenie odpowiedzi na nasze pytania.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Co będę czytać w te wakacje?


Co będę czytać w te wakacje?

Wydawnictwo Replika publikuje niezwykłe książki, niezwykłych autorów. W te wakacje wspólnie z Repliką zamierzam przeczytać m.in. :
 
 
Noc Perseidów - Edyta Świętek
 
 
 
Czy istnieje miłość aż do końca świata? Tak miało być w przypadku Emilii i Tomka, którzy tworzyli parę od „zawsze”. Jednak los bywa przewrotny i wtedy, gdy wszystko wydaje się już ustalone, zmierzając do szczęśliwego zakończenia, historia nagle zaczyna zmieniać swój bieg...

Tuż przed ślubem Tomek zaczyna mieć wątpliwości. Bardzo kocha Emilię, lecz ta poważna decyzja skłania go do refleksji nad tym, jak ma wyglądać jego dalsze życie. Czy ta miła, ale prosta, niemająca większych ambicji i nieprzykładająca wagi do swojego wyglądu dziewczyna sprosta jego wymogom? Gdyby tylko czasem kupiła sobie jakąś modną sukienkę albo chociaż pomalowała paznokcie… Kiedy poznaje Adriannę, odkrywa, że właśnie takiej kobiety pragnie – ambitnej, wyzwolonej, za którą oglądają się wszyscy mężczyźni. Rozdarty pomiędzy miłością a egoistycznymi pragnieniami, musi podjąć ostateczną decyzję, która w równym stopniu zaważy na dalszym życiu tych trojga…
Czyje marzenia, wypowiedziane w noc Perseidów, spełnią się, a które będą musiały odejść na zawsze w zapomnienie?

Tonia - Iwona Małgorzata Żytkowiak
 
 
Jeśli szczęście nie przychodzi samo, warto w nie uwierzyć i wywołać, a wtedy stanie się prawdą.

Tonia jest prostą i silną kobietą, „jak tysiące innych kobiet – Jolek, Mart, Ewek. Ani ładna, ani brzydka. Tonia jest cudnie zwykła”. Chce dla siebie innego, lepszego życia niż to, które poznała w dzieciństwie. Kończy szkołę, wychodzi za mąż, ma troje dzieci i zawsze próbuje coś osiągnąć. Tonia kocha, wpada w cudze życia jak burza i przewraca je do góry nogami. Czasem wygrywa, jeszcze częściej przegrywa. Nie poddaje się i chce walczyć, udowodnić, że też coś znaczy.

Iwona Żytkowiak kreśli w swej powieści portrety dwóch zupełnie różnych kobiet. Tonię poznajemy jako postać widzianą oczami jej przyjaciółki, jedynej powierniczki. Losy bohaterek wciąż splatają się ze sobą, a z czasem relacja ta staje się coraz bardziej zażyła. Rodzi się przyjaźń, która na pierwszy rzut oka nie powinna mieć szans, a jednak trwa nadal, pomimo odmienności charakterów.

"Tonia" to opowieść o niezwykłych więziach międzyludzkich, o ważnych sprawach, które umykają nam w życiu i o ciosach, po których zawsze można się pozbierać. Jednym słowem… to piękna historia o drugich szansach!
 
 
Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa - Marek A. Koprowski
 
 
Niniejszy tom zawiera relacje żołnierzy walczących na Wołyniu. Tych, którzy, choć coraz mniej liczni, jeszcze żyją, jak i tych, którzy odeszli już na wieczną wartę i wydania tej książki nie doczekali.

Nie ma już wśród nas płk. Jana Niwińskiego czy Bogusława Rosińskiego. Niektóre z osób, dzielące się tutaj swoimi relacjami, jak Zygmunt Mogiła-Lisowski czy Franciszek Leszczyński mają już kłopoty z poruszaniem się i rzadko opuszczają mieszkania. Franciszek Leszczyński ukończył 96 lat i jest najstarszym żyjącym żołnierzem dywizji, który przeszedł cały jej szlak bojowy, dźwigając ciężki karabin maszynowy. Jeszcze i dziś zrywa się w nocy oblany potem, bo zdaje mu się, że słyszy komendę: „Broń maszynowa do przodu!”.

Autorkami relacji są także sanitariuszki Wacława Borucińska i Dyoniza Szwed.

Wszyscy rozmówcy Marka Koprowskiego dają świadectwo prawdzie o tym, że w 1943 roku Ukraińcy przeprowadzili na Wołyniu zaplanowane ludobójstwo Polaków. Jak również, że dokonali tego z bezwględnym okrucieństwem!

Z relacji żołnierzy 27 WDP AK czytelnik dowie się o wielu interesujących szczegółach z życia Wołynia przed II wojną światową, a także podczas pierwszej okupacji sowieckiej. Pozna również powojenne losy bohaterów zawartych w tomie opowieści.

Książka zawiera liczącą kilkaset nazwisk, unikatową listę obrońców Przebraża, ustalonych przez śp. ppłk. Mirosława Łozińskiego, którego pamięci cały ten tom został poświęcony.
Choć "Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa" jest książką samodzielną, można potraktować ją jako połączoną ze zbiorami wspomnień zawartych w książkach Wołyń. "Epopeja polskich losów 1939-2013" ‒ Akt I, Akt II i Akt III oraz "Wołyń. Wspomnienia żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK". 


A Wy co macie zamiar przeczytać w wakacje?

Wywiad z Agata Czykierda - Grabowska


Kochani, tym razem razem z Claudią z Zaczytana przeprowadziłyśmy wywiad z Agatą Czykierdą - Grabowską.



Agata Czykierda-Grabowska, ur. 26 marca 1983 roku w Tomaszowie Lubelskim. Absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Wraz z mężem mieszka w Ząbkach pod Warszawą. Swój czas spędza pomiędzy pracą zawodową oraz jej największymi hobby, którymi są: pisanie długich opowiadań z gatunku new adult, czytanie horrorów z zombie w tle oraz podróże w najbardziej egzotyczne miejsca świata.


 
 
 
 
 
1.       20 lipca będzie miała premierę Pani książka „Jak powietrze”. Czy jest Pani zadowolona z tej powieści?
Muszę nieskromnie przyznać, że jestem z niej zadowolona. Chociaż do tego przekonania doszłam po jakimś czasie. Zazwyczaj zawsze coś mi w moich książkach nie gra, coś bym poprawiła i właśnie tego typu niuanse sprawiają, że dość długo czuję niedosyt, ale to mija.
2.       Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać? A może ktoś Panią namówił?
Nikt mnie nie namawiał. Nikt nawet nie wiedział, że piszę, a gdy wspomniałam o tym kilku osobom, to uraczono mnie pełnym politowania uśmiechem. Nie dziwię im się, bo gdybym dowiedziała się teraz, że na przykład moja siostra, która ma olbrzymi lęk wysokości zostaje instruktorem skoków ze spadochronem, to zareagowałabym podobnie.
Oczywiście porównanie nie jest do końca trafne, ale wiem, dlaczego takie, a nie inne reakcje towarzyszyły tej informacji.
Moje pisanie, to rozszerzenie mojej najukochańszej pasji, czyli czytania. Był to też sposób na relaks i wyciszenie. Zaczęłam pisać podczas jednego z najbardziej traumatycznych momentów mojego życia, a dokładnie remontu mieszkania,(nikomu nie polecam ;) ) wtedy usiadłam i zaczęłam pisać… i z tego co pojawiło wtedy zrodziło się  „Kiedy na mnie patrzysz”.


3.       Czy czuje się Pani spełniona jako pisarka?
Chyba za wcześnie na takie śmiałe stwierdzenia. Myślę, że dopiero za kilka lat będę mogła odpowiedzieć na to pytanie. Wiem jedynie, że pisanie sprawia mi ogromną frajdę i wciąż działa terapeutycznie.
W chwili obecnej mogę powiedzieć tylko tyle, że czuję się doceniona przez czytelników i dzięki temu mam motywację do dalszych pisarskich popisów ;)


4.       Zbliżają się wakacje. Planuje Pani odpocząć, a może intensywnie pracować?

Moje wakacje od pracy zawodowej trwają już kilka miesięcy, więc osobiście chciałabym je już zakończyć, natomiast od pisania nigdy nie chcę odpoczywać. To nie obowiązek, to przyjemność.
5.       Czy ma Pani w planach następną książkę, a może już powstaje?

Jestem poligamistką zarówno jako czytelnik, jak i autor. Czytam kilka książek na raz, w taki sam sposób również piszę. Obecnie pracuję nad trzema książkami, przy czym jednej z ich poświęcam najwięcej czasu, ponieważ chciałabym, aby ukazała się, jako moje kolejne „dziecko”. Wszystko jednak zweryfikuje czas.
6.       Napisała Pani książkę „Kiedy na mnie patrzysz” i wplotła w nią wyrażenia angielskie, jednak nie dodała ich tłumaczeń, których moim zdaniem zdecydowanie w niej zabrakło, gdyż nie każdy zna angielski. Dlaczego tak się stało?
Może nikt mi nie uwierzy, ale nie miałam pojęcia, co się dzieje z książką, gdy wysłałam ją do wydawnictwa… teraz już wiem, że nie tak pracuje się z autorem, ale wtedy nie miałam tego świadomości. Dałam znać, że potrzebuję kogoś, kto zredaguje tekst też po angielsku. Niestety nikt nie zapytał mnie o tłumaczenie, chociaż do końca myślałam, że ta kwestia padnie przed drukiem i że wydawca się tym „zaopiekuje”. Cóż, pomyliłam się. 
A sam pomysł miał po prostu dodać realności postaciom


7.       Do premiery Pani najnowszej książki jest jeszcze trochę czasu. Może uchyli nam Pani rąbka tajemnicy, czego możemy się po niej spodziewać?

Oczywiście to będzie powieść w gatunku New adult, co zapewne jest już ogólnie wiadome. „Jak powietrze” opowiada historię dwójki młodych ludzi, którzy poznają się podczas wypadku (znowu!). Pochodzą z totalnie różnych światów i pozornie nic ich nie łączy, ale na skutek nieprzewidzianych zdarzeń, będą musieli spędzać w swoim towarzystwie niemal każdy dzień przez okres czterech tygodni.
Co się w tym czasie wydarzy, tego musicie dowiedzieć się już z książki.

8.       Czasem to ludzie inspirują nas do wielu rzeczy. Jak to jest w przypadku Pani książek? Skąd czerpie Pani do nich inspirację?

Ja czerpię inspirację przede wszystkim z muzyki, ale też filmów i innych książek. Lubię także przyglądać się ludziom na przykład w komunikacji miejskiej, a jeśli w grę wchodzi Warszawa, to mówimy tu o kilku godzinach dziennie poświęconych na obserwację ;)
9.       Sama pisze Pani książki. A czy lubi czytać książki koleżanek i kolegów po fachu?
Lubię i czytam. W szczególności przypadły mi do gustu kryminały naszych polskich autorek Katarzyny Puzyńskiej i Katarzyny Bondy, ale nie tylko. Ostatnio coraz bardziej przekonuję się do naszej rodzimej literatury i stwierdzam, że niczym nie odstaje od tej zagranicznej.


10.   Czy w czasach szkolnych z chęcią czytała Pani lektury szkolne? A może starała się ich unikać?
Od zawsze lubiłam czytać, więc lektury szkolne nigdy nie były dla mnie jakąś karą, czy torturą. Były takie, które sprawiły mi olbrzymią przyjemność, ale znalazły się także te, które kompletnie do mnie nie trafiły i po prostu „odhaczyłam” je, aby móc brać czynny udział w lekcji. Nie demonizowałabym tak bardzo kanonu szkolnych lektur, aczkolwiek myślę, że fajnie by było, gdyby dodano do niego powieści współczesne, nawet z pogranicza popkultury.

11.   Czy jeśli spotyka się Pani z negatywną (być może krytyczną) recenzją własnej książki, czuje się Pani zawiedziona? A może to właśnie motywuje do dalszego działania i polepszania swoich umiejętności pisarskich?
Jak każdy autor bardzo przeżywam negatywne opinie o mojej książce. Mogę mówić, „że absolutnie”, „ależ skąd”, „nie, no gdzie tam”, ale prawda jest zupełnie inna. Oczywiście, że jest mi przykro, jak komuś nie spodoba się moja książka, a dlatego, że włożyłam w nią dużo czasu, pracy i serca.
I odpowiadając na drugą część pytania- to tak, z negatywnych recenzji także wyciągam wiele pomocnych wskazówek i stosuję je w kolejnych powieściach i opowiadaniach. Warunkiem jest jednak to, żeby ta negatywna recenzja była konstruktywna, mądra i nie miała znamion złośliwości ;)
 
12.   Zaczyna Pani pisać nową książkę: czy ma Pani zaplanowany jakiś plan działań w związku z tym? Czy wszystko wychodzi pod wpływem chwili?
Rozpoczynając nową książkę, nie mam w głowie gotowego planu, natomiast mam zawsze w głowie zarys nowej historii. W trakcie pisania zawsze zmieniam szczegóły, cos dodaję, innym razem ujmuję, ale ogólny zamysł jest zawsze ten sam.

13. Czy podczas pisania książki słucha Pani jakiejś muzyki (jakiś szczególny utwór), a może musi mieć Pani całkowitą ciszę?
Zauważyłam u siebie pewną prawidłowość. Gdy pisze wieczorem, to słucham muzyki, gdy robię to rano, potrzebuję ciszy. Nie wiem od czego to zależy, ale tak właśnie działam. Nie potrafię podać wszystkich utworów, które towarzyszą mi podczas pisania, ponieważ moja play lista jest długa, jak stąd do Glasgow, ale można na niej znaleźć dosłownie wszystko :D
 
 

 Serdecznie dziękujemy autorce za poświęcony czas na udzielenie odpowiedzi na nasze pytania.

niedziela, 26 czerwca 2016

"Przekroczyć granice" Katie McGarry



*Tytuł: "Przekroczyć granice"
*Autor: Katie McGarry
*Wydawnictwo: Muza SA
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 488
 
 
*Ocena: 8/10
*Opis:

Nikt nie wie, co zdarzyło się tamtego wieczoru, kiedy Echo Emerson z popularnej dziewczyny stała się outsiderką z dziwnymi bliznami na rękach. Nawet Echo nie pamięta całej prawdy o tym strasznym wieczorze. Jedyne, czego pragnie, to aby jej życie wróciło do normalności.

Kiedy pojawia się Noah Hutchins, zabójczo przystojny i wykorzystujący dziewczyny samotnik w czarnej skórzanej kurtce, świat Echo zmienia się w niewyobrażalny sposób. Pozornie nic ich nie łączy. Z tajemnicami, które oboje skrywają, bycie razem jest w zasadzie niemożliwe.

Jednak niezwykłe przyciąganie między nimi nie chce zniknąć. W takiej sytuacji Echo musi zadać sobie pytanie, jak daleko mogą przesunąć granice i co zaryzykuje dla chłopaka, który może nauczyć ją znowu kochać.


*Moje odczucia:
 
 
Katie McGarry napisała powieść, którą czyta się z zapartym tchem. Zawiera w sobie tyle emocji, że nie sposób przeżywać wszystkiego razem z bohaterami. Autorka ukazuje nam, że nawet, jeśli zdarzy się tak, że w utracimy własne miejsce w swoim życiu, zawsze jest szansa, by odnaleźć nowe.
Głównymi bohaterami są Echo oraz Noah. Ona skrzywdzona przez najbliższą osobę w jej życiu, czuje się jak dziwoląg pośród rówieśników. On za wszelką cenę stara się odzyskać swoich braci, po tragicznym wydarzeniu w życiu. Obydwoje zostali pokrzywdzeni przez los. Czy ich spotkanie na wspólnej drodze im pomoże? Czy znów zaznają szczęścia w życiu?
"To był Noah Hutchins. Noah Hutchins, który odrzucał stałe związki czy choćby randki. Noah Hutchin, któremu zależało tylko na przygodach na jedną noc. Amator jointów. Przeciwieństwo mnie. I w tej akurat chwili chłopak, którego pragnęłam."
 Zdarzają się w naszym życiu takie sytuacje, kiedy pragniemy za wszelką cenę znów stać się normalnymi osobami, ale nie zawsze nam to wychodzi. Przeszłość prześladuje nas, sprawia, że mamy nocne koszmary, i wydaje się nam, że już nigdy nic nie będzie wyglądało jak kiedyś. Że już nigdy nie zdołamy pokochać, gdyż rany są tak głębokie, że nie potrafią się zabliźnić. Ale wtedy pojawia się ktoś, kto daje nam promyczek nadziei, że mimo wszystko jeszcze będzie normalnie.
"Czy jedna noc, nawet gdyby mi się oddała, by wystarczyła? Echo i tak była już dla mnie jak twardy narkotyk. Taki, których z premedytacją unikałem - crack, heroina, metamfetamina. Taki, który mieszał ci w głowie, wślizgiwał się do krwiobiegu i pozostawiał bez sił, bezradnego."
Autorka ukazuje nam również różne oblicza przyjaźni. Czasem, ktoś przyjaźni się z nami tylko i wyłącznie ze względu na swoje interesy. Tak było z przyjaźnią Echo i Grace. W sumie nie nazwałabym tej relacji jako przyjaźń.

Widoczne jest również to, że rodziną nie zawsze są osoby, z którymi łączą nas więzy krwi. Tak było w przypadku Noaha, Beth i Isaiahem. Nie byli ze sobą spokrewnieni, ale traktowali się jak rodzina, która zawsze się wspiera i może na siebie liczyć. Bo rodzina to nie tylko pokrewieństwo, to przede wszystkim uczucia, które łączą nas ze sobą.

Ludzie oceniają drugich ludzi czasem wcale ich nie znając. Zdarza się, że uważają kogoś za dziwoląga, jakiegoś cudaka, choć prawdę powiedziawszy nie wiedzą, co ten ktoś przeżył. Tak było z Echo, kiedy wróciła do szkoły po dłuższej przerwie. Uczniowie uważali ją za odludka, ona tymczasem ukrywała blizny, które ją naznaczyły. Jednak w końcu odnalazła w sobie siłę, by odsłonić swoją duszę. Za wszelką cenę pragnęła być znów akceptowana przez innych.

Przekroczyć granicę to książka, która ukazuje nam historię dwójki młodych ludzi, którzy utracili wszystko i za wszelką cenę starają się wrócić do normalności. Świetnie wykreowani bohaterzy, którzy nie są tuzinkowi, a przede wszystkim tacy, których mogłam sobie wyobrazić w realnym świecie. Ta książka to płomyk nadziei, który nie gaśnie do ostatniej chwili.
Gorąco zachęcam do przeczytania.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Wydawnictwu





 Książka bierze udział w Wakacyjnym wyzwaniu: Czytam ile chcę.

czwartek, 23 czerwca 2016

"Napisani na ścianach" Konrad Sikora

 
 
*Tytuł: "Napisani na ścianach"
*Autor: Konrad Sikora
*Wydawnictwo: Ruthenus
*Rok wydania: 2015
*Ilość stron: 48
 
 *Ocena: 7/10
 
*Moje odczucia:
 
 
Konrad Sikora stworzył tomik poezji, który powinien okazać się bliski każdemu z nas. Dlaczego? Ponieważ zawiera wiele przemyśleń dotyczących życia oraz człowieka. Uświadamia nam, że zawsze warto być sobą mimo przeszkód na drodze.
"Oto człowiek! – Przedstawiam go wam: Prostego – bez maski; Cichego – bez krzyku; Słuchającego – bez rozdwojenia."
Każdy człowiek jest inny, nie ma dwóch jednakich osób. I każdy z nas kiedyś przeminie, a potem być może ślad po nas zaginie. Coś jest, a później tego nie ma, taka jest kolej rzeczy.
Konrad uświadamia nam, że nie warto skrywać się w sobie samym, że warto wychodzić do ludzi i otwierać przed nimi swoje serce. Bo któż z Was chciałby żyć we własnym cieniu? Odejść z tego świata niezauważony?
"Wyjdź poza siebie – poza te granice, Co sobie stawiasz, by cię nie widzieli. Wielu – pamiętaj – ma szersze źrenice I oni – jak ja – będą słowem cięli."
Zawsze warto pozostać sobą, być prawdziwym człowiekiem, nie udawać kogoś kim się nie jest. Wielu ludzi skrywa się w swoich czterech ścianach w domu, ogarnia ich strach, nie wiadomo przed czym, a może najzwyczajniej w świecie tchórzą?
"Zaplątaliśmy się w dziwną współczesność – Strach – tchórzostwo – i świata cztery ściany – A świat nasz kolczastym drutem związany – Niedostępny nikomu – istna ciasność."
Życie mamy tylko jedno i powinniśmy z niego czerpać pełnymi garściami. Nieodzownym elementem naszego życia jest Bóg, o którym w swojej poezji również wspomina Konrad. Nawet, kiedy wszyscy nas opuszczą, on będzie trwał przy nas ciągle. Czuwają nad nami również nasi aniołowie.
"Napisali nas na ścianach Opuszczonych ulic. I chociaż zostawili nas, byśmy upadli, On nas podtrzymał – Bo On nas napisał w swoim Sercu."

Reasumując Napisani na ścianach to bardzo ciekawy tomik poezji, w którym znajdziemy wiele refleksji na temat życia, człowieczeństwa i wiary w samego siebie.
Zachęcam do sięgnięcia i przeczytania.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorowi.
 
 Książka bierze udział w Wakacyjnym wyzwaniu: Czytam ile chcę.
 
 
 

środa, 22 czerwca 2016

ZAPOWIEDŹ "Sny Morfeusza" K.N.Haner



Kochani, dzisiaj przychodzę do Was z kolejną zapowiedzią niesamowitej książki K.N.Haner "Sny Morfeusza". Jak sami widzicie, lipiec zapowiada się wspaniale. Ja już nie mogę się doczekać premiery, a Wy?

PREMIERA: 1 lipca 2016
 
ZARYS FABUŁY:
 
Cassandra Givens od zawsze nie ma szczęścia do facetów. Jej przelotne romanse za każdym razem kończą się złamanym sercem, a wybuchowy charakter, impulsywność oraz zgryźliwe poczucie humoru często wpędzają ją w kłopoty. Przeprowadzka do Miami otwiera nowy rozdział w jej życiu, a rozmowa kwalifikacyjna o pracę marzeń ma stać się drzwiami do lepszego jutra. Niestety, nic nie idzie po jej myśli, a poznanie Adama McKeya — jej przyszłego szefa — komplikuje wszystko jeszcze bardziej.

Początek tej znajomości staje się źródłem fascynującego romansu, ale i dużych kłopotów. Cassandra traci głowę dla demonicznego Morfeusza. Między tą dwójką wybucha namiętność, nad którą nie potrafią zapanować. Adam vel Morfeusz wciąga Cassandę do gry, której zasady są bardzo proste, ale narażają oboje na ogromne ryzyko.

Jak potoczy się historia, która nigdy nie powinna się wydarzyć?

Sny Morfeusza to intensywna, pełna namiętności i niebezpiecznych tajemnic lektura, która rozpali Twoje zmysły i wciągnie w świat mrocznych doznań. Daj się ponieść historii pięknej Cassandry i tajemniczego Adama!


Kto z Was czeka na premierę tej gorącej książki?

"Władczyni mroku" K.C.Hiddenstorm



*Tytuł: "Władczyni mroku"
*Autor: K.C. Hiddenstorm
*Wydawnictwo: e-bookowo
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 707



*Ocena:  8/10
*Opis:


Megan Rivers jest do bólu przeciętną mieszkanką San Francisco; jedyną rzeczą wyróżniającą ją z tłumu jest jej niesamowity tatuaż. Prowadzi zwyczajne, wręcz nudne życie, jednak wszystko zmienia się w dniu, w którym oblewa swojego szefa kawą w cokolwiek paranormalnych okolicznościach zmienioną we wrzątek, w konsekwencji czego zostaje zwolniona. Kolejne tygodnie obfitują w coraz więcej niedających się racjonalnie wytłumaczyć incydentów; ludzie z jej otoczenia zaczynają umierać, a ona zaczyna przejawiać bardzo niepokojące zdolności... Gdzieś ponad tym wszystkim majaczą tajemnicze pożary dotykające kościoły na całym świecie oraz wielka zdrada, jaka dokonała się dawno temu. W Megan zaczynają rodzić się pewne przerażające podejrzenia, lecz bagatelizuje je z chwalebnym wręcz uporem... do czasu aż zostaje przyjęta do pracy u enigmatycznego Nicholasa Marlowe'a, który okazuje się być samym Księciem Ciemności...


*Moje odczucia:


Prawdę powiedziawszy sięgając po książkę nie do końca byłam przekonana czy mi się spodoba. Nie przepadam za fantasy, jednak tutaj połączenie dark fantasy z romansem wypadło doskonale. Autorka zaciekawiła mnie swoją powieścią już od samego początku.

Główną bohaterką jest Megan Rivers:

"Nazywam się Megan Rivers, mam trzydzieści trzy lata i odkąd tylko sięgam pamięcią, w moim nieco gównianym życiu zawsze czegoś mi brakowało. Jakby to zgrabnie powiedzieć, żeby przekaz był właściwy? Nie chodzi o to, że mam poluzowanych o kilka klepek za dużo i kwalifikuję się do tego specyficznego hotelu, w którym okna są zakratowane, a pensjonariusze noszą gustowne białe kaftaniki (a przynajmniej wydaje mi się, że nie), chodzi o to, że ja… no, w jakiś ciężki do zdefiniowania sposób odstaję od reszty populacji. Kolejną sprawą jest moje absurdalne, lecz bardzo silne przeświadczenie, że ilekroć patrzę w lustro, widzę swoją twarz… i właśnie, widzę swoją twarz, tylko że nie jest to twarz, którą powinnam zobaczyć, którą podświadomie spodziewam się zobaczyć; jakąś cząstką duszy czuję, iż nie jest to moja prawdziwa twarz. "
Megan jest postacią, którą lubi się od pierwszych stron. Mówi, co jej ślina przyniesie na język, a do tego bywa pyskata. Ma swój charakterek, który zdecydowanie przypadł mi do gustu. Bohaterowie w tej książce są świetnie wykreowali, nie są przesłodzeni, lecz każdy ma swój osobisty charakterek, który go cechuje.
Świat ten realny jak i równoległy również wspaniale przedstawiony, razem tworzy jedną spójną harmonię.

Wyobraźcie sobie, że istniejecie na tym świecie, myślicie, że jesteście normalnymi ludźmi, aż tu nagle odkrywacie, że posiadacie niezwykłe moce. Jak się zachowujecie w takiej sytuacji?
Tak dzieje się z Megan, która codziennie spogląda w lustro i wydaje jej się, że nie widzi własnej twarzy, tylko kogoś innego. Czy w końcu odnajdzie samą siebie?
 
"Myślę, że na tym właśnie polega okrucieństwo tego świata – nie ważne, co się wydarzy lub kto z niego odejdzie – życie niewzruszenie toczy się dalej."
 
W książce pojawia się również erotyzm, ale jak mogłoby go zabraknąć, skoro książka jest o miłości? Przyznaję, że na początku te ponad 700 stron trochę mnie przytłoczyło i zastanawiałam się ile czasu zajmie mi przeczytanie tej powieści. Jednak porywa już od pierwszych stron, więc poszło w miarę szybko. Może małym minusem jest to, iż książka jest długa, a mogłaby być krótsza. Czasem opisy były zbyt rozległe.
 
Władczyni mroku to historia wielkiej miłości osadzona w realiach dark fantasy. Spotkamy się tutaj z czarami, poznamy Lucyfera (który chyba nikomu nie jest obcą postacią) oraz archaniołów. Akcja dzieje się dwutorowo, tu i teraz - życie Megan Rivers oraz wątek Piekła i Nieba. Większość czasu jednak i tak spędzamy w San Francisco. 
Zachęcam do przeczytania wszystkich tych, którzy lubią historie dark fantasy.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce książki.
 
 
Książka bierze udział w Wakacyjnym wyzwaniu: Czytam ile chcę.

niedziela, 19 czerwca 2016

"Bez słów" Mia Sheridan

 
WYZWANIE - KSIĄŻKA 6 STOS 4
WYZWANIE WAKACYJNE - CZYTAM ILE CHCĘ
 
 
*Tytuł: "Bez słów"
*Autor: Mi Sheridan
*Wydawnictwo: Otwarte
*Rok wydania: 2016 (30.03)
*Ilość stron: 382
 
 
*Ocena: 10/10
*Opis:


Czy są takie rany, których miłość nie zdoła uleczyć?

Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało.
Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację outsiderem. Próbując przedrzeć się przez warstwy niedostępności i dzikości, jakimi Archer przez lata zasłaniał się przed innymi, Bree powoli rozbiera go z kolejnych tajemnic.
Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich od bolesnej przeszłości?
 
 
*Moje odczucia:
 
Od dzisiaj zdecydowanie Mia Sherdian wpisuje się na listę jednych z moich ulubionych pisarek. Jestem świeżo po lekturze i nie wiem czy znajdę słowa by opisać jakie uczucia towarzyszyły mi podczas czytania tej lektury. Jestem zachwycona pod każdym względem.

Archer to młody człowiek, który jest niemową. Ma za sobą ciężką przeszłość i zdecydowanie brak mu wiary w ludzi. Woli udawać odludka, by ludzie się nim zbytnio nie interesowali.
 
Bree to dziewczyna, która uciekając przed przeszłością, przeprowadza się do małego miasteczka, które z czasem staje się jej domem. Pewnego dnia poznaje Archera, który bardzo ją zaciekawił. Nie mogła tylko zrozumieć dlaczego nie odezwał się do niej ani słowem. Wypytuje o niego miejscowych ludzi.
 
Zastanawialiście się kiedyś jak wiele można wyrazić bez słów? Czy, żeby być szczęśliwym trzeba wydawać z siebie jakiekolwiek dźwięki? Czy świat w takim momencie się dla nas zamyka? Otóż nie! Żeby wyrazić własne uczucia, wcale nie potrzeba używać jakichkolwiek słów. Jest tyle różnych sposób, by wyrazić co się czuje, iż świat zawsze stoi dla nas otworem.
"Jedno słowo od milczącego chłopca było jak nieoczekiwany milion. Sprawiło, że serce zabiło mi szybciej."
Bree jako jedyna z miasta starała się zbliżyć do Archera, kiedy cała reszta traktowała go jak dziwaka. No bo jak można było traktować normalnie osobę, która nie potrafiła mówić? Lepiej było udawać, że nie ma kłopotu i pozostawić tę osobę w cierpieniu samą, niż jej pomóc! Czasem się zastanawiam, czy ludzie naprawdę nie widzą problemu, czy tylko nie chcą go widzieć, bo tak łatwiej?
"Myślałem, o tym, ile nas dzieli, mnie i Bree... o jacy przy tym jesteśmy podobni. Ona dźwigała poczucie winy spowodowane przekonaniem, że nie walczyła wtedy, kiedy należało. Ja zaś nosiłem bliznę, która przypominała mi, co się dzieje, gdy człowiek walczy. Każde z nas w chwili grozy zareagowało inaczej, a jednak oboje na tym ucierpieliśmy. W takich sytuacjach nie ma właściwego i niewłaściwego zachowania, czerni i bieli. Jest za to tysiąc odcieni szarości."
 
Bez słów to historia o dwójce młodych ludzi, których świat w przeszłości nieźle pokiereszował.  Oboje pragnęli się zamknąć w swoich światach, by poradzić sobie z tym co ich spotkało. A jednak, każdy człowiek potrzebuje bliskości drugiego człowieka. Nie ważne, że on nie mówi, dla niej to jest bez znaczenia. W końcu ludzie nie muszą mówić, by móc się porozumieć, czasem wystarczy jedno spojrzenie i wszystko jest wiadome.
"Archer pogłaskał mnie po włosach, zatknął kosmyk za ucho, a jego oczy powiedziały mi wszystko, czego nie powiedział głos. Przekazaliśmy sobie tysiąc słów, nie wymawiając ani jednego."
 
Zdecydowanie to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Postacie są świetnie wykreowane, czułam z nimi bliską więź. Emocje towarzyszą tej książce na każdej stronie. Autorka napisała powieść, którą czyta się z zapartym tchem, nie sposób się od niej oderwać dopóki nie dobrniemy do samego końca. Myślę, że po przeczytaniu tej pozycji, każdy z nas inaczej spojrzy na drugiego człowieka, nauczy się go szanować i tolerować i zrozumie, że czasem, to, iż jest inny, nie oznacza, że jest gorszy, lecz po prostu najzwyczajniej w świecie potrzebuje naszej pomocy. Kochani, nauczmy się szanować drugiego człowieka. Czytając tę powieść, uświadomimy sobie, że w miłości można rozumieć się bez słów.

Uważam, że to obowiązkowa lektura dla każdego.
 

sobota, 18 czerwca 2016

ZAPOWIEDŹ "Jak powietrze" Agata Czykierda-Grabowska


 
 
Kochani, miałam się jeszcze nie chwalić, ale widzę, że większość blogerek już to robi, więc i ja nie będę gorsza. Miło mi ogłosić, że wspólnie z innymi zacnymi blogerkami zostałam ambasadorką książki Agaty Czykierdy- Grabowskiej "Jak powietrze". Czuję, że to będzie jedna z najlepszych książek wakacyjnych. I już się nie mogę jej doczekać.

Premiera: 20 lipca 2016

ZARYS FABUŁY:
 

Pierwsza polska powieść new adult!

Zwykła dziewczyna, zwykły chłopak, niezwykła miłość.
Niektórym może się wydawać, że Oliwii niczego nie brakuje - przystojny chłopak, świetne studia, wieczory spędzane w warszawskich klubach. Ale gdy los stawia na jej drodze Dominika, w jego bursztynowych oczach dziewczyna dostrzega coś, czego nie dał jej wcześniej nikt inny.
Dominik mieszka w obskurnej kamienicy na Pradze i musi zajmować się młodszym rodzeństwem. W jego życiu nie ma miejsca na rozrywki ani nawet na marzenia.   
Choć pochodzą z dwóch różnych światów, wkrótce okazuje się, że nie mogą bez siebie żyć. On przynosi jej długo oczekiwany spokój, ona jest dla niego jak powietrze.

Ale czy taka miłość ma szanse przetrwać?
Czy Dominik potrafi odciąć się od bolesnej przeszłości?
Czy da się żyć bez powietrza?



No to przyznać się, kto już nie może się doczekać? Ja na pewno. Zdradzę, że będę miała dla Was trzy egzemplarze, co za tym idzie? Pojawi się konkurs.


piątek, 17 czerwca 2016

"Lardżelka" Wanda Szymanowska



*Tytuł: "Lardżelka"
*Autor: Wanda Szymanowska
*Wydawnictwo: Białe Pióro
*Rok wydania: 2015
*Ilość stron: 120


*Ocena: 8/10
*Opis:

"Lardżelka", to wspaniała powieść oparta na faktach, a odpowiadająca na pytanie: jak efektywnie schudnąć bez wyrzeczeń. Zofia, swoje stresy "zajada" słodyczami. Efekt? 70 kg nadwagi. Pewnego dnia, kiedy mąż porównuje ją do balii, kobieta nie wytrzymuje napięcia i... Powieść zawiera praktyczne rady, jak schudnąć bez wyrzeczeń i nie poddać się efektowi jo-jo.
 
 
 
*Moje odczucia:
 
 
Kolejny raz spotykam się z twórczością Wandy Szymanowskiej i po raz kolejny jestem zachwycona stylem autorki. Od jej książek nie sposób się oderwać. Każda z nich porusza jak najbardziej życiowe problemy, które mogą dotknąć każdego z nas.
Tym razem główną bohaterką jest Zofia, która ma sporą nadwagę i wszystkie problemy, stresy "zajada" słodyczami. W końcu nie może jednak na siebie już patrzeć i postanawia coś ze sobą zrobić.
" Postanowiłam, że muszę coś ze sobą zrobić. Nie dla Andrzeja, nie dla świata, nie dla zdrowia, ale dla siebie. Nie mogę patrzeć już w lustro. Nienawidzę siebie. Nie widzę ani jednego szczegółu mojego wyglądu, który by mi się podobał. Gęba wielka jak patelnia do smażenia naleśników. W dodatku tłusta – fizycznie i metafizycznie. Wiecznie czerwona, spocona i zakończona zwisającym podgardlem. Ohyda! Obwód uda większy niż talia normalnej kobiety, natomiast obwód bioder porównywany może być z pniem najstarszego, zabytkowego dębu w rogalińskim parku. Stopy, nie stopy, tylko hobbitowe płetwy. "
 
Autorka uświadamia nam, jak ważne jest by prowadzić zdrowy tryb życia, posiłki jeść o ustalonych godzinach i nie podjadać niezdrowych rzeczy, które mają wpływ na naszą masę ciała. Życie grubego człowieka jest znacznie trudniejsze, niż osoby chudej. Zbyt duża nadwaga może zagrażać naszemu życiu.
 Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzi z nadwagą traktuje się gorzej?  Bo mają zbyt wielką tuszę i ciężej im wykonywać niektóre czynności? Prawdę powiedziawszy gruby wcale nie oznacza gorszy. Jednak ludzie są uprzedzeni do takich osób i nic na to nie poradzimy.
Niektóre osoby mają problem z jedzeniem, a wręcz są od niego uzależnione, choć wcale nie chcą się do tego przyznać. Każdą porażkę w życiu traktują jak coś, co tylko zjedzeniem danej rzeczy mogą odgonić od siebie i wrócić na właściwy tor.
"Ale nikt lepiej nie rozumie grubasa niż drugi grubas. Nikt lepiej nie zna psychiki grubasa niż drugi grubas. Ani przez myśl nam nie przeszło, żeby wypytywać, komentować, krytykować. Nikt nie ma cieńszej skóry niż grubas! Niech każdy chudzielec to zapamięta!"
Problem nadwagi dotyka niezliczoną ilość osób. Ważne jest, aby takie osoby potrafiły sobie uświadomić, że tą nadwagą wyrządzają sobie krzywdę i narażają się na zagrożenie życia. Bezcenni w walce z nadwagą okazują się przyjaciele, którzy wspierają takie osoby na każdym kroku i motywują do dalszego działania. Bo jak to się mówi: dla chcącego nic trudnego. Wiadomo, że kilogramy potrafią przybywać w zaskakująco szybkim tempie, jednak proces ich ubywania jest długotrwały i żmudny.

Ludzie z nadwagą są gorzej traktowani, co jest niesprawiedliwe. Nie wolno oceniać człowieka po wyglądzie. Trzeba umieć dostrzec walory w każdej osobie, nawet takiej ze sporą nadwagą, bo z całą pewnością je posiada.
"Niby jest tak, że ,,jak cię widzą, tak cię piszą”, ale dlaczego świat ocenia mnie na podstawie wyglądu? Czy „zewnętrze” jest ważniejsze od wnętrza? Nie mam żadnych zalet, walorów, atutów, czegoś, co można podziwiać, naśladować? "
Reasumując Wanda Szymanowska napisała wspaniałą powieść, uświadamiającą nam, że zdrowy tryb życia powinien być piorytetem w życiu każdego z nas. Że nawet, jeśli pojawia się problem, musimy umieć z nim walczyć.  A przede wszystkim, że ludzi nie powinno oceniać się po wyglądzie.

Gorąco zachęcam Was do przeczytania Lardżelki.
 
 
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce Wandzie Szymanowskiej.
 

Książka bierze udział w Wakacyjnym wyzwaniu: Czytam ile chcę.

wtorek, 14 czerwca 2016

"Płacz Wilka" Ewa Formella

 
WYZWANIE - KSIĄŻKA 5 STOS 4
WYZWANIE WAKACYJNE - CZYTAM ILE CHCĘ
 

*Tytuł: "Płacz wilka"
*Autor: Ewa Formella
*Wydawnictwo: Ewa Formella
*Rok wydania: 2014
*Ilość stron: 195
 
 
*Ocena: 9/10
*Opis:

Problemy, o których się nie mówi, sytuacje, których się nie zauważa, uczucia, które się ignoruje. Świat jakiego się nie dostrzega, odwracając głowę w drugą stronę, aby go nie widzieć. To wszystko można znaleźć w powieści, w której za pośrednictwem młodej dziewczyny spotkamy ludzi, których na co dzień wielu omija z daleka.

 
*Moje odczucia:
 
 
To moja pierwsza styczność z twórczością Ewy Formella, ale mam nadzieję, że nie ostatnia. Książka może nie jest zbyt gruba, ale za to posiada wiele cennych uwag dotyczących życia, nie tylko naszego, ale też różnych osób.
 
Główną bohaterką jest Hania, młoda dziewczyna, która całe życie myślała, że jej ojciec nie żyje, a tymczasem wychodzi na jaw, że żył i interesował się nią cały czas. W momencie jego śmierci, otrzymuje od niego w spadku pół domu, drugie pół należy do jej brata, którego nie zna. Kiedy przyjeżdża na miejsce, by zobaczyć dom zastaje tam istną ruderę, ale nie jest ona pusta, wręcz przeciwnie tętni życiem i to nie jednym.
 
Autorka zafundowała nam niesamowitą historię, dzięki, której człowiek inaczej zaczyna patrzeć na świat, a przede wszystkim na innych ludzi. Hance całe życie brakowało ojca, zawsze zastanawiała się jaki był, a dzięki ludziom, których zastała w jego domu, udało jej się odkryć jak wielkie posiadał serce.
"Andrzej mimo fizycznej nieobecności w życiu swoich potomków, uczestniczył w nim bardziej, niż ktokolwiek mógłby go o to posądzić. Znał wszystkie ich osiągnięcia i porażki, znał te dzieci lepiej niż niejeden ojciec mieszkający ze swoimi pociechami w jednym domu."
Na łamach każdego kolejnego rozdziału poznajemy każdego z mieszkańca tego domu i jego historię, która pozwala Hance zrozumieć w jaki sposób dana osoba trafiła do domu jej ojca. Jak widać, Andrzej miał wielkie serce i przygarnął do domu całkowicie obcych sobie ludzi, którzy stworzyli jedną wielką rodzinę.
Czytając książkę myślałam o tym jak wielka i silna więź łączyła tych ludzi, że w niejednej prawdziwej rodzinie brakuje tego wszystkiego czego im nie brakowało. Zaufanie, szczerość i szacunek dla drugiego człowieka to podstawa. Ewa Formella uświadamia nam jak ważna dla każdego powinna być rodzina, niekoniecznie ta łącząca się więzami krwi, ale nawet taka w której ani jedna osoba nie jest ze sobą spokrewniona.
"Nie mogli uwierzyć w to, co zastali na miejscu. Dla nich to był inny, nieznany świat, który kojarzył się tylko z filmami. Grupa ludzi, zebrana z najróżniejszych miejsc, ludzi ze smutną przeszłością, potrafiła założyć bardzo specyficzną rodzinę i to taką, jakiej mogłyby pozazdrościć najznakomitsze rody. Spójność i solidarność panująca w tym starym domu, była czymś więcej niż rodziną." 
 
Andrzej ofiarował dom nie tylko niejednej osobie, która miała smutną przeszłość, ale także wilkowi, który stał się również członkiem rodziny. Oczywiście nie zabrakło też postaci, która pragnęła zniszczyć tę szczęśliwą rodzinę, a mianowicie przyrodni brat Hanki - Marcel, który stał się współwłaścicielem domu Andrzeja. Czy jego próba sprzedania domu dojdzie do skutku? Czy pozbawi dachu nad głową wiele osób? O tym już przeczytajcie sami. Powiem jedynie, że zakończenie książki wywołało u mnie łzy.

Płacz wilka to powieść , która uświadamia nam, że rodzina to nie tylko więzy krwi, ale również osoby, które pragniemy uważać za rodzinę. Książka uczy nas również, by nie oceniać wszystkich ludzi pochopnie, bo nigdy nie wiadomo kiedy i my będziemy potrzebować pomocnej dłoni w naszym życiu. W książce nie brakuje emocji, postacie są dobrze wykreowane, a świat jaki stworzyła autorka ocieka na każdym kroku wielką i bezinteresowną przyjaźnią, między ludźmi, których doświadczyło życie, a których w naszym życiu wielu z nas najzwyczajniej w świecie by ominęło z daleka.

Gorąco zachęcam do przeczytania tej niezwykle cennej pozycji.